Wieki nie takie ciemne

O średniowieczu mówi się dziś potocznie i głupio że to wieki ciemne. Ale kiedy poznać je dobrze, to wszystkim życzyć by się chciało takiej ciemnoty, jaka wówczas w Gnieźnie panowała…
Czyta się kilka minut

O średniowieczu mówi się dziś potocznie – i głupio – że to „wieki ciemne”. Ale kiedy poznać je dobrze, to wszystkim życzyć by się chciało takiej „ciemnoty”, jaka wówczas w Gnieźnie panowała…

 Był to czas, kiedy króla już w Gnieźnie nie było – stolicę kraju po najeździe Brzetysława w 1038 r. przeniesiono do Krakowa. Ale Gniezno nie stało się zapomnianą prowincją. Książę Bolesław Śmiały wracał tutaj na konsekrację odbudowanej katedry w 1064 r., a 12 lat później w gnieźnieńskiej katedrze otrzymał koronę Polski. Ale między przyjazdami wielkich tego świata w Gnieźnie toczyło się życie, któremu daleko było od stereotypu średniowiecznego zaścianka…

Sławne miasto Bullunii

W 1138 r. król Sycylii Roger II zlecił arabskiemu kartografowi, geografowi i podróżnikowi Al-Idrisi stworzenie geograficznego opisu świata, zawierającego całą dostępną wówczas wiedzę na temat położenia krajów, gór, miast i dróg świata. Mapa ta, zwana Księgą Rogera, powstawała 15 lat i znalazły się na niej również informacje o kraju nazywanym przez Al-Idrisiego „Bullunią”. Najważniejszymi miastami Bullunii miały być: Kraków, Gniezno, Wrocław, Sieradz, Łęczyca i Santok. Kraj był piękny i urodzajny, obfitujący w źródła i rzeki, bogaty we wsie i domostwa, z winnicami, oliwkami i drzewami owocowymi. Miasta miały być sławnymi i silnymi centrami, pełnymi uczonych i fachowców, zabudowanymi blisko siebie stojącymi domami. Gniezno również Al-Idrisi opisał jako zamieszkane przez ludzi obeznanych z wiedzą i religią łacińską.

Rzeczywiście, z wiedzą źle tu nie było. Już w XI w. istniała w Gnieźnie szkoła katedralna. Uczyć w niej miał św. Otton, przyszły biskup i misjonarz Pomorza.

Czy przebywał w Gnieźnie sławny kronikarz Gall Anonim nie wiadomo. Pewnie nie, współczesne badania wiążą go raczej ze środowiskiem krakowskim – ale skoro o Gnieźnie wiedział dużo, skoro cytował gnieźnieńską Pasję o św. Wojciechu i o poświęceniu katedry, spodziewać się można, że informacji tych dostarczyć mu musiało prężne intelektualnie środowisko gnieźnieńskie.

Środowisko to wydało wielkie postaci średniowiecza, a jedną z nich był Jakub ze Żnina.

Arcybiskup od głowy

Nie wiadomo do końca skąd pochodził – Jan Długosz twierdził, że z plebejskiej rodziny ze Żnina, ale Długoszowi nie zawsze można wierzyć, a żadne inne źródła tych informacji nie potwierdzają. Równie dobrze mógł być potomkiem rycerskiego rodu Pałuków albo Porajów-Różyckich. Wykształcony w prawie kanonicznym został arcybiskupem gnieźnieńskim. Był rok 1020 lub 1024.

Jeśli zapytać, co było najważniejsze dla posługi Jakuba w Gnieźnie, odpowiedź musiałaby brzmieć: św. Wojciech. To właśnie Jakub stał się wielkim animatorem kultu tego świętego. Podobno pisał pieśni liturgiczne. To za jego czasów powstał nowy żywot św. Wojciecha, nazywany Tempore illo – niektórzy przekonują nawet, że spisał go sam Jakub.

Dzięki jego staraniom odnalezione zostały relikwie głowy św. Wojciecha. Długosz tak o tym pisze: ,,Kości św. Wojciecha, męczennika i biskupa gnieźnieńskiego, dawniej praskiego, leżały aż do tego czasu ukryte w możliwie najbardziej niewidocznym miejscu w katedrze gnieźnieńskiej, by ich nie ukradli Czesi albo kto inny. Nader starannie złożone, były bardzo pilnie strzeżone i jedynie arcybiskup gnieźnieński oraz kilku prałatów i kanoników mogło wiedzieć, gdzie się znajdują. Ale metropolita gnieźnieński Jakub, natchniony przez Boga, nie pozwolił, by kości świętego męża niszczały dalej w ukryciu. Po naradzie zatem ze swoimi prałatami i kanonikami gnieźnieńskimi (...) wyniósł z ukrycia na światło dzienne i widok publiczny najpierw głowę wspomnianego św. Wojciecha, a potem kości całego świętego ciała na pociechę Królestwa Polskiego i wszystkich Polaków pokazał je [i] wystawił, jakby świeżo zostały odnalezione, by wszyscy wierni oddawali [im] cześć”.

Znów zastrzec jednak trzeba, że Długosza trudno jest dziś uznać za wiarygodnego historyka…

Bulla

Jest jeszcze jedno dzieło, którego nie sposób pominąć, pisząc o średniowiecznym Gnieźnie i arcybiskupie Jakubie: to sławna na cały świat złota bulla gnieźnieńska. Niepozorna – zwykła kartka papieru, bez żadnych zdobień, bez złota, iluminacji. A jednak jej wagi nie da się przecenić – wagi dla Kościoła i wagi dla języka polskiego.

Jej historia zaczęła się groźnie. Był rok 1133. Biskup Magdeburga nalegał na papieża, by ten włączył do metropolii magdeburskiej diecezję krakowską, wrocławską, poznańską, kruszwicką, płocką, lubuską i pomorską. To by oznaczało, że Kościół w Polsce straciłby swoją niezależność, nadaną mu niespełna 150 lat wcześniej. Starający się o to niemiecki arcybiskup Norbert z Xantem przedstawiał nawet papieżowi falsyfikat, stwierdzający podległość diecezji poznańskiej pod arcybiskupstwo magdeburskie.

Wówczas to do akcji wkroczyli abp Jakub ze Żnina i książę Bolesław Krzywousty. Ich długotrwałe i energiczne zabiegi dyplomatyczne doprowadziły do tego, że 7 lipca 1136 r. papież Innocenty III podpisał w Pizie bullę Ex commisso nobis a Deo. Bulla ta uniezależniała Kościół gnieźnieński od Magdeburga. Arcybiskupi gnieźnieńscy mieli odtąd zagwarantowane pełne prawa metropolitalne.

„I dlatego czcigodny bracie Jakubie, łaskawie przychylając się do twoich skarg, kościół Gnieźnieński, na czele którego za sprawą Boga stoisz, mocą przywileju Stolicy apostolskiej umacniamy, stanowiąc by jakiekolwiek nieruchomości i dobra rzeczony kościół kanonicznie posiada lub w przyszłości we właściwy sposób będzie mógł posiąść, służyły tobie i twoim następcom trwałe i nieuszczuplone. Na potwierdzenie czego przywieszamy odciśnięte nasze własne imiona” – pisał papież Innocenty do arcybiskupa Jakuba.

To właśnie od tej bulli zaczyna się okres piśmiennictwa polskiego. Dokument ten, choć pisany po łacinie, zawiera ponad 400 nazw polskich miejscowości: prowincji, grodów i wsi oraz osób, spisanych w formie oryginalnej. Nie było to proste, gdyż język polski nie miał jeszcze wówczas wypracowanych zapisów łacińskim alfabetem.

Bulla, nazywana „Złotą bullą języka polskiego”, przechowywana jest dziś w Archiwum Archidiecezjalnym w Gnieźnie. Trafiła tam po wojennych zawieruchach, kiedy to zrabowano ją i wywieziono do Niemiec, następnie podczas walk o Berlin odzyskano i ponownie skradziono, wywożąc ją tym razem do Moskwy. Do Gniezna wróciła pod koniec lat 50. XX w.

Miasto otwarte

Jakub ze Żnina czy bulla gnieźnieńska to tylko mała część wielkiej historii tego, co tak lekceważąco nazywa się „ciemnym średniowieczem”. A przecież oprócz tego pisać by jeszcze można o powstaniu Drzwi Gnieźnieńskich. Można by pisać o Kronice Wielkopolskiej, zbierającej dzieje władców piastowskich, kierowanej do wysokich warstw społecznych i zawierającej również wątki rycerskie i miłosne oraz cytaty ze starożytnych poetów albo o Kazaniach gnieźnieńskich, spisanych w wieku XIV, a powszechnie używanych jeszcze 200 lat później. Można by wreszcie prześledzić, jak bogate były zbiory biblioteczne, również te prywatne i szkolnictwo z systemem stypendiów dla studentów, również tych świeckich.

Wieki ciemne? Chyba jednak nie warto posługiwać się stereotypami.

 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 30/2013