Logo Przewdonik Katolicki

Życie jak w bańce

ks. dr Mirosław Tykfer
Fot. East News

– Jesteś młody? Możesz mówić, jesteśmy tutaj, aby cię słuchać – mówi rozmarzony papież o zbliżającym się synodzie na temat młodzieży. Franciszek sam schodzi z kanapy i rozmawia z młodymi, także z tymi, którzy wypierają się Boga.

Publikacja kolejnej rozmowy z papieżem Franciszkiem to nic nowego. Niedawno pisałem na naszych łamach o jednej z nich, a tu ukazuje się już następna w polskim tłumaczeniu. Tym razem rozmowę prowadzi młody włoski dziennikarz Thomas Leoncini, który już w tytule swojej publikacji (Bóg jest młody) zdradza jej tematykę. Warto zajrzeć do tej książki, ponieważ jest ona wprowadzeniem do zbliżającego się synodu biskupów na temat młodzieży.
 
Realne pytania
Może być to lektura rzeczywiście interesująca. Daje szansę dowiedzieć się między innymi, dlaczego papież nie chce, aby Kościół pytał o młodych tylko w kontekście wiary, ale przyglądał się sytuacji ich życia w ogóle. Ewangelizacja będzie wprawdzie ważnym tematem synodu, jednak papież chce nam powiedzieć, że przejmuje się losem młodych nawet wtedy, gdy nie są oni członkami Kościoła. Zaprosił delegatów młodzieży do Rzymu, aby przed synodem wysłuchać ich opinii. Pozwolił, aby w spotkaniu wzięli udział także działacze szwajcarskiego stowarzyszenia ateistów. Pokazał w ten sposób, że biskupi powinni być gotowi odpowiadać na wszystkie realnie stawiane przez młodych pytania i że powinni wsłuchać się w głosy wszystkich, także tych spoza Kościoła.
 
Przeczekać tego papieża…
Jeden z moich znajomych często przekonuje mnie, że młodzi nie chcą już słyszeć tego „gadania o dialogu i różnorodności kulturowej”, że „chcą wskazania im konkretnej drogi, jak uchronić się przed narastającym niebezpieczeństwem wojny i terroryzmu”. Wziął się więc do roboty i zagospodarował młodym ich lęk. Zachęca ich do wspierania procesów wzajemnego oddzielenia społeczności odmiennych kultur i narodowości oraz do bardzo wysokiej – jak to nazywa – przezorności wobec wszystkich kulturowo nam „obcych”. Przekonuje młodych – a muszę przyznać, że robi to skutecznie – że proponowana przez Franciszka miłość braterska wśród wszystkich ludzi jest naiwnością, a realia wymagają raczej stawiania murów niż prowadzenia dialogu. Uważa również, że większość ludzi Kościoła stoi po jego stronie i po cichu mówi, że „tego papieża” trzeba po prostu przeczekać.
 
Oni się boją
Muszę przyznać, że w jednym jesteśmy zgodni: młodzi faktycznie się boją. Mówi o tym również papież Franciszek w rozmowie z Leoncinim. Widzi, że młodzi mają dzisiaj tendencję do zamykania się, a nawet do surowości. Dostrzega tę skłonność także wśród kleryków i młodych księży. „W mojej opinii dzieje się tak, ponieważ się boją – mówi papież. – Kto zwraca się ku skrajnościom i ma skłonność do zbytniej surowości, jest strachliwy, chowa się w surowości i robi to, by się bronić” – wyjaśnia. Dążenia do izolacji mają więc zdaniem Franciszka swoje rzeczywiste źródło nie w rozsądnym rozeznaniu sytuacji geopolitycznej, ale w nieuświadomionym lęku. Bo „pod każdą surowością kryje się zawsze jakiś nierozwiązany problem, a także, być może, choroba” – przekonuje papież.
 
Propaganda z lękiem w tle
Wykorzystywanie lęku do propagowania ideologii opartych na zamknięciu to jednak bardzo zły pomysł. Zdaniem Ojca Świętego młodzi ludzie nie potrzebują surowych wychowawców, którzy nie potrafią rozwikłać trudnych problemów ludzkości, a proponują rozwiązania krótkowzroczne i nietrwałe. „Widać to w naszym stosunku do migrantów” – mówi papież. Przekonuje, że młodzi potrzebują raczej autorytetów, które zdołają wzbudzić w nich pragnienie budowania pokoju na świecie nie przez oddzielenie, ale przez szukanie jedności w dialogu. Szkoda tylko, że my, starsi – narzeka papież – „często nie potrafimy nakłonić młodych do marzenia i nie jesteśmy w stanie wzbudzić w nich entuzjazmu”. Zamiast tego na ich drodze pojawiają się ludzie zepsuci, którzy „są jak ambitni wspinacze, którzy za swoimi międzynarodowymi dyplomami i technicznym językiem (bardzo często nadmuchanym) mogą ukrywać ograniczony intelekt, a przede wszystkim niemal zupełny brak człowieczeństwa”.
W innym miejscu rozmowy dopowiada: „Ważne jednak, by ambicja nie pchnęła nas do deptania innych, byleby tylko iść naprzód i kontynuować wspinaczkę”. Dążenie do ujednolicenia myślenia wciąga ludzi do „życia jak w bańce” i wpędza ich w „intelektualny i uczuciowy autyzm”. „Ileż zła może się narodzić z tych poważnych chorób człowieka…!” – stwierdza ze smutkiem Franciszek. Wielu chce widzieć świat zawsze w kolorach czarnym lub białym. „Życie – twierdzi papież – jako takie jest szare” i wymaga ludzi pokornych i otwartych, uczących trudnej sztuki wsłuchiwania się w innych.

Edukacja dwukierunkowa
Dlatego w opinii Franciszka niezwykle ważne są zmiany w edukacji. „Dobry wychowawca – twierdzi papież – zadaje sobie codziennie pytanie: Czy mam dziś serce wystarczająco otwarte na przyjęcie tego, co niespodziewane? Wychowanie oznacza nie tylko tłumaczenie teorii, ale przede wszystkim wchodzenie w dialog, tak by przezwyciężało myślenie oparte na dialogu”. „Nie ma wychowania jednokierunkowego, jest tylko dwukierunkowe. Ja nauczam ciebie, ale gdy to robię, ty też uczysz mnie czegoś, być może nawet przydatniejszego do tego, czego ja się uczę od ciebie”. Papież mówi to w kontekście nie tylko edukacji młodzieży, ale także dzieci: również one, zdaniem Franciszka, są zdolne pomagać nam odkrywać prawdę o życiu.
 
Społeczeństwo wykorzenione
Jaka jest praktyka? Jakie są nasze szkoły? Jakie modele wychowania proponujemy młodym w rodzinach? Czy nie chlubimy się dość naiwnie, że nasi polscy wychowankowie wygrywają światowe konkursy z wiedzy, z teorii właśnie – a nie widzimy, jak trudno im potem odnaleźć się w zróżnicowanym społeczeństwie? Jak łatwo rodzą się w nich napięcia i izolacja, jak bardzo cierpią na samotność, bo dużo wiedzą, ale nie spotkali nikogo, kto pomógłbym im realnie pozbierać to w jedną sensowną całość? Czy naprawdę zechcemy z Franciszkiem budzić w nich prawdziwą nadzieję i radość ze współpracy z innymi, z budowania wspólnoty w różnorodności ludzkich doświadczeń, które będą zdolni postrzegać jak bogactwo, a nie jedynie widzieć w nich zagrożenia? Czy ocalimy w nich ufność i otwartość zamiast pielęgnowania wrogości? I czy w końcu zrozumiemy, jak bardzo młodzi szukają miłości, czułego wysłuchania, bycia razem?  Jak bardzo są gotowi, aby tą miłością się dzielić, nawet z tymi, którzy są im obcy, wykluczeni i pogardzani? Z tymi może szczególnie, bo to właśnie młodość zachowała wrażliwość, którą dorośli często już utracili, w miejsce bezpośredniego okazywania czułości ubogim wstawiając pomoc systemową: potrzebną, bardzo potrzebną, ale często bardzo też zimną, wypłukaną z czułości i spotkania.
 
Czułe zbliżenie
Myślę, że właśnie dlatego, żeby biskupi byli bardziej świadomi tych zagrożeń, papież spotyka się w Rzymie z wszystkimi, także z tymi, którzy dzisiaj wypierają się Boga. Pokazuje, że owocny dialog z nimi jest możliwy. Poważnym problemem naszych czasów jest bowiem „społeczeństwo wykorzenione”, w którym ludzie żyją bez poczucia wzajemnej przynależności. Kościół tymczasem ma być w świecie wspólnotą wzajemnego szacunku dla człowieka. Może on inspirować do budowania struktur społecznych, w których naczelną zasadą jest kultura spotkania. Może to robić we współpracy także z tymi, którzy nie są katolikami. Kościół – powtarza Franciszek słowa papieża Pawła VI – jest sługą całej ludzkości. Jest zaczynem jedności wszystkich ludzi. „A my żyjemy obok siebie, ale nie ze sobą” – ubolewa papież.
– „Młodemu człowiekowi potrzeba czułości, aby zbliżył się do starego, a osobie starszej też potrzeba czułości, jeśli chce się zbliżyć do młodego” – aby nastąpiła wymiana pokoleniowa, która uczy porozumiewać się ze starszymi, a jednocześnie aby ta lekcja była wstępem do porozumienia się między rówieśnikami w ich odmienności.
 
Czuć się kochanym
Na koniec wspomnę o czymś, co mnie zaskoczyło najbardziej. Zadziwił mnie papież Franciszek swoim wyznaniem dotyczącym miłości. Młody Jorge Bergoglio z różnych powodów nie zawsze czuł się kochany. Nie dlatego, że miał niedobrą rodzinę, ale że będąc młodym człowiekiem, czasami przeżywał takie wątpliwości jako rzecz naturalną w tym wieku. Przekonał się jednak, także później, będąc księdzem i biskupem, że „bycie kochanym jest jedną z konsekwencji autentyczności”. Otwartość, zdaniem papieża, nie prowadzi więc tylko do jakiegoś dogadania się albo do zgody na wzajemne współistnienie, gdy w grupie ludzi są różne poglądy. Franciszek wierzy i wie, bo sam się o tym przekonał, że to naprawdę działa: otwartość prowadzi do miłości. Autentyczność człowieka zawsze spotyka się ze spontaniczną odpowiedzią w postaci zawstydzenia: dlaczego ja przed nim udaję? Dlaczego zakładam maski? Dlaczego boję się przyznać do słabości, do bólu, do tego, że sam potrzebuję innych?
No właśnie: dlaczego…?
Czy to pytanie dotyczy tylko młodych? 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki