Logo Przewdonik Katolicki

Rodzina - dobro konieczne

Łukasz Kaźmierczak
Fot.

Karta Dużej Rodziny nie rozwiąże problemów polskich rodzin. Ale jest małym światełkiem w tunelu w skrajnie nieprzyjaznych dla rodzicielstwa realiachnaszego państwa.

 

Karta Dużej Rodziny nie rozwiąże problemów polskich rodzin. Ale jest małym światełkiem w tunelu w skrajnie nieprzyjaznych dla rodzicielstwa realiach
naszego państwa.
 
Szumnie ogłaszany przez rząd „Rok Rodziny” okazuje się jak na razie pięknie brzmiącą lecz kompletnie pustą nazwą. Wiadomo już, że w tym roku nie będzie np. zapowiadanych przez premiera dopłat z budżetu do przedszkoli. Nadal nie wypracowano także kompleksowego programu polityki prorodzinnej z prawdziwego zdarzenia. Skoro więc nie państwo, to może samorządy? Niestety, jak dotąd spośród 2,5 tys. polskich gmin na wprowadzenie polityki przyjaznej dużym rodzinom zdecydowało się raptem kilkadziesiąt – te, które uznały, że im się to po prostu opłaca.
 
54 odważnych
Z kronikarskiego obowiązku wypada odnotować, że jako pierwsze udogodnienia dla rodzin wielodzietnych wcieliły w życie władze miejskie Wrocławia, które w 2005 r. uchwaliły „Kartę Rodzina Plus”. W tej chwili podobne dokumenty funkcjonują łącznie w 54 gminach na terenie całego kraju. Są wśród nich duże ośrodki miejskie, m.in. wspomniany wcześniej Wrocław, a także Kraków, Gdańsk, Sopot, Katowice, Szczecin, a od niedawna także Poznań, jak również mniejsze – Radomsko, Rawa Mazowiecka Płońsk, Mszczonów, Błonie, Żabia Wola czy Lębork. Jako jedyne na wprowadzenie Karty Dużej Rodziny zdecydowały się do tej pory również dwa powiaty: tarnowski i wołomiński.
Poszczególne karty są co do charakteru dosyć do siebie podobne – warunkiem ich przyznania nie jest kryterium dochodów tylko liczba dzieci. Najczęściej dotyczą rodzin (lub samotnego rodzica) mających co najmniej trójkę dzieci i przyznawane są czasowo – z reguły do 18. lub 24. roku życia dziecka (w przypadku kontynuacji przez dziecko nauki). Ulgi obejmują zwykle świadczenia w zakresie kultury, sportu i infrastruktury miejskiej: rodziny wielodzietne otrzymują m.in. zniżki na bilety wstępu do teatrów, kin, muzeów, basenów, na koncerty, wydarzenia sportowe i stałe zajęcia w ośrodkach kultury. Ulgi te kształtują się najczęściej na poziomie 50–70 proc., choć bywają także gminy, w których są one dla dzieci całkowicie bezpłatne. Do tego dochodzą także spore zniżki na korzystanie z komunikacji miejskiej (np. w Gdańsku dzieci z „Rodzin 3+” mogą podróżować za darmo) oraz z placówek oświatowych. W mazowieckim Piasecznie dzieci z rodzin wielodzietnych mogą liczyć nie tylko na obniżone opłaty za przedszkole, ale także na preferencyjne warunki dotyczące przyjmowania do gminnych przedszkoli publicznych, m.in. pierwszeństwo w naborze, stosowanie zasady nierozdzielania rodzeństw oraz brak wymogu świadczenia pracy przez matkę.
 
Przyjaźni rodzinie
Część gmin decyduje się także na wprowadzenie do swojej Karty Dużej Rodziny rozwiązań nietypowych, np. podwarszawskie Błonie stosują zniżki dla rodzin wielodzietnych w opłatach za wywóz śmieci i odpadów komunalnych (ulga w wys. 20 proc.), Grodzisk Mazowiecki oferuje darmowy dostęp do internetu, a gmina Serock cały pakiet świadczeń dodatkowych – w tym 50-procentową zniżkę w opłacie za czynsz w mieszkaniach komunalnych, 50-procentową zniżkę w opłacie za dostarczaną wodę oraz comiesięczne świadczenie w wys. 50 zł na dojazdy dzieci i młodzieży do szkół ponadgimnazjalnych lub wyższych poza miejscem zamieszkania. W Gdańsku natomiast uchwalono dopłaty do niepublicznych żłobków i przedszkoli dla rodzin wielodzietnych (w wysokości do 600 zł miesięcznie), podobnie zrobiono w Błoniu (300–500 zł co miesiąc).
Z kolei władze Gdyni, w której powołano niedawno specjalny urząd pełnomocnika do spraw rodziny, zapowiadają wprowadzenie we wrześniu tego roku Gdyńskiej Karty Rodziny, która ma objąć nie tylko rodziny wielodzietne, ale w ogóle wszystkie gdyńskie rodziny. Miasto chce im zaoferować ulgi i zniżki dotyczące wstępu na miejskie imprezy kulturalne i sportowe, do gdyńskich muzeów, teatrów, centrów kultury, kin i klubów. Największe zniżki – łącznie z bezpłatną komunikacją – obejmą oczywiście rodziny wielodzietne. Tworzony jest także portal internetowy, który ma stać się ogromnym informatorem dla rodzin – podpowiadającym, gdzie warto spędzać czas z dziećmi oraz zawierającym uaktualnianą na bieżąco listę niepublicznych placówek kulturalnych, gastronomicznych, handlowych czy usługowych, w których obowiązują ulgi i udogodnienia dla rodzin. Najlepsze z nich mają być cyklicznie wyróżniane jako miejsca przyjazne rodzinie.
Bodaj najbardziej rozbudowany tego typu program funkcjonuje dziś w Tychach, gdzie do Karty Dużej Rodziny włączyło się ponad 200 firm prywatnych, oferujących rozmaite ulgi. Są wśród nich sklepy papierniczo-zabawkarskie, udzielające rodzinom wielodzietnym 20 proc. rabatu na artykuły szkolne oraz zabawki, szkoły języków obcych, oferujące gratisowe kursy dla drugiego lub trzeciego dziecka, czy sklepy z odzieżą dziecięcą proponujące stałe ulgi na cały asortyment. Wśród punktów oferujących obniżki dla rodzin „3+” znajdują się także niektóre tyskie gabinety stomatologiczne, zakłady fotograficzne, szkoły tańca, pizzerie i restauracje, a nawet warsztaty samochodowe i kancelarie prawne.
 
Ta „biedna” Warszawa
Nie wszyscy jednak myślą w podobny sposób. Na początku tego roku władze Warszawy poinformowały oficjalnie, że rezygnują z pomysłu wprowadzenia w stolicy Karty Dużej Rodziny. Stołeczny ratusz argumentował, że taki pomysł kosztowałby rocznie miejską kasę zbyt dużo, bo ponad 20 mln zł. Zupełnie innego zdania była jednak opozycja, która podkreślała, że taki wydatek na rzecz rodzin wielodzietnych byłby i tak zaledwie promilem w wynoszącym ponad 12 mld zł w budżecie Warszawy. Swojego rozgoryczenia decyzją władz miasta nie kryli także sami rodzice. „Zabrałem ostatnio swoje dzieci na basen. Za bilety zapłaciłem ponad 100 zł. Dalej wymieniać?” – mówił na łamach „Rzeczpospolitej” Leonard Tarnogórski z Bielańskiego Stowarzyszenia Rodzin Wielodzietnych. Jego zdaniem warszawskie władze cały czas nie potrafią zrozumieć, że polityka prorodzinna jest inwestycją budżetową, która zwraca się po wielu latach. „Przecież jeżeli my nauczymy swoje dzieci od najmłodszych lat chodzić do teatru, muzeum czy na basen, to one później – już za swoje pieniądze – także będą z miejskich atrakcji kulturalnych korzystać” – argumentował Tarnogórski.
Przedstawiciele warszawskich rodzin wielodzietnych zwracają także uwagę na fakt, że wiele spośród tych bardziej zamożnych rodzin „Trzy Plus”, w których dochód jest wyższy niż przeciętny, coraz częściej decyduje się na wyprowadzkę ze stolicy do podwarszawskich gmin. Te ostatnie od kilku lat znajdują się w czołówce samorządów wprowadzających programy prorodzinne i same zapraszają do siebie przyszłych podatników, reklamując się m.in. właśnie jako miejsca przyjazne rodzinie.
 
Karta dla milionów
Głównym inicjatorem wprowadzania przez samorządy Karty Dużej Rodziny są rodzice zrzeszeni w ogólnopolskim Związku Dużych Rodzin „Trzy Plus”. I to oni od dawna forsują także pomysł uchwalenia jednej, dużej ogólnopolskiej karty dla rodzin wielodzietnych. Takie karty od wielu lat z powodzeniem funkcjonują w większości państw Europy Zachodniej. Niektóre z nich mają charakter ogólnokrajowy, np. we Francji (która jako pierwsza wprowadziła kartę już w 1921 r.), Hiszpanii, Luksemburgu czy Belgii, inne natomiast regionalny – tak jest np. w Austrii i w Niemczech.
Pomysł uchwalenia ogólnopolskiej Karty Dużej Rodziny popiera także Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej. Według wstępnych obliczeń mogłoby z niej skorzystać ok. 3 mln polskich dzieci. Cóż jednak z tego, skoro w innych resortach rodzinę traktuje się cały czas jako niewygodny balast lub w najlepszym przypadku dojną krowę podatkową. Jak wyliczał niedawno Konstanty Radziwiłł, wiceprezes Związku Dużych Rodzin „Trzy Plus”, mimo że zgodnie z art. 71. Konstytucji RP państwo ma obowiązek wspierać rodziny wielodzietne, brakuje nadal rozwiązań systemowych: realnych ulg podatkowych, wzmocnienia systemu pomocy socjalnej oraz zmian w systemie emerytalnym, uwzględniających opiekę rodziców nad małymi dziećmi. Zamiast tego polski fiskus traktuje posiadanie dzieci jako kaprys na miarę kupna luksusowego samochodu. Symbolem tej opresyjności stała się niedawna interpretacja warszawskiej Izby Skarbowej, która chciałaby opodatkować rodziny wielodzietne korzystające z samorządowych kart „3+”. Zdaniem skarbówki, osiągają one bowiem z tego tytułu „zysk”. I choć minister pracy zapowiedział już, że będzie interweniował w tej sprawie w resorcie finansów – najprawdopodobniej z dobrym skutkiem – to cała ta sytuacja pokazuje, że mało kto tam na „górze” przejmuje się coraz głośniej tykającą bombą demograficzną…
 

Karta, czyli zysk
 
z Marią Jolantą Grabowską, zastępcą burmistrza Grodziska Mazowieckiego, koordynatorką programu miejskiej Karty Dużej Rodziny rozmawia Łukasz Kaźmierczak
 
Baliście się wprowadzenia u siebie Karty Dużej Rodziny?
– Rzeczywiście, na początku mieliśmy obawy o to, jak budżet naszej gminy zniesie dodatkowe obciążenia z tego tytułu. Kartę Dużej Rodziny uchwalaliśmy w 2008 r., trochę w ciemno, nie wiedząc, ile dokładnie rodzin z niej skorzysta i jak wysokie będą świadczenia. Tymczasem po kilku latach funkcjonowania Karty możemy powiedzieć, że te wydatki wcale nie przerosły naszego budżetu. Korzysta z niej obecnie ok. 2 tys. rodzin. W 2012 r. Karta kosztowała nas łącznie ok. 100 tys. zł – głównie z tytułu zniżek w komunikacji miejskiej i opłat za przedszkola. To nie jest dużo. Można raczej mówić o samych pozytywach.
 
Pozytywach?
– Owszem, ponieważ dzięki Karcie sami sobie nakręcamy koniunkturę – ulgi dla rodzin wielodzietnych sprawiają, że więcej osób chodzi do kina, korzysta z pływalni miejskiej czy zajęć w domu kultury. Nasze obiekty tętnią życiem. Ten wzrost widać gołym okiem. Grodzisk Mazowiecki nie jest jakimś wielkim miastem, większość osób zna się przynajmniej z widzenia, stąd też wiemy doskonale, że wśród odwiedzających jest sporo beneficjentów naszych kart „3+” i „4+”.
 
To nakręcanie koniunktury ma przełożenie na konkretne liczby?
– Nie dysponujemy tutaj jakimiś precyzyjnymi danymi. Zdaniem naszego burmistrza, Grzegorza Benedykcińskiego, wzrost frekwencji w naszych obiektach kultury sprawia, że rzeczywiste koszty obsługi Karty Dużej Rodziny można ocenić na ok. 20–30 tys. zł rocznie.
 
A demografia?
– Do tej pory nie musieliśmy zamykać żadnej placówki oświatowej. Przeciwnie – dwa lata temu otworzyliśmy nowe przedszkole dla 300 dzieci, a w ubiegłym roku na terenie naszej gminy w miejscowości Książenice wybudowaliśmy piękną, bardzo nowoczesną szkołę na 450 dzieci.
W Grodzisku przybywa stale mieszkańców. Przeprowadza się do nas dużo nowych osób, na co wpływa także korzystne położenie – bliskość Warszawy i autostrady A2. W ostatnich latach wzrosła również liczba urodzeń w gminie. W 2006 r. wskaźnik dzietności wynosił u nas 1,3, a obecnie już 1,67. W jakiejś mierze jest to pewnie także zasługa naszej polityki prorodzinnej. To nie jest propaganda sukcesu, to są konkretne liczby.
 

 
Anna i Mikołaj, rodzice sześciorga dzieci, mieszkańcy Gdańska:
– Nie jesteśmy bogatą rodziną, mimo że Mikołaj ma dobrą, stabilną i tzw. prestiżową pracę. To jednak ledwie wystarcza na zaspokojenie naszych najpilniejszych potrzeb. Kupno żywności stanowi ogromną część naszego comiesięcznego domowego budżetu. Ktoś, kto nigdy nie kupował pieczywa, nabiału, proszków do prania czy warzyw dla ośmioosobowej rodziny, być może nie zrozumie, że sumy te idą każdego tygodnia w tysiące złotych. Dlatego też musimy starannie planować dosłownie każdy wydatek. W takiej sytuacji niewiele urządzają nas rabaty w rodzaju 20 proc. zniżki u dentysty. My z konieczności chodzimy do przychodni państwowych.
Jesteśmy oczywiście także posiadaczami miejskiej Karty Dużej Rodziny, choć korzystamy z większości jej dobrodziejstw rzadko: do kina czy do teatru chodzimy od wielkiego dzwonu, bo mimo przysługującej ulgi taki wypad stanowi dla nas nadal zbyt duży wydatek. Nieco częściej nasze dzieci korzystają może jedynie z miejskiej pływalni. Wyjątkiem jest ulga komunikacyjna – możliwość darmowego poruszania się po mieście to spore odciążenie dla naszego budżetu.
Przede wszystkim doceniamy jednak ten nieprzeliczalny walor samorządowej Karty, czyli fakt, że ktoś o nas wreszcie pomyślał w kategorii życzliwego zainteresowania. Niestety, takiej właśnie postawy brakuje zupełnie ze strony naszego państwa.
 
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki