Logo Przewdonik Katolicki

O jeden krok za daleko

Maria Przełomiec
Fot.

Stało się. Władimir Putin wystąpił do Wyższej Izby Rosyjskiego Parlamentu o zgodę na użycie sił zbrojnych poza granicami kraju. Kto na tym zyskuje, a kto traci widać na pierwszy rzut oka. Co dalej, Ukraino?

 Stało się. Władimir Putin wystąpił do Wyższej Izby Rosyjskiego Parlamentu o zgodę na użycie sił zbrojnych poza granicami kraju. Kto na tym zyskuje, a kto traci – widać na pierwszy rzut oka. Co dalej, Ukraino?

Jak wytłumaczono, chodzi o ochronę życia rosyjskich obywateli, zamieszkujących półwysep  krymski rodaków oraz stacjonujących w Sewastopolu rosyjskich żołnierzy. A także zapewnienie Ukrainie stabilności społeczno-politycznej.

 

Dobry pan

Oczywiście można powiedzieć, że dobry car przychylił się do próśb wiernych poddanych. Wcześniej bowiem o pomoc zaapelowały do rosyjskiego prezydenta nowe władze Krymu, a i senatorowie oraz posłowie prosili, by wysłał na półwysep kontyngent wojsk, dla ochrony  marynarzy Floty Czarnomorskiej i pokojowo nastawionej ludności. Kreml zrobił kolejny krok, ale to ciągle jeszcze nie jest wojna. Nie wiadomo czy w ogóle, jaki kontyngent i gdzie wyląduje? Czy chce ochraniać tylko Krym, czy też  pozostałe ukraińskie terytoria? Na razie wygląda to raczej na próbę oderwania od reszty kraju tak dużego obszaru Ukrainy, jak się da. No i oczywiście jest to sprawdzian dla Zachodu. Zacznijmy od Ukrainy. Krymski przykład okazał się zaraźliwy. Teraz referendów żądają już tajemnicze „pospolite ruszenia” Doniecka i Charkowa, coś się zaczyna dziać w okolicach Odessy. Scenariusz wszędzie taki sam, najpierw demonstracje (karykatura kijowskiego Majdanu) przeciwko nowym kijowskim władzom (banderowskim faszystom), wciąganie na budynki administracyjne rosyjskich flag, wybieranie nowych władz, które wymawiają posłuszeństwo Kijowowi i domaganie się referendum nt. przyszłego statusu. Co prawda sobotnia próba okazała się nieudana, a do posłuszeństwa nie udało się zmusić deputowanych w żadnym z trzech miast. No ale jeżeli na pomoc, przepraszam dla obrony cywilnej ludności i rodaków, przybędą rosyjscy żołnierze? Co wtedy?

 

Pesymistyczny scenariusz

W takim wypadku jest szansa, że referenda dotyczące obwodów charkowskiego, donieckiego czy odeskiego da się przeprowadzić razem z tym krymskim – już 30 marca. W ten sposób można stworzyć podwaliny, np. Wschodnio-Ukraińskiej Republiki, ściślej współpracującej z Rosją i autonomicznej od prozachodnich ciągot Kijowa – To jeden scenariusz. Nie można wykluczyć, że Kreml nie ograniczy się do Ukrainy wschodniej, ale będzie próbował także  usunąć nowe  ukraińskie władze i znowu posadzić na tronie, wyjętego wczoraj z cylindra Janukowycza… Chociaż to jest akurat zabawa ryzykowna i grożąca partyzantką, czyli wariant  najmniej prawdopodobny. I wreszcie scenariusz  trzeci – oderwanie od Ukrainy tylko Krymu. Naturalnie Kreml wolałby całą „wilną, samostijną”, ale jeżeli się nie uda dobry i półwysep. A ten wariant, przynajmniej teoretycznie, ma dla Moskwy same plusy. Krym w większości (ponad 60%) zamieszkały przez Rosjan na pewno opowie się za stworzeniem samodzielnego państwa, uzależnionego od Rosji.

Większość jego mieszkańców zrobi to z ochotą, chociaż badania socjologiczne sprzed roku pokazywały, że ponad połowa Krymczan wcale nie chce jednoczenia z Rosją. Na to by półwysep zmienił zdanie, od trzech miesięcy ciężko pracowały rosyjskie media. Telewizja   pełna była doniesień o dzikich nacjonalistach terroryzujących Kijów, strzelających zza rogu do niewinnych stróżów porządku, grabiących sklepy i prywatne mieszania oraz okradających przechodniów na ulicy. Propaganda zrobiła swoje. Krym czeka na rosyjskie wojska z radością. Dla Putina sytuacja też jest korzystna: wzmacnia swoją pozycję w oczach rodaków, nie tylko jako „jednoczyciel ruskich ziem”, ale także sprawny gracz na arenie międzynarodowej, który po raz kolejny pokazał temu obrzydliwemu zachodowi gdzie jego miejsce. Poza tym szykujące się do podpisania umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską  Gruzja i Mołdawia dostają stosowne ostrzeżenie. M. in. takie, że w razie czego, czyli np. prób oderwania od Mołdawii Naddniestrza czy Gagauzji zachód im nie pomoże.

 

Co na to Zachód?

Co prawa istnieje pewne ryzyko, jednak raczej dla samej Rosji niż dla jej prezydenta. Jeżeli już powstanie niepodległy Krym, czyli oddzielne państwo zamieszkałe przez Rosjan, to w pewnym momencie obywatele np. obwodu ałtajskiego, mogą zacząć się zastanawiać dlaczego właściwie nie mieliby stworzyć niezależnego Ałtaju, albo Kubania, albo Wschodniej Syberii, zdecydowanie bliżej współpracującej z Chinami niż Rosją? Jak napisał jeden ukraińskich komentatorów – za dziesięć, dwadzieścia lat możemy nie poznać Federacji Rosyjskiej. Tyle, że to już nie będzie problem Putina. A co na to wszystko Zachód, Unia Europejska, Stany Zjednoczone? Obawiam się, że fakt, iż Putin posunął się tak daleko, jest efektem bardzo słabej reakcji na to, co od kilku dni działo się na Krymie. Dlaczego nikt nie zareagował, kiedy sterroryzowani przez nieznanych uzbrojonych osobników krymscy posłowie wypowiadali posłuszeństwo władzom w Kijowie i ustalali datę referendum? Naprawdę  nie trzeba było być geniuszem, żeby odgadnąć narodowość tych dziwnych wojskowych formacji bez dystynkcji na mundurach, bo już transportery opancerzone czy helikoptery były wyraźnie oznaczone. I co? I nic. A raczej jak zwykle, kilka ładnie brzmiących oświadczeń. Jedynym krajem, który wezwał do swego MSZ rosyjskiego ambasadora była wówczas Litwa. 

Oczywiście sytuacja się zmieniła – Putin rzucił demokratycznemu światu rękawicę. Zebrały się Rada Bezpieczeństwa ONZ, Rada Bezpieczeństwa USA, Ministrowie Spraw Zagranicznych Unii, Rada Bezpieczeństwa NATO.  Z  ONZ co prawda od razu można sobie dać spokój. Rosja jako stały członek Rady Bezpieczeństwa nie dopuści do żadnych „nieprzemyślanych” oświadczeń. Jednak i USA i Unia mają w swoich rękach skuteczne narzędzia. Stany mogą wysłać na Morze Czarne swoje okręty. I Bruksela, i Waszyngton   zagrozić wprowadzeniem sankcji handlowych, a w razie konieczności rozpocząć wprowadzanie gróźb w życie. Rosyjska gospodarka znajduje się na progu recesji i każde takie wahnięcie grozi katastrofą. Oczywiście nas to też finansowo zaboli, ale w ostatecznym rachunku się opłaci. I Unii, i Ukrainie, i chyba także samej Rosji, chociaż nie Putinowi.

Bo jeżeli demokratyczny świat nie powstrzyma teraz oszalałego rosyjskiego prezydenta, to może sprawdzić się przestroga nieżyjącego prezydenta Kaczyńskiego, który w 2008 roku powiedział „dzisiaj Gruzja, jutro Ukraina, a pojutrze kraje bałtyckie i Polska”.

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki