Logo Przewdonik Katolicki

Dylematy papieskiej reformy

Krzysztof Bronk
Fot.

Czy Kościół potrzebuje reformy? W mojej rzymskiej parafii chyba nie. Bo księża są pobożni, wszyscy są dobrymi kaznodziejami, przynajmniej jeden z nich ma dobre podejście do młodzieży, zawsze ktoś czuwa w konfesjonale. Ja znalazłem duchową przystań, gdzie mogę wzrastać i w wierze wychować moje dzieci. Ale szukałem ze świeczką. Nawet w Wiecznym Mieście takich parafii i takich duszpasterzy nie ma wiele.

Kościół potrzebuje więc reformy, bo takie parafie to nie standard, a z Ewangelią, jak mówi Franciszek, trzeba dotrzeć do wszystkich, ale też nikogo nie utracić. Podobnie jest w Watykanie. Są tu ludzie święci, są całe departamenty, a może nawet i dykasterie, które wbrew obiegowej opinii funkcjonują całkiem dobrze. Przykłady? Oto one – dobrą opinią zawsze cieszyła się Kongregacja Nauki Wiary. Giovanni Maria Vian skutecznie zreformował dziennik „L’Osservatore Romano”. Kard. Gianfranco Ravasi wprawił w ruch Papieską Radę Kultury, a zwłaszcza Dziedziniec Pogan, czyli nowy dialog Kościoła z ateistami. Doskonałą renomą w środowisku naukowym cieszy się watykańska biblioteka i tajne archiwum. I to nie tylko z uwagi na swe zbiory, ale również ze względu na profesjonalną obsługę, która w głównej mierze jest zasługą kard. Fariny i bp. Pagano. Takie przykłady można mnożyć.

 

Potrzeba zmian

Ale Kościół potrzebuje oczywiście reformy i potrzebuje jej również Watykan. Z tego, co wiemy, postulat reformy i odnowy był głównym wątkiem wystąpień kardynałów na ich obradach poprzedzających konklawe. Nowy papież dostał więc silne kolegialne upoważnienie – czy raczej przynaglenie, bo papieża upoważniać nikt nie musi – do przeprowadzenia gruntownych reform. Nie tylko w Watykanie, ale w całym Kościele. Ale że we własne piersi bić się jest najtrudniej, można było odnieść wrażenie, że purpuratom najbardziej zależy na reformie Watykanu. Franciszek jest jednak realistą. Jego adhortacja Evangelii gaudium jest wielkim programem, czy raczej wezwaniem do reformy. Bynajmniej jednak nie w pierwszym rzędzie urzędów, i to niekoniecznie tych watykańskich, lecz właśnie duszpasterstwa. Tym niemniej Franciszek, by dać dobry przykład, podjął się również reformy Watykanu. Potwierdził to oficjalnie, powołując grupę ośmiu kardynałów, którzy mają mu w tym służyć radą. W ubiegłym tygodniu odbyło się ich trzydniowe posiedzenie. Drugie z kolei i bardziej wstrzemięźliwe. Pierwsze, dwa miesiące wcześniej, zakończyło się bowiem triumfalistyczną niemal deklaracją, że reforma w Watykanie będzie gruntowna. Nie ograniczy się do kosmetycznych retuszów, lecz powstanie nowa konstytucja określająca na nowo tożsamość i obowiązki Kurii Rzymskiej, jej poszczególnych urzędów, zwanych dykasteriami, i nie wykluczając, że ich liczba ulegnie zmianie. Takie deklaracje rozbudziły w Kościele wielkie oczekiwania. Zapowiadano rychłe trzęsienie ziemi w Watykanie. Sprawiało to błędne wrażenie, że to właśnie tu, za Spiżową Bramą kryje się główne źródło problemów, przyczyna wszelkich niepowodzeń współczesnego Kościoła.

           

Trudne obrady

Na drugim spotkaniu Rady Kardynałów deklaracje purpuratów były już bardziej powściągliwe. Najbardziej rozogniony do tej pory kard. Maradiaga otwarcie prosił o więcej czasu. „Tego się nie da zrobić w kilka miesięcy. Na reformę Kurii potrzebne są nie miesiące, ale lata” – przyznał honduraski purpurat. O cierpliwość prosił też kard. O’Malley z Bostonu, oddelegowany przez Radę na spotkanie z dziennikarzami. „Jesteśmy dopiero na samym początku drogi” – mówił amerykański hierarcha. Jak wyjaśnił, w ciągu trzydniowego spotkania kardynałowie zdążyli jedynie podzielić się opinią na temat kilku dykasterii Kurii Rzymskiej. Dziennikarzom żądnym informacji kard. O’Malley nie mógł przekazać żadnych konkretów, obietnic, horyzontów, wstępnych planów. Z wyjątkiem jednego: wniosku kardynałów, przyjętego przez papieża, by powołać kolejną komisję, tym razem ds. ochrony nieletnich przed nadużyciami. Za tą decyzją stoi zapewne doświadczenie samego kard. O’Malleya oraz kard. Pella z Sydney, którzy na własnej skórze przekonali się, jak wielką tragedią były dla Kościoła, a przede wszystkim dla ofiar skandale seksualne. Stąd ten rezolutny krok, by raz na zawsze wyeliminować z Kościoła tego typu problemy. Jak tłumaczył dziennikarzom kard. O’Malley, nie oznacza to, że dotychczasowe działania były błędne czy niewystarczające. Jednakże do tej pory skupiano się przede wszystkim na aspektach prawnych. Nowa komisja ma zadbać o aspekt bardziej duszpasterski i formacyjny. Kościół w Stanach Zjednoczonych ma w tym zakresie bardzo dobre doświadczenia – zapewnił hierarcha. Rada kardynałów miała się też zająć watykańskimi finansami. Okazało się to jednak niemożliwe, ponieważ dwie powołane przez Franciszka komisje, które miały zlustrować pod tym względem Watykan, wbrew wcześniejszym zapowiedziom, nie zdążyły zakończyć dochodzenia i przygotować raportu. Purpuraci zajmą się tym zatem na kolejnym posiedzeniu w lutym. O tym z kolei poinformował dziennikarzy inny kardynał, cytowany już Oscar Rodríguez Maradiaga, który jest moderatorem Rady. Z jego relacji wynika, że kardynałowie opowiadają się za scalaniem watykańskich instytucji finansowych na kształt ministerstwa finansów. Ten sam purpurat przyznał również, że obecny etap obrad rady ma postać swoistej burzy mózgów, a konkretniej, by posłużyć się słowami samego purpurata, „refleksji wulkanicznych”.

 

Franciszek  woli obserwować

Franciszek uczestniczył niemal w całości obrad Rady, z wyjątkiem porannej sesji w środę, gdy musiał wziąć udział w audiencji ogólnej. Nawisem mówiąc, na zakończenie audiencji papież poczuł się słabo, kręciło mu się w głowie. Po kilkugodzinnym odpoczynku powrócił jednak do programu dnia i ponownie spotkał się z kardynałami. Jak przyznają członkowie Rady, papież rzadko zabiera głos. Woli się przysłuchiwać. Wciąż tak naprawdę nie jest do końca jasne, jakie są papieskie oczekiwania wobec kardynałów. Czy chce od nich wypracowania konkretnych reform dla Kurii Rzymskiej? Zasadniczo nikt z nich, z wyjątkiem chilijskiego kardynała Errazuriza, nie poznał kurii od środka. To może utrudniać wypracowanie trafnych rozwiązań. Niewykluczone, że Franciszek wykorzystuje Radę, jako miejsce, gdzie może się zapoznać z postulatami Kościoła powszechnego, ale decyzje podejmie sam, a reformowanie powierzy komuś innemu, na przykład nowemu sekretarzowi stanu abp. Pietrowi Parolinowi, który jako watykański dyplomata dobrze zna miejscowe realia, a zarazem, jak się wydaje, doskonale dostosowuje się do stylu Franciszka. Wszystko to oczywiście hipotezy. W kontekście refleksji o reformie zarówno Kościoła, jak i Kurii Rzymskiej trzeba też wspomnieć o jeszcze innym ważnym wydarzeniu minionego tygodnia, które może mieć zasadniczy wpływ na reformatorskie poczynania obecnego papieża. W Rzymie przebywali z urzędową wizytą ad limina biskupi z Holandii. O czym rozmawiali z papieżem, mogliśmy się dowiedzieć dzięki dość obszernemu wywiadowi, którego kard. Willem Eijk, przewodniczący Episkopatu, udzielił Radiu Watykańskiemu.

 

Holenderskie błędy

Kard.  Eijk opisał realia swojego Kościoła, który jak zaznaczył, został wyniszczony przez błędną reformę. W Holandii sekularyzacja była zjawiskiem, które nie tylko przyszło do Kościoła z zewnątrz, ale zostało wprowadzone wewnątrz, jako jedna z dróg reformy. Bardzo trafnie i po części autobiograficznie opisał kiedyś to zjawisko abp Bruguès, dziś papieski bibliotekarz, a wcześniej wiceszef Kongregacji ds. Edukacji Katolickiej, a jeszcze wcześniej ordynariusz Angers we Francji i dominikanin. „Sekularyzacja była dla nas wielkim odkryciem, przygodą naszego życia. Soborowe otwarcie na świat rozumieliśmy jako krok w kierunku sekularyzacji. Dlatego popieraliśmy masową autosekularyzację, która dokonywała się w większości zachodnich Kościołów” – mówił przed czterema laty do rektorów rzymskich seminariów francuski arcybiskup. Kard. Eijk nawiązywał do tego samego zjawiska, choć opisał je innymi słowami. Wspomniał też o tragicznym w skutkach eksperymentowaniu z najważniejszym źródłem Kościoła, czyli Eucharystią. „Przeszliśmy przez bardzo smutny okres liturgii eksperymentalnych, nieważnie sprawowanych Eucharystii, celebracji alternatywnych” – powiedział arcybiskup Utrechtu. Konsekwencje tej źle przeprowadzonej reformy są przerażające. W najbliższych latach będzie trzeba zamknąć dwie trzecie kościołów, bo nie ma księży ani wiernych. Tym niemniej Kościół w Holandii powstaje z upadku. Reformę przeprowadza od nowa. Opierając się na Eucharystii, rodzinie i wierności nauczaniu Kościoła. Wyznania kard. Eijka robią wrażenie. Trzeba o nich pamiętać. Trzeba mieć stale przed oczyma tę zagładę, którą przeżył Kościół w niektórych krajach europejskich. Zwłaszcza dziś, gdy jest mowa o reformie. Papież Franciszek, jego duchowość, jego wiara jest dokładnym zaprzeczeniem tego, co wydarzyło się w Holandii. I na pewno nie takich eksperymentów oczekuje od nas w reformowaniu Kościoła.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki