Logo Przewdonik Katolicki

Mosty nad niewidzialnym

Michał Golubiewski OP
Fot. AIDAN CRAWLEY / PAP EPA

Sporo osób ma mieszane uczucia wobec kultu relikwii. Wielu zadaje sobie dosadne pytanie, dlaczego Kościół rozwozi po świecie krew zmarłych, transportuje czyjeś zwłoki na drugi koniec świata czy całuje zamknięte w metalowej kasetce kości?

Odrobina krwi św. Jana Pawła II jest już w kościołach na całym świecie. Na Światowe Dni Młodzieży do Krakowa  przyjechała trumna z ciałem bł. Pier Giorgia Frassatiego. Cząstka kości, kropla krwi, odrobina włosów, fragment habitu, a nawet materiału, który potarto o trumnę świętego – wszystko to jest uznawane za „relikwie”, czyli dosłownie tłumacząc z łaciny: „to, co pozostawione”, „szczątki”.
Kościół od starożytności otaczał relikwie czcią. W pochodzącym z II w. opisie męczeństwa św. Polikarpa czytamy, że „wierni zebrali jego kości, które były cenniejsze od szlachetnych kamieni i droższe od złota, i złożyli je w miejscu godziwym, tak aby wspólnota mogła zgromadzić się wokół nich każdego roku w rocznicę śmierci”. Ogromną wagę do relikwii przywiązywano w średniowieczu i powszechnie wierzono w ich cudowną moc. Kronikarze podają, że podczas uroczystego pogrzebu św. Dominika w Bolonii władze miasta zapewniły uroczystościom ochronę wojskową, obawiając się, że może dojść do próby „odbicia” ciała świętego.
 
Obecność nieobecnych
Człowiek potrzebuje znaków. To, co postrzegalne zmysłami, pomaga mu przejść do tego, co duchowe. Relikwie są właśnie takim fizycznym wsparciem dla wiary i modlitwy. Jeżeli w Kościele istnieje kult relikwii, to dlatego, że odpowiada on ludzkiej naturze i pomaga w duchowym kontakcie ze świętymi. Św. Augustyn pisał: „Skoro szata ojca, lub pierścień, czy inna pamiątka o tyle droższa jest dla pozostających dzieci, im większe jest ich uczucie miłości ku rodzicom, to jakże można nie dbać o ich ciała, ściślej i serdeczniej związane z nami niż wszelka odzież, są one bowiem częścią samej natury człowieka”. Św. Tomasz z Akwinu z tekstu Augustyna wnioskował, że skoro cześć należy się ciałom rodziców, to tym bardziej należy się ona ciałom świętych. Sobór trydencki mówił, że wierni powinni czcić „święte ciała męczenników i innych żyjących z Chrystusem, gdyż były żywymi członkami Chrystusa i świątynią Ducha Świętego, który je wskrzesi do życia wiecznego i obdarzy chwałą”.
W nauce o relikwiach widać przede wszystkim „logikę Wcielenia”. Skoro Syn Boży przyjął człowieczeństwo i świętość Boga objawiła się w ludzkim ciele, to ci, którzy trwają w bliskości z Jezusem, stają się święci także w swoim ciele. Zdarza się, że przez ciała niektórych świętych po śmierci świętość ta wydaje się manifestować w szczególny sposób. Znane są przypadki, że ciała nie rozkładają się lub wydzielają przyjemny zapach. Nawet jednak, jeśli po świętym naturalnym biegiem rzeczy pozostaną tylko kości, to – jak mawiał św. Tomasz – Bóg czyni dobro w ich obecności.
 
Po stopniach
Wśród relikwii rozróżniamy trzy ich rodzaje. Relikwie pierwszego stopnia to te związane z osobą Chrystusa (np. relikwie Krzyża) lub szczątki świętych. Drugi stopień obejmuje przedmioty, które należały do świętego, np. modlitewnik lub coś z jego ubrania. O relikwiach trzeciego stopnia mówimy w odniesieniu do przedmiotu, który miał kontakt z relikwiami pierwszego lub drugiego stopnia. Są to często małe fragmenty płótna, np. dołączone do obrazka świętego.  
Relikwie same w sobie nie są źródłem dobroczynnej mocy. Są one znakiem, który odsyła do osoby, do której należały, a Bóg ze względu na tę osobę udziela ludziom łask. To nie relikwie czcimy, co osoby – podobnie jak nie czcimy obrazów, tylko tych, których przedstawiają. Ostatecznie cześć oddawana świętym w obrazach czy relikwiach prowadzi do oddania chwały Bogu. Św. Hieronim pisał: „Szanujemy relikwie męczenników, aby uczcić Tego, którego są męczennikami; szanujemy sługi, aby poszanowanie spływało na Pana”. To cześć oddawana Bogu jest na pierwszym miejscu i św. Hieronim, podobnie jak i późniejsza Tradycja Kościoła, używa nawet innego słowa, mówiąc o niej i o czci świętych. Właściwa cześć (gr. latreia) należy się tylko Bogu. Szacunek okazywany świętym wyrażany jest słowem dulia, a ten szczególny skierowany ku Maryi określeniem hyperdulia. W języku polskim nie ma dokładnych odpowiedników, ale dobrze możemy uchwycić tę różnicę, kiedy pomyślimy, że „adorujemy” Najświętszy Sakrament, ale już nie np. relikwie św. Wojciecha.
 
Pióro archanioła
Historia Kościoła znała wiele nadużyć związanych z kultem relikwii. Jednym z nich był handel nimi. W połowie XIV w. Siena po długich negocjacjach zakupiła od Wenecji relikwie Męki Pańskiej: fragmenty drzewa Krzyża, gąbki, włóczni i gwóźdź, oraz fragment szaty Matki Bożej. Jak można przypuszczać, ważnym problemem stało się pytanie o autentyczność relikwii lub ich fałszowanie. Pod koniec XIX w. doliczono się w europejskich kościołach ponad 30 gwoździ, mających pochodzić z Krzyża Chrystusa. Pamiętamy z Krzyżaków literackie echa tego procederu: kopyto osiołka, na którym Święta Rodzina uciekała do Egiptu, pióro ze skrzydeł archanioła Gabriela, które zgubił podczas Zwiastowania czy szczebel z drabiny, która przyśniła się Jakubowi. Dość fantastyczną relikwią był również „kamień, którego Pan Jezus nie miał, żeby na nim głowę skłonić”.
Nadużyciem wobec relikwii było także magiczne do nich podejście i traktowanie ich jak amulety, które automatycznie zapewniać miały pomyślność i ochronę. Wobec tych wszystkich problemów sobór trydencki zdecydowanie podkreślał, że należy „usunąć wszelkie przesądy” i „wyeliminować wszelkie brudne zyski” związane z kultem relikwii i świętych.
 
Z dzisiejszej perspektywy
Kodeks prawa kanonicznego mówi jasno: „Sprzedaż relikwii jest bezwzględnie zakazana” (kan. 1190, § 1), chociaż możliwe jest złożenie ofiary przy ich otrzymaniu. Jeżeli relikwie pierwszego stopnia są komuś przyznawane, to z reguły parafiom czy zgromadzeniom zakonnym. Towarzyszy im odpowiedni dokument, potwierdzający ich autentyczność. Do przeniesienia lub rozdzielania szczególnie cennych relikwii potrzebna jest zgoda Stolicy Apostolskiej.
Co w takim razie z relikwiami dostępnymi np. w antykwariatach czy w internecie? O ile sprzedaż relikwii jest z perspektywy Kościoła rzeczą złą, czy tak samo ma się z ich kupnem? Sprawa jest delikatna. Znam pewien klasztor pod wezwaniem św. Jacka, któremu zamożni dobrodzieje kupili znaleziony u antykwariusza piękny i zabytkowy relikwiarz patrona, chcąc go uratować przed losem muzealnego eksponatu czy zwykłej ozdoby. Oczywiście bez gwarancji, że będące w środku relikwie mają coś wspólnego ze św. Jackiem.
 
Znaki spotkania
Jeśli w dniu odpustu w parafii proboszcz postawi na ołtarzu relikwiarz jej patrona, warto to potraktować jako okazję do spotkania ze świętym. Gdyby tu był za życia ziemskiego albo zmartwychwstały, pewnie chciałbym się z nim przywitać. Mogę to zrobić symbolicznie przy relikwiarzu. Jeden go ucałuje, inny będzie wolał tylko skłonić głowę, inny modlić się z daleka, bez dodatkowych gestów. W krakowskim klasztorze Dominikanów codzienne nieszpory odprawiane są w kaplicy, gdzie znajduje się grobowiec św. Jacka. Niektórzy z braci, przechodząc, zatrzymują się, by ucałować marmur grobowca. Inni tylko lekko dotykają go dłonią, jakby się z Jackiem witając. W jednym z kościołów, gdzie relikwiarze św. Jana Pawła II i św. Faustyny wmurowane są w ścianę, ludzie modlą się, w skupieniu opierając o nie czoło.
Potrzebujemy znaków. Zanim więc spotkamy się ze świętymi twarzą w twarz, mamy ślady ich pobytu na ziemi: relikwie. Są one pomostem między tym, co widzialne i niewidzialne: pomocą w mówieniu do świętych i znakiem ich duchowej łączności z nami.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki