Logo Przewdonik Katolicki

Obława w oparach absurdu

Łukasz Kaźmierczak
Fot.

Kamiennesumienia, Pycha w kitlach, Medycy «pana boga» to typowe epitety, jakimi obrzucono lekarzy, którzy podpisali się pod Deklaracją wiary. Piękną mamy wolność sumienia w Polsce, nie ma co.

„Kamienne sumienia”, „Pycha w kitlach”, „Medycy «pana boga»” – to typowe epitety, jakimi obrzucono lekarzy, którzy podpisali się pod „Deklaracją wiary”. Piękną mamy wolność sumienia w Polsce, nie ma co.

Majowa Pielgrzymka Służby Zdrowia na Jasną Górę. Grupa medyków składa kamienne tablice z „Deklaracją wiary” lekarzy. Pod dokumentem, stanowiącym wotum wdzięczności za kanonizację Jana Pawła II, podpisuje się ponad 3 tys. lekarzy i studentów medycyny.

„Deklaracja” głosi m.in., że ludzkie ciało i życie, będące darem Boga, są święte i nietykalne od poczęcia do naturalnej śmierci. Jej sygnatariusze zobowiązują się strzec życia ludzkiego od jego początku i do działania w zgodzie z chrześcijańskim sumieniem. Uznają także pierwszeństwo prawa Bożego nad prawem ludzkim. Kilka dni później w mediach rozpętuje się prawdziwa histeria, a lekarze zostają postawieni pod pręgierzem tzw. opinii publicznej.

 

„Będą ponosili konsekwencje”

Sposób, w jaki traktuje się sygnatariuszy „Deklaracji wiary”, to doskonały przykład pokazujący, jak wygląda w praktyce mechanizm niszczenia, dezawuowania i publicznego „grillowania” ludzi o innym od politycznie poprawnego światopoglądzie. Najgłośniej zaś krzyczą ci, którzy na co dzień mają usta pełne frazesów o wolności słowa i poszanowaniu poglądów innych.

Sygnał do ataku dała, jak zawsze „czujna”, „Gazeta Wyborcza”, która podniosła larum, że lekarze podpisujący „Deklarację” mogą narazić pacjentów na utratę zdrowia lub życia, a sam dokument ma być rzekomo bezprawny. Zaczęto więc tropić lekarzy z listy sygnatariuszy, wydzwaniać do nich, indagować i szukać kompromitujących materiałów. Ot, typowa aktywność tamtejszych dziennikarskich cyngli od „mokrej roboty”. Wkrótce potem w ich ślady poszły inne salonowe media, które na wyprzódki zaczęły produkować sążniste komentarze i agresywne tytuły w rodzaju wspomnianych „Kamiennych sumień”.

Wszystko to podparto opiniami rozmaitych „zatroskanych” filozofów i etyków-ateistów, rozkładających na czynniki pierwsze sumienia katolików. Przede wszystkim zaczęto jednak tworzyć potencjalne absurdalne konsekwencje zetknięcia z „bezdusznym” medykiem-katolikiem, na czele z rzekomą odmową wykonywania przez takiego lekarza nawet elementarnych zabiegów. W całej tej medialnej histerii zapomniano o najważniejszym: jeśli ktoś podpisuje się pod deklaracją, której najważniejszym elementem jest ochrona życia ludzkiego, to chyba nie po to, żeby za moment odmówić jego ratowania.

Okazję do zbicia kapitału politycznego wyczuli także przedstawiciele naszej rodzimej lewicy, przekonujący z marsowymi minami, że „Deklaracja wiary” stanowi „niebezpieczne poszerzenie” lekarskiej klauzuli sumienia. W ślad za tym poszły naciski: przeprowadzić kontrole, zerwać kontrakty, odwołać z funkcji, zwolnić z pracy. Ministerstwo Zdrowia z jednej strony tonowało nastroje, przypominając, że „Deklarację wiary” podpisało jedynie 3 tys. spośród 160 tys. polskich lekarzy, z drugiej zaś przyłączyło się do kampanii zastraszania jej sygnatariuszy. „Nie zamierzam nikogo rozliczać i robić przeglądów światopoglądów i wiary, ale bardzo twardo mówię, że wszyscy ci, którzy będą przekraczali granice prawa, będą ponosili tego konsekwencje” – oświadczył minister Bartosz Arłukowicz. No cóż, problem w tym, że interpretacja owego „przekraczania prawa” jest dosyć szeroka, zwłaszcza przy obecnym niedoskonałym kształcie lekarskiej klauzuli sumienia. Wątpliwości co do intencji państwa nie pozostawiają także wypowiedzi samego premiera Donalda Tuska, który oświadczył: „Jeżeli pojawią się wątpliwości o charakterze prawnym, będziemy kierowali sprawę do prokuratury”. W ślad za tym ruszyły ministerialne kontrole do szpitali, przychodni i ośrodków zdrowia.

 

„Bo nie wykonał usługi”

Owo zorganizowane polowanie z nagonką musiało oczywiście skończyć się wyciąganiem teczek personalnych i lustrowaniem lekarzy, którzy złożyli swój podpis pod „Deklaracją”.

Dwa najgłośniejsze przypadki takiego prześladowania – tak, właśnie prześladowania, bo to słowo wydaje się tutaj najodpowiedniejsze – dotyczą uznanych w świecie polskiej medycyny specjalistów. Jednym z nich jest prof. Jan Oleszczuk, kierownik Katedry i Kliniki Położnictwa i Perinatologii Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, a zarazem wojewódzki konsultant ds. ginekologii położnictwa. „Gazeta Wyborcza” zaatakowała go tytułem: „Konsultant podpisał «Deklarację wiary». Czy powinien być usunięty ze stanowiska?”. Nieważne zatem jak bogaty dorobek naukowy i medyczny ma prof. Oleszczuk, teraz liczy się tylko jego nieprawomyślny katolicki „coming out”. „Wyborcza” znalazła także podpórkę w postaci opinii „obiektywnego” lekarza, prof. Mariana Szamatowicza (zarazem wpływowego działacza podlaskiego SLD), który zadekretował, że Oleszczuk powinien zostać odwołany, gdyż jego poglądy mogą rzekomo wpływać na pełnioną funkcję. W obronę profesora zaangażował się z kolei metropolita lubelski abp Stanisław Budzik, który przypomniał , że „kto powołuje się na sprzeciw sumienia, nie może być narażony nie tylko na sankcje karne, ale także na żadne inne ujemne konsekwencje prawne, dyscyplinarne, materialne czy zawodowe”.

Jeszcze bardziej brutalny atak przypuszczono na prof. Bogdana Chazana, dyrektora Szpitala Ginekologiczno-Położniczego im. Świętej Rodziny w Warszawie, a zarazem jedną z głównych „twarzy” ruchu pro-life w Polsce. Ten znakomity ginekolog już po raz kolejny został postawiony do tablicy za odmowę wykonania aborcji. Tym razem gazety wyciągnęły przypadek kobiety, której Chazan nie chciał przepisać tabletki „dzień po”, a potem przebiły to jeszcze historią małżeństwa, spodziewającego się dziecka obarczonego śmiertelną wadą rozwojową. „Zbrodnia” tego znakomitego lekarza miała polegać na tym, że nie tylko odmówił przeprowadzenia aborcji, ale także nie wskazał innego lekarza, który wykonałby taki zabieg – do czego mają go obligować przepisy dotyczące klauzuli sumienia – a zamiast tego zaproponował objęcie dziecka i matki opieką w czasie ciąży i porodu oraz kontakt z kompetentnym hospicjum perinatalnym. Zdaniem oskarżycieli Chazan pozostawił jednak kobietę „bez pomocy”. Po tych doniesieniach minister Arłukowicz skierował sprawę do lekarskiego sądu dyscyplinarnego i zagroził śledztwem prokuratorskim w przypadku potwierdzenia „złamania prawa”. Sam Chazan bronił się, zarzucając krytykom, że chcą oddzielić lekarza od jego sumienia i nakazać mu pracę „w trybie urzędniczym”. Jego zdaniem burza wokół „Deklaracji wiary” to „dobra okazja dla tych, którzy za wszelką cenę chcą laicyzować społeczeństwo i sprawić, żeby medycyna utraciła swój tradycyjny charakter, którego symbolem jest miłosierny Samarytanin”.

 

Nie chcą współudziału

Atak na prof. Chazana pokazuje najlepiej, jak bardzo kulawe i w gruncie rzeczy iluzoryczne są zapisy dotyczące klauzuli sumienia w polskim prawie. Wystarczy zresztą posłuchać pohukiwań ministra zdrowia: „Dzisiaj klauzula sumienia funkcjonuje w ustawie i lekarz, który chce skorzystać z tej klauzuli, musi po pierwsze wpisać to do dokumentacji medycznej, uzasadnić, dlaczego tę klauzulę stosuje, następnie poinformować na piśmie swojego przełożonego i wskazać pacjentowi miejsce, w którym dane świadczenie medyczne będzie mu udzielone” – wyliczył Arłukowicz.

Tymczasem właśnie konieczność wskazywania „zastępcy”, który zgodzi się wykonać aborcję czy inny niedopuszczalny z punktu widzenia nauczania Kościoła zabieg, można określić właściwie jako „współudział” w jego przeprowadzeniu. I właśnie dlatego lekarze, a ostatnio nawet także Rzecznik Prawo Obywatelskich, coraz głośniej postulują konieczność zmiany wadliwych przepisów. Akcję zbierania podpisów w Senacie, pod projektem wykreślającym z prawa obowiązek wskazywania przez lekarza innego wykonawcy zabiegu powodującego konflikt sumienia, rozpoczęło już Stowarzyszenia Ręce Życia. W tej samej sprawie skargę do Trybunału Konstytucyjnego skierowała także Naczelna Rada Lekarska, wskazując ponadto, że „lekarz nie powinien być zmuszany do ujawniania i odnotowywania w dokumentacji medycznej swojego światopoglądu”. Działania te popiera także sama inicjatorka „Deklaracji wiary” lekarzy dr Wanda Półtawska, która zaapelowała do polityków o zgłaszanie i popieranie projektów ustaw „odbudowujących w naszym porządku prawnym moralny fundament naszej cywilizacji”.

 

W obronie szykanowanych medyków zabrał również głos Kościół, m.in. Zespół Konferencji Episkopatu Polski ds. Duszpasterstwa Służby Zdrowia i Chorych, który wskazał, że odmawianie lekarzom prawa do postępowania zgodnie z sumieniem podważa podstawowe swobody obywatelskie. Autorzy oświadczenia zaapelowali w nim o „przeciwdziałanie agresji medialnej i naciskowi dyscyplinarnemu, które stają się współczesną formą prześladowań na tle religijnym”. Tę spiralę nienawiści trudno będzie jednak powstrzymać.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki