Logo Przewdonik Katolicki

Gra pozorów

Jacek Raubo
FOT. KIM WONJIN/AFP/EAST NEWS. Północnokoreańcy żonierze oglądają pokaz fajerwerków po udanym teście międzykontynentalnego systemu rakietowego.

Każdy kryzys na Półwyspie Koreańskim wpisuje się w sprawdzony przez lata scenariusz. Obejmuje on groźby, pokazy siły, a nawet incydenty, ale wbrew pozorom ma w sobie wbudowany bezpiecznik.

Testem międzykontynentalnego systemu rakietowego Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna (KRLD) po raz kolejny przykuła uwagę całego świata. Już sama możliwość dysponowania takimi pociskami (oprócz bogatego zestawu rakiet o mniejszych zasięgach) zmienia zasady gry: Korea Północna uzyskuje bowiem możliwość przynajmniej symbolicznego zaatakowania państw leżących poza kontynentem azjatyckim. Nie ma więc nic dziwnego w tym, że coraz głośniej mówi się o realnej groźbie wybuchu konfliktu zbrojnego na Półwyspie Koreańskim. Jednak wobec kolejnego już przecież kryzysu należy zachować spokój.
 
Przedstawienie trwa
Polityka KRLD po zimnej wojnie to na zmianę eskalacja i deeskalacja napięcia w relacjach ze Stanami Zjednoczonymi i sąsiednią Republiką Korei. Większość z tych działań, zarówno praktycznych, jak i jedynie propagandowych, była ukierunkowana na zachowanie istniejącego na Półwyspie Koreańskim od lat 50. status quo. Reżimowi w Pjongjangu chodziło przede wszystkim o utrzymanie władzy oraz zapewnienie sobie odpowiedniej pozycji względem innych państw. Przy czym w każdym kryzysie, niczym w prawdziwym teatrze, role były starannie rozpisane. Plan zakładał bowiem sytuację, w której KRLD rozpoczyna wojenną retorykę, Stany Zjednoczone i sojusznicy reagują, media całego świata zwracają uwagę na Półwysep Koreański, zaś następnie rozpoczynają się dyplomatyczne rozmowy, nastawione na realizację zakulisowych interesów strategicznych.
Dlatego samo wojownicze postępowanie władz w Pjongjangu nie jest w żadnym razie zaskakujące. Jest ono bowiem już na wstępie ukierunkowane na wewnętrzne relacje w samym państwie. Korea Północna stereotypowo jest postrzegana jako monolit partii, wojska, aparatu instytucjonalnego i zindoktrynowanego społeczeństwa. Jednak w praktyce, szczególnie po objęciu władzy przez Kim Dzong Una mają tam miejsce tarcia pomiędzy różnymi frakcjami i koteriami. Dlatego dla młodego przywódcy najskuteczniejszym narzędziem gwarantującym utrzymanie władzy jest eskalowanie napięcia ze Stanami Zjednoczonymi, bo utwierdza to jego przewodnią rolę wobec kadr dowódczych. Trzeba się zastanowić, czy przypadkiem KRLD z racji swojego systemu politycznego, położenia i słabości ekonomicznej nie jest w pewnym sensie wręcz skazana na ciągłe prowokowanie innych państw.
 
W interesie wszystkich
Stąd też trzeba ostrożnie podchodzić do stosowanej dość swobodnie przez Koreę Północną retoryki wojennej. Szczególnie że nowe elity skupione wokół przywódcy państwa zdają sobie sprawę z niemożliwości przekroczenia pewnej bariery. Mówiąc wprost: każda otwarta wojna skończyłaby się zniszczeniem ich bogactwa, budowanego pomimo zewnętrznych ograniczeń handlowych, nie wspominając już nawet o zagrożeniu dla ich zdrowia i życia. W szczególnosci wojsko zdaje sobie sprawę z olbrzymich dysproporcji potencjałów militarnych pomiędzy KRLD a Stanami Zjednoczonymi i sojuszniczymi Japonią i Koreą Południową. Symbolem tej świadomości jest chociażby inwestowanie w system broni masowego rażenia, systemy rakietowe czy też w działania w cyberprzestrzeni – w ten sposób odstrasza się państwa silniejsze militarnie i ekonomicznie. Może to zabrzmieć kontrowersyjnie, ale właśnie dlatego liderzy północnokoreańscy są niejako racjonalni w swoich wydawałoby się na pierwszy rzut oka nieracjonalnych działaniach.
Racjonalne jest również zachowanie innych państw bezpośrednio zainteresowanych sytuacją na Półwyspie Koreańskim i w całej Azji. Przede wszystkim dla nowej administracji prezydenckiej w Stanach Zjednoczonych każdy kryzys w relacjach z KRLD to okazja do wzmocnienia własnej obecności w regionie. Nie może więc zaskakiwać stosowanie pokazu siły, m.in. poprzez wysyłanie grup bojowych lotniskowców czy zwiększanie skali manewrów wojskowych z sojusznikami. W sferze wojny informacyjnej Amerykanie uzyskują również możliwość budowania narracji zgodniej z ich interesami strategicznymi, stąd też podkreślanie niestabilności reżimu dysponującego bronią masowego rażenia i pociskami rakietowymi. Oczywiście można powiedzieć, że za tym wszystkim kryje się słynny zwrot ku Azji, gdzie Stanom Zjednoczonym urósł w ostatnich latach największy globalny rywal, czyli Chiny. W tej perspektywie KRLD jest raczej przedmiotem rozgrywki, a nie jej podmiotem. Analogicznie sytuację wykorzystują Japonia i Korea Południowa.
 
Okno wystawowe
Równie interesującym elementem ostatnich testów rakietowych KRLD jest ich wpływ na zbrojenia, obejmujące nie tylko rejon Półwyspu Koreańskiego. Przede wszystkim Pjongjang, rozwijając technologie pocisków międzykontynentalnych, zwiększa własną, bardzo ograniczoną, ofertę handlową wobec innych państw zainteresowanych tego rodzaju uzbrojeniem. Jednym z najpilniej obserwujących postępy KRLD państw jest Iran. Wcześniej znane były również dobre relacje z Syrią, ale obecnie w związku z wojną władz w Damaszku nie stać nawet na tańsze północnokoreańskie systemy rakietowe. Jednak również umowna druga strona obecnego sporu realnie zyskuje w sensie zbrojeniowym. Amerykanie mogą ostentacyjnie prezentować w Korei Południowej swoje systemy obrony przeciwrakietowej THAAD, a także uzasadniać swoje dalsze prace nad obroną przeciwrakietową. Japonia i Korea Południowa mogą zaś dokonywać kolejnych zakupów uzbrojenia konwencjonalnego właśnie w odpowiedzi na zagrożenie północnokoreańskie, a w domyśle również w celu równoważenia potencjału chińskiego.
Konkludując, każdy podobny kryzys na Półwyspie Koreańskim wpisuje się w sprawdzony przez lata scenariusz gry pomiędzy różnymi państwami. Obejmuje on groźby, pokazy siły, a nawet bezpośrednie incydenty, lecz wbrew pozorom ma w sobie wbudowany pewien czynnik stabilizujący. Nie może dziwić, że każda ze stron ma przygotowane własne plany operacji militarnych. Jednocześnie władze zaangażowanych państw zdają sobie sprawę z pewnej teatralności własnych gestów, kolejnych manewrów wojskowych, testów rakietowych czy budowania propagandowych przekazów. Nie zmienia to jednak faktu, że zawsze w takich sytuacjach istnieje groźba podjęcia złej decyzji przez któregoś z przywódców i doprowadzenia do wybuchu konfliktu zbrojnego. Lecz obecnie należy być ostrożnym w wysuwaniu radykalnych hipotez, sugerujących militarne uderzenie ze strony Korei Północnej lub na KRLD.


 
Dr Jacek Raubo  adiunkt na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz stały współpracownik i publicysta portalu Defence24.pl
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki