Kościół w roli podejrzanego

z dr Sławomirem Sowińskim, politologiem z UKSW, ekspertem Rady ds. Społecznych KEP, rozmawia Łukasz Kaźmierczak
Czyta się kilka minut

 

 
Agresywne antyreligijne okładki tzw. tygodników opinii – to zapamiętałem najbardziej z całego minionego roku.
Tak, ten elementwydaje mi się w sensie społecznym nawet ważniejszy niż różnego rodzaju hałaśliwe, antyreligijne manifestacje polityczne. W przypadku wspomnianych okładek mieliśmy bowiem chyba do czynienia z sondowaniem i przekraczaniem granicy tego, co dotychczas nazywano nie tylko dobrym smakiem i zwykłą ludzką wrażliwością, ale po prostu elementarnym szacunkiem dla naszych uczuć religijnych.
 
I z takim właśnie bagażem wchodzimy w rok 2013…
– Pytanie tylko, czy ten rodzaj ekspresji już się trochę nie wyczerpał?
Zacznijmy może jednak od początku, czyli odźródeł tych tabloidowych zachowań. Po pierwsze, trzeba wskazać na kwestię dość prozaiczną: papierowa prasa ma się coraz gorzej i w związku z tym chwyta się coraz mniej wyszukanych metod, żeby tylko podtrzymać sprzedaż.
 
No tak, zły „klecha” na pierwszej stronie – to się zawsze może sprzedać.
– Myślę więc, że to działanie było skalkulowane na wywołanie efektu „owocu zakazanego”, na zasadzie „seks w Kościele” na okładce – tego jeszcze nie było. Ale taki efekt dość szybko się przejada.
I tak jest chyba również w tym przypadku – te antyreligijne podchody już po kilku numerach zostały zakończone, być może dlatego, że przekroczono pewną granicę i to już po prostu – mówiąc językiem młodzieżowym – przestało ludzi „kręcić”.
 
Ale przez chwilę jednak „kręciło”. Boję się, że to nie koniec.
– I w tym momencie przechodzimy do drugiego, moim zdaniem najważniejszego czynnika całej tej antyreligijnej kampanii. Otóż jesteśmy dziś świadkami pewnej zmiany kulturowej, która polega także na tym, że wszelkie tradycyjne autorytety – a w Polsce takim autorytetem jest bez wątpienia Kościół – są z definicji  stawiane na „cenzurowanym”, w pozycji „podejrzanego”. Podejmuje się swoistą próbę sprawdzenia – z jednej strony granic cierpliwości atakowanego, a z drugiej strony wybadania faktycznego autorytetu społecznego tejże instytucji.

 

Kościół okazał się wyjątkowo cierpliwy.
– To była moim zdaniem bardzo dobra i przemyślana reakcja. Niezwykle rzeczowy, ale zarazem spokojny, pozbawiony irytacji i przesadnej emocji głos – i to jest chyba generalnie najsensowniejsza forma odpowiedzi na tego rodzaju prasowe zaczepki.
Paradoksalnie, te okładki i ich prowokacyjny wydźwięk, świadczą jednak także o tym, że Kościół ciągle pozostaje silnym, poważnym autorytetem dla Polaków. Dlatego właśnie jest i pewnie będzie nadal obiektem różnych zmasowanych, niewybrednych ataków.
 
Ale pośrednio  za efekt tego palikotowo-newsweekowego przeciągania antyklerykalnej struny można także uznać grudniowy atak na obraz Matki Bożej Częstochowskiej na Jasnej Górze.
– Wydaje mi się, że powinniśmy tutaj zachować daleko idącą precyzję. O ile bowiem w przypadku tych okładkowych prowokacji mieliśmy do czynienia z ewidentnymi próbami sprowokowania Kościoła do jakichś nerwowych reakcji, to w przypadku incydentu na Jasnej Górze możemy poruszać się na razie tylko w sferze domniemań: ile w tym było szaleństwa, ile obsesji, a ile ideologii? I dopóki tego nie wiemy, dopóty byłbym bardzo ostrożny i powściągliwy w ocenach.
 
Ale ten unoszący się powietrzu antyklerykalny klimat mógł być przynajmniej pewnym pośrednim katalizatorem.
–Owszem i wcale nie twierdzę, że ten zły klimat nagle się w Polsce skończył. Możemy się spodziewać, że w 2013 r. środowiska antyklerykalne, zwłaszcza te polityczno-antyklerykalne, będą nadal próbowały wykorzystać język raniący osoby wierzące do zaznaczenia swojego istnienia i – mówiąc wprost – poprawienia swoich politycznych sondaży. I na to musimy być zawsze przygotowani. Ale powtórzę – miniony rok pokazał, że spokojna, bardzo rzeczowa, w pewnym sensie także ignorująca antyklerykalne prowokacje, reakcja Kościoła sprawia, że po pewnym czasie stają się one trochę nudne i że ten sędzia, którym jest opinia publiczna, przestaje na nie zwracać uwagę.
 
Czyli co – spokój, spokój i jeszcze raz spokój?
– Nie tylko. W tego rodzaju sprawach warto również pielęgnowaćpewnego rodzaju solidarność z wierzącymi innych wyznań – prawosławnymi, protestantami, wspólnotami żydowskimi i muzułmańskimi. A więc zabierać publicznie głos także wtedy, kiedy naruszane są ich prawa do wolności religijnej. Przykładowo, jeśli będziemy wspólnie z Żydami czy muzułmanami występowali w sprawie zachowania ich religijnego prawa do uboju rytualnego, wówczas głos Kościoła, domagający się szacunku dla tradycji katolickiej, będzie o wiele bardziej wiarygodny dla opinii publicznej. I ta lekcja jest jeszcze ciągle przed nami – warto, żebyśmy byli bardziej „ogólnoobywatelscy” w tej naszej trosce o skądinąd słuszne prawa religijne.
 
Zgadza się Pan z opinią, że poprzedni rok zamykamy z mnóstwem niezałatwionych spraw na linii państwo – Kościół?
–No cóż,  jeżeli spojrzymy na obecnykształt i temperaturę relacji państwo – Kościół w dłuższej perspektywie, to jednak na tle tego, co było w latach 90. wydają się one w miarę uregulowane. Natomiast nie da się ukryć, że Kościół, jego nauka i jego publiczna tożsamość używane są od kilku lat jako dość wygodny instrument w walce politycznej oraz jako łatwy sposób wzbudzania tematów zastępczych. 
 
Aha, zamiast gospodarką ekscytujemy się mitycznym Funduszem Kościelnym…
– Co ciekawe, ja nie mam wcale wrażenia, żeby dwie największe obecnie partie na naszej scenie politycznej – i ta rządząca i ta opozycyjna – były z definicji Kościołowi niechętne czy mające ochotę na jakąś totalną, otwartą z nim wojnę. Widzę natomiast niestety, że w ciągu kilku ostatnich lat obie nie potrafią się powstrzymać, żeby Kościoła i religijności Polaków jakoś nie wykorzystywać do bieżącej rozgrywki politycznej.
Tymczasem ta polityczna instrumentalizacja Kościoła, nie tyle może psuje obecne prawne status quo, co powoduje marnowanie wielu dobrych szans na wspólne działanie, np. w sprawach dotyczących rodziny, demografii czy edukacji. Tutaj Kościół mógłby bardzo aktywnie pomagać – choćby w duchu art. 25 konstytucji, który mówi o współpracy państwa i Kościoła dla dobra wspólnego.
 
A ja mam wrażenie, że Kościół wywoływany jest dziś ciągle do tablicy – kwestia refundacji in vitro, wspomniany Fundusz Kościelny czy niedawna wypowiedź ministra Michała Boniego na temat „mowy nienawiści” – itp., itd.  
– To wynika w prostej linii z faktu, że partia rządząca – mówiąc wprost Platforma Obywatelska –   umieściła się na scenie politycznej w taki sposób, żeby rozpychać i w lewo, i w prawo inne partie, zajmując jak największą część naszej sceny politycznej. W związku z tym PO potrzebuje prawego skrzydła z ministrem Gowinem na czele, którym od czasu do czasu „macha”, ale też próbuje reanimować, czy przynajmniej imitować, istnienie lewego skrzydła. A zważywszy na to, że nie ma w swoich szeregach zbyt wielu wyrazistych i popularnych dziś lewicowych polityków, którzy mogliby być przeciwwagą, np. dla wspomnianego wyrazistego ministra Gowina, prowokuje takie rytualne wycieczki pod adresem Kościoła. Mają one wzbudzić zainteresowanie Platformą wśród części tego antyklerykalnego elektoratu, który stoi w rozkroku między PO a Ruchem Palikota. Za chwilę zresztą wszystko to może się zupełnie zmienić.
 
Zmienić?
– Wszelkie głosy, jakie do mnie dochodzą – formalne i nieformalne, z kręgów politycznych i z kręgów sejmowych – mówią o tym, że nad Polskę rzeczywiście nadciąga trudny czas, związany z dość istotnym spowolnieniem gospodarczym i spodziewanym wzrostem bezrobocia. I to jest zupełnie nowy czynnik, który może poważnie zachwiać dotychczasową sceną polityczną.  Trudno jeszcze dziś powiedzieć, w którą stronę może to pójść, ale nie można np. zupełnie wykluczyć, że skończy się 8–9 lat zmarginalizowania lewicy oraz rządów partii  prawicowych i centroprawicowych. A wtedy relacje państwo – Kościół mogą zostać zdefiniowane całkowicie na nowo. 
 
Tym bardziej więc, skoro „wróg u bram”, zamiast zwalczać Kościół, może lepiej mieć w nim sojusznika na trudne czasy?
I dlategospodziewam się, że rząd będzie na dłuższą metę raczej łagodził ton wobec Kościoła, i rzeczywiście szukał w nim sojusznika w tonowaniu nastrojów społecznych.
Ostatnie sygnały, dotyczące większej elastyczności strony rządowej w sprawie Funduszu Kościelnego, świadczą, że tak właśnie może być. Pytanie tylko, czy rząd znajdzie sposób i  odpowiednie osoby, aby ten minimalny choćby mandat zaufania ze strony Kościoła uzyskać. 
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.

Co otrzymujesz w subskrypcji?

- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów

- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym

- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej

- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online

- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży

- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF

Najlepsza cena

Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.

- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł

↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 1/2013