Logo Przewdonik Katolicki

"Nowe" gesty papieża Franciszka

Małgorzata Szewczyk
Fot.

Odkąd pojawił się na balkonie bazyliki watykańskiej, nie przestaje zaskakiwać. Słowa niespodzianka, zdziwienie, zdumienie odmieniane są w mediach przez wszystkie przypadki. I bez większego ryzyka możemy przypuszczać, że papież Franciszek jeszcze nieraz nas zadziwi.

Odkąd pojawił się na balkonie bazyliki watykańskiej, nie przestaje zaskakiwać. Słowa „niespodzianka”, „zdziwienie”, „zdumienie” odmieniane są w mediach przez wszystkie przypadki. I bez większego ryzyka możemy przypuszczać, że papież Franciszek jeszcze nieraz nas zadziwi.

 

 
Rację mieli ci, którzy, znając kard. Jorge Bergoglia, przekonywali, że zapowiada się ciekawy pontyfikat. Lista „nowości” wprowadzonych przez papieża Franciszka z dnia na dzień się wydłuża. Gesty, sposób bycia, komunikowania, tak bardzo akcentowana ascetyczna wprost prostota całego przekazu wywołały już głośny rezonans nie tylko wśród wierzących. Znamienne, że owe „nowości” to wartości powszechnie znane i cenione przez wieki, a zanegowane i zdewaluowane przez czasy nam współczesne: ubóstwo, czystość, wierność obranej drodze, empatia, troska o bezbronnych. Zwierzchnik ponad miliarda katolików na świecie budzi emocje nie tylko tym, że jest „papieżem z zaskoczenia”, wybranym z „końca świata”, ale dlatego, że jak na lekarstwo szukać dziś osób, u których słowa byłyby tożsame z postawą. On nie tylko głosi Ewangelię, ale nią po prostu żyje. I nie ma w tym zdaniu cienia fałszu czy przewrotnego patosu. Jest za to konsekwencja wyboru drogi powołania, posługi wśród i dla najmniejszych i najuboższych, która, jak sam przyzna podczas Mszy św. inaugurującej pontyfikat, 19 marca, od dnia wyboru na następcę św. Piotra, jeszcze bardziej nabiera znamion służby: „Strzec Jezusa wraz z Maryją, strzec całego stworzenia, strzec każdej osoby, zwłaszcza najuboższej, strzec nas samych: to właśnie jest posługa, do której wypełniania powołany jest biskup Rzymu”. Zgodnie z wybranym przez siebie imieniem, papież znad La Platy łączy franciszkańską duchowość z jezuicką odwagą. Śledząc swoisty maraton spotkań, który odbył w ciągu zaledwie kilku dni od inauguracji swojego pontyfikatu, trudno nie dostrzec, co znaczy dla Franciszka bycie biskupem Rzymu. Nie sposób też nie zauważyć wydarzeń przełomowych, niemających wcześniej miejsca, takich, o których już dzisiaj mówi się, że są historyczne i bez precedensu.
 
Pusty klęcznik
Bez wątpienia do takich należało spotkanie z emerytowanym papieżem Benedyktem XVI w Castel Gandolfo, w sobotę 23 marca. Wzruszające zdjęcia młodszego o ponad dekadę Franciszka obejmującego swojego poprzednika, który wyszedł mu na spotkanie, i po raz pierwszy, i najprawdopodobniej jedyny, pokazał się od czasu swojego ustąpienia, 28 lutego, obiegły niemal cały świat. Chociaż nie podano do wiadomości treści 45-minutowej rozmowy, jaką w cztery oczy odbyli w bibliotece, pełne szacunku i zażyłości słowa i gesty Franciszka wobec emerytowanego biskupa Rzymu, były bardzo wymowne. Wiadomo zresztą, że zaraz po wyborze 266. następca św. Piotra rozmawiał telefonicznie z Benedyktem XVI, kiedy pojawił się na balkonie bazyliki watykańskiej, poprosił rozentuzjazmowany tłum stojący na placu św. Piotra o wspólną modlitwę za niego, a podczas Mszy św. inaugurującej pontyfikat złożył mu życzenia (był to dzień imienin Josepha Ratzingera). Podczas spotkania papież Franciszek przekazał swemu poprzednikowi obraz Matki Bożej Pokornej, który otrzymał kilka dni wcześniej od metropolity Hilariona, jako dar Patriarchatu Moskiewskiego. Jak podkreślił, nawiązał tym samym do podyktowanej pokorą rezygnacji z pełnionego urzędu przez Benedykta XVI. Ale trzeba przyznać, że pokora znamionuje też samego Franciszka. Od pierwszego publicznego spotkania z wiernymi prosi o modlitwę w swojej intencji. Warto dodać, że rozmowę Benedykta XVI i Franciszka poprzedziła wspólna modlitwa przed obrazem Matki Bożej Częstochowskiej w kaplicy w Castel Gandolfo. Kamera Watykańskiego Ośrodka Telewizyjnego uchwyciła kolejną bezprecedensową decyzję Franciszka, który nie skorzystał z przygotowanego dla niego klęcznika, tylko zaprosił papieża emeryta do jednej ławki. Spotkanie biskupa Rzymu z emerytowanym papieżem zyskało miano historycznego z wielu powodów. Przede wszystkim dlatego, że było pierwszym takim spotkaniem od ponad 700 lat. Po wtóre, kilkunastominutowy film udostępniony przez watykański ośrodek uchwycił bardzo wymowny obraz: wątła, krucha postać Benedykta XVI zdawała się wprost niknąć w objęciach postawnego Franciszka, ale nie o sylwetki tu chodzi. Caritas, o której pisał w swojej pierwszej encyklice, i o którą zabiegał papież Niemiec, znajduje niezwykły rezonans w postawie i gestach Franciszka. Słowa encykliki ożywają i otwierają nową, wyjątkową przestrzeń w posłudze papieża z Argentyny. Przykłady? Choć minęło zaledwie kilkanaście dni pontyfikatu nowego następcy św. Piotra, można je mnożyć.
 
Telefon do kurii i kolacja z rodakami
Wróćmy do Mszy św. celebrowanej 19 marca. Tego dnia Kościół obchodzi uroczystość św. Józefa. Na placu św. Piotra honorowe miejsca zajęli przedstawiciele 132 państw, w tym 6 monarchów, 31 głów państw, 3 następców tronu, 11 szefów rządów, wiceprezydent USA. Obok możnych tego świata, a nawet bliżej niż oni sami ołtarza, stali wyjątkowi uczestnicy uroczystości. Ubodzy, ludzie na co dzień żyjący w slumsach oraz podejmujący posługę chrześcijańskiego miłosierdzia. Zostali oni osobiście zaproszeni przez 266. następcę św. Piotra. Ich obecność, choć zaskakująca, nie budzi zdziwienia w kontekście słów Franciszka, które wypowiedział wobec przedstawicieli mediów o „Kościele ubogim dla ubogich”. Jak zaznaczył w homilii, 19 marca, papież musi „otwierać ramiona, aby strzec całego Ludu Bożego i przyjąć z miłością i czułością całą ludzkość, zwłaszcza najuboższych, najsłabszych, najmniejszych”. „Opieka nad stworzeniem”, będąca powołaniem nie tylko chrześcijańskim, ale przede wszystkim ludzkim, o której mówił w homilii inaugurującej pontyfikat i korespondujące z tym wezwaniem miłosierdzie to szczególne rysy tego pontyfikatu, który zresztą znajduje swoje uzasadnienie w motcie papieskim, będącym kontynuacją biskupiego. „Spojrzał z miłosierdziem i wybrał” – słowa te jeszcze jako biskup Buenos Aires zaczerpnął z homilii św. Bedy Czcigodnego do ewangelii o powołaniu św. Mateusza. Można powiedzieć, że Franciszek jest mistrzem autentycznego dialogu i łamania barier, choć trzeba pamiętać, że w tej kwestii szlaki przetarł przede wszystkim Jan Paweł II, nieraz nadwerężając watykański protokół. Papieżowi z Argentyny zależy na autentycznym kontakcie z drugim człowiekiem. Jest autentyczny. Sięga do najgłębszych pryncypiów człowieczeństwa. Franciszka charakteryzuje odwaga czynienia dobra. W szczególny sposób błogosławi dzieci, bierze je w ramiona i całuje. Widoczne jest to od samego początku pontyfikatu. Nie można też nie odnotować przejmującego gestu ucałowania sparaliżowanego mężczyzny, którego papież zauważył w tłumie, kiedy pozdrawiał wiernych z samochodu. Zszedł z samochodu, podszedł do chorego, pochylił się i pocałował go. Chorych w szczególny sposób pozdrawiał też po Mszy św. w Niedzielę Palmową. Franciszek swoją postawą zdaje się przypominać współczesnemu światu, że nie można być blisko człowieka, nie będąc blisko Boga, i być blisko Boga, nie będąc blisko człowieka. Dodajmy, każdego człowieka. Jak bardzo musieli być zaskoczeni pracownicy „mniej eksponowani”, ogrodnicy i śmieciarze, dbający o czystość placu św. Piotra, którzy 22 marca zostali zaproszeni na papieską Mszę św. w Domu Świętej Marty. Jak bardzo cieszyła się 50-osobowa grupa rodaków Franciszka, która została zaproszona dzień wcześniej na nieformalne, wieczorne spotkanie z papieżem i skromny posiłek. Nie wspominając już o rozmowie telefonicznej z portierem Andrew, pracującym w Kurii Generalnej jezuitów w Rzymie, kiedy to osobiście chciał podziękować za życzenia generałowi jezuitów.
 
Wyjść naprzeciw człowiekowi
To, co na pewno wielu uczestnikom Mszy św. inaugurującej pontyfikat utkwiło w pamięci, to prostota liturgii i kilka wymownych, niemających dotąd w historii miejsca gestów. Biały ornat papieża wyróżniał się na tle złotych ornatów kardynałów. Homilia głoszona bez mitry i pastorału, prosty krzyż, który stał na ołtarzu, brak procesji z darami, Komunia św. przyjmowana przez wiernych przy ołtarzu w postawie klęczącej, Ewangelia wygłoszona w języku greckim, a przede wszystkim znak pokoju wymieniony z patriarchą Konstantynopola, Bartłomiejem I i katolikosem Ormiańskiego Kościoła Apostolskiego, Gareginem II to znaki o wielkiej treści. Tym bardziej że dotąd żaden patriarcha Konstantynopola, który jest także honorowym zwierzchnikiem światowego prawosławia, oraz żaden katolikos nie uczestniczył w inauguracji posługi biskupa Rzymu.
I jeszcze jedno. Choć nie można odmówić papieżowi Franciszkowi erudycji, zważywszy na jego wszechstronne wykształcenie, to warto zauważyć, że w przemówieniach czy homiliach posługuje się on językiem prostym, jasnym i komunikatywnym. Szkoła duchowości ignacjańskiej charakteryzuje się wszak głębią myśli teologicznej, rozmodleniem i umiejętnością rozeznania. Tymczasem Franciszek mówi tak, jakby chciał, by jego przekaz trafił do ludzi prostych i wykształconych, wierzących i niewierzących. Nie posługuje się zbędnymi symbolami czy homeryckimi porównaniami. Słuchając go, od razu wiadomo, co chce powiedzieć i do kogo się zwraca. Przykład? „Chęć głoszenia tego nieustannie aktualnego skarbu wiary ludziom naszych czasów jest istotą orędzia soborowego” – mówił 20 marca do przedstawicieli Kościołów i wspólnot chrześcijańskich oraz religii niechrześcijańskich. I dodawał: „Musimy zachować w świecie żywe pragnienie Absolutu, nie pozwalając, aby zwyciężyła jednowymiarowa wizja osoby ludzkiej, sprowadzająca człowieka do tego, co produkuje, i tego, co konsumuje. Jest to jedna z najniebezpieczniejszych pułapek naszych czasów”. Jest mistrzem zwięzłych, kilkuminutowych kazań, które są niejako uzupełniane przez niemal bezpośredni kontakt z wiernymi. Franciszek chce być blisko ludzi. Przejazd papieskiego samochodu między sektorami wydaje się być dla niego równie ważny, jeśli nawet nie ważniejszy, niż same słowa homilii. Nowy papież wnosi do Stolicy Apostolskiej doświadczenie Kościoła Ameryki Południowej, ale nie można zapominać, że nieobce są mu cechy chrześcijaństwa Starego Kontynentu. Jego rodzina pochodzi przecież z Włoch.
Franciszek reprezentuje Kościół apostolski, dynamiczny, Kościół po Zesłaniu Ducha Świętego, który nie ukrywa się w Wieczerniku, ale odważnie idzie w świat, by głosić Ewangelię. Znaczące jest też to, że często podkreśla, że jest przede wszystkim biskupem Rzymu. Ma się wrażenie, że posługę tę postrzega przez pryzmat posługi proboszcza. Chce być blisko ludzi, konkretnych osób, poznać ich biedy i słabości, pocieszyć, podać rękę, kiedy wychodzą z kościoła. Po prostu wyjść im naprzeciw. Szuka Boga wszędzie, nie tylko w kontemplacji. To cechy ważne dla pasterza. Tym bardziej dla pasterza Kościoła powszechnego.
 
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki