Logo Przewdonik Katolicki

Karmieni borejkowym ciepłem

Natalia Budzyńska
Fot.

Książki Małgorzaty Musierowicz układające się w cykl Jeżycjada to prawdziwy fenomen. Najnowszy, dziewiętnasty już tom cyklu, zatytułowanyMcDusiaw ciągu kilku dni zniknął z księgarń. Jak to się dzieje, że od 37 lat tak bardzo zżyliśmy się z bohaterami sagi? Jak czaruje Małgorzata Musierowicz?

Książki Małgorzaty Musierowicz układające się w cykl „Jeżycjada” to prawdziwy fenomen. Najnowszy, dziewiętnasty już tom cyklu, zatytułowany McDusia w ciągu kilku dni zniknął z księgarń. Jak to się dzieje, że od 37 lat tak bardzo zżyliśmy się z bohaterami sagi? Jak czaruje Małgorzata Musierowicz?

 

Nie potrafię napisać bez emocji o fenomenie Małgorzaty Musierowicz, ponieważ jestem wzorcowym przykładem jej wiernej czytelniczki. Nie należę wprawdzie do tej rzeszy legendarnych fanek, które przyjeżdżały specjalnie do Poznania, żeby robić sobie wycieczki szlakiem „Jeżycjady”. Nie pukałam też nigdy do drzwi pisarki, wpraszając się grzecznie „na obiadek”, jak bohaterka jednej z jej książek. A jednak lektura książek Małgorzaty Musierowicz towarzyszy mi od szkoły podstawowej. Zaczęłam czytać „Jeżycjadę” jako czternastolatka i czytam do dziś. Zaledwie miesiąc temu, wylegując się z przyjaciółką na plaży nad Morzem Czerwonym zaśmiewałyśmy się (po raz nie wiem już który) z przygody Józinka i Ignasia z żarówką – do walizki włożyłam pierwsze z brzegu cztery tomy „Jeżycjady”. Po studenckiej przerwie na mądre lektury sięgnęłam po całą wydaną do tamtej pory „Jeżycjadę”, leżąc w łóżku w zagrożonej ciąży. Znów okazało się, że książki Małgorzaty Musierowicz działają niczym cudowny lek, który sprawia, że człowiek choćby nie wiem jak smutny i pogrążony w strachu, nabiera optymizmu i wiary. Od tego czasu lektura „Jeżycjady” jest dla mnie obowiązkowa przynajmniej raz w roku. Traktuję ją jak lekarstwo i odtrutkę. Często czytam nie po kolei, na wyrywki. Mam łatwiej niż wiele innych czytelniczek – mieszkam w Poznaniu, a na Jeżycach mieszkała moja babcia (profesor Zbigniew Raszewski, nieżyjący już historyk teatru, nazwał Małgorzatę Musierowicz „Homerem Jeżyc”). Dzielnicę, w której mieszkają bohaterowie książek Małgorzaty Musierowicz, znam bardzo dobrze. Tak się też składa, że świetnie znam te okolice Poznania, gdzie bohaterów rzuca los. W ogóle muszę się przyznać, że teraz, kiedy mam nastoletnie dzieci, lubię patrzeć na ich przygody oczami Małgorzaty Musierowicz. I lubię określać ich znajomych tak: „zupełnie jak z Musierowicz”. To chyba największy komplement w moich ustach.

 

37 lat z Borejkami

We wrześniowym wpisie na stronie internetowej Małgorzaty Musierowicz można było przeczytać: „Jak już pisałam przed wakacjami, w październiku zaprezentuję Wam nową powieść – McDusię. A ponieważ wydawca czeka już na jej dalszy ciąg, postanowiłam ograniczyć się do jednego tylko wpisu szóstkowego miesięcznie (będzie to, jak dziś, szósty dzień każdego miesiąca). Muszę pilnie pracować nad kolejną powieścią”. To dla tysięcy czytelników wspaniała wiadomość. Autorka rozmawia z czytelnikami niemal codziennie przez internetową Księgę Gości na swojej stronie. Dzięki temu wiemy coraz więcej. Na przykład 7 grudnia czytelniczka zapytuje: „Poszukuję książki p. Musierowicz Na Wielkanoc – widziałam zapowiedzi. Jest wydana?”. A pani Musierowicz odpowiada kilka minut później: „Olaboga, jeszcze nawet nienapisana – w stadium notatek zaledwie! A tu wydawca prosi o Wnuczkę do orzechów najpierw…”.

Co jest dziwnego w tym, że pierwszy nakład McDusi, wcale niemały, bo 60-tysięczny, wyczerpał się po dwóch tygodniach? Wydawnictwo szybko robiło dodruk, a McDusia na listach bestsellerów wyprzedziła popularne powieści dla dorosłych. No właśnie, to dziwne, ponieważ ta niepozorna książka jest książką dla młodzieży. Małgorzata Musierowicz ma ogromną i wierną rzeszę fanów przede wszystkim płci żeńskiej. Czyta ją nie tylko młodzież, ale i dorośli, którzy poznali rodzinę Borejków, czyli głównych bohaterów „Jeżycjady”, ponad 30 lat temu. Borejkowie pojawili się po raz pierwszy na kartach książki w 1976 r., najpierw w maszynopisie, który absolwentka Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych w Poznaniu, zaniosła do Wydawnictwa „Nasza Księgarnia”. Nie był to jej pisarski debiut. Po raz pierwszy sięgnęła po pióro kilka lat wcześniej, biorąc udział w konkursie na powieść młodzieżową. Napisała Małomównego i rodzinę. Ta historia wprawdzie nie wygrała, ale spodobała się i została wydana. Do kolejnej próby namówił swoją siostrę Stanisław Barańczak, który już wtedy był cenionym poetą. Redaktorka „Naszej Księgarni”, Danuta Sadkowska, od razu wyczuła potencjał powieści i po kilku zasugerowanych przez nią zmianach Szósta klepka ujrzała światło dzienne. Rodzina Borejków narodziła się w świadomości tysięcy nastolatków i tak wrosła w krajobraz Poznania, że nie brakuje czytelników przekonanych, że Borejkowie istnieją naprawdę.

 

Nakarmić dobrem

Wiemy, jak wyglądają, bo od początku pisarka ilustruje swoje książki. Wiemy, czym się interesują, gdzie mieszkają, co jadają na śniadanie i jak mają umeblowane pokoje. Szczerze mówiąc, ja sama mam wrażenie, że w kuchni państwa Borejków byłam co najmniej kilka razy. Książki Małgorzaty Musierowicz tak dokładnie opisują rzeczywistość, że kiedy chcę sprawdzić, jaka naprawdę była pogoda w Poznaniu pod koniec wakacji 1988 r. to po prostu otwieram Brulion Bebe B. Każdy z tomów jest mocno osadzony w rzeczywistości. „Jeżycjada” jest więc kopalnią wiedzy na temat życia w Polsce na przełomie XX i XXI w. Każda książka pisana jest z konkretną datą, najpierw były to miesiące, w końcu nawet dni. Przede wszystkim jednak to książki niezwykle aktualne i uniwersalne. Jakie to niesamowite odkryć po latach, że wcale się tak bardzo nie zmieniamy, że wszystkie problemy codzienności mogą wcale nie być nudne, bo przecież na codzienność można spojrzeć jako na coś niezwykłego. W bohaterach Musierowicz odnajduję siebie, moje dzieci, moich przyjaciół, moich dalszych znajomych. W gruncie rzeczy od zawsze przecież człowiekowi chodzi o jedno: o to, żeby czuć się potrzebnym i kochanym. W „Jeżycjadzie” w sposób naturalny, nienachalny i niementorski, pokazane jest, jak to zrobić, żeby zaakceptować innych i siebie. Niektórzy zarzucają autorce, że jej świat jest zbyt pogodny, a bohaterowie zbyt idealni. „Jeżycjada” w założeniu miała być cyklem rozrywkowym, jest napisana tak, żebyśmy się śmiali. Małgorzata Musierowicz chce, żebyśmy czuli się kochani i przytulani, częstowani herbatą i gorącym ciastem, żebyśmy czuli się potrzebni i żebyśmy umieli zauważać swoje wady i się do nich uśmiechać. Kiedy już zostaniemy nakarmieni tym borejkowym ciepłem, to może sami będziemy tworzyć takie domy i obdarowywać innych?

 

A co tam u Cesi?

„Chciałabym zadać pytanie, które mnie mocno męczy, gdy co jakiś czas wracam do Szóstej klepki. Czy Cesi udało się skończyć medycynę? Jakoś nie znalazłam nigdy wzmianki o tym w kolejnych częściach. Oczywiście mam na to swoje zdanie, ale jeśli autorka wyrazi swoją opinię, to wreszcie będę wiedziała kategorycznie i bez wątpliwości” – pisze czytelniczka w Księdze Gości. Potem następuje kilka postów od innych czytelników, a każdy z nich ma swoją teorię na temat Cesi. Skończyła studia czy nie, kim jest i ile ma dzieci? Gdzie pracuje i gdzie mieszka? Podobno czytelnicy często mieli wpływ na treść książek i losy bohaterów. Małgorzata Musierowicz brała pod uwagę ich opinie, a nawet błagania. Swoje zdanie na temat zamążpójścia jednej z borejkowych sióstr miał nawet Czesław Miłosz. Niektórzy znani pisarze życzyli sobie, żeby bohaterowie czytali ich książki! Nestorzy rodu Borejków są już pradziadkami, teraz wielu czytelników boi się, że wkrótce umrą i nie wyobrażają sobie „Jeżycjady” bez cudownej pełnej spokoju Mili i filologa klasycznego Ignacego. Co ciekawe, świat Małgorzaty Musierowicz jest bardzo konserwatywny i wierny tradycyjnym wartościom. Popularność jej książek świadczy o tym, że właśnie za takim światem tęsknimy, że do takiego świata dzisiejsze nastolatki chcą należeć, wbrew wszystkim pozorom.

Czytając najnowszy tom „Jeżycjady”, czekam więc na kolejne historie Borejków i spółki. Nawet wiem, jak Małgorzata Musierowicz pracuje, sama to opisała: „Najpierw trzeba skonstruować akcję, rozpisać ją starannie na sceny, do samego finału, wyobrazić sobie postacie bohaterów, ich wygląd, usposobienie, nawyki i reakcje. (Często ich sobie rysuję, zanim zacznę o nich pisać). Robię mnóstwo notatek i upycham je w teczce, lub rozwieszam wokół stołu, na regałach i półkach. A potem po prostu piszę, co jest procesem długim, żmudnym i męczącym. (…) Taka monotonna praca ciągnie się przez całe miesiące, ale przynosi mnóstwo satysfakcji i radości”. Tym bardziej że potem dostaje się takie wiadomości: „Pani Małgorzato, dziękuję. Dziękuję za fantastyczną podróż w człowieka, za „coksiążkowe” zasiewanie ufności w Bożą Opatrzność, za wiarę w miłość… Jest Pani ze mną już przynajmniej 18 lat, a ja ciągle uczę się z Pani książek tego, co tak oczywiste, a co ucieka wraz z prozą życia”.

 

 


„Jeżycjada” to cykl powieści dla dziewcząt autorstwa Małgorzaty Musierowicz. Nazwa ta pochodzi od poznańskiej dzielnicy Jeżyce, w której mieszkają bohaterowie. Jej pomysłodawcą był prof. Zbigniew Raszewski ­­– wielbiciel serii i przyjaciel autorki – żartobliwie nawiązując w ten sposób do Iliady. Dotychczas ukazało się 19 tomów cyklu: pierwszy został wydany w 1977 (Szósta klepka), a najnowszy w 2012 (McDusia). Planuje się kontynuację cyklu.

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki