Logo Przewdonik Katolicki

Obudzić śpiącego olbrzyma

Jolanta Hajdasz
Fot.

O kondycji i zadaniach polskich mediów katolickich z ks. infułatem Ireneuszem Skubisiem, redaktorem naczelnym tygodnika katolickiego Niedziela, rozmawia Jolanta Hajdasz

– O kondycji i zadaniach polskich mediów katolickich z ks. infułatem Ireneuszem Skubisiem, redaktorem naczelnym tygodnika katolickiego „Niedziela”, rozmawia Jolanta Hajdasz

Na początek powinnam chyba powiedzieć: „Witam na łamach «Przewodnika» konkurencję”...
– Na pewno w niektórych sytuacjach można mówić o konkurowaniu między nami, ale wolałbym chyba raczej skoncentrować się na wspólnym celu naszego działania. Kościół, chrześcijanie modlą się o swoją jedność i myślę, że nam, mediom katolickim, ta jedność powinna przyświecać.
 
My też tak na to patrzymy, chcemy się uzupełniać, a nie eliminować. Czy media katolickie mają dziś do spełnienia jakąś szczególną rolę?
– Te media odgrywają bardzo ważną rolę i wreszcie mają możliwości działania. Jest potężny i zwarty front mediów przeciwnych nam, katolikom, ale my dziś też mamy duże możliwości, nieporównywalnie większe niż kiedykolwiek w przeszłości. Pamiętam rok 1961, czas moich prymicji. Ileż wysiłku kosztowało wówczas wydrukowanie obrazka z prostą prymicyjną sentencją. Nawet na to trzeba było mieć stempel, czyli zgodę, cenzury. Dziś wszyscy możemy drukować, co chcemy i jak chcemy, na bardzo wysokim poziomie edytorskim. Trzeba tylko z tego korzystać.
 
Kim wobec tego jest dziś dziennikarz katolicki?
– Myślę, że nie zawsze trzeba go w ogóle definiować jako „katolicki”, bo większość dziennikarzy to ochrzczeni katolicy, może tylko trzeba im pomóc odkryć wiarę na nowo, wspomóc duszpastersko, by zauważyli jej znaczenie w swojej pracy, a także później, gdy już u schyłku swoich dni będą sobie stawiać pewne pytania i wiara pomoże im na nie odpowiedzieć. Sądzę, że gdyby stworzyć dobre duszpasterstwo ludzi mediów, to byłyby tego szybkie efekty. Mamy przecież bardzo dobry, wręcz fundamentalny dokument z 1992 r. Papieskiej Rady ds. Środków Społecznego Przekazu pt. Aetatis novae, który zawiera kapitalny materiał do stworzenia duszpasterstwa medialnego. Problem jest jednak gdzie indziej: gdyby nasi bracia nas czytali, to inna byłaby Polska. Teksty w naszych pismach są bardzo dobrze opracowywane, dziennikarze są doskonale przygotowani do swojej pracy i jest ich wielu, aż brakuje stron, żeby ich wszystkich drukować. I mamy niesamowite możliwości, bo przecież jest to już nie tylko Radio Maryja, ale także ok. 40 rozgłośni diecezjalnych. Ja mówię o nich – śpiący olbrzym. Nasz drugi śpiący olbrzym to laikat, wierni świeccy. Gdyby udało się ich wszystkich obudzić i połączyć ich potencjał…
 
Czy jednak mediom katolickim nie stawia się dziś zbyt wysokich wymagań? Mam na myśli coraz bardziej różne i coraz bardziej odpowiedzialne zadania dotyczące informowania, wyjaśniania pogłębienia wiedzy o otaczającym nas świecie, bo media tzw. świeckie odwracają się od tych funkcji i coraz rzadziej je realizują.
– Nasze media, nasze tygodniki, niestety, muszą brać – i biorą – na siebie nie tylko swoje zadania. W dzisiejszym świecie nie da się inaczej. Oczywiście, katolicka formacja duchowa jest naszym najważniejszym celem, ale nie możemy odwracać się od tego, co dzieje się wokół nas. Jeżeli mówię o dzieciach, które nie mają co jeść, o ludziach bez pracy, to przecież ma to także wymiar ewangelizacyjny – zajmuje się tym, co Pan Jezus nazwał w Ewangelii dostrzeganiem obok siebie potrzebującego.

 

Ale w takich sytuacjach, gdy media katolickie poświęcają więcej miejsca tzw. tematyce świeckiej, słyszymy, że jesteśmy zbyt polityczni albo nawet upartyjnieni.
– Ja też słyszę czasem takie zarzuty, ale odpowiadam, że nie możemy od tych problemów uciekać. Przecież ten człowiek, który przychodzi co niedzielę do kościoła, przynosi tam ze sobą swoje troski i kłopoty. Nie ma na zapłacenie rachunków, nie ma chleba, nie ma za co pojechać z dzieckiem na wakacje, a kapłan, chcąc mówić mu o sprawach nadprzyrodzonych, musi dostrzegać jego sytuację, jego doczesność. To są nasze zadania. Dobrze byłoby, gdyby kapłani dostrzegli, że mają w nas swojego sojusznika.
 
A nie dostrzegają?
– Zawsze może być lepiej. Ale chciałbym podkreślić, że owoce takiego współdziałania proboszcza i prasy katolickiej bywają wspaniałe. W jednej z parafii w archidiecezji łódzkiej sprzedawano wyjątkowo dużo egzemplarzy naszego tygodnika „Niedziela”. Kiedyś przyjechała do mnie delegacja z tej parafii i w trakcie rozmowy okazało się, że ci ludzie tak doskonale znali nasze pismo, że zacząłem się obawiać, czy pamiętam wszystkie detale, o których oni mówili. Miałem wrażenie, że lepiej znają „Niedzielę” niż ja! I co ciekawe – wszyscy bardzo aktywnie w tej parafii działali. Później, gdy przyszedł tam nowy proboszcz, opowiadał mi, jak dobrze mu się w tej parafii pracuje, jak zaangażowani są jego parafianie i że on sam troszczy się tylko o to, żeby tego fantastycznego działania nie popsuć. Jestem przekonany, że prasa katolicka może kapłana uskrzydlić. Księża muszą tylko uświadomić sobie, że prasa katolicka jest pomocą dla nich, że ona zawsze będzie bronić księdza i stać po jego stronie. A przecież złośliwych tekstów o kapłanach nie brakowało i nie brakuje...
 
...a czasem mamy wrażenie, graniczące z pewnością, że ich po prostu przybywa. Rozmawiamy w dniu, w którym w głównych ogólnopolskich programach informacyjnych telewizji publicznej emitowano nagrania z ukrytej kamery, pokazujące, jak zachowuje się ksiądz, który skandalicznie postąpił kilka miesięcy temu wobec matki swojego dziecka (urodziło się martwe na plebanii) w czasie jej porodu i który obecnie przebywa na misjach na Ukrainie.
– Chciałbym tu zwrócić uwagę na jedną rzecz. Jak Pani myśli, za kim jeszcze jechałaby dziennikarka do innego kraju, by zrobić takie nagranie? Ile ta podróż kosztowała? Czy gdyby to był lekarz lub dajmy na to – nauczyciel, to ktoś by go tam szukał? A przecież to była sprawa jednostkowa, nie problem społeczny. Oczywiście, zło trzeba nazywać złem – tu nie ma dyskusji. Ale nie da się ukryć, że w tej sytuacji nikomu nie chodziło o czyjekolwiek dobro, tylko o to, by napiętnować, ośmieszyć katolickiego księdza. W dzisiejszych czasach jest to bardzo charakterystyczne dla polskich mediów.
 
Czy w takim razie są szanse, by ten sektor mediów katolickich w Polsce jeszcze wzmocnić? Choćby przez przyznanie Telewizji Trwam miejsca na multipleksie.
– Koncesja dla Telewizji Trwam będzie testem i dla demokracji, i dla sprawiedliwości. Mam nadzieję, że tym razem ta koncesja zostanie wreszcie przyznana. Ale my, katolicy, powinniśmy mieć nie tylko ten jeden program. Dziś tworzy się taką mitologię, że każde działanie władzy w stosunku do nas, do katolików, do Kościoła, to jakaś łaska, jakiś przywilej, którym łaskawie władza raczy nas obdarzyć, a nie nasze prawo i ich obowiązek względem nas. Weźmy np. problem katechizacji. Był taki poseł z SLD, który domagał się zlikwidowania katechezy w szkole – bo będą z tego pieniądze. Ten poseł zapomniał jednak, że jeszcze kilkanaście lat temu to jego koledzy komuniści doprowadzili swoimi rządami do gospodarczej zapaści w Polsce. Zapomniał, skąd się oni wzięli, jaka jest ich historia i co się stało w czasie PRL-u. To tam są te zgubione pieniądze, których teraz się szuka. Mamy obecnie 150. rocznicę wybuchu powstania styczniowego, przypominamy bohaterstwo także polskich kapłanów, którzy ginęli tak jak powstańcy w obronie polskości, walcząc przeciwko Rosjanom. Ci współcześni posłowie, występujący najczęściej przeciwko Kościołowi, zachowują się tak, jakby ich to wszystko zupełnie nie obchodziło, jakby znowu chcieli się znaleźć „pod opieką” naszego wschodniego sąsiada. Ale dziennikarz musi umieć prowadzić dialog ze wszystkimi.
 
Tak jak św. Franciszek Salezy, patron dziennikarzy?
– Tak, on umiał wykorzystać wszystkie dostępne środki komunikowania. Genewa, gdzie mieszkał, była wówczas pod panowaniem kalwińskim, a on potrafił się tam odnaleźć i działać. Był bardzo inteligentny, umiał rozmawiać nie tylko z przedstawicielami swojej religii, ale także z heretykami czy ludźmi z tzw. marginesu społecznego. Taki powinien być dziennikarz.
 
A jaka przyszłość czeka „Niedzielę” czy nasz „Przewodnik Katolicki” w najbliższym czasie? Jakie zadania przed nami stoją?
– Myślę, że przede wszystkim musimy do nas przekonać kapłanów, a oni może potem zdołają przekonać ludzi. Mamy ewangelizować wszelkimi dostępnymi sposobami, a prasa katolicka jest w tym działaniu najważniejszym narzędziem. Wierzę, że ludzie w końcu dostrzegą, iż nasze pisma są nowoczesne, że mamy świetnych dziennikarzy, których artykuły śmiało mogą konkurować z artykułami w innych gazetach. Nie chcemy zajmować się plotkami, ale tematami ważnymi i chcemy służyć prawdzie, zgodnie z dewizą ewangeliczną: „... poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8, 32). Nas wszystkich i nasze gazety, i naszych dziennikarzy, i naszych czytelników.
 
Dziękuję za rozmowę.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki