„I pomyśleć, że jestem tu po raz ostatni w życiu...” – powiedział Benedykt XVI, kiedy w Środę Popielcową, wracając po Mszy św. do zakrystii, zatrzymał się przy Piecie Michała Anioła w bazylice watykańskiej. Kto usłyszał jego słowa, nie potrafił powstrzymać łez. Tych szczerych łez było w tych dniach bardzo dużo.
Nikomu z nas nie jest chyba obce doświadczenie przestrzeni łaski. Grota w Lourdes, jasnogórska kaplica, grób Franciszka w Asyżu, Benedykta na Monte Cassino czy choćby najprostsza kaplica z Najświętszym Sakramentem. Wystarczy przestąpić próg, by być „dotkniętym” łaską. Są takie miejsca. Trudno w to uwierzyć, ale od ubiegłego czwartku, od rezygnacji Benedykta XVI, Watykan stał się dokładnym przeciwieństwem „przestrzeni łaski”, stał się przestrzenią pustki, doświadczanej niemal namacalnie. Nie ma już papieża. Benedyktowi XVI, jako następcy Piotra, rzeczywiście została dana władza kluczy, związywania i rozwiązywania, w niebie i na ziemi. Jego pontyfikat został naprawdę zamknięty.
Po raz ostatni z kardynałami
Ostatni dzień papieskiej posługi zaczął się od spotkania z kardynałami w Sali Klementyńskiej. Jego data była znana od niemal trzech tygodni. Benedykt XVI chciał skierować swe ostatnie słowo do tych, których obowiązkiem było wspieranie go w wypełnianiu jego posługi. Spośród 207 członków Kolegium Kardynalskiego na spotkanie przybyło 144. Można by sądzić, że to całkiem dużo, jeśli weźmie się pod uwagę, że 90 purpuratów przekroczyło już 80. rok życia. Okazało się jednak, że głównymi nieobecnymi byli elektorzy, ponad 40. To dużo, zwłaszcza że i tak, zaraz po zakończeniu pontyfikatu powinni – wymaga tego od nich prawo – przybyć do Rzymu na narady poprzedzające konklawe. Ich nieobecność była wyraźna i na pewno nie uszła uwadze Benedykta XVI. Wspominam o tym, nie po to, aby czynić wyrzuty nieobecnym, bo kardynałowie odpowiadają tylko przed papieżem, a teraz przed nikim, ale by pokazać jeden z aspektów owego codziennego krzyża byłego papieża, który ostatecznie okazał się cięższy niż dolegliwa choroba Jana Pawła II.
Kardynałom, którzy przybyli w terminie do Watykanu, Ojciec Święty przekazał na pożegnanie tylko jedną prostą myśl: Kościoła nie tworzy się przy stole. Jest on bowiem żywym organizmem, a jego sercem jest Chrystus. Kościół żyje i budzi się w duszach wierzących.
Na zakończenie spotkania Benedykt XVI przeniósł nas już do następnego pontyfikatu. Z wyprzedzeniem złożył bowiem przyrzeczenie bezwarunkowej czci i posłuszeństwa przyszłemu papieżowi. Po obiedzie w Pałacu Apostolskim odbyło się jeszcze jedno kameralne spotkanie z tymi, którzy towarzyszyli papieżowi w jego codziennym życiu: lekarzami, fotografem, pierwszym kamerdynerem.
Przelot nad miastem
Kiedy umarł Jan Paweł II, jego ciało zostało wystawione najpierw w Sali Klementyńskiej. Tam ze zmarłym papieżem mogli się pożegnać wszyscy pracownicy Watykanu. Tym razem przywilej osobistego pożegnania z odchodzącym następcą św. Piotra przypadł jedynie kardynałom oraz zwierzchnikom Kurii Rzymskiej. Inni śledzili po prostu na ekranach telewizorów, jak papież odchodzi, opuszcza Watykan. Ostatni akt tego odejścia miał miejsce o godz. 17.00. Benedykt XVI zszedł na dziedziniec św. Damazego. Kiedy wysiadał z windy, jego osobisty sekretarz, abp Georg Gänswein, rozpłakał się jak dziecko. Na dziedzińcu papież pożegnał się z Sekretariatem Stanu i po raz ostatni przyjął honory od Gwardii Szwajcarskiej. W towarzystwie osobistego sekretarza oraz nowego kamerdynera udał się na watykańskie lądowisko dla helikopterów, skąd odleciał do Castel Gandolfo. Pilot nie spieszył się z opuszczeniem Rzymu. Helikopter leciał nisko i powoli. Benedykt XVI żegnał się z miastem, którego był biskupem. – Odtąd nie będę już papieżem, lecz po prostu pielgrzymem, który rozpoczął ostatni etap ziemskiej pielgrzymki – powiedział Benedykt XVI wzruszonym tłumom, które przybyły pod papieską rezydencję w Castel Gandolfo. Z balkonu Pałacu Apostolskiego, łamiącym się głosem po raz ostatni udzielił apostolskiego błogosławieństwa. O godz. 20.00 Gwardia Szwajcarska wycofała straż honorową sprzed rezydencji. Tym symbolicznym gestem oficjalnie zakończył się pontyfikat.
Pieczęcie, drzwi i winda
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













