Pierwsza pomoc w kryzysie małżeńskim

Wiecie, że w waszym małżeństwie źle się dzieje. Chcecie podjąć terapię, jednak do naprawdę pomocnych terapeutów są długie kolejki. A na dziś każdy moment bycia razem to cierpienie i agresja. Co możecie zrobić, by przetrwać kryzys?
Czyta się kilka minut

Coraz więcej ludzi zgłasza się do mnie z prośbą o pomoc w trudnej sytuacji małżeńskiej, zaczęłam więc czytać sporo literatury dotyczącej tego problemu. Zauważyłam kilka prawidłowości. Po pierwsze, wiele badań dotyczących czynników warunkujących szczęście małżeńskie i jego trwałość wskazuje na wspólny, oparty na religii system wartości jako czynnik kluczowy. Konkludując, „para, która razem się modli, zostaje ze sobą” („couple who prays together, stays together”). Czytając poradniki dotyczące rozwiązywania problemów małżeńskich, doszłam do wniosku, że zasadniczo możemy je podzielić na dwa rodzaje. Pierwszy obejmuje poradniki, których autorzy ignorują te odkrycia naukowe. Zwykle udzielają rad dotyczących poprawy komunikacji i jakości zbliżeń seksualnych, lecz przynajmniej połowa poradnika dotyczy sytuacji, gdy para po pierwszych próbach poprawy jakości związku doszła do wniosku, że to nie działa. A zatem rady autorów dotyczą tego, jak się „dobrze rozwieść”. Ogólna wymowa to: „Prawdziwa odwaga to zerwanie toksycznego związku zamiast prób naprawiania go”. Drugi rodzaj to poradniki pisane przez terapeutów chrześcijańskich. Oprócz porad komunikacyjnych i dotyczących intymności dużo miejsca poświęcają wspólnemu wzrastaniu – emocjonalnemu i duchowemu. Co ciekawe, ci autorzy wychodzą z założenia, że niemal każde małżeństwo można uratować, a jeśli komuś się nie uda, nie można mówić o „dobrym rozwodzie”, a co najwyżej o minimalizacji skutków katastrofy.

Pierwsza pomoc duchowa

Pierwsza rzecz, którą warto zrobić, to przypomnieć sobie, że ślubując przez ołtarzem miłość, wierność i uczciwość małżeńską, mówiliśmy to poważnie. Nie kłamaliśmy. Naprawdę mieliśmy głębokie postanowienie wytrwania z drugą osobą aż po kres życia doczesnego. Owszem, potem się pokomplikowało. Jednak to, od czego warto zacząć, to odnowa życia sakramentalnego. Na początek – zrobienie uczciwego rachunku sumienia. Nie według tego, co „czujemy, że jest grzechem”. Uczciwie, z rachunkiem sumienia dla dorosłych w ręce, niezależnie od tego, co podpowiada nam sumienie. Powód jest prosty. Nikomu „ni z tego, ni z owego” nie odmienia się zupełnie światopogląd i system wartości. Jeśli nasze małżeństwo jest w kryzysie, oboje niestety na to pracowaliśmy. Być może jedna osoba bardziej, druga mniej. Jeśli jednak do tej pory nie zauważałeś swoich grzechów przeciw małżonkowi/ małżonce wnoszonych w małżeństwo, prawdopodobnie udało się to sumienie dość dobrze zagłuszyć. Dlatego nie polegaj na swoim rozeznaniu, a na nauce Kościoła, gdzie kwestia tego, co jest, a co nie jest grzechem, jest jasno określona. Owszem, często występują okoliczności łagodzące, mimo poważnej materii grzechu, jednak lepiej zostawić to do oceny dobremu spowiednikowi. Najwyżej powie: „To nie grzech”. Dobra spowiedź ma wymierne konsekwencje psychologiczne. Oczyszczone sumienie umożliwia nam na przykład szczerą wspólną modlitwę z małżonkiem. A wspólna modlitwa jest podstawą wzrostu. Oczywiście pozostaje kwestia znalezienia naprawdę dobrego spowiednika dla małżeństw w kryzysie. Jest to jednak możliwe.

Zauważ dobro

W filmie Oceans 11 Danny Ocean próbując odzyskać byłą żonę, pyta ją o nowego mężczyznę w jej życiu: „Czy on potrafi sprawić, żebyś się roześmiała?”, na co ona odpowiada: „On przynajmniej nie doprowadza mnie do płaczu”. Ta krótka wymiana zdań przedstawia nam istotę kryzysu małżeńskiego. Mamy tendencję do koncentrowania się na rzeczach złych, a pomijania rzeczy pozytywnych. W bardziej zaawansowanym stadium zaczynamy psuć sobie wspomnienia. „Ja tak naprawdę nigdy jej nie kochałem. Od kiedy pamiętam, była mi obca” – mówi po kilkunastu latach od ślubu ojciec pięciorga dzieci. Nawet mało spostrzegawczemu słuchaczowi przychodzi wtedy na myśl: „Hm, mieć tyle dzieci z obcą osobą, której się nie kocha, a nawet nie lubi, to niezły wyczyn”. To zwyczajnie nieprawda. Owszem, mogliśmy popsuć sobie wspomnienia dobrych rzeczy, nie znaczy to jednak, że nigdy się nie wydarzyły. A zatem jedno z podstawowych zadań to regularne tworzenie listy pozytywnych rzeczy, które robi druga osoba. Autentyczny przykład: „Mój mąż dobrze wywiązuje się ze zobowiązań finansowych. Mimo że mieszkamy teraz osobno, spłaca kredyt za dom. Sfinansował komplet podręczników i nowe tornistry dla dzieci. Jego prezenty dla dzieci są przemyślane, nie próbuje nimi kupować ich przychylności. Nigdy nie wykręca się, gdy przypada jego kolej opieki nad dziećmi. Pomógł naszemu najstarszemu synowi w zdobyciu stypendium. Jest w stanie zachować spokój w czasie rozmowy z moją wścibską matką, która mnie samą doprowadza do szału”. Zauważajmy dobre rzeczy. I nie dajmy się złapać w sieć myśli: „To dobry człowiek, ale ja go już po prostu nie kocham”. Na odnowienie tej iskry, którą widać w dobrych małżeństwach, przyjdzie czas na końcu. Na początku pracujecie nad tym, by przezwyciężyć nawyk doszukiwania się negatywów we wszystkim, co robi druga osoba.

Komunikacja

Wielu terapeutów małżeństw w kryzysie podkreśla, że warto zacząć od nauczenia się prawdziwego słuchania drugiej osoby. Oto przykład typowej rozmowy małżeństwa w kryzysie. Łukasz chce być miły dla żony Marii. Wpada na pomysł, żeby zaprosić ją na obiad do restauracji, nie jest jednak pewien, czy ona już czegoś nie ugotowała. Pyta więc: „Jakie masz plany na dzisiejszy obiad?”. Maria, słuchając tego przez filtr własnych obaw, słyszy, jakby z pretensją pytał, kiedy obiad będzie gotowy. Dlatego reaguje: „Dlaczego obiad zawsze leży na moich barkach? Pracuję równie ciężko jak ty”. Łukasz odbiera jej odpowiedź jako atak. Myśli: „Dlaczego ona zawsze wszystko musi krytykować?” i reaguje obronnie: „Wcale nie, w ubiegłym tygodniu to ja przygotowywałem obiady”. Maria czuje, że jej praca jest lekceważona, i nakręca spiralę pretensji: „Zamówienie pizzy czy kupno gotowych pierogów i surówki to nie robienie obiadu”. Sfrustrowany Łukasz poddaje się: „Zapomnij. I tak nie mam ochoty z tobą nigdzie wychodzić”. Maria czuje się wygłupiona, nie przypomina sobie propozycji wspólnego wyjścia: „Ale ty nie wspomniałeś nic o wychodzeniu z domu na obiad!”. Wściekły już mąż kwituje: „Owszem, spytałem cię, czy masz już obiad, czy byś wolała wybrać się do restauracji, a ty się zaczęłaś czepiać”.

Przykład jest typowy, ponieważ pokazuje, że w kryzysie z góry słuchamy drugiej osoby przez pewien filtr – swoich obaw, lęków, niepewności, zranień, przeszłych negatywnych doświadczeń. Nie słyszymy tego, co druga osoba chce tak naprawdę powiedzieć. Stąd podstawowa rzecz, którą powinniśmy zacząć robić, to sprawdzanie zrozumienia za pomocą tzw. parafrazy. Własnymi słowami powtórz, co usłyszałeś i sprawdź, czy prawidłowo. Maria mogłaby na początku powiedzieć: „Czy dobrze rozumiem, że pytasz, jak długo będziesz musiał czekać, aż ugotuję obiad?”. Na co zadaniem Łukasza jest nie reagować automatyczną myślą: „Znów ma pretensje”, tylko docenić próbę parafrazy i spokojnie wyjaśnić: „Nie, chciałem wiedzieć, czy masz coś już przygotowane, bo jeśli nie, to chciałbym cię zaprosić do restauracji”.

Stosowanie parafrazy zamiast automatycznego reagowania, które – jak dobrze sobie zdajemy sprawę – jest nieefektywne i tylko potęguje konflikt, jest zadaniem wystarczająco wymagającym. Jeśli uda się wam nauczyć uważnie słuchać i sprawdzać, czy się dobrze nawzajem zrozumieliście, macie szansę zakończyć błędne koło pretensji, roszczeń i oskarżeń. A to już dużo. To doskonałe przygotowanie do dalszej pracy.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 38/2014