Logo Przewdonik Katolicki

Wielkie święto patriotyzmu

Katarzyna Jarzembowska
Fot.

1 sierpnia, godz. 7.00 łączniczki alarmowe otrzymują rozkaz Komendanta Okręgu Warszawskiego AK płk. dypl. Antoniego Chruściela «Montera» o ustaleniu Godziny «W» na 1 sierpnia, godzina17.00- napisano na jednej z kartek kalendarza w Muzeum Powstania Warszawskiego. W tym roku mija 70 lat od tych heroicznych wydarzeń.

„1 sierpnia, godz. 7.00 – łączniczki alarmowe otrzymują rozkaz Komendanta Okręgu Warszawskiego AK płk. dypl. Antoniego Chruściela «Montera» o ustaleniu Godziny «W» na 1 sierpnia, godzina 17.00” - napisano na jednej z kartek kalendarza w Muzeum Powstania Warszawskiego. W tym roku mija 70 lat od tych heroicznych wydarzeń.

W całej Polsce zaplanowano obchody wojskowe, patriotyczne i religijne. Uczestniczą w nich władze, parlamentarzyści, wojskowi... Polacy. Także cisi bohaterowie, których z każdym rokiem ubywa. Bo brakuje sił, bo zaatakowała ciężka choroba, bo odeszli już na wieczną wartę...

 

Patriotyczne wychowanie

Henryk Olczak „Kajtek” jest prezesem Zarządu Koła Terenowego Powstańców Warszawskich w Bydgoszczy. Urodził się w styczniu 1932 r. niedaleko Radomia. Brał udział w Ruchu Oporu w obwodzie radomskim pod dowództwem Wacława Mleczarskiego, w partyzantce Armii Krajowej. – Bardzo mocno przeżyłem aresztowanie moich rodziców przez Gestapo. Pamiętam, jak nas przesłuchiwali, podejrzewając, że przetrzymujemy partyzantów. Starszego brata pobili, zrzucając z pierwszego piętra, a matce wbijali szpilki pod paznokcie. Mój ojciec z braćmi – miałem ich dwóch – i ze mną uciekł do lasu. Tam trafiliśmy do oddziału Armii Krajowej, w której tata był partyzantem. Kiedy miałem zaledwie trzynaście lat, przeszedłem bolesne rozstanie z bliskimi. W tym samym czasie otrzymałem zadanie zbierania informacji o ruchach wojsk niemieckich i rozmieszczeniu ich posterunków w rejonie działania oddziału Armii Krajowej – opowiada.

W związku ze zmianą zakresu działania Olczak został łącznikiem między dwoma okręgami – radomskim i warszawskim. W 1944 r. Komenda Armii Krajowej skierowała go na tajne nauczanie. Komplety gimnazjalne odbywał w Jedlińsku, w trybie przyspieszonym, pod auspicjami Kościoła, pod przykrywką pełnienia posługi ministranta. – W tym czasie otrzymałem pseudonim „Kajtek”. Złożyłem wówczas przysięgę na wierność ojczyźnie i Armii Krajowej. Pełniłem m.in. funkcję pomocnika przy transporcie środków opatrunkowych, amunicji, broni – docelowo do lasów kabackich. Przewóz tych wszystkich rzeczy odbywał się konno, rowerami, a czasem samochodem na holzgas. Jego kierowcą był powstaniec o pseudonimie „Biały”, a ja byłem palaczem – wspomina.

 

Służba ojczyźnie

Decyzją przełożonych, którzy przygotowywali zryw w stolicy, „Kajtek” pozostał w Warszawie. W tym czasie mieszkał przy ul. Melsztyńskiej 4 u rodziny powstańców. Przydzielono go także do IV Zgrupowania I kompanii, 146. plutonu. – W powstaniu warszawskim pełniłem funkcję łącznika, do którego obowiązków należało roznoszenie ulotek, listów, a także granatów, butelek rozpalających oraz amunicji do broni maszynowej dla barykad i szczelin. Brałem również udział w przechwytywaniu zrzutów sił alianckich, co było wielkim wyczynem, z uwagi na ostrzał strzelców wyborowych – podkreśla.

Henryk Olczak w czasie działań bojowych został poważnie ranny i umieszczony w punkcie sanitarnym. –Nosiłem przy sobie wizerunek Matki Bożej Pocieszenia. Był schowany w mundurze razem z różańcem. Pan Bóg wciąż czuwał, a ja dzięki Niemu przeżyłem. Powstanie warszawskie nie tylko wspominam, ono mi się śni po nocach. To była niewyobrażalna tragedia... Trup na trupie... Odwrotu nie było. Pociski leciały z Sochaczewa wycelowane wprost na mosty w Warszawie. My tylko zgarnialiśmy ciała... Te jęki, zgrzyty, brak jedzenia, picia, amunicji. Trudno o tym zapomnieć. Dzisiaj nadal jestem członkiem Armii Krajowej i powstania warszawskiego. Przyrzekłem swojemu dowódcy, Tadeuszowi Borowi-Komorowskiemu, że będę bronił ojczyzny i jej służył do ostatniej kropli krwi, do ostatnich sił, także w czasach pokoju – podkreśla.

 

Duma z rocznicowych obchodów

Po upadku powstania warszawskiego Henryk Olczak wraz z innymi bohaterami został umieszczony w bydlęcych wagonach i wysłany do obozu w Brzezince. Jednak kolejarz obsługujący skład – Antoni Chudzik – uratował rannego „Kajtka”, lecząc go i ukrywając u siebie w domu aż do momentu wyzwolenia. W sierpniu 1945 r. Olczak powrócił do Warszawy. Rozpoczął nowe życie jako uliczny handlarz, a następnie jako robotnik u ogrodnika. Kolejne lata upłynęły pod znakiem nauki, podwyższania kwalifikacji i kolejnych stanowisk. – Wiemy doskonale, że potem przyszedł czas reżimu komunistycznego, a o naszej działalności nie wolno było mówić. Za to, że broniłem ojczyzny, w 1968 r. zostałem odwołany przez jednego z sekretarzy ze stanowiska dyrektora techniczno-ekonomicznego Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Bydgoszczy. Wtedy zatrudnił mnie kolega, który jeździł na taksówce. W tym czasie przewodniczącym prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Bydgoszczy był Aleksander Schmidt. Zatrudnił mnie w jednym z zakładów, gdzie pracowałem trzy lata. Następnie powołano mnie na dyrektora ekonomicznego dzisiejszego Szpitala Uniwersyteckiego nr 1 w Bydgoszczy. Tam pracowałem do emerytury – powiedział.

Henryk Olczak otrzymał wiele wyróżnień państwowych. Jest ceniony przez różne środowiska. Pomimo trudności zdrowotnych, wciąż ma siły, aby edukować młodych. Na każdym z organizowanych spotkań odpowiada na kilkadziesiąt pytań. – Dlaczego mam prelekcje w szkołach? Mówię młodym, aby pamiętali o historii, przekazywali ją innym. Dzisiaj nas – powstańców – jest coraz mniej, wielu jest schorowanych, nie opuszcza swoich domów. – 70. rocznica jest okazją do wielkiego świętowania. Modlimy się za tych wszystkich, którzy zginęli podczas powstania. Radujemy się z tego, że Bóg dał nam dożyć tej chwili. Z dumą mogę powiedzieć, że żadne inne święto nie jest obchodzone tak jak powstanie warszawskie – zakończył „Kajtek”.

 


Ks. płk Zenon Surma – proboszcz parafii wojskowej Najświętszej Maryi Panny Królowej Pokoju i dziekan Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych RP

„System socjalistyczny próbował zepchnąć wartość ojczyzny na drugi plan. Ojczyznę, jej prawdziwe znaczenie, starano się wyrugować z naszej świadomości. Przez lata wmawiano nam, że niezależnie od miejsca zamieszkania, wszyscy tworzymy globalną wioskę. A my wiemy doskonale, jak ważna jest ta jedność, ale w różnorodności. Każdy naród wnosi w historię swoje bogactwo, doświadczenie. Powstanie warszawskie było wielkim wydarzeniem. Zostało naznaczone heroizmem walki wielu żołnierzy. Wielu historyków powtarza, że gdyby nie rok 1944 i tamte wydarzenia, nasz kraj byłby zupełnie inny. Powstańcy żyli takimi wartościami, dla których gotowi byli umierać. Nie bez znaczenia stały się dla nich słowa: «Jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy...»”.

 


„Bilans strat po stronie polskiej: ok. 18 tys. poległych powstańców, ok. 180 tys. zabitych cywilów i ok. 3,5 tys. poległych żołnierzy 1. Armii WP; ok. 25 tys. rannych powstańców, w tym 6,5 tys. ciężko. Do niewoli dostaje się ok. 16 tys. powstańców. Po stronie niemieckiej – ok. 10 tys. żołnierzy poległych, ok. 7 tys. – uznanych za zaginionych; rannych – 9 tys. Warszawa, zburzona podczas walk, po powstaniu jest systematycznie równana z ziemią przez Niemców. Straty dóbr kultury są ogromne. Zabytkowe budynki i świątynie, całe Stare Miasto, pomniki, biblioteki, muzea i archiwa obrócone są w ruinę, ich kolekcje spalone. Dzieła zniszczenia dopełniają wojska sowieckie po zajęciu stolicy 17 stycznia 1945” – tyle na kartce z kalendarza z Muzeum Powstania Warszawskiego, opatrzonej datą 5 października 1944 r.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki