Logo Przewdonik Katolicki

Droga z mistrzem

Monika Białkowska
Fot.

Niezależnie od tego, jaka będzie szkoła i jaki program nauczania, zawsze jedni nauczyciele będą sobie pracę chwalić, a drudzy się skarżyć. Jedni będą mówić, że młodzież to przyszłość narodu, a drudzy że utrapienie. Tak jest ze szkołą, tak jest z katechezą, tak jest z wychowaniem w rodzinie. W gruncie rzeczy, wszystko zależy od człowieka.

Rozważania przed Tygodniem Wychowania 2012

 

Niezależnie od tego, jaka będzie szkoła i jaki program nauczania, zawsze jedni nauczyciele będą sobie pracę chwalić, a drudzy się skarżyć. Jedni będą mówić, że młodzież to przyszłość narodu, a drudzy – że utrapienie. Tak jest ze szkołą, tak jest z katechezą, tak jest z wychowaniem w rodzinie. W gruncie rzeczy, wszystko zależy od człowieka.

 

Rozmowy z tymi, którzy na co dzień pracują w szkołach, nie pozostawiają wątpliwości: to nie program, ale człowiek jest najważniejszym elementem w procesie wychowania. Bo w czym, jeśli nie w człowieku tkwi sekret tego, że na jednej lekcji uczniowie grzecznie siedzą i słuchają, na drugiej zażarcie dyskutują z nauczycielem, na innej malują paznokcie i jedzą kanapki, a na jeszcze innej rzucają krzesłami? Program wszędzie jest taki sam i kompetencje nauczycieli zwykle zbliżone, i młodzież nie jest przecież aż tak bardzo różna. I choćby sami młodzi temu zaprzeczali, zawsze potrzebują mistrzów i autorytetów. One jednak nie spadają z nieba. Dlatego najważniejsze dla wychowania pytanie brzmi, czy potrafimy być dla młodych mistrzami.

 

Ci, którzy wychowują

Pani Ania z przedszkola, siwa, starsza kobieta, o swoich wychowanków dopytuje nawet wówczas, kiedy oni są już dawno dorośli. Trudno jest pamiętać, czego uczyła. Zostaje tylko wspomnienie: to był ktoś ważny. A skoro dopytuje, to znaczy: ja też jestem ważny, ja też jestem ważna. To niewiele, ale już jakieś wyposażenie na życie.

Pani Małgosia od nauczania początkowego, spotkana na ulicy zatrzymuje swoich kilkuletnich uczniów. – Pamiętaj – mówi do chłopca – że kiedy idziesz ulicą z siostrą albo z inną kobietą, to ona zawsze powinna iść po twojej prawej stronie. 

To drobiazg, ale ów chłopiec go zapamiętuje. I pilnuje, żeby chodzić zawsze po lewej. Kiedy będzie dorastał, pozna następne reguły i wyjątki: jak się chodzi we troje, jak blisko niebezpiecznej ulicy i kiedy kobietę przepuszcza się pierwszą w drzwiach, a kiedy wchodzi się przed nią. Ale tamta pierwsza lekcja od pani Małgosi na ulicy uczy najważniejszego: że to nie jest bez znaczenia. Że nad tym trzeba myśleć.

Stara siostra zakonna zatrzymuje wracającą z kościoła gromadkę szkolnej młodzieży, pobożnej i zaangażowanej w parafialne duszpasterstwo. Uśmiecha się, porozmawia chwilę, a potem wskazuje palcem na odkryte ramiona jednej z nich: – A tobie to materiału na rękawy zabrakło?

Jedno zdanie, które zostaje w pamięci wszystkich dziewcząt z owej grupy. I one już zawsze, idąc do kościoła, pilnować będą, żeby sukienka miała rękawy – albo przynajmniej zabiorą jakiś szal.

 

Ci, którzy uczą

Inna siostra, inna młodzież, inne miejsce. Trwają przygotowania do parafialnych prymicji i do późniejszego obiadu. Białe obrusy, ręcznie robione świeczniki, talerze, noże, widelce. I kiedy wydaje się, że wszystko jest idealnie, siostra staje na końcu stołu i mówi: – Krzywo. Talerze wszystkie odsunąć od brzegu na dwa palce. Żeby było porządnie.

I znów: poprawiają i zapamiętują. Niby nic – ale już o to są mądrzejsi.

Szkoła średnia. Pani profesor od polskiego już przy pierwszym, sondującym zadaniu domowym orientuje się, czyjej wolności nie należy krępować i gdzie tlić się może prawdziwy talent. I cierpliwie tłumaczy wszystkim: że to wszystko prawda, że wstęp, że rozwinięcie, że zakończenie. Ale jak ktoś potrafi, to może zupełnie inaczej: zacząć od rozwinięcia i ze wstępem zamiast zakończenia, jak mu z duszy gra. I nawet kiedy ci z talentem przez całe godziny lekcyjne jedzą ukradkiem ciasta, wyciągane spod ławki – udaje, że nie widzi. Bo rozumie, że w tym kącie klasy dojrzewają ludzie inni niż przeciętni.

Studia. Do sali pełnej studentów wchodzi profesor. – Czytaliście? Jak mogliście jeszcze nie czytać?! I wy chcecie być teologami? Przecież ta encyklika ukazała się wczoraj! – i dalej cytuje z pamięci: – Dusza i rozum są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy...

Zapamiętują ten cytat. Ale co ważniejsze, zapamiętują, że tak trzeba: interesować się, czytać, być na bieżąco, zapamiętywać, bo to ważne, bo to rozwija, bo to również ich wysoka miara.

 

Być mistrzem

Wśród nauczycieli, wychowawców i katechetów można spotkać mistrzów, rzemieślników i partaczy. Negatywna selekcja do zawodu nie sprzyja jakości wychowania. W efekcie również ci, którzy ciężko pracują i oddają serce swojej pracy, doświadczają niesprawiedliwych ocen – kiepska opinia o zawodzie odbija się na nich rykoszetem.

Kiedy ogłaszamy i przeżywamy Tydzień Wychowania, najwięcej uwagi poświęcić powinniśmy właśnie im: wychowawcom, nauczycielom i rodzicom. Powinniśmy uświadamiać ich i namawiać, żeby mieli odwagę być mistrzami. W przeciwnym wypadku najpiękniejsze nawet programy nie trafią do ich wychowanków, bo wychowankowie po prostu nie będą chcieli ich słuchać.

W czym tkwi sekret bycia mistrzem? W czym tkwi sekret bycia słuchanym i naśladowanym? Dlaczego młodzi zapamiętują nauki – czasem bardzo proste – jednych ludzi, a setki mądrych słów drugich pozostają bez echa? Ten, kto znajdzie prostą odpowiedź na to pytanie, kto będzie potrafił nauczyć nauczycieli i wychowawców takiego a nie innego działania, zasłuży pewnie na niemałą nagrodę. My możemy iść tylko niektórymi tropami i pytać.

 

Trudna droga

Może mistrzem jest ten, kto jest naprawdę kompetentny, kto dba o swój rozwój i pozwala zrozumieć świat, jednocześnie nie udowadniając swojej wyższości? Ten, kto nie wyręcza swoich wychowanków, ale motywuje ich do wysiłku i samodzielnego szukania odpowiedzi na najtrudniejsze nawet pytania? Ten, kto nie ocenia, nie poniża i nie udowadnia niewiedzy, ale rozmawia z wychowankami jak z ludźmi? Ten, kto jest cierpliwy i potrafi czekać na efekty, a nawet zgodzić się, że może tych efektów nigdy nie zobaczyć? Ten, kto nie tylko uczy zasad, ale też tymi samymi zasadami żyje, jest jednoznaczny i wiarygodny, nie można przyłapać go na kłamstwie i zdradzie? Kto nie tylko uczy, jak żyć, ale również pokazuje to sobą? Ten, kto zna świat wychowanków, ich pasje, problemy i miłości, ale jednocześnie nie stara się nikomu przypodobać – bo przecież ten, kto zabiega o uznanie, okazuje swoją słabość? Ten, kto nie pozwala swoim wychowankom zwątpić, kto w nich wierzy czasem nawet mocniej i dłużej, niż oni sami chcą wierzyć w siebie? Kto pokazuje perspektywy i horyzonty, o których osiągnięciu wychowankowie nie śmieli nawet marzyć? Ten, kto jest pokorny, kto nie stawia siebie na piedestale i nie skupia uwagi na sobie, ale kieruje spojrzenie wychowanków jedynie na to, czego chce nauczyć? Kto zawsze i wszędzie pozostawia wychowankom wolność podejmowania wyborów – i szanuje te wybory, a nie obraża się, gdy nie spełniają jego oczekiwań? I ten, kto życzliwie towarzyszy dorastaniu, a potem pozwala swoim uczniom odejść – bo przecież nie wychowuje ich dla swojej satysfakcji, ale dla świata?

Niezależnie od tego, jaka będzie szkoła i jakie będą programy, zawsze najważniejsza będzie relacja uczeń–nauczyciel, wychowanek–wychowawca, dziecko–rodzic. I przyszłość młodych zależeć będzie przede wszystkim od tego, czy rodzice i wychowawcy znajdą odwagę do zadania sobie pytanie: jakim jestem mistrzem...? Czy w ogóle nim jestem?

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki