Logo Przewdonik Katolicki

Deszcz Słowa Bożego

Łukasz Kaźmierczak
Fot.

Ze Sławomirem Giefingiem, poznańskim przedsiębiorcą, pomysłodawcą akcji rozdawania kartek z fragmentami Pisma Świętego, rozmawia Łukasz Kaźmierczak

 
Niewielka karteczka, dosłownie kilka zdań z Pisma Świętego, a efekt piorunujący.
– Bo doskonałe jest to, co proste. Tak mi dyktuje moje wieloletnie doświadczenie przedsiębiorcy. Skoro więc od lat mówi się, że naszą wielką słabością jako katolików jest mizerna znajomość Pisma Świętego, to warto szukać jakichś prostych rozwiązań, aby temu zaradzić. Ja postanowiłem drukować i rozdawać niewielkie karteczki z fragmentami Słowa Bożego. To jest bardzo tanie, nieskomplikowane, a jednocześnie ma dużą siłę rażenia.
 
Zadziałało.
– Na to wygląda. Razem z moim Księdzem Proboszczem rozpoczęliśmy od naszej parafii w podpoznańskim Bolechowie. Po każdej niedzielnej Mszy św. rozdajemy karteczki – to jest zawsze konkretny fragment z Pisma Świętego z dodanym komentarzem pochodzącym z wydawnictwa Edycja św. Pawła i pomagającym we właściwej interpretacji. To nie są duże teksty, łatwe do przeczytania, szczególnie dla ludzi, których przeraża „opasłość” Biblii. Tych fragmentów jest w tej chwili 140.
 

 Wystarczy na kilka lat.

– A to jest dopiero początek. Karteczki wędrują w świat, zabierają je ze sobą znajomi, potem znajomi znajomych itd. Ja oczywiście także rozdaję je przy różnych okazjach. Ostatnio „poczęstowałem” taką karteczką panią z punktu poboru opłat na autostradzie. Chciałbym zresztą , aby zaczęły one funkcjonować w przestrzeni publicznej i trafiały w różne ręce, np. do osób odwiedzających w niedzielę duże centra handlowe.
 
Ludzie reagują?
– Dochodzą do mnie niekiedy głosy, że komuś utkwił w pamięci jakiś konkretny fragment, że wywołał refleksję. Ale nie nastawiam się na taki doraźny, namacalny efekt. Nigdy nie wiadomo kiedy Słowo Boże obrodzi. To jest tak, jak z tym biblijnym nasieniem wrzuconym w ziemię: „Czy się śpi, czy czuwa, we dnie i w nocy, ono kiełkuje i rośnie”. Wiem, co mówię, bo sam to przeżyłem. Czytałem Pismo Święte przez dziesięć lat, zanim mnie tak naprawdę przemieniło.
 
A wcześniej?
– Ja nie pochodzę ze szczególnie religijnej rodziny. Nigdy nie musiałem chodzić do kościoła ani na religię, byłem ochrzczony i to wszystko. Wchodziłem w dorosłość bez sakramentów. Przystąpiłem do Komunii św. i bierzmowania, bo chciałem mieć ślub kościelny. Potem ożeniłem się, na świat przyszła trójka naszych dzieci i tak żyliśmy sobie bez Boga, bez sakramentów, bez niedzielnej Mszy św.
Wydawało mi się, że powinienem być szczęśliwy. Po wielu latach pracy udało mi się rozwinąć własną firmę, osiągnąć przyzwoitą pozycję zawodową, niby miałem wszystko. W głębi ducha czułem jednak, że to pozory.
 
Pustka i beznadzieja?
– Chyba tak. Właściwie to już nawet nie wiem, dlaczego sięgnąłem w końcu po Pismo Święte. Być może podziałał przykład ojca, który nawrócił się po wielu latach? Nurtowało mnie też wiele pytań, życie małżeńskie także układało się różnie. Miałem wewnętrzną potrzebę poszukiwania jakichś dobrych odpowiedzi. Spotykałem się nawet ze świadkami Jehowy, czy z ewangelizującymi mormonami, z którymi zażarcie dyskutowałem.  
 
Taka duchowa szamotanina?
– Na całego. Potrafiłem codziennie czytać Pismo Święte przez miesiąc, potem była przerwa, potem znowu czytałem i tak w kółko. Ale te fragmenty Pisma Świętego niesamowicie „wierciły” mi w sumieniu. I chyba właśnie dzięki Biblii czułem, że robię źle. Czytałem: „Jeśli więc prawe twoje okoWobec takich słów trudno pozostać zupełnie obojętnym. jest ci powodem do grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie”.
 
Jak długo to trwało?
– W sumie kilkanaście lat. Dziś widzę wyraźnie, że Pismo Święte było jedyną nicią, która utrzymywała mnie w łączności z Bogiem. W moim wnętrzu przez cały czas toczyła się walka duchowa i to właśnie Słowo Boże przełamało ostatecznie mury mojej niewiary.
 
Przełom?
– W 2008 r. zadzwoniłem do programu „Rozmównica” w Religia TV, w czasie którego toczyła się dyskusja wokół sensu chodzenia do kościoła i uczestnictwa we wspólnocie kościelnej. Ja z pełnym przekonaniem, wręcz żarem, zacząłem przekonywać księdza prowadzącego, że oczywiście nie trzeba. Mówiłem do tej słuchawki w tak wielkim rozemocjonowaniu, że nawet nie pamiętam, co ten ksiądz odpowiadał. A potem, kiedy odłożyłem telefon, nagle, jak grom z jasnego nieba – dziś jestem przekonany, że to było działanie Ducha Świętego – spadło na mnie miażdżące pytanie: człowieku, co ty wiesz o Kościele?! To był wstrząs.
 
Wtedy powiedział Pan: sprawdzam?
– Tak, postanowiłem „na próbę” pochodzić trochę do mojego kościoła parafialnego - poznałem swojego proboszcza, zacząłem rozmawiać, klękać przed Najświętszym Sakramentem. To już była droga w jedną stronę – w końcu dojrzałem do tego, aby przystąpić do sakramentu pojednania i wyczyścić wszystkie swoje sprawy. W konfesjonale przeżyłem szok. Tam namacalnie doświadczyłem, czym tak naprawdę jest działanie Ducha Świętego. Wraz z tą spowiedzią wszystkie sprawy i rozmaite pokusy, które mnie wcześniej męczyły, odeszły dosłownie w jednej chwili. Nigdy wcześniej nie sądziłem, że sakrament pojednania może mieć tak niezwykłą moc. To było dla mnie niesamowite doświadczenie. Poczułem się tak jakbym wystrzelił z rakiety w kosmos.
 
Ale to był lot jednoosobowy?
– Z początku tak. Wcześniej bardzo długo wydawało mi się, że jesteśmy normalną rodziną, która przechodzi rozmaite kryzysy, ale jakoś tam funkcjonuje. Spędzaliśmy razem święta, dzieliliśmy się opłatkiem, ale to była tylko tradycja, to nie było w Chrystusie. Kiedy więc zacząłem przebąkiwać żonie i nastoletnim dzieciom o wspólnej modlitwie i rozważaniu Pisma Świętego, patrzyli na mnie podejrzliwie i pukali się w głowę.
 
Aha, ojciec zwariował?
– Coś w tym rodzaju. Musiałem przełamywać opór materii: zaganiałem ich do stołu, aby wspólnie przeczytać fragment Pisma Świętego. Wzbraniali się: „E tam, tata, daj spokój, czego ty od nas chcesz”. A ja swoje: „Chodźcie, spróbujemy chociaż przez chwilę”. W końcu ustąpili. Zaczęliśmy rozmawiać. Czasami trwało to 10 minut, a czasami nawet kilka godzin. Krok po kroku nasze życie zaczęło się zmieniać na lepsze – pierwsze wspólne modlitwy, potem Msze św., rekolekcje. Naszą 20. rocznicę ślubu obchodziliśmy już w pełnej komunii z Panem Bogiem.
 
Na tym jednak Pan nie poprzestał.
– Nie, cały czas mam ogromną potrzebę pogłębiania swoje wiary. I to jest chyba nawet psychologicznie zrozumiałe. Biblia mówi o wierzycielu, który darował jednemu dłużnikowi 50, a drugiemu 500 denarów. I to ten drugi będzie przecież bardziej wdzięczny wierzycielowi. Dlatego uczęszczam obecnie na kurs katechistów i pełnię w swojej parafii posługę szafarza nadzwyczajnego Komunii św.
 
I dlatego też wydrukował Pan kilkadziesiąt tysięcy fragmentów Pisma Świętego?
– To jeden z głównych powodów. Chcę się dzielić swoim świadectwem mocy płynącej ze Słowa Bożego. Chętnie używam starotestamentowego określenia „Deszcz Słowa Bożego”. Ja to widzę tak: kościoły są duchowymi oazami na pustyni, a poza nimi jest susza. Natomiast Słowo Boże działa jak krople, które rozchodzą się po tej naszej ziemskiej pustyni i nawadniają ją.  
 
Pańskie ulubione fragmenty z Pisma Świętego?
Absolutnie dwa – pierwszy to przypowieść o ojcu miłosiernym i synu marnotrawnym –niezwykle piękna, wielowątkowa i pełna nadziei, a drugi to fragment Ewangelii o kamienowanej cudzołożnicy, kiedy Pan Jezus mówi: „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień”.
Na tych karteczkach wybrałem wiele takich fragmentów Pisma Świętego, które bardzo lubię, które są mi bliskie i które w moim przekonaniu odpowiadają na wiele ludzkich pytań. Choć oczywiście wcale nie uważam, że akurat one są najważniejsze.
 
Każdy może więc trafić na coś innego?
– Owszem, ale tych karteczek absolutnie nie należy traktować wróżbiarsko, na zasadzie, no to teraz wylosujemy, co też Pan Bóg chce mi powiedzieć. Tutaj chodzi przede wszystkim o rozbudzanie głodu Słowa Bożego. Jeden z księży napisał kiedyś, że Pismo Święte ma tę niezwykłą moc, że schodząc głębiej w wierze, czyta się je za każdym razem inaczej, odkrywając rzeczy, których wcześniej nie potrafiliśmy dostrzec. I ja naprawdę doświadczam tego na każdym kroku.
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki