Logo Przewdonik Katolicki

Słowo Boże jest ich drogowskazem

Justyna Sowa
Fot.

Doświadczamy w naszym życiu namacalnego prowadzenia przez Słowo Boże mówią Antonina i Zbigniew Świeży ze Skawiny. Bóg od lat odpowiada na nasze modlitwy poprzez konkretne Słowa Pisma Świętego. A zaczęło się jeszcze w młodości, kiedy każde z nas trafiło do innej grupy modlitewnej…

Doświadczamy w naszym życiu namacalnego prowadzenia przez Słowo Boże – mówią Antonina i Zbigniew Świeży ze Skawiny. – Bóg od lat odpowiada na nasze modlitwy poprzez konkretne Słowa Pisma Świętego. A zaczęło się jeszcze w młodości, kiedy każde z nas trafiło do innej grupy modlitewnej…

 

Antonina: – Pozabierał moje choroby

Któregoś dnia koleżanka zaproponowała mi spotkanie modlitewne. Mówiła przyjdź jest miło. I przyszłam. Pamiętam, że po pierwszej wizycie miałam w głowie trzy wytłumaczenia tego, co zobaczyłam: albo oni wszyscy są nienormalni, albo wszyscy udają, albo być może coś w tym jest. Z ciekawości zaczęłam przychodzić i przyglądać się. Była to grupa Odnowy w Duchu Świętym przy klasztorze oo. Dominikanów w Krakowie. Dopiero jednak na rekolekcjach, podczas rozważania modlitwy „Ojcze nasz”, coś we mnie drgnęło. Moje serce otwarło się na Pana Jezusa. Oddałam Mu całe życie, a On zaczął je zmieniać. Potem nastąpił czas fascynacji. Słyszałam kiedyś, że podczas modlitwy dziewczyna została uzdrowiona i przestała nosić okulary. Pomyślałam, że też tak chcę. Pomodliłam się o to bardzo gorąco, poprosiłam o Słowo i otrzymałam fragment o uzdrowieniu chromego, który czekał na to 38 lat (J 5, 1–15). Wiedziałam wtedy, że Pan mnie uzdrowi. W moim sercu pojawił się pokój. Choćbym miała czekać 38 lat lub do śmierci, wiedziałam, że to się stanie. I rzeczywiście. Dwa lata później na pielgrzymce ściągnęłam okulary i nie włożyłam ich nigdy więcej. Wada wzroku ustąpiła w znacznym stopniu.

Jakiś czas później okazało się, że mam guza na nerce. Tysiące bolesnych i nieprzyjemnych badań, złe wyniki. Znów prosiłam o pomoc Pana. Na modlitwie wstawienniczej otrzymałam Słowo: „Ja sam będę pasł moje owce i Ja sam będę je układał na legowisko – wyrocznia Pana Boga. Zagubioną odszukam, zabłąkaną sprowadzę z powrotem, skaleczoną opatrzę, chorą umocnię, a tłustą i mocną będę ochraniał.” (Ez 34, 15–16) Dostałam więc Słowo pokrzepienia i duchowo byłam uzdrowiona. Za jakiś czas także objawy fizyczne ustąpiły, a po guzie nie było śladu.

Na rekolekcjach zrozumiałam także, że chcę wyjść za mąż, ale nie zrobię tego na siłę. Ktoś poradził mi, że w tych sprawach najlepiej zwracać się do św. Józefa. Odmówiłam więc litanię i zostawiłam tę sprawę Bogu. Pamiętam, że to wszystko miało miejsce w październiku, a już w marcu spotkałam mojego przyszłego męża.

Szłam jedną z krakowskich ulic. Była Wielka Środa. W pobliżu przystanku leżał na chodniku człowiek. Był pijany. Próbowałam go podnieść i powiedzieć słowa, które zawsze kierowałam do pijanych: – Czy jesteś ochrzczony i co robisz z godnością dziecka Bożego? Ale on był prawie nieprzytomny. Nie mogłam sobie z nim poradzić i zawołałam: – Czy ktoś mógłby mi pomóc?!

 

Zbigniew: – Bóg zastawił na mnie sieć

Spieszyłem się na trening. I usłyszałem jak jakaś dziewczyna prosi o pomoc. Zatrzymałem się więc i pomogłem jej podnieść pijanego człowieka. Ona powiedziała do niego: – Co pan robi z godnością dziecka Bożego?! – Pomyślałem wtedy, że znowu spotykam jakąś nawiedzoną. Posadziliśmy tego mężczyznę i każde poszło w swoją stronę. Mnie jednak dźwięczały w uszach jej słowa i nie mogłem zrozumieć w jakim celu je wypowiedziała. W końcu nie wytrzymałem i zawróciłem, żeby zadać jej to pytanie. Dogoniłem ją, a ona odpowiedziała, że teraz nie ma czasu, żeby mi to wytłumaczyć, ale możemy spotkać się po świętach. I zgodziłem się.

W moim życiu trwał wtedy czas poszukiwania. Wyszedłem z wojska i często widywałem się z przyjacielem i zastanawialiśmy się nad sensem życia, popijając wino w kawiarniach. Panował komunizm, szare, jednakowe dni, smutna rzeczywistość. Dodatkowo od jakiegoś czasu towarzyszyło mi bardzo silne pragnienie spotkania drugiej osoby.

Pamiętam, kiedyś wracając z dworca, spotkałem znajomego, który zaproponował mi przyjście na spotkanie modlitewne. Od razu pomyślałem, że to dla mięczaków albo dla bab. I że absolutnie się nie wybieram. Ale on widząc moją minę, dodał, że są tam fajne dziewczyny. Po tych słowach pomyślałem, że może jednak przyjdę, a dziś śmieję się, że tym sposobem Pan Bóg zastawił na mnie sieć.

Przyszedłem więc raz i drugi, przyglądając się tym ludziom, a szczególnie dziewczynom. I  powoli moje serce zaczęło się zmieniać – wreszcie z niedzielnego katolika stałem się wierzący.

Po jakimś czasie jednak chęć spotkania ukochanej wróciła z wielką siłą. Można powiedzieć nawet, że miałem obsesję. Zwierzyłem się z tego animatorowi, a on zaproponował, żebym oddał to Panu i czekał. Kilka razy więc modliłem się. Wreszcie doszedłem do takiego stanu, że spokojnie mogłem powiedzieć, że jak spotkam kogoś, to dobrze, a jak nie, to drugie dobrze. Pojechałem na prywatną pielgrzymkę na Jasną Górę. Poprosiłem o dziewczynę i zostawiłem tę sprawę. A już miesiąc później pierwszy raz zobaczyłem swą przyszłą żonę, jak zbierała pijanego z chodnika.

 

Zrozumiał, że się zakochał. Z wzajemnością

Spotkali się po świętach. – Zbyszek zaproponował, żebyśmy usiedli gdzieś, gdzie nie palą papierosów – wspomina Tosia. – Bardzo mi się to spodobało, bo ja też nie lubiłam dymu papierosowego. Tak się zaczęło.

Ona w końcu zaprosiła go na seminarium Odnowy w Duchu Świętym do swojej grupy. Przyszedł i bardzo przeżył ten czas. – Wtedy doświadczyłem tam prawdziwego nawrócenia. Spotkałem Boga. Powoli otwierałem się także na ewangelizację. Po jakimś czasie zauważyłem, że sam zacząłem mówić jak ci nawiedzeni – śmieje się Zbigniew.

W końcu, jak wspomina, stało się dla niego jasne, że się zakochał. Z wzajemnością. Postanowili mieć wesele bez alkoholu. Rodziny nie były zachwycone. W końcu jednak dopięli swego. Pobrali się na pielgrzymce, a na ich weselu wszyscy byli trzeźwi.

Trzy tygodnie przed narodzinami ich pierwszego dziecka, Anieli, Zbigniew otrzymał rozpoznanie, że ma guza. To była straszna wiadomość. – Poszłam na Mszę św. i tam usłyszałam w Ewangelii, że teraz musicie doznać smutku, jak rodząca. Zrozumiałam, że są to Słowa Pana kierowane do mnie. Płakałam. Tam spotkałam koleżankę, która mówiła, że ma obrazek z relikwiami Ojca Pio i zawiezie Zbyszkowi do szpitala – wspomina Tosia.

 

Wiedziałem, że będę zdrowy

– Będąc w szpitalu, prosiłem o zdrowie – opowiada Zbigniew. – Podczas modlitwy poczułem ciepło na klatce piersiowej (rak zajął organy w tej okolicy). Tak, jakby ktoś przyłożył mi termofor. Byłem zdziwiony, że Bóg działa tak szybko. Poczułem pokój w sercu. Wiedziałem zarazem, że będę zdrowy, ale jeszcze nie teraz.  Czułem, że muszę tę chorobę przejść, bo jest ona komuś potrzebna. Wtedy postanowiłem całe to cierpienie ofiarować w intencji pokoju na świecie, za Ojczyznę, za grzeszników i za kapłanów, którzy przeżywają trudności – wspomina Zbigniew. – Chorowałem rok i dwa miesiące.

Małżonkowie wspominają także dylemat związany z naświetlaniem. Lekarze uprzedzili chorego, że w konsekwencji tego może okazać się bezpłodny, albo dziecko może mieć poważne zmiany genetyczne. Specjaliści zalecili także, by przez dwa, trzy lata nie starali się o dziecko. Oni postanowili więc przeżyć te trzy lata w zupełnej wstrzemięźliwości, ofiarując ją w intencji małżeństw, które mają różnego rodzaju problemy.

Po tym czasie odbyli pielgrzymkę do Rzymu, a stamtąd do Pietrelciny, miejscowości Ojca Pio. Tam modlili się, by Bóg jeszcze raz obdarzył ich potomstwem. Dwa lata później po kanonizacji św. Ojca Pio okazało się, że powtórnie spodziewają się dziecka. Tak przyszedł na świat Franek, otrzymując imię wielkiego patrona ich rodziny.

Znaków Pana Boga w życiu państwa Świeżych jest o wiele więcej. Od samego początku oddali się prowadzeniu przez Słowo Pana i On na każdym kroku daje znać o swojej obecności. Małżonkowie śmieją się, że chyba muszą spisać książkę, żeby opowiedzieć o wszystkim, czego doświadczyli. – Bo to nie jest nasze, więc nie możemy tego zatrzymać dla siebie – mówią. – Dostaliśmy wielkie dary od Pana i trzeba o tym opowiadać.

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki