Logo Przewdonik Katolicki

Nieodpowiedzialna krytyka Franciszka

ks. Mirosław Tykfer

Trudno pozostawić bez komentarza coraz większą liczbę artykułów w prasie prawicowej atakujących papieża Franciszka. Dyskusja jest możliwa, ale nie w ten sposób i nie na tak niskim poziomie.

Bardzo szybko przyzwyczailiśmy się w Polsce do otwartej krytyki papieża. Jeszcze niedawno, a podczas pontyfikatu Jana Pawła II szczególnie, nie przychodziło nam do głowy, żeby w ten sposób demontować zaufanie do Kościoła. Teraz ten demontaż jest tak silny, że domaga się rzeczowej odpowiedzi. Zdaję sobie sprawę, że ci, którzy krytykują Franciszka, uważają, że to on sam jest winny utracie tego zaufania i że oto teraz publicyści odkrywając „prawdę” o upadku papiestwa i „prawdziwą” doktrynę katolicką, ocalą Kościół. Nawet gdyby się z nimi zgodzić (z czym oczywiście zgodzić się nie mogę!), nie zdają sobie chyba sprawy z faktu, że swoją postawą generują długofalową utratę wiarygodności katolicyzmu w Polsce. Wraz z radykalną negacją papieża umniejszają przekonanie wielu wiernych, że w Kościele rzeczywiście obecny jest Duch Święty. Sugerują, że wszystko rozgrywa się na poziomie ludzkich decyzji. Jakże polityczny, a nie teologiczny tworzą obraz Kościoła. Niektórzy pretendują wręcz do roli ekspertów, których opinie wyrażają opatrznościowe działanie Ducha Świętego, negując jednocześnie Jego obecność w posługiwaniu biskupa Rzymu. Ten zabieg jest niebezpieczny.
 
Papieża można krytykować
Już wielokrotnie pisałem na temat możliwej krytyki papieża, który przecież nie w każdym wypowiadanym zdaniu jest nieomylny. Papież jest człowiekiem, który, podobnie jak inni wierni, chodzi do spowiedzi. Nawet Jan Paweł II spowiadał się raz na tydzień. Nie myślę więc o jakimś wyidealizowanym urzędzie, który tak oddziałuje na osobę, która go piastuje, żeby nie groziła jej żadna słabość moralna. Czymś innym jest jednak niedoskonałość człowieka, także głowy Kościoła, a zupełnie innym asystencja Ducha Świętego, która przynależy do jego urzędu. Papież może popełniać grzechy, ale spełniając określone zadania, wynikające z jego papieskiej służby, cieszy się szczególną pomocą Ducha Świętego. Do takich zadań na pewno należy wyrażana przez niego zgoda na publikację dokumentów Stolicy Apostolskiej. Jeżeli ktoś uważa, że wystąpił w nich poważny błąd, musi to pokazać i uzasadnić.
Umiłowany przez tych samych publicystów papież Benedykt XVI (którego również darzę ogromnym szacunkiem), kiedy był jeszcze prefektem Kongregacji ds. Doktryny Wiary, opublikował notę, w której przestrzegał teologów przed publicznym (!) zgłaszaniem wątpliwości dotyczących nauki Kościoła. Nie można stwarzać fałszywego wrażenia, że to, czego Kościół nauczał przez wieki jest niespójne. Wyrażanie wątpliwości jest więc rzeczywiście możliwe, ale tylko w odniesieniu do tych spraw, które nie zostały przez sam Kościół ogłoszone jako nauczanie nieomylne. Ponadto powinny być zawsze zgłaszane swojemu biskupowi, nie zaś publikowane w prasie jako pewne.
 
W trosce o jedność wiary
Proponowana droga zgłaszania wątpliwości wewnątrz Kościoła dotyczących nauczania nie musi być zachowana w każdej drobnej sprawie, ale w obszarze tematów naprawdę zasadniczych. Tego wymaga dbałość o jedność wiary w Kościele. Nie można osądzać Stolicy Apostolskiej o niewierność nauce Chrystusa (sic!), jeśli sam Kościół nie uznał, że błąd rzeczywiście nastąpił. Nie chodzi o to, że w ten sposób chce się coś ukryć, ale że chroni się wiernych przed zamieszaniem, które może wywołać nieodpowiedzialne podważanie kościelnego nauczania.
Ta sprawa w równym stopniu dotyczy dziennikarzy. Co zresztą ma miejsce tam, gdzie publikowane są artykuły podające w wątpliwość nauczanie Franciszka. Oczywiście każdy może pisać, co chce. Jest wolny w wypowiadaniu swoich opinii. Także na temat Kościoła i papieża. Niech jednak nie uważa, że tym samym go broni i dba o czystość wiary. Nie, nie dba. A jeśli jest autorem, który z Kościołem się utożsamia, to sprawa jest tym bardziej niepoważna, a nawet gorsząca.
Polscy publicyści (choć nie tylko polscy, oczywiście to robią) mają dużą śmiałość formułowania skrajnych zarzutów wobec papieża, osądzających go wręcz o herezję. Nie przeszkadza im, że swoje antypapieskie wystąpienia redagują na bardzo niskim poziomie merytorycznym. Czasami wykazują braki podstawowej wiedzy w poruszanym temacie. Uważają jednak, że ich artykuły w tygodniku opinii są wystarczająco poważnym forum, aby ludzi przekonywać, że papież błądzi. Nie, nie są! Nie dla katolika, który wie, że tego typu prasa nie może powtarzać sądów uderzających tak gwałtownie w posługę następcy św. Piotra. No chyba że z katolicyzmem nie chce mieć nic wspólnego. Jeśli jednak chce, to drukując, musi uważać, by nie zrobić ludziom bałaganu w głowie przez pretendowanie do utożsamienia opinii swoich publicystów z wiarą Kościoła.
 
Dialog według reguł
Mam nadzieję, że nieraz już przekonując do dialogu, nie tworzę teraz okazji do wzajemnej wymiany ciosów. Także z tymi, którzy mogą okazać się moimi publicystycznymi adwersarzami. Uważam, że trzeba rozmawiać i nie zamykać się w swoich środowiskach. Powinniśmy rozmawiać także publicznie, aby debata na tematy w Kościele ważne była bardziej obecna w codziennym życiu Kościoła. Nie można się jej bać. Ona nas chroni przed radykalizacją poglądów, które rozwijają się gdzieś pokątnie, a które mogłyby ulec korekcie, gdyby dochodziło do realnej wymiany poglądów. Także na temat papieża Franciszka. Dialog musi toczyć się jednak według pewnych reguł, których wymaga się od ludzi naprawdę pokornych, tzn. takich, którzy będą zadawali pytania i wyrażali swoje wątpliwości, nawet wobec papieskich dokumentów, ale nie stawiali siebie ponad Kościół. Będą umieli zachować umiar w krytyce jego nauczania, aby nie stwarzać wrażenia, że jest on de facto zdolny do pomyłki w każdej sprawie. Myślę w tym momencie, jeszcze raz chcę to podkreślić, o potrzebie dialogu w środowisku ludzi wierzących.
 
Nie, tak nie wolno
Nigdy nie odnosiłem się tak wprost do osoby, jej artykułu i tytułu czasopisma, ale mam wrażenie, że publikowane już wielokrotnie teksty w „Do Rzeczy” (i w innych tygodnikach) na temat papieża i teologii katolickiej, wymagają wyraźniejszej reakcji. Moja gorycz przelała się po przeczytaniu artykułu Grzegorza Kucharczyka z pierwszego numeru „Do Rzeczy” na rok 2017, który nosi tytuł: „Dokąd zmierza papież Franciszek”. Autor, odnosząc się do treści Amoris laetitia, napisał o papieżu Franciszku: „Przecież w tym przypadku chodzi o zanegowanie nauczania samego Chrystusa…”. I trochę dalej: „Rychło może się okazać, że najbardziej lewicowym światowym przywódcą zostanie papież Franciszek…”. Nie, tak nie wolno! Nie w taki sposób.
Chociaż jestem naprawdę zasmucony tym, co często w „tygodniku Lisickiego” czytam na temat Kościoła, mam mimo wszystko nadzieję, że na łamach „Przewodnika” uda się wytworzyć atmosferę dialogu, a więc wymiany merytorycznych argumentów. Chętnie odniosę się też do zarzutów stawianych wobec Franciszka we wspomnianym artykule, choć już nie w tym tekście.
 
Uszczypliwa konkluzja
Skonkluduję pewnie przesadnie uszczypliwą uwagą. Uważam bowiem, że łatwo jest także dziś wpaść w pułapkę tych, którzy gorszyli się postawą samego Chrystusa. On też nie chciał ukamienowania publicznej grzesznicy, o której nie wiemy, czy złapana na cudzołóstwie rzeczywiście żałowała. Bp Grzegorz Ryś w książce Skandal miłosierdzia przypomniał, że z tego powodu Kościół Wschodni przez kilka stuleci wyrażał wątpliwość co do natchnienia, czyli kanoniczności tego fragmentu Ewangelii. Gorszył się miłosierdziem Chrystusa wobec kogoś, kto jeszcze nie wyraził skruchy. Rozmaite wątpliwości mogą być też więc w nas. Nie możemy jednak pociąć na kawałki Ewangelii, wyrzucając do kosza te fragmenty, które naszym zdaniem trzeba napisać na nowo.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code
  • awatar
    Lucjan
    05.05.2018 r., godz. 22:18

    Polski kościół stał się skostniały i zimny , żądny władzy i zaszczytów. Nie po drodze mu z naukami Franciszka, bo jakże tu iść drogą "kultura chciwości - kultura solidarności" kiedy się jest tak chciwym, że wysysa się z państwowej kasy te pieniądze , które mogły by przecież trafiać do bardziej potrzebujących niż ci, którzy jeżdżą dziś drogimi samochodami i kupują kamienice warte 6 milionów po 30 tysięcy! Krytykując Franciszka i nawet o zgrozo modląc się o jego śmierć ( ksiądz profesor Edward Stanek) kościół wykazuje brak pokory, odejście od nauk Jezusa i wpadnięcie w sidła kultury chciwości. Jan Paweł II nie był Bogiem i o tym chyba dostojnicy naszego kościoła zapominają. Jednak utrzymanie Jana Pawła II wiecznie żywego nawet po śmierci jest równoznaczne z utrzymaniem wysokiej pozycji kościoła w Polsce, który za czasów życia naszego papieża osiągnął takie wpływy i władzę że dobiera się już obecnie i do ustaw i do samej konstytucji. Franciszek podąża tą drogą, którą dla niego przygotował Bóg i nic do tego polskiemu kościołowi, który jeszcze chwila a zerwie z Watykanem i założy własny kościół pod wezwaniem Jana Pawła II. Franciszek chce kościoła ubogiego dla ubogich a tu w Polsce kościół ma takie luksusy, pobudowane plebanie wielkie jak bloki mieszkalne stoją puste i wiatr po nich hula , bo religia już ulokowała się w szkołach a w tych wielkich plebaniach nic wielkiego się nie dzieje. Nie ma się co dziwić że na wielkich pokojach nie znajdzie się miejsce dla jednej rodziny z Syrii skoro nawet jeśli ktoś głodny zapukałby tam i poprosił o bochenek chleba , to dostanie jedynie kopniaka w tyłek. Księża odgrodzeni od świata i od ludzi utworzyli sobie swój własny świat w którym nie ma miejsca ani na zmiany myślenia, ani dla nowego papieża który nie karmi już ich pychy ani dla wiernych, którzy coraz częściej mówią po kątach, że mają dość takiego kościoła, który nic nie robi sobie ani z własnego przewodnika którym jest papież ani z wiernych, których uważa za tępe owce pozbawione zdolności sprawiedliwego osądu jego postępowania.

  • awatar
    Joel
    27.12.2017 r., godz. 10:38

    Czy można krytykować papieża? Tylko idiota mógłby się zdobyć na takie coś przed II Soborem Watykańskim. Dziś w czasach wolnej amerykanki jak widać wszystko jest dozwolone, choć można to traktować jako anormalność podniesioną do potęgi. Czy papież Franciszek odszedł od nauczania Jana Pawła?... Tak może postawić pytanie tylko wariat! Kto jest głową Kościoła - Chrystus, a nie Jan Paweł II, choć uznany dziś za świętego! A czy Jan Paweł II nauczał tak samo jak papież Sykstus, albo papież Linus?... Stąd mędrców na tym świecie jest coraz więcej, choć ich tytuły naukowe nie są warte nawet funta kłaków. Ci co przeciwstawiają się Franciszkowi niech zapadną się ze wstydu pod ziemię. W końcu Franciszek dzisiaj jest papieżem i to on ma prawo podejmować decyzje takie jakie chce, tak jak dyrektor w przedsiębiorstwie. Jak się komuś to nie podoba, to niech się zwolni ze swojego stołka i nie udaje człowieka cudacznego.

  • awatar
    Zbigniew
    07.07.2017 r., godz. 22:54

    Autor stawia się w pozycji mentora a nawet nauczyciela, jednakże w zawartym tekście nie znajduję argumentacji dla stawianych zarzutów i przestróg...
    To łatwe zadanie, tak potrafi wielu. Tak postępuje cały poskomunistyczny establishment et consortes.

    Drogi księże!, Jezus Chrystus jako Mesjasz nie tylko przyszedł zawrzeć z nami ułomnymi Ostatnie Przymierze, ale także, a może przede wszystkim, przyszedł z nową nauką, której pokłosiem jest Ewangelia.
    Każdego papieża obowiązkiem była, jest i będzie misyjna powinność szerzenia owej nauki na cały świat, nie wyłączając nikogo.
    A na przestrzeni dziejów mamy do czynienia z kolejnym sprzeniewierzaniem się temu zadaniu, w większym lub mniejszym stopniu. To, że mamy taki bogaty katalog Żywotów Świętych nie jest zasługą sprzeniewierzających się Ewangelii, czy wcześniej Staremu Testamentowi ale odwrotnie. Prawdziwymi świętymi Kościoła Chrystusowego są Ci wszyscy, którzy byli do końca wierni nauce ewangelicznej i starotestamentowej.
    Papież Franciszek (okaże się w przyszłości, czy rzeczywiście papież) jest heretykiem i mogę swoje twierdzenie poprzeć wieloma faktami. Czy księdzu jest wiadome, że z dowodami się nie dyskutuje?.

    Asystencja Ducha Świętego podczas konklawe, w konsekwencji której obwieszczany jest światu nowy papież i dalsza Jego opieka jest bezsporna. Jednakże nie znaczy to zastępowanie papieża na stolicy piotrowej przez Ducha Świętego, bo jeśliby tak pojmować stałą asystencję, to znaczyłoby de facto, że Kościołem rządzi Bóg a nie człowiek-papież, bo ów papież pozbawiony byłby wolnej woli. Czym jest wolna wola dana nam przez naszego Stwórcę jako akt wielkiej nieskończonej miłości?.
    Wolną wolę otrzymali w Niebie wszyscy stworzeni przez Boga aniołowie, a najważniejszy z wszystkich Lucyfer-anioł światła zorganizował rokosz przeciw Stwórcy i wymówił z pozostałymi uczestnikami buntu posłuszeństwo.Rozmyślnie podałek przykład z Lucyferem, by wskazać jak trudno oprzeć się pokusie wypowiedzenia posłuszeństwa swojemu Stwórcy.
    Wszyscy obdarowani wolną wolą, którzy poznali i przyjęli naukę płynącą z Ewangelii mają obowiązek dążyć na tyle na ile tylko potrafią do sukcesywnego zrzekania się tej suwerenności w imię miłości i chcianego posłuszeństwa wobec Stwórcy.
    Jezus odczuwając strach i udrękę w swojej ludzkiej naturze podczas modlitwy w Ogrócu zwrócił się do swego Ojca takimi słowyma "Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech ominie mnie ten kielich, przywoływał też apostołów i wszystkich nas, abyśmy z Nim czuwali, bo jest to jedyne zabezpieczenie przed upadkiem w godzinie pokusy i próby. Niech się stanie wola Twoja Ojcze, a nie moja".

    "Niech się stanie wola Twoja Ojcze, a nie moja", zapytajmy siebie, czy jesteśmy w stanie w godzinie największej próby przyjąć choćby namiastkę takiej postawy.

    Podsumowując oczywistym jest, że każdy bez wyjątku papież jest z obowiązku pełnionej służby depozytariuszem powierzonego mu Koscioła i ma stać na straży dochowania wierności słowom wypowiedzianym przez samego Syna Bożego.
    Papież nie ma jurysdykcji do interpretowania, modernizowania, dostosowywania depozytu wiary do wymagań agresywnych ludzi, którym nauka płynąca z Ewangelii mniej lub bardziej się niepodoba, albo odrzucają ją w całości.
    Papież Franciszek ewidentnie służy Złu i jego ziemskiemu pomiotowi, a to dlatego, że wymówił posłuszeństwo samemu Duchowi Świętemu, co jak wiemy z Biblii jest grzechem najcięższym ze wszystkich popełnianych. Lucyfer wyposażony przez swojego Stwórcę w olbrzymie możliwości sprawcze i wolną wolę miał butę wymówić posłuszeństwo samemu Bogu i stać się Szatanem,a tenże miał czelność proponować swoje usługi w Ogrójcu samemu Jezusowi. Kuszenie z góry było skazane na fiasko ponieważ Szatan jest słabszy od Boga, natomiast pokusom Złego ulegali wszyscy śmiertelnicy oprócz Matki Bożej i oczywiście Jej Syna.
    Asystencja Ducha Świętego to nie immunitet jakby chcieli ten przywilej tłumaczyć intelektualni kołtuni a także jawni manipulanci - wrogowie Kościoła.
    Skoro asystencja Ducha Świętego to nie immunitet przeto należy zakładać jako pewnik, że tylko wierna postawa wobec Boga czyli Duch Świętego chroni papieża przed upadkiem. Zatem papież Franciszek popadł w niełaskę trzeciej osoby Trójcy, gdyż jawnie burzy wszystko co dobre w Magisterium Kościoła.
    Zakładam, że autor jest wychowany na posoborowym rozmydlaniu odpowiedzialności w imię przypodobania się jawnym wrogom Kościoła i tak jak mój proboszcz przypisuje wszystkim wiernym zbiorową winę za ukrzyżowanie Jezusa. Taka interpretacja jest o tyle słuszna, jeśli jest formą dużego skrótu myślowego. A skoro skrót myślowy, to należy precyzyjnie interpretować tą zbiorową winę, bo nie wystarczy powiedziec ot tak sobie, że wszyscy jesteśmy winni golgoty Mesjasza i co roku w Wielki Piątek od 2000 lat zadajemy Zbawicielowi cierpienia, by kolejny raz Go krzyżować.

    Z racji formuły wynikającej z ograniczeń blogosfery na tym zakończę.

    PS
    Nie boję się dyskusji choćby z całym światem, bo najbardziej boję się świadomej zdrady Chrystusa.

    Laudetur Iesus Christus

  • awatar
    Zbigniew
    06.07.2017 r., godz. 20:35

    Autor stawia się w pozycji mentora a nawet nauczyciela, jednakże w zawartym tekście nie znajduję argumentacji dla stawianych zarzutów i przestróg...
    To łatwe zadanie, tak potrafi wielu. Tak postępuje cały poskomunistyczny establishment et consortes.

    Drogi księże!, Jezus Chrystus jako Mesjasz nie tylko przyszedł zawrzeć z nami ułomnymi Ostatnie Przymierze, ale także, a może przede wszystkim, przyszedł z nową nauką, której pokłosiem jest Ewangelia.
    Każdego papieża obowiązkiem była, jest i będzie misyjna powinność szerzenia owej nauki na cały świat, nie wyłączając nikogo.
    A na przestrzeni dziejów mamy do czynienia z kolejnym sprzeniewierzniem się temu zadaniu, w wiekszym lub mniejszym stopniu. To, że mamy taki bogaty katalog Żywotów Świętych nie jest zasługą sprzeniewierzających się Ewangelii czy wcześniej Staremu Testamentowi ale odwrotnie, prawdziwymi świętymi Kościoła Chrystusowego są Ci wszyscy, którzy byli do końca wierni nauce ewangelicznej i starotestamentowej.
    Papież Franciszek (okaże się w przyszłości, czy rzeczywiście papież) jest heretykiem i mogę swoje twierdzenie poprzeć wieloma faktami. Czy księdzu jest wiadome, że z dowodami się nie dyskutuje?.

    Asystencja Ducha Świętego podczas konklawe, w konsekwencji której obwieszczany jest światu nowy papież i dalsza Jego opieka, jest bezsporna. Jednaże nie znaczy to zastępowanie papieża na stolicy piotrowej, bo jeśliby tak pojmować stałą asytstencję, to znaczyłoby de facto, że Kościołem rządzi Bóg nie człowiek-papież, bo ów papież pozbawiony byłby wolnej woli. Czym jest wolna wola dana nam z miłości nieskończonej przez naszego Stwórcę?.
    Jest przywilejem i zarazem obowiązkiem wszystkich tych, którzy poznali i przyjęli naukę Ewangelii.

    Podsumowując oczywistym jest, że każdy bez wyjątku papież jest z obowiązku pełnionej służby depozytariuszem powierzonego mu Koscioła i ma stać na straży dochowania wierności słowom wypowiedzianym przez samego Syna Bożego.
    Papież nie ma jurysdykcji do interpretowania, modernizowania, dostosowywania depozytu wiary do wymagań agresywnych ludzi, którym nauka płynąca z Ewangelii się niepodoba, albo odrzucają ją w całości.

    Z racji formuły wynikającej z ograniczeń blogosfery na tym zakończę.

    Nie boję się dyskusji choćby z całym światem, bo najbardziej boję się świadomego sprzeniewierzenia się nauce Chrystusa.

    Laudetur Iesus Christus

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki