Logo Przewdonik Katolicki

Liczby wstydu

Łukasz Kaźmierczak
Fot.

Polskę dotyka plaga alkoholizmu, a Polacy piją więcej niż w czasach PRL alarmuje Zespół Episkopatu ds. Apostolstwa Trzeźwości w specjalnym liście namiesiąc abstynencji sierpień 2014.

Polskę dotyka plaga alkoholizmu, a Polacy piją więcej niż w czasach PRL  – alarmuje Zespół Episkopatu ds. Apostolstwa Trzeźwości w specjalnym liście na miesiąc abstynencji – sierpień 2014.

Tymczasem wokół tego tematu panuje cały czas wstydliwa cisza. Jako społeczeństwo  zachowujemy się nadal według klasycznego mechanizmu zaprzeczenia – tak bardzo charakterystycznego dla zdiagnozowanych alkoholików i ich współuzależnionych rodzin. Obowiązuje taktyka „trzech małp”: nie widzę, nie słyszę, nie chcę o tym mówić.

 

Pijany PRL

W tym roku mija dokładnie 30 lat od ustanowienia przez polskich biskupów sierpnia jako

miesiąca trzeźwości i dobrowolnej abstynencji od alkoholu. Stało się to w 1984 r., podczas 201. Zebrania Plenarnego Konferencji Episkopatu Polski. W zamierzeniach Kościoła, sierpniowy dar abstynencji miał stanowić bezpośrednie nawiązanie do Jasnogórskich Ślubów Narodu, w których Polacy ślubowali m.in. walkę z lenistwem, marnotrawstwem, pijaństwem i rozwiązłością. Żeby zrozumieć, jak bardzo było to wówczas potrzebne, trzeba jednak cofnąć się do specyfiki okresu późnego komunizmu. Ówczesne polskie społeczeństwo zmęczone trudami codziennej walki o przetrwanie w socjalistycznej gospodarce „permanentnego niedoboru”, niekończących się kolejek, braku perspektyw, wszechobecnej beznadziei, złamane kolejnymi pacyfikacjami protestów społecznych i bezwzględnymi represjami, popadało w coraz większą apatię. A powszechnym sposobem na odreagowanie rzeczywistości stało się sięganie do kieliszka. Problem alkoholizmu – stanowiący i tak nieomal immanentną cechę sowieckiego modelu komunizmu – zaczął gwałtownie przybierać na sile. W szczególny sposób było to odczuwalne w dużych skupiskach robotniczych. Tak działo się choćby w Nowej Hucie, czyli „wzorcowym robotniczym mieście bez Boga”, podobnie jak w Ursusie i Radomiu – brutalnie spacyfikowanych podczas robotniczych protestów w 1976 r. Jak wspominała niedawno na łamach „Przewodnika Katolickiego” legendarna opozycjonistka Zofia Romaszewska, która zaangażowała się wówczas w pomoc dla represjonowanych robotników, ujrzała Radom jako miasto kompletnie pijane – i to już od godzin porannych. To był dla niej szok, nawet w konfrontacji z cieszącymi się najgorszą sławą dzielnicami Warszawy. A tak jak Radom wyglądała wówczas większość polskich miejscowości. 

Komunistycznym władzom było to w zasadzie na rękę. Z jednej strony utrzymywały co prawda pozory, tworząc w stanie wojennym komitety do walki z alkoholizmem i słynną prohibicję do godziny 13.00 – z drugiej jednak przymykały oko na przypadki wypłacania pracownikom części pensji w formie kartek na alkohol, albo wprost – w butelkach wódki.

Pijanymi, zobojętnionymi, upodlonymi przez alkohol ludźmi łatwiej było rządzić i redukować ich potrzeby do tej jednej, jedynej, niezbędnej do zaspokojenia: „kieliszka chleba”. Dostrzegał to zagrożenie Prymas Tysiąclecia, który w liście do kapłanów w grudniu 1979 r. przestrzegał: „Społeczeństwu polskiemu wyraźnie zagraża niebezpieczeństwo biologicznego zwyrodnienia i utraty moralnej sprawności wskutek stale wzrastającego w naszym kraju spożycia alkoholu, rozpijania się młodzieży i rozszerzania się w rodzinach pijackiego obyczaju, który prawie zmusza do «opijania» niemalże każdej okazji”.

Odpowiedzią na te wyzwania stało się właśnie hasło: Sierpień miesiącem trzeźwości. 

 

Więcej, mocniej, częściej

Wraz z upadkiem komunizmu problem alkoholizmu wcale się jednak nie skończył. Co prawda na początku lat 90. nastąpiło chwilowe zatrzymanie rosnącego trendu spożycia alkoholu na głowę przeciętnego Polaka, jednak szybko sytuacja wróciła do „normy”.

Dziś pijemy więcej, mocniej i powszechniej. Statystyki są zatrważające. Jak przypomniał niedawno Zespół Episkopatu ds. Apostolstwa Trzeźwości, w naszym kraju jest obecnie prawie milion uzależnionych od alkoholu, a kilka milionów pije ryzykownie i szkodliwie, czyli zbyt często, zbyt dużo, zbyt szybko itp. Co więcej uzależnienie alkoholowe nie rozgranicza podziału na grupy społeczne. Dotyka bez wyjątku wszystkich sfer: najbogatszych i najbiedniejszych, najlepiej i najgorzej wykształconych, starych i młodych. Z danych Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych (PARPA) wynika, że dynamika wzrostu spożycia napojów alkoholowych w Polsce należy dziś do najwyższych w Europie. I najbardziej wstrząsająca informacja: to młodzi ludzie między 15. a 19. rokiem życia stanowią najważniejszą grupę konsumentów, przyczyniającą się w głównej mierze do wzrostu sprzedaży alkoholu w naszym kraju. PARPA alarmuje, że do picia napojów alkoholowych przyznaje się ponad 87 proc. uczniów III klas gimnazjalnych i ponad 95 proc. uczniów II klas szkół średnich. Według statystyk za 2011 r., do upicia się w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy przyznało się niemal 50 proc. piętnastolatków (49 proc. chłopców i 48 proc. dziewcząt) i około 70 proc. siedemnastolatków (76 proc. chłopców i 64 proc. dziewcząt). Obniża się także wiek pierwszego kontaktu z alkoholem – dziś wynosi on średnio 10–11 lat! Skala problemu stała się tak duża, że PARPA uruchomiła nawet specjalną pomarańczową linię, czyli infolinię telefoniczną 801 140 068, gdzie rodzice i opiekunowie mogą uzyskać poradę i wsparcie dotyczące rozwiązywania problemów alkoholowych ich dzieci.

I jeszcze jeden wskaźnik, tym razem pokazujący skalę ekonomicznego spustoszenia spowodowanego przez alkohol. Według obliczeń ekspertów koszty ekonomiczne związane z nadużywaniem alkoholu szacuje się na Zachodzie na poziomie 3–5 proc. produktu krajowego brutto. Obejmują one koszty leczenia, systemu opieki społecznej i ubezpieczeń, wypadków drogowych spowodowanych przez pijanych kierowców, innych przestępstw popełnianych pod wpływem alkoholu, a także spadku wydajności pracy, przedwczesnej umieralności itp. Jak szacują specjaliści z PARPA, koszty nadużywania alkoholu w Polsce można określić na poziomie około 22–35 mld zł rocznie. Tymczasem wpływy do budżetu państwa z tytułu podatku akcyzowego od sprzedaży napojów alkoholowych w 2011 r. wyniosły jedynie około 6,8 mld zł.

 

Łatwiej niż mleko

Pierwszą przyczyną wzrostu alkoholowych statystyk jest oczywiście galopujący w zastraszającym tempie konsumpcjonizm. Polacy sprawiają bowiem wrażenie, jakby nadal nie nasycili się kapitalizmem i łatwym dostępem do dóbr materialnych. W niedawnym apelu do mediów, wystosowanym w imieniu Zespołu Episkopatu ds. Apostolstwa Trzeźwości, o. Oskar Puszkiewicz OFM  ubolewał, że  „umiarkowanie, trzeźwość, powściągliwość brzmią jak słowa z innej epoki”, ponieważ dzisiaj „promuje się zachłanność, chciwość, nieopanowanie”, zachęcając do „maksimum zabawy, rozrywki, zmysłowych doznań”. Jest to tym łatwiejsze, że alkohol jest po prostu śmiesznie tani i dostępny na wyciągnięcie ręki o każdej porze dnia i nocy. „Przez dwadzieścia pięć lat polskiej transformacji niemal wszystkie produkty podrożały w relacji do zarobków. Ale alkoholu możemy dzisiaj kupić za jedną pensję więcej niż dwie dekady temu. Dzisiaj łatwiej można kupić w Polsce alkohol niż mleko” – pisze Zespół w swoim apelu.

Drugi niezwykle istotny czynnik to potężna broń reklamy i siła medialnego przekazu. Picie alkoholu sprzedawane jest dziś w wyjątkowo atrakcyjnym opakowaniu, z premedytacją adresowanym głównie do ludzi młodych i bardzo młodych. Ten przekaz można sprowadzić do jednego hasła: jest alkohol, jest impreza. I to właśnie sugestywne reklamy bardzo skutecznie budują dzisiejszą proalkoholową mentalność. Powstaje błędne koło: „Producenci i sprzedawcy osiągają miliardowe zyski. Media bogacą się na reklamie. Politycy i rządzący nie chcą się narażać wpływowemu lobby. Wszystko to tworzy okrutne połączenie bezczynności i cynizmu, które jest niszczące dla naszego narodu” –  ostrzega Zespół Episkopatu ds. Apostolstwa Trzeźwości.

Wreszcie ostatni – i być może najważniejszy powód  – to pogłębiający się od dawna kryzys rodziny. Rozluźnienie więzi rodzinnych, praca na odległość, brak regularnego kontaktu, rozbite małżeństwa – to wszystko nie może pozostać bez wpływu na codzienność. Rodzina staje się dysfunkcyjna i przestaje pełnić rolę najważniejszej siły wychowującej i przekazującej dobre wartości. A nawet tam, gdzie wszystko na pozór jest w porządku, dzieci otrzymują często fatalny przekaz w postaci rodzinnych imprez suto zakrapianych nieodłącznym alkoholem. Ten obraz utrwala się w głowie młodego człowieka, jako „normalny” i akceptowalny sposób spędzania wolnego czasu.

Jakakolwiek naprawa musi więc zacząć się od rodziny. Kwestię te akcentuje od dawna Zespół KEP ds. Apostolstwa Trzeźwości, który prowadzi działalność właśnie w oparciu o dziewięcioletni program „Rodzina szkołą trzeźwości”. W tegorocznym liście na miesiąc sierpień Zespół apeluje jednak do wszystkich: „Prosimy usilnie: Siostry i Bracia, podejmijcie dobrowolną abstynencję. Pokażcie, że nie jesteście zakładnikami chwytliwych, lecz nieprawdziwych sloganów reklamowych i szkodliwych nawyków. Pokażcie, że jesteście mądrzy, wolni, odpowiedzialni i odważni”.

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki