Logo Przewdonik Katolicki

Oscary 2018 wielkie rozczarowanie

o. Michał Legan OSPPE   
FOT. MATERIAŁY PRASOWE

Rok 2017 obfitował w kino wrażliwe, niejednoznaczne, wymagające. Tymczasem nagrodzono film, który co prawda w warstwie wizualnej jest dość wysmakowany, ale głębią przypomina… brodzik.

Regularnie co roku w środku Wielkiego Postu przeżywam tę samą wątpliwość: cisza i skupienie duchowego przygotowania do Wielkanocy walczy z pokusą, by po raz kolejny zarwać noc i obejrzeć ceremonię oscarową. Tym razem w decyzji pomógł mi świetny krytyk filmowy i człowiek, który w swojej publicystyce zwykle trafia w sedno, Łukasz Adamski, regularnie i konsekwentnie nazywając najsłynniejszą nagrodę filmową na świecie „Złotymi Cielcami”. Stara zasada życia duchowego mówi, że jeśli nazwie się pokusę po imieniu, zwalczenie jej stanie się łatwiejsze. Być może właśnie dlatego spokojnie zasnąłem w oscarowy wieczór, niewiele myśląc o pełnej blichtru i powierzchowności ceremonii, rozpoczynającej się w Los Angeles, by o poranku – może odrobinkę niecierpliwie – sprawdzić, kto wygrał. I by doznać ogromnego rozczarowania.
 
Niepogłębiona metafora
Miałem o Amerykańskiej Akademii Filmowej dużo lepsze zdanie… Może naiwnie sądziłem, że jej członkowie są w stanie przekroczyć tę niewidzialną barierę wrażliwości, która tym razem przypominała raczej szeroko otwarte drzwi, bo przecież – i zgodzą się ze mną wszyscy miłośnicy kina – dawno już nie było wśród nominowanych filmów tak interesujących, głębokich, wielowymiarowych i ważnych dzieł. Rok 2017 obfitował w kino wrażliwe, niejednoznaczne, wymagające. Tymczasem nagrodzono film, który głębią przypomina brodzik. To nawiązanie do „basenowych” skojarzeń nie jest przypadkowe, bo film Guillermo del Toro pod tytułem Kształt wody jest co prawda w warstwie wizualnej dość wysmakowaną impresją na temat wody i zanurzenia, w warstwie fabularnej reprezentuje niestety to, co w kinie najgorsze: przekombinowaną, niepogłębioną metaforę wszystko-zwyciężającej-miłości i politpoprawną pochwałę różnorodności. Może i przyjemnie się to ogląda, bo wszystko w tym filmie pasuje, wszystko jest dopieszczone i wprawia nas w dobry nastrój, nie zmienia to jednak faktu, że rację miał prowadzący tegoroczne Oscary Jimmy Kimmel. Powiedział on, iż film opowiada o tym, że wobec nieustannie zawodzących mężczyzn bohaterka zakochała się w rybie… Co za druzgocąca recenzja, która jednak nie przeszkodziła Akademii nagrodzić dzieła mówiącego naprawdę o niczym, bo chyba nie o tym, że w każdym potworze kryje się wrażliwiec, a w każdym dziwaku bije gorące serce. To już wiemy od czasu Pięknej i Bestii, a nawet od premiery Snu nocy letniej, więc nagrodzenie tego dzieła wydaje się groteskowe, szczególnie gdy przyjrzymy się pozostałym nominowanym filmom.
 
Wielcy przegrani
Mogli (i powinni!) nagrodzić Trzy billboardy za Ebbing, Missouri – film pasjonujący, pełen charakternych postaci, wciągający, opowiadający prawdziwy, krwawy dramat. A jednocześnie film o każdym z nas, gdy się uprzemy, zatniemy w sobie i nie odpuścimy. O wolności człowieka cierpiącego, o sile kobiet, o tym że nikogo nie można oceniać jednoznacznie, o sprawiedliwości, za którą się płaci przerażającą cenę, wreszcie o odkupieniu, które przychodzi, gdy zrobi się wszystko, co w naszej mocy, i pogodzi z porażką. Na szczęście nagrodzono Oscarem genialną rolę pierwszoplanową i równie charyzmatyczną drugoplanową.
Mogli (i powinni!) nagrodzić pełną ludzkiej wrażliwości, doskonale napisaną opowieść o dorastaniu pod tytułem Lady Bird, bezpretensjonalną, a jednocześnie pełną wewnętrznej siły pochwałę indywidualizmu, osadzoną w realiach typowej rodziny z problemami, kochającej się i nierozumiejącej jednocześnie. Zwyczajna-niezwyczajna opowieść o codzienności zasługuje na niejedną nagrodę, ale przede wszystkim zasługuje na uwagę widzów.  
Mogli (i powinni!) nagrodzić wstrząsający film wojenny mistrza Christophera Nolana pod tytułem Dunkierka. Jeden z internautów napisał zdania, z którymi trudno się nie zgodzić: jest to film w zasadzie awangardowy, wykoncypowany. A i tak potrafił poruszyć emocjonalną strunę. Dunkierka nie tylko przykuwa do fotela, ale prowokuje do myślenia, jeszcze długo po seansie. Bohaterowie wypowiadają tutaj zaledwie kilka słów, groza sytuacji dociera do nas dzięki temu, że wybitny twórca filmowy „osadza” nas jako widzów w samym epicentrum dramatu, kiedy więc czytamy niemiecką ulotkę „jesteście otoczeni, poddajcie się!”, nic nie dzieli nas od filmowych bohaterów, wraz z nimi zamknięci jesteśmy w obrazy i dźwięki wojny. Wstrząsające.
Mogli (i powinni!) nagrodzić Nić widmo – film, którego nie rozumiem. Nie bardzo wiem, o czym jest (poza oczywiście arcyciekawą opowieścią o perfekcjoniście, którego pokonać musiała wiejska dziewczyna, wprowadzając w jego wysmakowane życie odrobinę trucizny). Miło jest obcować z filmami takimi jak ten. Filmami, które powoli odsłaniać będą kolejne głębie i znaczenia. Filmami, do których się dorasta, które się rozumie bardziej, gdy zaczyna się bardziej rozumieć siebie.
Mogli (i powinni!) nagrodzić Czwartą władzę Stevena Spielberga. Nieznośnie ideowy dramat biograficzny o meandrach komunikacji, cytowania i przekazywania informacji, o roli mediów i ich  powołaniu do „służenia rządzonym a nie rządzącym…”
 
Dziwaczna miłość
Mogli (i powinni!) nagrodzić nawet Tamte dni, tamte noce – arcydzieło filmowe o pożądaniu i miłości, o naturze bycia chłopcem i bycia mężczyzną, o świecie zachodniego dziedzictwa kulturowego, o fenomenie cudownych młodych wrażliwców, zafascynowanych – dzięki miłości rodziców – tym dziwnym pragnieniem dobra, wreszcie o arystokratyzmie dusz. Film jest mi głęboko obcy ze względu na pochwałę miłości homoseksualnej, nie mogę jednak nie przyznać, że ten wstrząsająco piękny obraz niesie w sobie takie pokłady wrażliwości, że mnie pokonał. Kino utkane z literatury, szafujące niemalże akademicką ikonografią, nawiązujące bezpośrednio do Viscontiego. Guadagnino opowiada o potędze impulsów, które bywają destrukcyjne, nawet autodestrukcyjne. A za horyzontem czekają już ból i strata. Takie kino!!!
Tymczasem nagrodzili lekko dziwaczny film o miłości dziewczyny do morskiego potwora. Czy oni nic nie rozumieją…?
 
 
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki