Logo Przewdonik Katolicki

Franciszek ma niewiele czasu

Katarzyna Matusz-Braniecka
Fot. Franciszek fot Antonello Nusca Polaris

Rozmowa z Gian Franco Svidercoschim, watykanistą, autorem książki Papież, który zapalił świat

Pisze Pan w swojej książce, cytując Franciszka, że stara się on być: „śmiały, iść naprzód, bez względu na konsekwencje”. Jaka jest cena tych reform dla Kościoła i dla Franciszka osobiście?
– Jeśli ktoś robi rewolucję, to musi się liczyć z tym, że będzie grupa osób niezadowolonych, którzy będą się temu sprzeciwiali i z czymś takim mamy do czynienia. Niektórzy nie przyjmują zmian, które mają miejsce, i za przykład możemy wziąć tu list czterech kardynałów do papieża albo ostatni list 62 naukowców i duchownych zaniepokojonych działaniami Franciszka. Oczywiście, jest to spowodowane tym, że papież przyjął duszpasterskie podejście do kwestii osób rozwiedzionych, żyjących w nowych związkach. Nie jest to zmiana doktryny, ale jest to zmiana podejścia. Niektórzy oczekują tego, żeby Kościół katolicki skupiał się na potępianiu i ustanawianiu prawa. Tymczasem Kościół stara się odczytywać Ewangelię także w duchu miłosierdzia. To już zaczynał robić intensywnie Jan Paweł II, kiedy ustanowił Niedzielę Miłosierdzia i mówił, że nie wystarczy głosić miłosierdzia, trzeba nim żyć. Niektórzy byli tak bardzo przyzwyczajeni do tego, żeby potępiać, że z trudnością przyjmują, iż Kościół też wybacza i chce być miłosierny.

Jakie są powody krytyki Franciszka i czego ona dotyczy?
– Tradycjonaliści, którzy skłonni są krytykować papieża, narzekają, że Kościół stał się zbyt wybaczający. Według nich istnieje zagrożenie, że teraz, gdy będziemy podchodzić z takim przebaczeniem do osób rozwiedzionych w nowych związkach, naruszona zostanie zasada o nierozerwalności małżeństwa. Dlatego niektórzy będą widzieli w tym, że mamy papieża Franciszka, pozytywne aspekty, a te same rzeczy będą powodowały u innych wręcz reakcję odwrotną. To, że pochodzi z Ameryki Łacińskiej, jest naturalnym uzupełnieniem powszechności Kościoła. Z drugiej strony, jest to dla innych powód do obaw, że nastąpi „kolonizacja” Kościoła w Europie właśnie przez Amerykę Łacińską. A przecież to Europa była zawsze bardziej prestiżowa, także pod względem doktryny.

Jak papież radzi sobie z krytyką? Jak ją przyjmuje?
– Papież tę krytykę przyjmuje tak, jak robi to jezuita, tzn. przyjmuje ją. Jest przyzwyczajony do kultury spotkania, do tego, aby nie mieć wrogów, tylko zawsze stawiać na dialog. Tak jak w ćwiczeniach św. Ignacego Loyoli, który zachęca, aby unikać uprzedzeń i nie osądzać,` zanim się kogoś oceni. Najpierw trzeba z nim porozmawiać. I tak rzeczywiście jest z tym papieżem.

W jaki sposób my jako katolicy mamy podchodzić do tej krytyki?
– Dotychczas papież niepokoił stwierdzeniami, że nie można dzielić świata tylko na biały i czarny, ale trzeba także dostrzegać to, co jest gdzieś pośrodku, co jest szare. Ale ostatnio niepokoi fakt, że widzimy brak reakcji papieża na list czterech kardynałów. Nie dał on też odpowiedzi na list naukowców i duchownych. I chociaż ten ostatni jest mniej ważny, to jednak tworzy atmosferę, w której katolicy nie wiedzą, jak do pewnych spraw podchodzić. Stąd na przykład w diecezji filadelfijskiej uważa się, że żadne zmiany nie muszą być wprowadzone, a w innych mówi się, że należy szukać jakichś rozwiązań dla osób rozwiedzionych. Papież nie może więc unikać odpowiedzi na tak trudne pytania.

Czy Jan Paweł II też był krytykowany we Włoszech, na Zachodzie? Do nas takie głosy docierały raczej sporadycznie.
– Być może już trochę zaczęliśmy o tym zapominać, ale także Jan Paweł II spotykał się z falą krytyki. Przecież to był pierwszy papież nie-Włoch, wybrany po ponad 450 latach. Musiał poradzić sobie ze sprzeciwem w Kurii Rzymskiej. Już na samym początku, dzień po wyborze, kiedy pojechał do szpitala, aby odwiedzić ks. Andrzeja Marię Deskura, dziennik „Corriere della Sera” ogłosił na pierwszej stronie: „Papież cudzoziemiec na ulicach Rzymu”, co w domyśle znaczy „obcy”. Bardzo często określano go w Rzymie, a szczególnie w kurii słowami „ten Polak”. Kiedy organizował modlitwę międzyreligijną w Asyżu, spotkał się z ogromną krytyką. Kiedy chciał organizować Światowe Dni Młodzieży, konferencje lokalnych episkopatów w 1994 i 1997 r. twierdziły, że to się nie uda, że przyjedzie bardzo mała liczba młodych ludzi i żeby tego nie robić. We Francji okazało się jednak, że właśnie Światowe Dni Młodzieży miały duży wpływ na odnowę Kościoła. To był nie tylko papież, którego krytykowano, ale do którego wręcz strzelano, próbowano unieszkodliwić fizycznie. Wiele jednak zrobił mimo tych trudności. Można powiedzieć, że szedł do przodu, by utorować drogę, na której dzisiaj idzie Franciszek.

Może już nie pamiętamy rewolucyjnych decyzji poprzedników Franciszka i dlatego tyle w nas dzisiaj niepokoju.
– Od czasu Soboru Watykańskiego II mamy do czynienia z wielkimi papieżami. Tak naprawdę każdy z nich wprowadził jakiś element rewolucyjny do Kościoła. Jan XXIII to ten, który zwołał sobór, który swym pięknym przemówieniem w dzień soboru przywrócił język normalnego zwracania się do wiernych. Paweł VI, papież, który pierwszy wsiadł do samolotu, odwiedził Jerozolimę i tym samym jakby wrócił do korzeni chrześcijaństwa w sensie dosłownym. Jan Paweł I, którego pontyfikat trwał tylko 33 dni, ale który ze swojej strony odrzucił wszelkie znamiona tradycyjnej koronacji papieskiej i tym samym otworzył drogę Janowi Pawłowi II do jego długiego pontyfikatu. 26 lat podróży po świecie papieża Polaka, Światowe Dni Młodzieży, odwiedzanie meczetów, synagog, to wszystko, z czego będziemy pamiętać Jana Pawła II. Benedykt XVI to jego wspaniałe książki, które są wielkim bogactwem dla Kościoła, a jednocześnie także pytanie o jego dymisję. Z kolei papież Franciszek to chyba rewolucjonista w prawdziwym tego słowa znaczeniu.

Z czym chciałby Pan zostawić czytelnika po lekturze Pańskiej książki?
– Chciałbym, abyśmy wszyscy spróbowali zrozumieć, kim jest Franciszek, że jest to papież, który dokonuje prawdziwej rewolucji. W związku z tym musimy zgodzić się na rodzące się przeciwieństwa w odczytywaniu jego osoby. Niekorzystne w obecnej sytuacji jest to, że katolicy zamiast zastanawiać się, jak działa przez Franciszka Duch Święty, do czego to wszystko prowadzi, raczej opowiadają się za albo przeciw. Niektórzy stają po jego stronie tylko z tego powodu, że jest papieżem, i w ogóle nie włączają myślenia krytycznego. Inni z kolei są mu przeciwni z banalnych przyczyn, jak chociażby z faktu, że pochodzi z innej części świata.
 


 
Gian Franco Svidercoschi (ur. 1936) Włoski dziennikarz i watykanista. Wieloletni redaktor miesięcznika „L’Osservatore Romano”. Autor m.in. bestsellerowego wywiadu z kard. Stanisławem Dziwiszem pt. Świadectwo. Na podstawie biografii Jana Pawła II jego autorstwa powstał scenariusz filmu Karol. Człowiek, który został papieżem

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code
  • awatar
    Chiński Górol
    10.10.2017 r., godz. 14:47

    Tak, tak, Papież Franciszek "zapalił" świat. On przede wszystkim "zapalił" Watykan, bo jego przyjaciele szantażują przeciwników komunii św. dla rozwiedzionych i na cywilnym ślubie. "Zapalił" on Kościół bo kontrowersje i welcoming LGBTQ w kościołach w USA, Austrii, Niemiec , Malty i Argentyny opustosza do reszty kościoły w tych krajach. Czekam aż się "spali" on sam z największymi teologami współczesnymi jakimi są Kard. Kasper, Marx, Schönborn, Chaput, Wur... i tp.

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki