Logo Przewdonik Katolicki

Ewangelizować można i tak

Justyna Sowa
Fot.

Grupa mężczyzn w tym samym czasie zdejmuje jednego buta i zaczyna nim uderzać o chodnik. Na dworcu autobusowym ludzie zastygają bez ruchu. W jednej chwili grupa osób w centrum handlowym pada na ziemię. To tylko kilka przykładów tzw. Flash Mobów, nowego zjawiska społecznego cieszącego się coraz większą popularnością.

 

Flash Mob w dosłownym tłumaczeniu oznacza błyskawiczny tłum. O co chodzi? Otóż grupa nieznanych sobie ludzi umawia się w konkretnym miejscu, o konkretnej godzinie na wykonywanie tej samej czynności. Informacje o organizowanej akcji najczęściej rozsyłane są przez internet.

 

Zaczęło się w USA

Pierwszy Flash Mob zorganizowany został w 2003 r. w Nowym Jorku. Ludzie zebrali się w jednym sklepie i pytali zdziwionych sprzedawców o dziwaczną rzecz. Zabawa tak się spodobała, że wkrótce zorganizowano następne akcje, a pomysł znalazł entuzjastów w innych krajach. Dziś Flash Moby organizowane są w wielu krajach świata, także Polsce.

 

Element zaskoczenia

Istotą Flash Mobu jest fakt, że biorą w nim udział osoby zupełnie sobie nieznane i takie pozostają. Bowiem po zakończeniu akcji wszyscy uczestnicy rozchodzą się jak gdyby nigdy nic. Pani Ola, która mieszka w Krakowie, wspomina Flash Mob zorganizowany przed galerią handlową. W jednym momencie ludzie zastygli bez ruchu. – Byłam naprawdę zaskoczona. Pierwszą moją myślą było pytanie, czy coś się stało? Ale za chwilę zorientowałam się, że to jakaś zabawa. Pomyślałam, że grupa szaleńców się zebrała – wspomina.

 

Flash Mob drogą do Jezusa?

Warto jednak podkreślić, że Flash Moby są także wykorzystywane jako forma ewangelizacji. Jedną z takich akcji była ta odbywająca się w Krakowie pod hasłem „Róża dla Jezusa Miłosiernego”. Grupa młodych, energicznych osób o jednej porze zebrała się na rynku głównym i odtańczyła umówiony taniec, który zakończył się okrzykiem: „Jezus żyje! Alleluja!”. W akcji wzięło udział ok. 100 osób. – Wcześniejsze przygotowania, skrzykiwanie ludzi to nic w porównaniu z emocjami, które pojawiły się tuż przed tańcem – wspomina Dominika Matysiak. – Jednak wraz z pierwszymi dźwiękami muzyki trema opadła. Radość, adrenalina buzująca w żyłach i ekscytująca atmosfera wspólnoty, która panowała w czasie tańca były niezwykłe – opowiada z entuzjazmem. Ta akcja miała na celu przypomnienie o święcie Miłosierdzia Bożego i zaproszenie mieszkańców Krakowa do Łagiewnik. – To nic, że zaczął padać deszcz i buty przemokły. Najważniejsza była radość, którą wyzwolił taniec, oraz uśmiech na twarzach tańczących i przechodniów – dodaje Dominika.

Socjologowie twierdzą, że powodzenie tego zjawiska związane jest w dużej mierze z funkcjonowaniem w tłumie, gdzie jesteśmy anonimowi. Łatwiej bowiem jest robić coś razem, nawet jeśli, z założenia, jest to dziwne lub głupie.

 

Idą z duchem czasu

O tym, czy Flash Moby mają jakikolwiek sens, można by dyskutować. Jako zjawisko społeczne są jednak faktem. Mało tego, prężnie się rozwijają. I dobrze, że współcześni młodzi katolicy nie pozostają w tyle i w dobie szukania nowych form ewangelizacji potrafią wykorzystać takie zjawiska jak Flash Mob. Na ile jednak działania te odnoszą skutek, to już zupełnie osobny temat.

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki