Dlaczego inni potrafią?
W podobnej sytuacji, co Przemysław Świercz, jest w Polsce ponad 5 mln osób niepełnosprawnych, tyle ile jest wszystkich mieszkańców Norwegii czy Słowacji. Ta ogromna rzesza chorych potrzebuje specjalistycznego sprzętu, pozwalającego osobom niepełnosprawnym na codzienną egzystencję. Są to: protezy (kończyn, piersi), ortezy (różne stabilizatory kończyn), peruki dla pacjentów onkologicznych, cewniki, pieluchy anatomiczne, pieluchomajtki, worki i osprzęt stomijny, pionizatory, wreszcie wózki inwalidzkie, laski i kule. To nie są tylko przedmioty codziennego użytku, to są produkty często decydujące o być albo nie być, o aktywności lub wykluczeniu. Tymczasem wydatki Narodowego Funduszu Zdrowia i Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych na zaopatrzenie osób niepełnosprawnych w Polsce stanowią połowę tego, co w krajach o podobnym stopniu zamożności: na Węgrzech czy w Czechach. O krajach zachodnich nie ma nawet co wspominać.
– Finansowanie to bardzo ważny problem, ale nie jedyny. Polski system cierpi również z powodu bałaganu legislacyjnego i braku efektywności w wydawaniu środków. Mamy zbyt duże limity na najtańsze, archaiczne produkty, a ograniczone limity na wyroby innowacyjne, autentycznie podnoszące jakość życia – mówi Witold Włodarczyk, dyrektor generalny Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Wyrobów Medycznych POLMED. Pacjenci mogą dostać dofinansowanie na wózek za kilkaset złotych, ale jego konstrukcja jest przestarzała, a ma on służyć pięć lat, bo tyle zakłada limit czasowy. Polska pod tym względem jest niechlubnym wyjątkiem na mapie Europy. Na wózek niekoniecznie najnowocześniejszy, ale lekki, zwrotny, przystosowany dla konkretnej osoby i jej schorzenia, potrzeba ok. 8000 zł. O elektrycznych wózkach inwalidzkich, jakie często widzimy za granicą, polscy pacjenci mogą tylko pomarzyć. Inny przykład: refundacja protez piersi dla kobiet po mastektomii. Ministerstwo przewidziało finansowanie starszych, ciężkich i niewygodnych protez, podczas gdy pacjentki w wielu krajach korzystają z nowoczesnych i lekkich.
Wystarczy tylko policzyć
Niestety, w tym przypadku sprawdza się porzekadło: „Jesteśmy za biedni, by kupować rzeczy tanie”. Jeśli państwo zainwestuje w dobry sprzęt, kompensujący niesprawność pewnych funkcji, jego użytkownik może pójść do pracy, płacić podatki, być samowystarczalny. To się po prostu opłaca, bo przestaje być uciążliwym podopiecznym, obciążającym budżet. Dzieje się odwrotnie, gdy zakupiony wózek, czy inny sprzęt uniemożliwia bycie aktywnym. Tak naprawdę dla poprawy sytuacji potrzebne są: otwartość i bilans zysków i strat, tylko jak dotąd nikt w ten sposób nie podchodzi do problemu.
Do tej złej sytuacji niepełnosprawnych, przyczyniają się też: biurokracja, skomplikowanie procedur, urzędnicza niemoc oraz bariery architektoniczne. Skandaliczny problem: kolejkowanie, czyli oczekiwanie na potwierdzenie przydziału przez NFZ, niezbędne do odbioru sprzętu. Według danych z maja 2012, w województwie kujawsko-pomorskim na aparaty słuchowe czekało się 7–8 miesięcy. Łódzki oddział NFZ kazał osobom niedosłyszącym czekać aż rok!
System finansowania w obecnym kształcie istnieje od 1998 r.. Od tamtej pory wzrosła inflacja – kilkadziesiąt procent, wprowadzono VAT (najpierw 7 proc., potem 8 proc.), znacznie wzrosły koszty codziennego życia. Tymczasem środki przekazywane na refundację i wspieranie osób niepełnosprawnych stale się obniżają. Porównując poziom refundacji leków z poziomem refundacji przedmiotów ortopedycznych i środków pomocniczych, widać ogromną dysproporcję. Co więcej, ta dysproporcja stale rośnie. W 2010 r. stosunek ten wynosił w Polsce już 14 do 1! Z danych statystycznych wynika, że finansowanie zaopatrzenia między innymi w: protezy, aparaty ortopedyczne, sprzęt urologiczny, stomijny, pieluchy anatomiczne, pieluchomajtki, zestawy infuzyjne, poduszki przeciwodleżynowe, aparaty słuchowe, obuwie ortopedyczne, wózki inwalidzkie czy kule i laski inwalidzkie, wręcz się pogarsza: pacjent dopłaci więcej!
Trzy miesiące temu Małopolski Sejmik Organizacji Osób Niepełnosprawnych wystosował do premiera Donalda Tuska list otwarty. Organizacja wyraża w nim głębokie ubolewanie z powodu braku jakiejkolwiek odpowiedzi na apele o zmiany. Czytamy w liście: „mimo wielu obietnic ze strony Ministerstwa Zdrowia, do tej pory nie zostały poczynione żadne kroki, aby tę dramatyczną sytuację zmienić. Osoby niepełnosprawne i przewlekle chore od 13 lat nie mogą doczekać się zmiany przepisów regulujących dostęp do artykułów, które są niezbędne i podstawowe (…). Jak dotąd czujemy się lekceważeni i dyskryminowani”. Niestety jak dotąd nie widać dobrej woli. Organizacje pacjentów zapowiadają dalszą walkę. Wiele zależy od wciąż oczekiwanych konsultacji społecznych.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.









