Początek pontyfikatu

Jestem dumny z tego, że mogłem uczestniczyć w tym konklawe powiedział kard. Zenon Grocholewski i to zdanie z pewnością mogą powtarzać wszyscy członkowie Kolegium Kardynalskiego. Wydarzenia z pierwszych dni urzędowania nowego papieża bardzo wzmacniają i ubogacają Kościół. Prostota nowego Ojca Świętego podbija świat, a on sam pewnie jeszcze nieraz wszystkich zaskoczy.
Czyta się kilka minut

Tego nie pokazały kamery transmitujące pierwsze spotkanie nowego papieża Franciszka z wiernymi na placu św. Piotra podczas modlitwy Anioł Pański, ale ten epizod ilustruje idealnie kierunek zmian, jaki zapewne przyjdzie nam obserwować w Kościele powszechnym w najbliższym czasie. Gdy w niedzielę 17 marca zamknęło się okno papieskiego apartamentu, na placu przez chwilę panowała cisza, jakby ludzie czekali na coś więcej (nie było przecież pozdrowień w różnych językach!), a tego nie dostali. W pewnym momencie jednak dało się słyszeć coraz głośniejszy i głośniejszy śpiew jakiejś melodii po hiszpańsku. Grupa ludzi w różnym wieku, starszych i młodszych kobiet i mężczyzn, dziewcząt i chłopców, księży w koloratkach i sióstr w habitach wzięła się za ręce i wspólnie w kole śpiewała i tańczyła, trzech mężczyzn grało na gitarach, obok nich było też kilka osób na wózkach inwalidzkich. Emanowała od nich taka radość i entuzjazm, że nie sposób było przejść obok nich obojętnie. Z minuty na minutę tańczących było coraz więcej i rzucało się w oczy, że to nie był dziki taniec i jakiś wrzask, tylko wspólny rytmiczny, harmonijny śpiew na różne głosy, młode i starsze, damskie i męskie. U nas radość po modlitwie tak czasem manifestuje tylko młodzież, na przykład w czasie spotkań na Lednicy, ale tu wszyscy byli razem, bez podziału na grupy wiekowe, siwe głowy obok ciemnych czupryn, młode ręce ściskające pomarszczone dłonie. Było to jak wiosenny powiew świeżości, nowości, orzeźwienia, którego nam, katolikom, tak bardzo, szczególnie w Europie, potrzeba. Od Kościoła latynoskiego będziemy się mogli wiele nauczyć w najbliższych miesiącach.

Zaskoczenia
Wydarzenia drugiej połowy lutego i pierwszej połowy marca tego roku w historii Kościoła powszechnego zapiszą się zapewne jako zupełnie nowy rozdział. Zaskakująca, dla wielu nawet rozpaczliwa decyzja papieża Benedykta XVI o rezygnacji z urzędu, okres sede vacante nie naznaczony żałobą i pogrzebem tylko spekulacjami: któż też obejmie teraz najważniejszy urząd na świecie, kongregacje kardynałów poprzedzające konklawe i wreszcie dwa długie dni obrad, na temat których snuć możemy tylko domysły. Efekt? Zaskakujący, nie do przewidzenia, wspaniały. Nie ma zwycięzców i zwyciężonych, nie ma pokonanego i przekreślonego, choć przecież to, co działo się na naszych oczach było swego rodzaju rywalizacją. Nowy Ojciec Święty potrafi jednak udowodnić i pokazać wszystkim, że można zwyciężyć bez pokonywania innych, którzy też biorą udział w tym wyścigu.
Wszystko, co do tej pory robi nowy papież – a piszę ten tekst w niedzielę, w czwartym dniu jego pontyfikatu – wszystko jest jakieś nowe i zaskakujące, choć przecież pozornie nie jest to nic nadzwyczajnego. Wrócił i zapłacił za pokój, który wynajmował, choć przecież nikt już po wyborze nie oczekiwał od niego tej zapłaty, czy to coś dziwnego? Pobłogosławił przy tym kucharki i sprzątaczki w hotelu, a przecież czy musiał akurat o nich pamiętać? Pojechał z bazyliki busem, a nie limuzyną, zajął pierwsze wolne miejsce w jadalni, bo jeszcze mieszka w domu św. Marty z innymi kardynałami, bo nie chciał siedzieć osobno, przyszedł do Kościoła św. Anny na piechotę, podszedł do ludzi i z nimi rozmawiał i ściskał dziennikarzy, którzy mieli szczęście uczestniczyć w pierwszym jego publicznym spotkaniu z osobami świeckimi. Moglibyśmy powiedzieć, że to tylko gesty, którymi najłatwiej „kupić” publiczność, ale uzupełniają je słowa, które kieruje do wszystkich. One są potwierdzeniem, że jego zachowanie to nie przypadek i gra pod publiczkę tylko świadomy wybór drogi, którą chce iść w czasie swojego pontyfikatu. Drogi świętego Franciszka, ubogiego świętego najuboższych.
 
Dlaczego Franciszek
Skąd wzięło się to imię, wyjaśnił bardzo szczegółowo sam papież Franciszek w czasie swojej audiencji dla dziennikarzy akredytowanych na konklawe. „Podczas wyboru obok mnie był emerytowany arcybiskup São Paulo, a zarazem emerytowany prefekt Kongregacji ds. Duchowieństwa, kard. Claudio Hummes: wielki przyjaciel, wielki przyjaciel” – opowiadał dziennikarzom papież. „Kiedy robiło się trochę «niebezpiecznie», pocieszał mnie. A kiedy doszło do dwóch trzecich głosów i rozległy się zwyczajowe w takiej sytuacji oklaski, bo wybrano papieża, on mnie objął, ucałował i powiedział: «Nie zapomnij o ubogich». Słowo to zapadło mi do serca: biedni, ubodzy. Potem w nawiązaniu do ubogich pomyślałem natychmiast o św. Franciszku z Asyżu. Pomyślałem też o wojnach, a tymczasem dalej trwało liczenie głosów, aż do ostatniego. Franciszek jest człowiekiem pokoju. Tak przyszło mi na myśl imię: Franciszek z Asyżu, który jest dla mnie człowiekiem ubóstwa, pokoju, kochającym i strzegącym stworzenia, w tym czasie, kiedy nasza relacja z rzeczywistością stworzoną nie jest zbyt dobra – jest człowiekiem dającym nam tego ducha pokoju, człowiekiem ubogim... Och, jakże bardzo chciałbym Kościoła ubogiego i dla ubogich!” – dokończył papież. Na konferencji prasowej później dowiedzieliśmy się, że tego samego dnia zaapelował do swoich rodaków z Argentyny, by nie przyjeżdżali do Rzymu na uroczystość inauguracji jego pontyfikatu, a pieniądze, które mieliby wydać na bilety, dali biednym. Kim więc jest papa Francesco, co ukształtowało jego taką, a nie inną osobowość?
 
Kapłan na końcu świata
Argentyński kardynał Jorge Mario Bergoglio nie był wśród kardynałów osobą nieznaną. Jak ujawniono już po tegorocznym konklawe, był on głównym rywalem kard. Josepha Ratzingera w 2005 r. Wtedy po zdobyciu w pierwszych turach ponad 40 głosów poprosił ponoć ówczesnych konklawistów, aby w kolejnej turze głosowali nie na niego, ale na kardynała z Niemiec i jak możemy się domyślać, oni go posłuchali. Kard. Bergoglio urodził się 17 grudnia 1936 r. w Buenos Aires i z tym miastem był dotychczas związany przez większą część swego życia. Pochodzi z wielodzietnej rodziny imigrantów włoskich. Zanim w wieku 33 lat został księdzem, ukończył studia chemiczne na uniwersytecie, a wcześniej chodził do szkoły salezjańskiej, gdzie zetknął się m.in. z grekokatolikami. Święcenia kapłańskie przyjął w Towarzystwie Jezusowym 13 grudnia 1969 r. z rąk emerytowanego arcybiskupa Córdoby – Ramona José Castellano. Kontynuował następnie studia na uczelniach w swoim kraju i w Hiszpanii, a po powrocie do ojczyzny był m.in. prowincjałem jezuitów argentyńskich (1973–1980). Wykładał również na wydziałach teologicznych i w kolegiach jezuickich w Argentynie. Jak poinformowała Katolicka Agencja Informacyjna, publikująca autoryzowane przez oficjalne władze kościelne wiadomości, już wówczas o. Bergoglio dał się poznać jako kapłan otwarty na sprawy współczesnego Kościoła i świata, a zarazem wierny tradycyjnemu nauczaniu katolickiemu.
 
Nieprawdziwe zarzuty
 Jak wielu innych duchownych Ameryki Łacińskiej, zarówno zwykłych księży, jak i biskupów, angażował się w sprawy publiczne i w walkę z nierównościami społecznymi, odrzucał jednak stanowczo polityczne, a tym bardziej marksistowskie ukierunkowanie tych działań. Z tego względu, mimo swej wrażliwości na problemy społeczne, nigdy nie związał się z teologią wyzwolenia, co więcej – stanowczo jej się sprzeciwiał. W tym okresie, czyli na przełomie lat 60. i 70. XX w. (później jeszcze w latach 1976–1982) w kraju utrzymywała się niestabilna sytuacja polityczna i gospodarcza, rządy sprawowała junta wojskowa i na porządku dziennym było łamanie praw człowieka. Kościół katolicki, skupiający większość społeczeństwa, przeżywał trudne czasy, gdyż miał ograniczone możliwości wpływania na wydarzenia, a jednocześnie starał się trzymać z dala od polityki. Nierzadko stawiało go to w dwuznacznej sytuacji, gdy zarzucano biskupom na przykład bierność w obliczu porwań, tortur i innych nieludzkich metod, stosowanych przez rządy wojskowe – czytamy w KAI. To z tamtego i z późniejszych okresów pochodzi większość zarzutów, wysuwanych dzisiaj pod adresem biskupów, że współpracowali z juntą, a przynajmniej nie wykazywali się wystarczającą siłą sprzeciwu wobec niej. Zarzuty te pojawiły się także teraz, już po wyborze argentyńskiego kardynała jezuity na papieża. Są bezpodstawne i nieprawdziwe, jednak niektóre media zaczęły twierdzić, jakoby kard. Bergoglio współdziałał z reżimem wojskowym lub że co najmniej nie wykorzystywał dostatecznie swych możliwości, aby bronić ofiar junty. Oświadczenie jednoznacznie zaprzeczające takim twierdzeniom na podstawie wiarygodnych opinii argentyńskiego wymiaru sprawiedliwości wydał już 15 marca dyrektor Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej ks. Federico Lombardi.
 
Biskup, arcybiskup, kardynał
Biskupem pomocniczym archidiecezji stołecznej Buenos Aires mianował o. Bergoglio Jan Paweł II 20 maja 1992 r.; sakry udzielił mu 27 czerwca tegoż roku w katedrze w Buenos Aires miejscowy arcybiskup kard. Antonio Quarracino. 12 grudnia 1997 r. papież powołał 41-letniego wówczas biskupa na stanowisko arcybiskupa koadiutora stolicy, a 28 lutego 1998 r. abp Bergoglio objął w niej rządy jako jej nowy arcybiskup metropolita. 30 listopada tegoż roku został on również ordynariuszem dla tych wiernych obrządków wschodnich, którzy nie mieli swego biskupa. A na konsystorzu 21 lutego 2001 r. Ojciec Święty wręczył prymasowi Argentyny oznaki godności kardynalskiej. Jako biskup i kardynał obecny papież brał udział w wielu ważnych wydarzeniach kościelnych, np. w obradach synodu biskupów i V Zgromadzenia Ogólnego Episkopatu Ameryki Łacińskiej i Karaibów (maj 2007 r., Aparecida – Brazylia), w konklawe w kwietniu 2005 r., a także udzielił sakry 20 biskupom swego kraju i był współkonsekratorem dwóch innych.
 
On będzie taki sam
Bardzo wymowne w swojej treści stają się teraz, w tych pierwszych dniach pontyfikatu, opinie dziennikarzy o nowym papieżu, oni przecież są z reguły w takich sytuacjach jak wybory, pierwszymi recenzentami i krytykami. Tym razem zdecydowana większość mediów mówi jednym głosem – to wspaniały wybór, on jest taki sam jak Jan Paweł II! W opinii dziennikarzy zajmujących się sprawami Kościoła, Rzymu i Watykanu, to wielki komplement, papież Polak zjednał ich otwartością, szczerością wypowiedzi i spontanicznością zachowania, tak lubianą przez współczesne media. Przy nim zawsze „mieliśmy newsa” mówi mi jeden z wieloletnich korespondentów zachodnich mediów akredytowanych na stałe przy Stolicy Apostolskiej, teraz chyba będzie tak samo. Sam fakt, że papież spotkał się z dziennikarzami już w trzecim dniu swojego urzędowania, że było to pierwsze jego spotkanie z osobami świeckimi przed oficjalną inauguracją, że mogli na nie wejść wszyscy akredytowani przy konklawe dziennikarze sprawił, że ich sympatia znalazła się po jego stronie. A papież powiedział wprost: jesteście dla mnie ważni, myślę o waszej pracy. A na koniec dodał: biorąc pod uwagę, że wielu z was nie należy do Kościoła katolickiego, że są też osoby niewierzące, udzielam z serca tego błogosławieństwa w ciszy, każdemu z was, szanując sumienie każdego, wiedząc jednak, że każdy z was jest Bożym dzieckiem. Jednym z dziennikarzy, którzy dostąpili zaszczytu osobistej rozmowy z Ojcem Świętym był niewidomy dziennikarz jednej z rozgłośni radiowych. Wszedł na podium – na którym stał papież – z psem przewodnikiem. Gdy zbliżył się do papieża, ten schylił się i błyskawicznie pogłaskał pieska, jakby nie mógł powstrzymać się od wykonania takiego gestu mimo oficjalnego charakteru audiencji. Ot, taka zwyczajna scenka, ale już wiemy, że w najbliższym czasie będzie ich jeszcze bardzo, bardzo dużo. I zapewne one będą opisywać ten pontyfikat w równym stopniu, co encykliki.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 12/2013