Logo Przewdonik Katolicki

O miłość bez granic

Alicja Górska
FOT. DOMINIK KULACZEWICZ/PAP. "Różaniec do granic" dla dzieci zorganizowany przez archidiecezję gdańską na Westerplatte.

O wzajemny szacunek i jedność w narodzie, o pokój w Polsce i na świecie, o wiarę dla przyszłych pokoleń Polaków, a także we własnych intencjach, modlili się wierni w ramach akcji „Różaniec do granic”.

Na kołobrzeskim deptaku wzdłuż plaży, obok pomnika Zaślubin Polski z Morzem, różaniec odmawiali wierni diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej ze swoim biskupem Edwardem Dajczakiem. Do Kołobrzegu przyjechały grupy z wielu miejsc, m.in. z Wałcza, Świdwina, Połczyna-Zdroju czy Białogardu. Byli też wczasowicze z różnych stron Polski. Takich miejsc wspólnej modlitwy w diecezji było prawie dwadzieścia.
 
Wiara czyni cuda
Po Mszy św. i adoracji Najświętszego Sakramentu w kołobrzeskiej bazylice, mimo silnego wiatru i opadów deszczu, uczestnicy wydarzenia z figurą Matki Bożej Fatimskiej przeszli ulicami miasta w kierunku plaży.
– Nie boimy się deszczu. To piękna inicjatywa, dlatego w niej uczestniczymy. Modlimy się głównie za naszą rodzinę, ale także za naszą ojczyznę, o jedność w społeczeństwie. Nasz kraj jest dzielny i warto to w nas chronić – opowiadają Janina i Piotr Borowscy, którzy przybyli z leżącej niedaleko Kołobrzegu parafii Charzyno. Mówią, że osobiście bardzo doświadczyli opieki Matki Bożej. – Dzięki modlitwie mąż uniknął poważnej operacji na oczy. A w rodzinie mamy młodą dziewczynę, która miała nowotwór szczęki. Codziennie przed pracą przychodziłam tu do bazyliki i modliłam się za nią do Matki Bożej, zapalałam świeczkę. Jest już po przeszczepie kości i tydzień temu wróciła na studia. Nasza wiara czyni cuda – dodaje szczęśliwa pani Janina, od 20 lat we wspólnocie Żywego Różańca.
Wśród uczestników wydarzenia są też Renata i Jan Korczyńscy z Zielonej Góry, którzy do Kołobrzegu od kilku lat przyjeżdżają na wypoczynek. – Różaniec jest dla mnie szczególną modlitwą, zawsze kiedy było źle, to Różaniec i koronka – mówi wzruszona pani Renata i dodaje, że przyszli z mężem, by się modlić za Polskę , za świat i za rodziny, by nie zatraciły najważniejszych wartości.
Jan Korczyński przyznaje, że przez wiele lat zaniedbywał modlitwę i sferę duchową. Pochłonięty był pracą, zdobywaniem pieniędzy. – Kiedy przyszło wypalenie zawodowe, zadałem sobie pytanie, za czym tak pędzę? Zauważyłem, że w moim życiu brakuje głębszego sensu. Wtedy przypomniałem sobie dziadków, których życie było ciężkie, ale zawierzali je Bogu, zachowując radość i optymizm. Wiele mnie nauczyli, dlatego postanowiłem wrócić do korzeni, także do modlitwy różańcowej. Ta modlitwa pokazała mi, że są inne priorytety w życiu – wspomina pan Jan. – My w tej pogoni późno odkryliśmy, że trzeba się modlić za nasze dzieci i całe młodsze pokolenie Polaków, by nie zagubiło tych najważniejszych wartości. Dziś chcemy to nadrobić – dodaje.
Przyznają, że są spokojni o swojego syna, który niedawno się ożenił. – Wymodliliśmy sobie dobrą synową. Jest osobą wierzącą, a ponieważ naszemu synowi też jest po drodze z Bogiem i z różańcem, to jesteśmy spokojni, że razem będą trwali w wierze.
 
Tylko miłość nie ma granic
– Granice mają państwa, nawet wolność ma swoje granice, tylko miłość jest bez granic. Tak chcemy dziś przeżyć to wydarzenie – mówił bp Edward Dajczak. – Chcemy ten czas modlitwy podarować światu, by prosić o nawrócenie. Jesteśmy tu przecież także dla tych, którzy dla Boga i Maryi czasu nie mają, dla świata, który jest odległy od Ewangelii, zdominowany nienawiścią i zagubiony. Maryja wskazuje nam drogę. Pokuta i modlitwa są w stanie przemienić świat – wyjaśniał w homilii bp Dajczak, zachęcaąc do modlitwy oraz dawania świadectwa swojej wiary.
W rozmowach z uczestnikami „Różańca do granic” słychać zmęczenie podziałami politycznymi i społecznymi w Polsce, a także tęsknotę za poczuciem jedności. Panie Anna i Janina do bazyliki miały blisko, bo mieszkają w Kołobrzegu. – Cieszymy się, że możemy uczestniczyć w takim wielkim wydarzeniu, bo dziś jednoczy się cały nasz naród i to nie tylko w Polsce, ale także poza granicami kraju. Chcę się modlić w intencji pokoju, miłości na świecie, żeby nam się żyło lepiej, żebyśmy się nawzajem szanowali i kochali, bo tak jak powiedział biskup, miłość jest bez granic – opowiada z radością pani Anna.
Pani Janina przekonuje, że ta inicjatywa jest bardzo ważna, chociaż przez niektórych była wyśmiewana. – Mamy z koleżanką dorosłe córki i widzimy, że to młodsze pokolenie trochę sie zagubiło w życiu. Myślę, że bez wiary nie odnajdą właściwej drogi. To starsze pokolenie wie, że wiara pomaga w życiu, że trwanie przy Bogu i w dobrych relacjach międzyludzkich daje szczęście, dlatego modlimy się o młodych, by to odkryli – tłumaczy kołobrzeżanka. Pani Janina po różaniec sięga codziennie i przekonuje, że wiele razy doświadczyła pomocy od Matki Bożej. – Tych cudów w moim życiu było wiele. Nie wyobrażam sobie życia bez tej modlitwy, bez bliskości z Maryją – dopowiada.
W tłumie na deptaku, gdzie w czasie różańca, kilkakrotnie trzeba było się chronić pod parasolami, a słowa modlitwy tonęły w szumiącym Bałtyku, znalazła się też rodzina Anny i Dariusza z okolic Połczyna-Zdroju. Na wydarzenie przyjechali z trzema młodszymi córkami. – Skoro jeździmy z dziećmi na place zabaw czy w inne miejsca rozrywki dla nich, to też należy przyjechać w miejsca, gdzie się spotykamy z Bogiem na modlitwie, w spokoju, wyciszeniu – tłumaczy pani Anna, mama czworga dzieci. – To, że jest zimno, nie ma znaczenia. Zimą też wychodzimy z całą rodziną, a pogoda bywa gorsza. Chcemy, żeby nasze dzieci były wychowywane w naszej wierze i tradycji. Przyjechaliśmy tutaj, żeby modlić się o zdrowie dla naszej całej rodziny, ale także za nasz kraj, by się rozwijał – dodaje pan Dariusz.
 
Dość podziałów
Pan Andrzej z Mielna przyjechał po to, aby modlić się za ojczyznę. – Biorę udział w tym wydarzeniu, ponieważ jestem wierzącym Polakiem i zależy mi na naszej ojczyźnie. Jestem dumny z tego, kim jestem. Modlę się dzisiaj także o to, żebyśmy przestali wstydzić się tego, że jesteśmy Polakami. Modlitwa jest naszą bronią i tarczą – mówi.
Europoseł Czesław Hoc przyznaje, że w codzienności polityka to bardzo trudne, bo emocje są wielkie i rzeczywiście człowiek może przekroczyć pewne granice. – Staram się ich nie przekraczać, a przestrzegać dekalogu i żyć na co dzień wiarą, nadzieją i miłością. Pewnie mi łatwiej dlatego, że jestem lekarzem i swoją pracę traktuję jako służbę. Różaniec jest modlitwą miłości, a w obecnej sytuacji politycznej i społecznej bardzo potrzebne jest wzajemne wybaczenie i zrozumienie, chęć współpracy, mimo że mamy różne poglądy. Dlatego tu jestem, by się o to dla Polski modlić – uzasadniał swoją obecność eurodeputowany.
W całej Polsce w wyznaczonych 320 kościołach stacyjnych i 4 tysiącach stref wzdłuż granic modliło się w sobotę 7 października nawet milion osób.
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki