Logo Przewdonik Katolicki

Zmartwione dziecko

Bogna Białecka
Fot.

Niektóre dzieci wydają się wciąż czymś zamartwiać. Ocenami, relacjami z koleżankami, zdrowiem zwierzątka domowego, zanieczyszczeniem środowiska... Oczywiście każdy z nas czasem czymś się martwi, ale jak poznać, że dziecko nie radzi sobie z daną sytuacją zbyt dobrze?

Na początek odpowiedz sobie na pytanie, czy któraś z tych rzeczy wydaje ci się znajoma?

Dziecko płacze, dostaje spazmów, chwyta się twojej nogi lub wpada w histerię, gdy masz je gdzieś zostawić? W sytuacji gdy ma coś zrobić, powiedzieć, zaśpiewać publicznie, kamienieje lub płacze, a nawet zapomina tekstu? Ciągle się czymś zamartwia, stanowi to główny temat jego rozmów. Często cierpi z powodu bólu głowy lub brzucha? Doświadcza ataków paniki? Może to oznaczać zaburzenia lękowe lub brak umiejętności radzenia sobie z trudnymi sytuacjami. Jako rodzic możesz na szczęście dziecku pomóc.

 

Nie jesteś sam

Zaburzenia lękowe są jednym z najczęstszych zaburzeń zarówno u dorosłych, jak i dzieci. Gdy jesteśmy mali, nasza niezdolność do radzenia sobie z niepokojem często bywa niezauważana. Lękowe dzieci są ciche, nieśmiałe, nie sprawiają zasadniczo problemów. Jednak, jeśli im nie pomożemy, w dorosłości może się to przerodzić w depresję, unikanie wyzwań z lęku przed niepowodzeniem, a nawet uzależnienia.

Często rodzice mówią, że już w czasie, gdy ich dzieci były małe, czuli, że są odmienne, ale nie potrafili zdefiniować problemu. Niektórzy mieli nadzieję, że dziecko z tego wyrośnie, jednak podstawowym problemem dla rodziców jest poczucie bezradności – co ja mogę zrobić? Na szczęście jako rodzice możemy nauczyć dziecko zdrowych sposobów radzenia sobie z niepokojem.

 

Natura niepokoju

Niepokój to normalna rzecz. Każdy z nas go czasem doświadcza. To zupełnie naturalne, że czujemy niepokój przed egzaminem czy innym ważnym wydarzeniem życiowym. Niepokój nie jest niebezpieczny. Choć jest nieprzyjemnym uczuciem, z czasem mija. Co więcej – służy naszemu dobru. Pomaga nam przygotować się na niebezpieczne sytuacje, jak na przykład przechodzenie przez jezdnię w ruchliwym miejscu. Może nas motywować do nauki. Na poziomie biologii – włącza mechanizm, który mobilizuje całe ciało do walki lub ucieczki – oddech jest przyspieszony, serce bije szybciej, mięśnie są napięte. W dawnych czasach, gdy większość niebezpieczeństw stanowiły zagrożenia fizyczne, pozwalało to na przeżycie. Dlatego możemy doświadczać niepokoju w trojaki sposób: fizycznie (to, co czujemy w ciele), w myślach (zamartwianie się wyobrażeniami, myślami) lub w zachowaniu (np. chodzenie z miejsca na miejsce, niemożliwość zaśnięcia w nocy itp.). To, jak odczuwamy niepokój w ciele, może nie być przez dziecko nazywane niepokojem. Dzieci mogą mówić, że czują się chore, że boli je brzuszek, mięśnie, odczuwają bóle w klatce piersiowej lub bóle głowy. Inne objawy cielesne to przyspieszone bicie serca, uczucie braku powietrza, nudności, odczucie, że jest komuś bardzo zimno lub gorąco, pocenie się, drżenie, poczucie duszenia w gardle albo odczucie, że wszystko dookoła jest odległe. Gdy wiele z tych odczuć dzieje się jednocześnie, doświadczamy ataku paniki. Jest on nieprzyjemny, ale nie jest niebezpieczny (chyba że akurat prowadzimy samochód).

 

Czym martwią się dzieci

Chociaż wydaje się nam, że dzieciństwo jest okresem beztroski, dzieci martwią się wieloma rzeczami. Mimo że nie zawsze potrafią te myśli sformułować, wypowiedzieć, nazwać przedmiot niepokoju. Przykłady takich myśli to: „Ten pies może mnie ugryźć”, „Jak mama mnie zostawi w przedszkolu, to już nigdy nie wróci”, „Na pewno spadnę z roweru i wszyscy będą się śmiali”, „Inne dzieci mnie pewnie nie lubią”, „Ten sprawdzian na pewno pójdzie mi fatalnie. Po prostu czuję, że w szkole zwymiotuję i będą się ze mnie śmiać”, „Co ja zrobię, jeśli mama i tata zginą w wypadku?”.

To wszystko prowadzi do prób unikania sytuacji, które mogą wzbudzić niepokój. Oczywiście w niektórych przypadkach (np. spotkanie z dużym, groźnym psem) unikanie zagrożenia jest najmądrzejszą rzeczą, jaką można zrobić, jednak w innych sytuacjach dziecko unikając tego, czego się obawia, pozbawia się możliwości nauczenia się dobrego radzenia sobie z problemem. Jeśli na przykład unika zgłaszania się na lekcji z obawy, że inne dzieci będą się z niego śmiać, nigdy nie nauczy się – po pierwsze, że niekoniecznie będą się śmiać, po drugie – jak wyjść z twarzą z sytuacji, gdy rzeczywiście powie się coś głupiego. Inny przykład to dziecko, które nie chce uczyć się pływać, bojąc się zanurzyć głowę w wodzie.

Należy pamiętać, że unikanie stresujących sytuacji staje się nawykiem, ale nie pomaga w wykształceniu umiejętności radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Dlatego potrzebuje pomocy rodzica.

 

Jak pomóc maluchowi

Podstawową formą pomocy dziecku lękowemu jest wprowadzanie konsekwentnej domowej rutyny – stałych, niezmiennych punktów dnia. Najbardziej rozbudowane mogą być rytuały wieczorne, dzięki którym dziecko będzie spokojniej spało. Określona, stała pora kolacji, określona kolejność działań wieczornych. Np. kolacja, kąpiel, włożenie piżamy, modlitwa, czytanie dziecku książki, buziak na dobranoc.

Warto nauczyć dzieci przerywania błędnego koła zamartwiania się. Zwróćcie uwagę dziecku, że często niepokój jest skutkiem wewnętrznego „nakręcania się”. Jeśli zaczynam od myśli: „na pewno obleję ten egzamin”, często nakręcam się jeszcze bardziej (np. dochodzę do wniosku, że obleję wszystkie egzaminy, rodzice będą wściekli, zostanę w klasie na drugi rok itd.). Zamiast tego lepiej od razu zastąpić tę niezdrową myśl myślą zdrową. Dlatego lepiej koncentrować się na pozytywnym myśleniu. Jeśli pomyślę: „mamie na pewno coś się stanie i mnie nie odbierze z przedszkola”, zacznę czuć lęk. Jeśli zacznę myśleć o czymś miłym, np.: „zobaczę znowu moich kolegów i będziemy się świetnie bawić” – będę czuć zainteresowanie. Możemy doradzić dziecku, by pomyślało o takich pomocnych, pozytywnych zdaniach i powtarzało je zamiast tych wzbudzających niepokój.

Nauczmy dzieci wyłapywania budzących niepokój myśli i zastępowania ich pomocnymi.

 

Plan awaryjny

Dziecko starsze, na przykład będące uczniem szkoły podstawowej, możemy nauczyć tworzenia planu awaryjnego, a zatem tego, co może zrobić, jeśli naprawdę wydarzy mu się to, czego się obawia. Dla przykładu: dziecko czuje ścisk w żołądku, myśląc o pójściu do szkoły. Pojawia się więc myśl: „Mogę zacząć wymiotować, a mamy nie będzie ze mną, żeby mi pomóc”. Jeśli zacznie się tym zamartwiać – wpadnie w błędne koło i prawdopodobnie naprawdę zwymiotuje. Dlatego powinno przygotować sobie listę rzeczy, które może zrobić w sytuacji podbramkowej. Na przykład – że porozmawia z nauczycielem o swoim problemie, tak by potraktował to poważnie. A potem, gdyby było dziecku mdło – może poprosić o szklankę wody lub wyjść na chwilę do łazienki, by ochłonąć.

Warto nauczyć dziecko oceny swojego poziomu lęku. Może w tym pomóc skala w postaci rysunku drabiny. Jeśli dziecko boi się na przykład psów, na dole kartki rysujemy właśnie to zwierzę, nad nim drabinę z dziesięcioma szczeblami. Dziecko ma umiejscowić siebie na tej drabinie – im wyżej (dalej od psa) siebie narysuje, będzie to oznaczać, że bardziej się boi. Drabina będzie też pomagała ocenić postęp. Potem zachęcamy dziecko do ćwiczenia swej odwagi, np. do przebywania w towarzystwie psa i powtarzania sobie takich oto pomocnych myśli: „To miły piesek o mięciutkiej sierści, na pewno mnie lubi”. Nawet jeśli dziecko szybko ucieknie, płacząc, za każdym razem chwalimy za podjęcie próby. „Jesteś dzielny, cieszę się, że miałeś odwagę w ogóle spotkać się z psem”. Po pewnym czasie warto po raz drugi poprosić dziecko o narysowanie drabiny lęku. Pokazujemy mu wtedy, że już mniej się boi (bo narysował się niżej na drabinie). W tym przypadku bardzo ważne jest chwalenie za każdą podjętą próbę i nieirytowanie się brakiem postępów. Można też wyznaczyć cel. Na przykład: „Jeśli za miesiąc uda ci się przebywać przez dwie minuty z psem i go pogłaskać, idziemy razem do kina”.

 

*

 

Jak widzimy, sami możemy wiele dla dziecka zrobić, musimy jednak rozumieć, że to, co dla nas, dorosłych, może się wydawać sztucznym problemem, wynikającym ze złej woli dziecka czy próby przyciągania w niewłaściwy sposób uwagi rodzica, w rzeczywistości jest dla niego – nieumiejącego jeszcze poradzić sobie z lękiem – autentycznym problemem. Dlatego dziecko zasługuje na to, by traktować je poważnie i podejść do niego z miłością i wytrwałością.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki