Logo Przewdonik Katolicki

Po Majdanie się zmieniło

ks. dr Mirosław Tykfer
Fot. M.Mularski

Rozmowa z Krzysztofem Stanowskim, prezesem zarządu Fundacji Solidarności Międzynarodowej, o nowej Ukrainie

Miałem okazję mieszkać z Ukraińcami. Większość z nich nie chciała ze mną rozmawiać po polsku, chociaż znali ten język. Uważali mnie za przedstawiciela narodu, który ich uciskał.
– Ja mam inne doświadczenia. I wiem, że dziś tysiące Ukraińców uczą się języka polskiego. Ukraińców powinniśmy próbować zrozumieć. Tak jak my oczekiwaliśmy, by nas rozumiano w czasie I wojny światowej czy w czasach „Solidarności”. Ukraińcy są w sytuacji, w której my byliśmy w roku 1919/1920. Zaledwie odzyskali wolność, próbują budować własne niezależne państwo. Toczą się walki na granicy. W 1919 r. czekały nas jeszcze plebiscyty. Wiele europejskich stolic nie wierzyło, że Polska się utrzyma. Dla naszych wschodnich sąsiadów historia polsko-ukraińska jest trudna, podobnie jak trudna jest ona dla nas. Przez te ostatnie lata dużo się jednak zmieniło.
 
Co najbardziej?
– Świadomość Ukraińców. Przekonałem się o tym na manifestacji Euromajdanu w Warszawie. Liderka ukraińskiej społeczności powiedziała wtedy znamienne słowa: „Do tej pory, kiedy krzyczeliśmy «Sława Ukrajini! Herojam sława (Chwała Ukrainie! Bohaterom chwała!)», tradycyjne ukraińskie zawołanie patriotyczne, to myśleliśmy zawsze o bohaterach ukraińskich. Dziś, gdy wychodzimy na ulice i krzyczymy «Sława Ukrajini», myślimy również o Ormianach, Białorusinach, Polakach, Rosjanach, którzy stali z nami na Majdanie i do których strzelano. Byli razem z nami”. To jest ogromna zmiana świadomości.
 
Czy Majdan wpłynął na sposób postrzegania Polaków?
– Kiedy Ukraińcy są dzisiaj pytani przez socjologów, który naród jest im najbliższy, odpowiadają, że Polacy. Nie tylko dlatego, że Polska jako pierwsza uznała niepodległość Ukrainy. Przełomowym momentem Majdanu była decyzja władz, aby strzelać do protestujących. Bardzo wielu rannych było wyłapywanych przez policję i służby. Polacy, państwo polskie, umożliwiło leczenie rannych w polskich szpitalach. Trafiło do nich 130 osób. Wielu z nich uratowaliśmy życie. Pomocy udzielali zarówno lekarze, jak i wolontariusze, którzy opiekowali się tak, jak wspieramy swoich bliskich w szpitalu. Przecież znajdując się nagle w obcym mieście, potrzebowali szczoteczki do zębów, piżamy, wyjaśnienia, co powiedział lekarz, kontaktu telefonicznego z rodziną. Otrzymali to od obcych ludzi. Od obywateli Rzeczypospolitej. Kiedy dzisiaj Ukraińcy zastanawiają się, w jakim kraju mogliby studiować, to w większości przypadków wybierają Polskę. W Lublinie, skąd pochodzę, są uczelnie wyższe, w których ponad połowa studentów to Ukraińcy.
 
Polacy czasami wykorzystują Ukraińców do pracy w trudnych warunkach, płacąc im bardzo mało.
– To niestety prawda. I my przez to przechodziliśmy. A jak Ksiądz myśli, z jakim zawodem na wschodniej ścianie Polski, uczniom w szkole kojarzy się Ukrainiec?
 
Ja pomyślałbym o kierowcy ciężarówki.
– Oni pomyśleliby o nauczycielu angielskiego. Na Lubelszczyźnie czy w Białostockiem, nauczycielami angielskiego masowo są dzisiaj Ukraińcy.
 
To najnowsza emigracja?
– Nie. To fenomen sprzed około dziesięciu lat. Przyjechali legalnie i zgodnie z prawem szukali pracy. Jednocześnie coraz więcej Polaków uczy się ukraińskiego. Ja sam nie mam żadnych korzeni ukraińskich, a mówię w tym języku.
 
W tym podejściu do Polaków nie ma różnicy między ukraińskim wschodem a zachodem?
– Była , ale to już bardziej przeszłość. Tak było przed Majdanem.
 
Trudno mi w to uwierzyć, przecież dochodzą do nas informacje o tym, że na wschodzie Ukraińcy są prorosyjscy. Są sceptyczni wobec dążeń prozachodnich.
– Dzisiaj to już tak nie wygląda. Gdyby dzisiaj odbyło się referendum, czy Ukraina ma być bliżej Unii Europejskiej, czy bliżej Rosji, te wyniki na wschodzie i zachodzie trochę by się różniły, ale zasadniczo wygrałby kierunek proeuropejski. Ten wybór jest dziś oczywisty. Powiem więcej. Nie ma większego związku dzisiaj między aspiracjami niepodległościowymi Ukrainy a językiem, którym mówią obywatele tego kraju. Wielu ochotników w oddziałach wojskowych, które walczą o niepodległość, to ludzie mówiący tylko po rosyjsku, a jednak czujący się Ukraińcami. Język ukraiński nie był również językiem ich rodziców. Podział między wschodem i zachodem był spowodowany w znacznym stopniu faktem, że ci z zachodu mieli paszporty. Bywali w Europie. Na wschodzie z kolei nie ma tylu uprzedzeń w relacjach z Polakami. Starając się rozumieć Ukrainę powinniśmy pamiętać, że w latach 30. doświadczyła wielkiego głodu. Zbrodni stalinowskiej, która przyniosła śmierć milionom ludzi.
 
Ukraińcy poradzili już sobie z naszą wzajemną historią?
– A myśmy sobie poradzili? Przez ostatnie 400 lat między Gnieznem a Lublinem bohaterem narodowym można było zostać na dwa sposoby. Zabić wielu sąsiadów albo być przez sąsiadów zabitym. Bycie bohaterem narodowym było związane ze śmiercią, z zabijaniem. Otrzymałem patriotyczne wychowanie w rodzinie, w czasie studiów historycznych na KUL uczyliśmy się o polskich bohaterach. Nie jestem jednak przekonany, że dziś droga do bohaterstwa musi prowadzić do śmierci za ojczyznę. Nie uważam, że musimy być niewolnikami historii. Pamiętając historię i podziwiając tamtych bohaterów, nie zawsze powinniśmy dosłownie naśladować ich postawy i wybory.
 
Na czym więc może polegać bycie bohaterem?
– W harcerstwie, które jest mi bliskie, mówiliśmy, że przygotowujemy ludzi, którzy dążą do tego , by stać w pierwszym szeregu. Niezależnie od tego czy będą najlepszym lekarzem, nauczycielem czy policjantem. Chodzi o bycie kimś, kto chce budować rzeczywistość.
 
Nie można jednak z pamięci wymazać ofiar. Wielu Polaków zginęło z rąk Ukraińców.
– W polsko-ukraińskiej historii jest wiele krwi, łez, krzywdy. Wiele tragicznych ofiar z każdej strony. Pamiętając tamte ofiary, jako chrześcijanie nie pozwólmy, by zaślepiła nas nienawiść. Zrozummy, że kiedy dziś Ukraińcy przywołują swoich bohaterów, to nie tak bardzo myślą, że walczyli oni z Polakami, ale bardziej o tym, że byli to ludzie, którzy marzyli o wolnej Ukrainie. Tak jak my, budując pomniki Piłsudskiemu, nie myślimy, że dla Litwinów jest osobą, która zagarnęła ich stolicę. Przypomnijmy sobie, czy w latach 70. potrafiliśmy przyznać, że Szczecin jest niemieckim miastem, że przed 1945 r. ostatni raz polskie wojska były w Szczecinie w czasach Bolesława Krzywoustego? Też nie. Proszę więc zrozumieć Ukraińców, którzy mają niepodległość zaledwie od dwudziestu kilka lat.
 
Przypominam sobie słowa Franciszka, który mówił, że chrześcijanie nie mówią, że jakąkolwiek wojnę wygrali, ale że się skutecznie obronili. Papież uczy, że nam nie może chodzić o to, żeby z kimś wygrywać, ale aby zatrzymać go, gdy robi nam krzywdę.
– W Niemczech zdarza się, że nauczyciel wchodzi do klasy i uczy o tym, jak wygraliśmy bitwę pod Wiedniem. A wszyscy uczniowie w klasie są tureckiego pochodzenia. Kiedy myślimy o polskich noblistach, nie wymieniamy tych, którzy urodzili się na Śląsku. Kategoria wygraliśmy-przegraliśmy, nasi-obcy nie jest już taka prosta. Dlatego tak wielu ludzi widzi potrzebę budowania wspólnej Europy. Budowania razem. Przy wszystkich ograniczeniach Unii, przy wszystkich błędach rezultat jest korzystniejszy niż wojna. Do czasu konfliktu na Ukrainie, do momentu napaści Rosji i zagarnięcia części terytorium tego państwa wierzyliśmy, że będziemy pierwszym od kilkuset lat pokoleniem, które urodziło się i umarło bez wojny. Teraz nie jest to takie oczywiste.



 
Krzysztof Stanowski
Polski działacz społeczny i harcerski. Więzień sumienia, pierwszy naczelnik Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej, w latach 2007–2012 podsekretarz stanu w Ministerstwie Edukacji Narodowej, a następnie w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, od 2012 r. prezes zarządu Fundacji Solidarności Międzynarodowej. W marcu tego roku będzie uczestnikiem X Zjazdu Gnieźnieńskiego.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code
  • awatar
    Sławomir
    27.02.2016 r., godz. 22:46

    Przepraszam ale jak mozna coś skomentować skoro nie zna się całego artykułu.... Rozumiem, ze można to robić dopiero po 06.03.2016. Rozumiem, ze mozna z całym artykułem zapoznać się w wersji papierowej ale w takim razie komentarz " internetowy" do wersji "papierowej " jest swego rodzaju " novum"..... Myślę, że ilośc komentarzy potwierdza mą tezę.

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki