Logo Przewdonik Katolicki

Jaką cenę zapłaci Polska za Ukrainę?

Jarosław Stróżyk
Fot.

Polskie władze najgłośniej protestowały przeciwko agresji Rosji na Ukrainie, najmocniej domagały się też ukarania państwa Putina wprowadzeniem ostrych sankcji gospodarczych. Jakie mogą być konsekwencje tej postawy?

Nie udało się uchronić Ukrainy przed utratą Krymu ani (przynajmniej na razie) ukarać Rosji. Wszystko wskazuje jednak na to, że mimo to Rosja weźmie teraz na nas odwet na polu gospodarczym. Straty mogą sięgnąć nawet 1 proc. wartości produktu krajowego brutto. Najbardziej ucierpią przedsiębiorcy eksportujący swoje towary na wschód. Ciągle grozi nam też szantaż gazowy.

 

Wstępny bilans

Z szumnie zapowiadanego dotkliwego ukarania Rosji kolejny raz niewiele wyszło. Zachodni politycy straszyli Władimira Putina poważnymi konsekwencjami, jeśli nie zmieni swojej agresywnej polityki wobec Ukrainy. Prezydent Rosji nic sobie z tego nie robił i doprowadził do błyskawicznej aneksji Krymu. Tymczasem sankcje okazały się mniej niż symboliczne. Niemiecki rząd, biznes, jak również zdecydowana większość społeczeństwa zdecydowanie odrzuca możliwość zastosowania sankcji gospodarczych wobec Rosji. Podobnie jest we Francji czy w Wielkiej Brytanii. Nagle okazało się, że wszyscy prowadzą liczne interesy z Rosją i mają za wiele do stracenia. Nic zatem dziwnego, że przy takiej postawie zachodnich partnerów także polscy politycy, którzy do niedawna na forum Unii Europejskiej najostrzej domagali się ukarania reżimu Władimira Putina, znacząco złagodzili swoją retorykę.  „Sankcje są jak broń atomowa – lepiej nimi grozić, niż ich użyć” – te słowa szefa polskiego MSZ Radosława Sikorskiego z wywiadu dla największej niemieckiej gazety najlepiej to obrazują. Czy to oznacza, że rosyjska agresja na Ukrainie nie pociągnie za sobą żadnych konsekwencji gospodarczych?

 

Długa pamięć Rosji

Nic z tego. O ile rosyjskim władzom zupełnie nie opłaca się gospodarczy konflikt z całą Unią Europejską (w końcu trafia tu ok. 50 proc. rosyjskiego eksportu), to już punktowe uderzenia w poszczególne państwa są bardzo prawdopodobne. Na pierwszy ogień zapewne pójdzie Polska. Rosjanie są bardzo pamiętliwi, a doskonale zdają sobie sprawę, kto na forum UE najmocniej domagał się wprowadzenia sankcji oraz ich politycznej izolacji. Przedsmak tego, co może nas czekać, mieliśmy już w przemówieniu Władimira Putina, który oskarżył Polskę i Litwę o szkolenie i sponsorowanie bojowników walczących na kijowskim Majdanie. W jaki sposób mogą nam zaszkodzić? Zagrożony jest przede wszystkim polski eksport do Rosji, którego wartość w 2013 r. sięgnęła 10,8 mld dolarów i była o 9,2 proc. wyższa niż przed rokiem. Rosja była piątym rynkiem zbytu dla polskich towarów i odpowiadała za 5,3 proc. wartości całego eksportu. – Tegoroczny eksport do Rosji może spaść o 30–40 proc. – przewiduje Janusz Piechociński, wicepremier i minister gospodarki. Zaznacza jednak, że to najgorszy scenariusz. Niemniej już teraz handel staje się coraz trudniejszy, „bo w wyniku osłabienia rubla polskie produkty stają się droższe”. Szef resortu gospodarki uspokaja jednak, że w Rosji nie ma negatywnego nastawienia do kapitału polskiego, niemniej na granicach wprowadzono wzmożone kontrole, co już teraz poważnie utrudnia transport.

 

Embargo na żywność?

Wątpliwości co do tego, że Rosja będzie chciała się na Polsce odegrać gospodarczo, nie mają eksperci. – Gospodarka jest w Rosji wykorzystywana jako element politycznego nacisku, czego od dawna doświadczają producenci mięsa, nie mówiąc już o rynku gazu – podkreśla Jeremi Mordasewicz, ekonomista z Konfederacji Lewiatan. Jako branżę, która jest szczególnie narażona na kaprysy i naciski ze strony rosyjskiej, ekspert wskazuje przede wszystkim handel produktami spożywczymi. Do tej pory zwykle było w Polsce głośno o embargu, którym Rosja obejmowała polskie mięso. Polityczny konflikt mógłby się jednak odbić również na innych artykułach. Wystarczy wspomnieć o tym, że eksport wszystkich produktów rolno-spożywczych do Rosji wzrósł w ubiegłym roku o ponad jedną piątą wobec 2012 r. do 1,6 mld dolarów. To ponad 15 proc. wartości eksportu do Rosji ogółem. Ostatnio Rosja już wprowadziła embargo na wieprzowinę z Unii Europejskiej, a Polska po Niemczech i Danii jest trzecim największym eksporterem wieprzowiny do Rosji. Dla producentów to ogromny cios finansowy. – Skutkuje to bowiem spadkiem cen, nawet do poziomów poniżej kosztów produkcji. Jeżeli ta sytuacja się nie zmieni, będzie można śmiało mówić o kryzysie w tej branży – uważa prof. Stanisław Gomułka. Rosja oraz cała wschodnia unia celna jest największym rynkiem zbytu producentów mięsa. Sama Rosja w Europie jest drugim największym rynkiem. Eksport w tamtym kierunku można szacować na ok. 40 tys. ton. Obok branży spożywczej dużą rolę w eksporcie do tego kraju odgrywa przemysł elektromaszynowy. Wartość jego dostaw do Rosji w ubiegłym roku przekroczyła 4 mld dolarów, co stanowi około 40-procentowy udział w eksporcie do Rosji. Do tego dochodzi jeszcze przemysł lekki, czyli np. ubrania, obuwie, kosmetyki, chemikalia. Jak dodaje wicepremier Piechociński niepokój związany z europejskimi sankcjami wobec Rosji dotknął nie tylko branżę spożywczą, ale także motoryzacyjną. – Obecny u nas General Motors patrzył na rynek rosyjski, bo ten w perspektywie 5 lat miał być większy niż niemiecki czy brytyjski – zwraca uwagę Piechociński. W obliczu konfliktu ekspansja i dalsze inwestycje nie są już takie pewne.

 

Gazowy pistolet

Tradycyjnie jednak największe emocje budzi rosyjski straszak gazowy. Polska jest w tej chwili całkowicie uzależniona od dostaw „błękitnego paliwa” z Rosji. Zakręcenie kurka z gazem mogłoby spowodować niewyobrażalne konsekwencje dla naszej gospodarki. Jednak polskie władze uspokajają: nie ma żadnych sygnałów na temat problemów z gazem. – Nie ma zakłóceń w dostawach surowców – zapewnia wicepremier Piechociński. – Mamy jak na ten okres rekordowe rezerwy – dodaje. Wtóruje mu minister Sikorski: – Gaz w jednej trzeciej wydobywamy sami, a to wystarczy na pokrycie zapotrzebowania wszystkich prywatnych gospodarstw domowych. Jeżeli Rosja zakręci kurek, to może to negatywnie odczuć jedynie przemysł chemiczny – podkreśla szef polskiej dyplomacji. Nie da się jednak ukryć, że nasz kraj podobnie jak państwa bałtyckie, Białoruś czy Ukraina znalazł się w gazowym okrążeniu ze strony Rosji. Po ukończeniu, i co najgorsze, ciągle rozbudowywanego gazociągu północnego, którym, omijając Polskę, rosyjski gaz płynie wprost do Niemiec, planowana jest także budowa gazociągu południowego (pod Morzem Czarnym). Jeśli i to przedsięwzięcie zakończy się sukcesem, wówczas Rosja będzie mogła do woli szantażować państwa Europy Środkowo-Wschodniej, nie obawiając się o tranzyt gazu na Zachód. A Rosja może Polskę szantażować nie tylko gazem. Mało kto zwraca uwagę, że w jeszcze większym stopniu niż od gazu jesteśmy uzależnieni od rosyjskiej ropy. Ponad 90 proc. tego surowca, który jest przerabiany w naszych rafineriach, pochodzi z Rosji. Gdyby zakręcono i ten kurek, polska gospodarka otrzymałaby kolejny potężny cios. Zdaniem ekspertów, zakładając taki negatywny scenariusz, polskie rafinerie musiałby kupować ropę z innych rynków (na szczęście istnieje taka możliwość). To spowodowałoby zaś konieczność podniesienia cen, nie tylko ze względu na kurs ropy na rynku, ale również na to, że rafinerie musiałyby się dostosować do przerobu innych gatunków ropy. Cała nadzieja w tym, że i Rosji po prostu taki scenariusz wybitnie by się nie opłacał. Przykręcenie kurka wcale nie przyniosłoby żadnych korzyści rosyjskiej gospodarce. Tylko w ubiegłym roku import paliw do Polski z Rosji przekroczył wartość 25 mld dolarów

 

Bez paniki?

Nie wystarczy kalkulator, aby oszacować potencjalne skutki spadku polskiego eksportu do Rosji. Część przedsiębiorstw zapewne znajdzie inne rynki zbytu na swoje towary. Część uplasuje produkcję w kraju, prowadząc do korzystnych skutków dla polskich konsumentów (większa konkurencja, niższe ceny). – Trudno jednak oszacować, jak silny będzie ten efekt. Zwłaszcza że gospodarka jest systemem bardzo dynamicznym i mówiąc o wpływie kłopotów Rosji na polski eksport, trzeba wziąć pod uwagę zarówno oczekiwane ożywienie gospodarcze w strefie euro, ale także postępujący kryzys na rynkach wschodzących. W 2013 r. na kraje rozwijające się przypadało już 8,8 proc. polskiego eksportu, czyli 17,8 mld dolarów – o 65 proc. więcej niż do Rosji – tłumaczy Krzysztof Kolany, główny analityk Bankier.pl .Nie możemy też zapominać, że Polska jest członkiem Unii Europejskiej oraz Sojuszu Północnoatlantyckiego. Dlatego też powinniśmy za wszelką cenę przenosić potencjalne konflikty z Rosją na forum unijne bądź natowskie. I wówczas sprawa blokady eksportu polskiego mięsa czy warzyw nie będzie sprawą relacji polsko-rosyjskich tylko tematem rozmów Unia-Rosja. I tego nasze władze powinny się konsekwentnie trzymać.

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki