Logo Przewdonik Katolicki

Duma i wstyd

Paweł Stachowiak
FOT. ARTUR RESZKO/PAP. Tegoroczne uroczystości przy pomniku ku czci pomordowanych Żydów w Jedwabnem. Drugi z prawej: bp Rafał Markowski.

Jeśli dla niektórych środowisk katolickich przeprosiny za Jedwabne są „nieroztropnością” i „mijaniem się z prawdą”, to powinni oni uznać, że równie nieroztropne i odległe od prawdy jest nauczanie polskich biskupów.

W poniedziałek 10 lipca bp Rafał Markowski stanął nad grobem kryjącym spalone ciała kilkuset żydowskich mieszkańców miasteczka Jedwabne w rocznicę ich śmierci i powiedział: „To jest wielki ból i wyrzut sumienia, za który to ból wszystkich braci i siostry narodu żydowskiego przepraszamy. (…) Kościół opłakuje wszystkich, którzy doznali tutaj kaźni, bólu, poniżenia i upokorzenia. (…) Jednocześnie Kościół ogarnia z wielkim bólem tych synów narodu polskiego, szczególnie tych katolików, którzy brali udział w tej kaźni, którzy bezpośrednio przyczynili się do tego bólu, upokorzenia i wreszcie do śmierci”. Po raz pierwszy w uroczystościach upamiętnienia ofiar jedwabieńskiej zbrodni w miejscu, gdzie została dokonana, wziął udział oficjalny przedstawiciel Episkopatu; duchowni, którzy tam dotąd przybywali, czynili to raczej prywatnie.
Jedwabne to miejsce szczególne. Chyba nie ma dorosłego Polaka, który nie słyszałby o nim i nie zdawał sobie sprawy z emocji, jakie wciąż budzi. Od lat kilkunastu toczy się zaciekły niekiedy spór o udział polskich mieszkańców miasteczka w akcie bestialskiego mordu, który dotknął ich żydowskich współobywateli 10 lipca 1941 r. Symbolem różnic, które w tej sprawie dzielą Polaków, a przede wszystkim polskich katolików, niech będą wypowiedzi dwu znaczących publicystów katolickich. Zbigniew Nosowski, redaktor naczelny „Więzi”, od lat angażujący się w dialog katolików i żydów, napisał: „Dumny jestem, że oficjalni przedstawiciele mojego Kościoła uczą polskich katolików i wszystkich Polaków, na czym polega oczyszczanie pamięci”. Paweł Lisicki, kierujący tygodnikiem „Do Rzeczy”, autor wielu publikacji z pogranicza teologii i biblistyki, wyraził ocenę diametralnie inną: „Te słowa świadczą nie tylko o daleko idącej nieroztropności biskupa, ale także o kompletnym rozminięciu się z prawdą”. Lisicki uznał udział katolików w tamtej zbrodni za „oczywisty absurd” oraz stwierdził, że tego typu przeprosiny są „wodą na młyn religii holocaustu”.
 
Bolesne rozliczenia
Nie ma większego wyzwania dla naszej historycznej pamięci aniżeli sprawa Jedwabnego. Los żydowskich mieszkańców tego miasteczka i dowiedziony w poważnych badaniach naukowych oraz śledztwie prowadzonym przez IPN udział kilkudziesięciu miejscowych Polaków w ich zamordowaniu budzi w nas bowiem zrozumiały odruch obronny. Musielibyśmy zrewidować polski stereotyp bohaterstwa, martyrologii i powszechnego oporu, kształtowany przez wspomnienia, oficjalną narrację historyczną i dzieła popkultury. Obawiamy się o obraz Polski i Polaków w świecie, lękamy się umocnienia fałszywego mniemania o polskiej współodpowiedzialności za zagładę Żydów, którego symbolem są nieszczęsne „polskie obozy koncentracyjne”.
Niewątpliwie nie przysłużył się temu, abyśmy mogli przyjąć szokujące fakty Jan Tomasz Gross, autor książki Sąsiedzi, która wywołała tamtą burzę. Rzecz pisana była z tezą, miała szokować, budzić w Polakach poczucie winy, odebrać nam moralną legitymację ofiar, przeorać naszą świadomość historyczną. Autor pojmował swe zadanie jako misję i nie zważał na faktograficzne i metodologiczne drobiazgi. Cel osiągnął, choć zapewne tylko częściowo. Publikacja Sąsiadów wzbudziła największą chyba debatę historyczną we współczesnej Polsce, przyczyniła się do opublikowania znacznie już poważniejszych, opartych na profesjonalnie przeprowadzanych badaniach, książek, poszerzyła naszą wiedzę, dała sposobność do historyczno-etycznej refleksji. Nie sprawdziły się również obawy, iż zaszkodzi to obrazowi Polski w świecie.
Dziś jedwabieńska debata bywa przedstawiana jako wzorzec rozliczenia się z niechlubnymi faktami z przeszłości. Jednak brak dbałości o weryfikację opisywanych zdarzeń, nonszalancja w podejściu do przytaczanych relacji, wreszcie publicystyczno-polemiczny ton dzieła Grossa, spowodowały, że wielu uznało wszystko, co w nim opisano, za całkowicie niewiarygodne, Gross zaś, swoimi późniejszymi, coraz bardziej prowokacyjnymi tekstami i wypowiedziami, bynajmniej swojej wiarygodności nie umacniał. Badania historyczne dowiodły jednak zasadniczej prawdziwości faktu, iż mord na jedwabieńskich Żydach dokonał się polskimi rękami. Nie zdejmuje to zasadniczej odpowiedzialności z niemieckiego okupanta. To nazistowska ideologia, przyzwolenie, które dały okupacyjne władze, być może podżeganie i zachęta, uczyniły tę zbrodnię możliwą. Ręce, które podłożyły ogień pod stodołę, w której spłonęli Żydzi były jednak ponad wszelką wątpliwość polskie.
 
„Oby nie powtórzyło się Jedwabne”
Już wówczas przed siedemnastu laty, gdy ukazała się książka Grossa, rozgorzała emocjonalna dyskusja, czy przepraszać za Jedwabne. Dziś po słowach bp. Markowskiego (przewodniczącego Rady ds. Dialogu Religijnego i Komitetu ds. Dialogu z Judaizmem episkopatu) nieoczekiwanie do niej powróciliśmy. Tym razem jednak najwyraźniejsze różnice zdań ujawniły się wewnątrz środowisk katolickich. Nie ukrywam, że w sporze tym całym sercem stoję po stronie redaktora „Więzi” i podziwiam odwagę warszawskiego biskupa pomocniczego. W ich postawie widać bowiem ducha Ewangelii. Bp Markowski umieścił sprawę mordu w Jedwabnem w kontekście teologicznym, spojrzał nań z perspektywy religijnej. Nie brał pod uwagę uwarunkowań czysto świeckich: politycznych, społecznych, wizerunkowych. Uczynił dokładnie to, co polscy biskupi w 1965 r., gdy porzucając wszelkie kunktatorstwo wielkodusznie obdarzyli swych niemieckich braci przebaczeniem i poprosili o nie.
Warto zauważyć, że słowa z 10 lipca nie były niczym rewolucyjnym. Już w 1990 r. biskupi polscy napisali list pasterski, którego treść była być może jeszcze bardziej jednoznaczna: „Choćby tylko jeden chrześcijanin mógł pomóc, a nie podał pomocnej ręki Żydowi w czasie zagrożenia lub przyczynił się do jego śmierci, każe to nam prosić nasze Siostry i Braci Żydów o przebaczenie”. W maju 2001 r., już po wybuchu sprawy Jedwabnego, cały Episkopat zebrał się w warszawskim kościele Wszystkich Świętych na nabożeństwie pokutnym za grzechy polskich katolików wobec Żydów. To wtedy „przed Bogiem i ludźmi, zwłaszcza przed naszymi żydowskimi braćmi i siostrami”, bp Stanisław Gądecki wołał: „Oby nigdy nie powtórzyły się: Katyń i Auschwitz, Kołyma i obozy zagłady, ani Jedwabne…”.
 
W poszukiwaniu równowagi
Oficjalne stanowisko Kościoła w Polsce wobec tamtej zbrodni nie pozostawia miejsca na wątpliwości. Jeśli zatem dla niektórych polskich środowisk katolickich słowa biskupa Markowskiego są „nieroztropnością” i „mijaniem się z prawdą”, to uznać należy, iż równie nieroztropne i odległe od prawdy jest, wedle ich mniemania, nauczanie pasterzy Kościoła w Polsce.
Wiele pada dziś słów o potrzebie wzmacniania polskiej dumy narodowej, o przeciwstawianiu się „pedagogice wstydu”. Historia, a raczej to, co zostanie z niej wybrane, ma budować tożsamość naszej wspólnoty na fundamencie bohaterskiego mitu. Można to nawet zrozumieć, działa prawo reakcji. Być może zbyt szybko, zbyt głęboko starano się po 1989 r. przebudować polską świadomość historyczną, przekonać nas, że powinniśmy poddać rewizji nasz obraz przeszłości.
Nie godzi się jednak, wbrew potwierdzonym przez badania historyczne faktom, budować jej fałszywego obrazu w imię pozornie szczytnego celu wzmacniania narodowej wspólnoty. Może to bowiem doprowadzić (i już prowadzi) do wybiórczego i naznaczonego manipulacją traktowania wydarzeń z przeszłości. Nie warto także ponad miarę chłostać Polaków biczem ich historycznych win w imię uświadamiania, że byli nie tylko ofiarami, ale również katami, bo to prowadzi do równie instrumentalnego traktowania historii i wzmacnia nasz narodowy kompleks oblężonej twierdzy. Polskiemu społeczeństwu, miast skrajności, potrzeba równowagi: równowagi dumy i wstydu z własnej przeszłości.
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki