Logo Przewdonik Katolicki

Licencja na malowanie

Alicja Górska
FOT. PATRYK BIERSKI

Tworzy graffiti, murale, szablony streetartowe. Ostatnio także dzięki niemu niektóre kultury rybackie w Unieiściu zyskały inny design. Jak każdy twórca, Tomasz "Cukin" Żuk chce po sobie zostawić ślad.

Dwadzieścia lat temu, kiedy nie było jeszcze powszechnego dostępu do komputerów, wracał ze szkoły i udawał, że się uczy. – Niby czytałem książkę, a tak naprawdę rysowałem do niej ilustracje. Wszystkie zdjęcia w gazetach przerabiałem, domalowywałem zęby i wąsy – wspomina Tomasz. Zeszyty kończyły mu się po dwóch dniach, bo od tyłu zapełniał je różnymi rysunkami. Kiedy był w przedszkolu, nie lubił kredek ani farbek. – Dzieci w tym wieku nie mają wprawy w używaniu pędzla. Miałem problem, żeby kreski, które malowałem, były precyzyjne, dlatego lubiłem mazaki, markery – mówi. Pierwsze malunki na ścianach tworzył w wieku szkolnym. Narzędziem była kreda, ale i jabłka. Malować nauczył się w domu i do dziś uczy się przy każdej kolejnej pracy. Jego malunków powstało kilka tysięcy.
 
Potem farba samochodowa
Pierwszą farbę w sprayu kupił za kieszonkowe, które dostał od babci. Nie była to farba do malowania graffiti, tylko do blacharki samochodowej. – Kiedy zobaczyłem na osiedlu, że napis, który zrobiłem, nadal jest widoczny po tygodniu, a nawet po roku, zacząłem malować na ścianach – wyjaśnia Tomasz. Pierwsze malunki powstawały nielegalnie. Były to na przykład oczka na słupach, starych skrzynkach albo na kamieniach. – Wiem, że to nie jest dobre, ale nie niszczyłem komuś elewacji, tylko starałem się reanimować to miasto – przekonuje.
Dziś Tomasz ma kilka tysięcy farb. Maluje obiekty, na które ma pozwolenie albo zlecenie, a Koszalin zaczął być kojarzony z tymi oczkami. – Wpadłem na pomysł i rozdawałem takie oczka do rozklejenia. Znajomi wysyłali mi później zdjęcia z Rzymu, Paryża oraz innych miast w Europie, gdzie je zamieszczali – opowiada. Z policją nadal się spotyka, bo w świetle polskiego prawa nielegalne malunki w przestrzeni publicznej to wandalizm, za co grozi grzywna, a nawet kara pozbawienia wolności. – Maluję w parku mural, a policja wjeżdża na sygnale z piskiem opon – mówi ze śmiechem „Cukin”. – Prawie z bronią do mnie biegną. Widzą, że nie uciekam, więc zdziwieni pytają, dlaczego. Wtedy im pokazuję dokument z pozwoleniem na malowanie.
 
Nie tylko z szablonu
Farb używa tylko tych w sprayu, produkowanych w Hiszpanii. Mówi, że mają delikatny zapach ciasteczek z marcepanem. Ich kolorystyka jest bogata, każdy kolor ma przynajmniej dziesięć odcieni. Maluje „z ręki”, ale także przy użyciu szablonów, które sam wycina z brystolu. Zbyt małych elementów nie da się wykonać sprayem, a aerografem nie można wykonać tych, które są za duże. – Kiedyś kupiłem ploter do wycinania szablonów, ale szybciej wycinałem niż on, więc go sprzedałem – opowiada. Wcześniej wszystko malował przy użyciu szablonów, bo bał się nierówności. Dziś po latach wprawy, większość prac wykonuje „z ręki”. – Wiem, że gdyby nawet ściana mi się zawaliła, to bym ją całą odmalował jeszcze raz i nadal wyglądałaby tak samo – przekonuje.
 
Teraz murale
W przypadku malowania murali, a więc wielkoformatowej grafiki, Tomasz wykorzystuje projektor. Pomaga mu to zachować odpowiednie proporcje, bo murale na kilkumetrowych ścianach wymagają pracy nie tylko na drabinie, ale często wręcz z podnośnika.  – Gdybym nie użył projektora, to sroka, którą malowałem w Słupsku, mogłaby bardziej mewę przypominać – tłumaczy „Cukin”. Dodaje, że przy dużych obiektach można też korzystać z siatki, dzięki której powiększa się dowolnie skalę projektu. Niektórzy malują murale przy użyciu kilkudziesięciu szablonów: wtedy trzeba cały projekt przenieść na brystol i przykładowo z pięćdziesięciu szablonów złożyć całość. Wówczas szablony jeden po drugim pokrywa się farbą.
 
Ceni wolność tworzenia
„Cukin” na początku swojej drogi zawodowej przyjmował zlecenia na malowanie pokoi dziecięcych. Dziś już nie chce się tym zajmować i z uśmiechem mówi, że się wystarczająco namalował Kubusiów Puchatków. Woli sam opracowywać projekty i w większości przypadków zamawiający zdają się na niego. – Dla mnie to ważne,  bo wtedy wiem, że ktoś zamawia artystę, a nie chce, żebym mu namalował tapetę – wyjaśnia „Cukin”.
Szkice wykonuje głównie na komputerze. Zawsze stara się wcześniej przygotować projekt, żeby uniknąć rozczarowania wśród zamawiających i konieczności przemalowywania ściany. – Kiedyś zdarzyło mi się, że ktoś poprosił mnie, żebym cały malunek przesunął o centymetr w górę. A już wszystko było namalowane. Albo uznał, że namalowana postać jest trochę za gruba – wspomina Tomasz.
„Cukin” nie zabiega o zamówienia publiczne, bo nie chce, żeby ktoś z urzędników decydował o tym, jak ma wyglądać jego twórczość artystyczna. Kiedy dostaje wolną rękę, maluje.
 
Inspiruje się naturą
– Nie inspiruje mnie to, co zostało stworzone przez człowieka, bo to przemija – mówi „Cukin”. W jego pracach dominuje przyroda, ptaki, zwierzęta. – W naturze wszystko wypracowane jest przez setki tysięcy lat. Kolorystyka, kształty: to jest mistrzostwo – wyjaśnia. Dodaje, że lubi tematykę nadmorską i klimat zniszczonych rzeczy.  – Najbardziej inspirujące dla mnie miejsce w regionie to przystań rybacka w Unieściu. Lubię tu przychodzić. Są tu pordzewiałe beczki i kotwice, piach, kutry i kontenery. Podobają mi się te baraki – przyznaje grafficiarz. Dlatego postanowił za darmo wymalować kutry, by odmieniły przestrzeń, cieszyły i jego, i turystów. Na jednym wymalował kolorową ośmiornicę i wieloryba. Początkowo rybacy sceptycznie podchodzili do jego pomysłu, dziś wszyscy proszą go o malunki. Także w Mielnie wkrótce będzie można obejrzeć na promenadzie ponad dwadzieścia grafik jego autorstwa.
„Cukin”, kiedy maluje za darmo, zastrzega sobie, by te prace nie zostały wykorzystane komercyjnie. – Jeżeli maluję za darmo, to zależy mi na tym, żeby te malunki były artystyczne. Nie chcę, żeby ktoś przyczepił na nich reklamę, typu napis „Ryba u Zdzicha”. Jeśli zrobią coś takiego, to z powrotem zamaluję je na biało lub czarno – mówi.   
 
Pozytywny przekaz
Jego prace nie szokują ani treścią, ani formą, ani kolorystyką. Tomasz wykorzystuje barwy zastane w danym miejscu. – Staram się, żeby te malunki w przestrzeni miejskiej wyglądały tak, jakby tam wyrosły, żeby naturalnie się komponowały z otoczeniem – wyjaśnia. Mural w Parku Książąt Pomorskich w Koszalinie przedstawia las, bo przy tunelu, na którym się znajduje, rosną drzewa. Ściana wcześniej była niebieska i ten kolor pozostał, dodając obrazowi głębi. To miejsce spacerowe rodzin z dziećmi, dlatego tematyka obrazu jest baśniowa. „Cukin” przyznaje, że lubi obserwować reakcje przechodniów na prace, które wykonał. Siada w parku i się przygląda. – Staram się moje malunki robić w miejscach łatwo dostępnych dla przechodniów, tak by umożliwić im robienie zdjęć na ich tle. Często kompozycje prac są takie, by dzięki scenom w 3D spacerowicze mogli stawać się ich częścią i na przykład karmić malowanego lisa w parku, czy ptaki w budkach na drzewie – dodaje.
 
Ważny przekaz
– Kiedy w Puszczy Białowieskiej odbywała się wycinka drzew, namalowałem na ścianie pnie drzew, które układały się w napis „HELP” – opowiada „Cukin”. Ten malunek powstał obok głównego budynku poczty, przy największej ulicy w Koszalinie. – Na początku oglądający widzieli tylko drzewa, ale potem odkrywali przekaz, że one wołają o pomoc.
Mural w Słupsku, który przedstawiał srokę, także miał głębszy przekaz. „Cukinowi” zależało na pokazaniu, jak wśród ludzi rządzą stereotypy i pokutują różne mity, stąd sroka przedstawiana w literaturze jako „złodziejka”, w ubiegłym roku uniewinniona przez naukowców.
Za darmo pomalował też ścianę na oddziale dziecięcym Szpitala Wojewódzkiego w Koszalinie. – Wiedziałem, że mogę szybko zmienić wygląd tej sali, bez oglądania się na innych, którzy być może miesiącami zbieraliby pieniądze na jej remont. Mam farby, umiejętności, więc dlaczego nie miałbym tego zrobić? – pyta. Przyznaje, że chciał w ten sposób zwrócić uwagę na wygląd pozostałych ścian w innych salach szpitalnych. – To był dramat. Potem wszystkie dzieci chciały leżeć w sali, gdzie znajdował się mój malunek – wspomina.
 
Wbrew przemijaniu
Jak każdy twórca, Tomasz Żuk chce po sobie zostawić ślad. – Kilkadziesiąt tysięcy lat temu malowało się w jaskiniach i te malunki przetrwały do dziś. Byłem w jaskini w Tajlandii, żeby zobaczyć malowidła naskalne. Nie mam dziś jaskiń, ale mam nadzieję, że po mojej śmierci zostanie chociaż jeden malunek spośród tysięcy, które wykonałem – mówi „Cukin”.
Co z trwałością tego typu prac, wystawionych na słońce, deszcz i mrozy? Ich wytrzymałość zależy od jakości ściany. Jeżeli elewacja nie zostanie odpowiednio przygotowana, to malunek będzie niszczał tak samo jak ta ściana. Będą powstawały pęcherze, odpryski tynku. – Mam kilka takich, które raz w roku muszę konserwować. Dla siebie to robię, żeby one jak najdłużej przetrwały – mówi Tomasz i wyjaśnia, że zewnętrzne ściany są narażone na szkodliwe czynniki atmosferyczne, dlatego muszą być odpowiednio zabezpieczone. – Ale osobiście lubię malować na brudnych ścianach, z zaciekami albo na pordzewiałych powierzchniach – dodaje.
W życiu „Cukina” dużo zmieniło narodzenie syna. Mówi dziś, że chciałby mu pokazać kiedyś swoje prace. – Zawodowo zwolniłem tempo. Kiedy się widzi uśmiech swojego dziecka, to już nic nie trzeba robić, tylko na nie patrzeć – mówi.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki