Logo Przewdonik Katolicki

Era teletabloidów

Marek Magierowski
Fot.

Wozy transmisyjne, bezpośrednie wejścia, reportaże, wywiady, opinie ekspertów. Telewizyjne stacje informacyjne relacjonowały tragedię w Sosnowcu w najdrobniejszych szczegółach i niemal 24 godziny na dobę.

 

Żółte paski zaroiły się od słów: „Madzia”, „Katarzyna W.”, „detektyw Rutkowski”, „ojciec Madzi”, „matka ojca Madzi”. Oglądalność TVN24, Polsat News czy TVP Info była najwyższa od lat, a spirala wiadomości nakręcała się sama: im chętniej ludzie zagłębiali się w szczegóły śląskiego koszmaru, tym więcej czasu poświęcano sprawie Madzi: jeszcze większa liczba dziennikarzy udawała się na miejsce zdarzenia, włączano jeszcze więcej kamer, do studia telewizyjnego zapraszano dziesiątki socjologów i ekspertek od psychologii macierzyństwa. Scenariusz podgrzewania atmosfery przypominał ten sprzed ponad 100 lat, gdy amerykański magnat medialny William Randolph Hearst (pierwowzór postaci filmowego Obywatela Kane'a) celowo i nader intensywnie rozbudzał patriotyczne nastroje, gdy jego kraj toczył wojnę z Hiszpanią o Kubę – po to, by zwiększyć sprzedaż swoich brukowców.

 

Pompowana naukowość

W Sosnowcu – przyznajmy – doszło do zdarzeń nie tylko wstrząsających, ale i wyjątkowych. Szacowne media mogły bez skrupułów zająć się tematem, który w każdych innych okolicznościach zostałby uznany za zbyt tabloidowy, urągający ich powadze. Nagromadzenie zwrotów akcji, mieszanka sensacji, bufonady (Rutkowski i jego show), rozpaczy, rodzinnych swarów – wszystko to sprawiło, że sosnowiecka afera awansowała do wyższej kategorii: z podrzędnej fabuły filmu klasy B przeistoczyła się w psychologiczny horror, którego nie powstydziłby się Pedro Almodóvar (nota bene hiszpański reżyser słynie z przerabiabia kiczowatych historii w kinowe arcydzieła).

Trudno oczywiście nazwać arcydziełem dziennikarstwa to, co przez kilka tygodni serwowano nam na ekranach telewizorów, ale intencje były podobne. Za wszelką cenę starano się obudować tragedię naukowymi, czy raczej pseudonaukowymi teoriami. Jej tabloidowy charakter miał zostać przykryty mądrymi komentarzami specjalistów w najrozmaitszych dziedzinach – od patologów począwszy, a na behawiorystach skończywszy. Nie chodziło więc wyłącznie o śmiertelny wypadek, o kłamstwo, o nieudolne działania policji i o autoreklamiarskie działania pewnego eks-zomowca. Chodziło o psychologię matki, która nie może sobie poradzić z poporodową depresją, o toksyczne relacje między nią a teściową, a także o to, czy państwo zareagowało tak jak powinno i czy nie powinno wcześniej zaoferować Katarzynie W. stosownej pomocy. Niektórzy w swoich tezach posuwali się bardzo daleko: jak nieoceniona Magdalena Środa, która winą za śmierć Madzi obarczyła ni mniej ni więcej tylko Kościół katolicki – gdyż sprzeciwia się aborcji i wychowaniu seksualnemu w szkołach.

Ten festiwal hipokryzji znalazł swoją kulminację w słynnej rozmowie między Katarzyną Kolendą-Zaleską a Krzysztofem Rutkowskim w TVN24. Dziennikarka zaatakowała detektywa i wyrażała swoje zniesmaczenie jego postawą, gdy w tym samym czasie jej stacja nadawała na żywo każdą jego konferencję prasową i udostępniała nagranie przesłuchania matki Madzi.

Odwieczny konflikt między dziennikarstwem poważnym a brukowym wydawał się rozwiązany: można wreszcie sprzedawać brukowe treści pod płaszczykiem (a właściwie grubym płaszczem) głębokiej, naukowej analizy, społecznej troski, a nawet misji. Dlaczego właściwie nie uznać tych setek godzin przeznaczonych na „Tajemnice Sosnowca” (jak nazywali ten niekończący się serial internauci) za godną pochwały działalność misyjną? Przecież TVN24, Polsat News i TVP Info uczulały w ten sposób Polaków na dramat tysięcy matek, które po porodzie borykają się, często w osamotnieniu, z podobnymi kłopotami co Katarzyna W., a przy okazji obdarowały nas solidną dawką wiedzy psychologicznej i socjologicznej.

 

Informacje z magla

Zacznijmy się przyzwyczajać do takiego właśnie obrazu nowoczesnej żurnalistyki. Od lat mainstreamowe stacje telewizyjne o niczym innym nie marzą, tylko o prezentowaniu informacji z magla opakowanych w papier z pieczątką „dziennikarstwo wysokich standardów”. Wykoncypowano w końcu formułę, która pozwala na połączenie wody z ogniem, a jednocześnie chroni przed poparzeniem. Nikt nie oskarży TVN24, że stoczył się do poziomu „Super Expressu”, wszak TVN24 przeprowadziła wywiad z ekspertem X i profesorem Y, opisała sprawę Madzi fachowo i dogłębnie, więc wszystko jest w jak najlepszym porządku.

Oczywiście „Tajemnice Sosnowca” musiały w pewnym momencie wytracić impet, a w końcu zniknąć z ramówek. Nikt nie jest w stanie utrzymać zainteresowania publiczności przez kilkanaście tygodni, nawet w przypadku tak atrakcyjnych medialnie tematów. Dlatego rozpoczęło się poszukiwanie nowego tabloidowego hitu, z którego można by ulepić kolejną wzruszającą i pouczającą narrację. I tak oto wszystkim spadł nagle z nieba (prawie dosłownie) odnaleziony w Tatrach mężczyzna, którego przez parę dni nikt nie był w stanie zidentyfikować. Gdy okazało się, że to były żołnierz, specjalista od wojny psychologicznej, który spędził kilka lat na Bliskim Wschodzie, reporterzy i kamerzyści ruszyli tłumnie do Zakopanego. I znów można było „opakować” historię żołnierza przy pomocy ekspertów od traumy na polu walki, oficerów znających się na technikach mentalnego oddziaływania na wroga, znów można było zadać pytanie o to, czy państwo zachowało się godnie. A gdy 36-letni mężczyzna wreszcie przemówił – po angielsku i arabsku – ekscytacja mediów sięgnęła zenitu. Bodaj po raz pierwszy w historii polskiej telewizji widzowie zasiedli przed ekranami, by obejrzeć relację z rozmowy między lekarzem a pacjentem.

Gdy piszę te słowa „żołnierz z Zakopanego” jest wciąż tematem rozwojowym, choć za jakiś czas zapewne zniknie z żółtych pasków i zostanie zastąpiony jakąś nową, równie fascynującą opowieścią.

 

„Ludowe” podniety

Instynkt popycha obie strony tego równania – telewizje oraz ich odbiorców – w tę samą stronę. Odbiorcy potrzebują „ludowej” podniety, medialnego folkloru, którego publicznie się wstydzą – dopóty, dopóki nie wejdą do salonu fryzjerskiego i nie sięgną po kolorowe magazyny, by dowiedzieć się, co słychać u tego czy innego celebryty. Mają nieprzemakalną wymówkę: u fryzjera trudno znaleźć tytuły z wyższej półki. Wielu z nich podkreśla na każdym kroku, że nie interesuje się polityką, bo jej nie lubi i uważa za niemoralną. Tym samym nie muszą się tłumaczyć, że oglądają TVN24 nie dla „Faktów” czy programów publicystycznych (swoją drogą, coraz bardziej żenujących), lecz właśnie dla konferencji detektywa Rutkowskiego i relacji z zakopiańskiego szpitala.

Kanały informacyjne są dziś w wygodnym położeniu. Frustracja polityką i zmęczenie kryzysem wywołują u widzów naturalną potrzebę oddania się beztroskiej rozrywce, która choć na chwilę oderwie ich od ponurej rzeczywistości, od wysokich cen paliw i od drożejącego chleba. W dodatku polityka staje się coraz bardziej hermetyczna. Do niedawna była łatwa w opisie: wystarczyło naszkicować scenę polityczną jako pole bitwy między dwoma wrogimi obozami: Platformą i PiS. Jednak rosnące rozczarowanie PO sprawia, że mediom coraz ciężej jest bezwarunkowo wspierać premiera Tuska, jednocześnie drwiąc z Jarosława Kaczyńskiego. Telewizje zaczęły szukać nowych bohaterów i nowych czarnych charakterów, także poza polityką. W dodatku coraz trudniej robić atrakcyjne programy informacyjne, gdy posłowie i ministrowie (wreszcie) zaczęli zajmować się reformą emerytalną i z uwagą analizować unijne umowy, gdy dyskutują o podatkach od kopalin i o demografii. Od czasu do czasu zdarzają się gratki, w postaci kontrowersyjnej premii dla szefa Narodowego Centrum Sportu czy słynnej wypowiedzi wicepremiera Pawlaka o jego braku zaufania do systemu emerytalnego w Polsce. Jednak tego typu atrakcyjnych newsów jest niewiele, stąd coraz częstsze eskapady TVN24 czy Polsat News w stronę krwistych historii „z życia wziętych”.

A tych nigdy nie zabraknie.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki