Logo Przewdonik Katolicki

Magia realizmu magicznego

Michał Szułdrzyński
fot. Magdalena Książek

Ogromnie spodobało mi się pojęcie, którego ostatnio zaczęła używać część polskich intelektualistów: „realizm magiczny”.

To swego rodzaju karykatura realizmu. Wszystko pozornie w nim wygląda na zdrowy realizm, ale poprzez oderwanie od realiów właśnie, przypomina on raczej wiarę magiczną niż zdroworozsądkowy realizm.
Jak pisał niedawno Marek Cichocki, polska prawica to właśnie zwolennicy realizmu magicznego. Jak na realistów przystało, przekonują, że świat nie opiera się na pięknych ideach, lecz na twardej sile. I w związku z tym rezygnują z pięknych idei, lecz w zamian za to nie mogą pokazać twardej siły, bo Polska nie jest zbyt silnym krajem. Nie mamy ani silnych instytucji, ani potężnej dyplomacji, ani też gospodarki. A więc twierdząc, że powinniśmy stawiać na Realpolitik, de facto zaczynamy karmić się mrzonkami.
Jeszcze ciekawiej pisał o realizmie magicznym Olaf Osica, były szef prestiżowego Ośrodka Studiów Wschodnich. Na Twitterze gorzko zauważył: „Przekonanie części polskiej elity politycznej, że strzelnice i WOT są trafną odpowiedzią na zagrożenie ze wschodu, jest chyba najlepszym dowodem na  realizm magiczny», który świętuje nad Wisłą. Rekonstrukcje historyczne zawładnęły naszym myśleniem strategicznym”.
Stare powiedzenie mówi, że generałowie są najlepsi w wygrywaniu bitew, które już dawno przeminęły. Owszem, wyciąganie wniosków z przeszłości jest niezwykle ważną cechą ludzi inteligentnych. Ale równocześnie często popełnianym błędem strategów jest przekonanie, że przyszłe wojny i bitwy będą wyglądały tak, jak te już minione.
Wojska Obrony Terytorialnej mają oczywiście pewien sens. Ale trzeba pamiętać, że jeśli z zachodu przyjdzie zagrożenie, nie będzie to konflikt taki, jak znaliśmy go z historii. Obserwując wojnę w Syrii, widzimy, że najważniejsze są rakiety, broń lotnicza i przeciwlotnicza. Bezpośredni konflikt zwaśnionych stron to ostateczność. Jeśli dodamy do tego jeszcze cyberwojnę, polegającą na uderzeniu w serce nowoczesnego państwa – systemy informatyczne, elektrownie, systemy zarządzające oczyszczalniami ścieków, koleją, bezpieczeństwem lotów – widzimy doskonale, że można sparaliżować życie Polski bez ataku regularnej armii. Czy umiejętności strzeleckie Polaków, czy dzielność ochotników WOT zatrzymają atak cybernetyczny? Czy będą przydatni w przypadku wojny hybrydowej? Czy wystawienie straży wokół elektrowni pozwoli zabezpieczyć ją przed wirusem, który sparaliżuje sterowniki bloków energetycznych? Oczywiście, że nie.
I WOT, i strzelnice są potrzebne. Ale one bardziej przydadzą się na wszelki wypadek wojny konwencjonalnej. Pytanie jednak, na ile jesteśmy przygotowani na zupełnie nowy typ konfliktów. Prężenie muskułów na ringu bokserskim nic nam nie da w sytuacji, gdy potencjalny konflikt może się rozegrać w zupełnie innych realiach. I na tym właśnie polega realizm magiczny. Czołgi też są potrzebne. Ale nawet tysiąc takich maszyn może nam nie zapewnić bezpieczeństwa, jeśli na naszym niebie pojawią się rakiety, zaś przeciwnik uderzy w nasze cyfrowe podbrzusze.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki