Logo Przewdonik Katolicki

Czym narzeczeństwo różni się od konkubinatu?

Bogna Białecka
Fot.

W czasach gdy standardowym sposobem na poznanie się pary zaczyna być wspólne zamieszkiwanie i współżycie, trudno znaleźć dobry wzorzec tradycyjnego narzeczeństwa.

W czasach gdy standardowym „sposobem na poznanie się” pary zaczyna być wspólne zamieszkiwanie i współżycie, trudno znaleźć dobry wzorzec tradycyjnego narzeczeństwa.

Jednym z argumentów zwolenników konkubinatu poprzedzającego małżeństwo  jest: „Nie da się dobrze poznać drugiego człowieka na randkach. Wspólne chodzenie do kina czy na spacery to przecież jeden wielki popis umiejętności autoprezentacji”. Jest to prawdziwe stwierdzenie. Randka jest spektaklem autoprezentacji. Powiedzmy sobie jednak otwarcie: jeśli ktoś od randek w formie typowej dla nastolatków przechodzi bezpośrednio do konkubinatu (w którym zakładamy, że poznajemy się dzięki obserwacji codziennych zachowań drugiej osoby), nie uczy się umiejętności kluczowej dla dobrego, szczęśliwego, trwałego związku – szczerej rozmowy na tematy ważne.

Marzena przeżyła wstrząs, gdy na własnym weselu dowiedziała się, że jej teść właśnie wyszedł z więzienia, a mąż ma jeszcze dwóch braci, którzy nadal odsiadują karę. Jak to możliwe? Zwyczajnie. Para wychodziła z założenia, że skoro mieszkając ze sobą są dobrze zgrani, nie ma między nimi większych konfliktów i generalnie „sprawdzili się”, kwestia relacji z rodzicami czy rodzeństwem nie jest ważna. A czy jest? Owszem. Badania pokazują, że bardzo często w sytuacji kryzysowej sięgamy po wzorce radzenia sobie zaobserwowane w rodzinie.

Brak rozmów na tematy ważne to tylko jedna z przyczyn, dla których małżeństwa poprzedzone konkubinatem wielokrotnie częściej kończą się rozwodem niż tradycyjne. Jest natomiast faktem, że trudno znaleźć dziś dobry wzorzec narzeczeństwa. Dlatego chciałabym w kilku słowach opisać działania, które pomogą nam (zachowując czystość przedmałżeńską) dobrze poznać narzeczoną/ narzeczonego.

 

Jak poznać, czy to miłość na całe życie?

Ojciec Karol Meissner OSB (lekarz z wykształcenia) uważa, że jest pięć pytań, na które odpowiedzi pokażą, „czy to już on/ona na całe życie”.

  1. Czy chciałabyś mieć syna podobnego do twojego chłopaka? Czy chciałbyś mieć córkę podobną do swej narzeczonej?
  2. Wyobraź sobie chłopaka/dziewczynę jako starszą osobę. Wyobraź sobie złotą rocznicę ślubu. Czy będzie was łączyło coś więcej niż dzisiaj?
  3. Wyobraź sobie, że dziewczyna/chłopak traci coś ze swojej urody, co cię dziś urzeka (np. traci rękę w wypadku). Czy będziesz ją/jego nadal kochać?
  4. Czy zjedlibyście gęstą zupę z jednego talerza jedną łyżką?
  5. Czy twój chłopak/twoja dziewczyna pomoże ci w wychowaniu dzieci w zgodzie z twoim systemem wartości? Czy wesprze cię w wychowaniu religijnym dzieci?

 

Skąd taki zestaw pytań? Pozwalają one popatrzeć głębiej, poza teraźniejszą fascynację. Sprawdzają nas na głębszym poziomie. Jeśli nie chcesz mieć dzieci podobnych do swojego chłopaka/dziewczyny – coś w waszej relacji jest nie tak. Kolejne pytania zmuszają do spojrzenia na małżeństwo w perspektywie lat kilku, kilkunastu, w perspektywie nieoczekiwanych zdarzeń życiowych, kryzysu. Jeśli potraktujesz te pytania z należytym namysłem, pomogą one w przełamaniu myślenia życzeniowego: „U nas wszystko zawsze będzie cudowne”. Oczywiście, serdecznie wam tego życzę. A co, jeśli życie nie potoczy się idealnie? Dziwne z pozoru pytanie o zupę pozwala przewidzieć (bez „testowania dopasowania seksualnego”) i sprawdzić, w jakim stopniu jesteście otwarci, gotowi na prawdziwą intymność z drugą osobą. Ostatnie pytanie dotyczy tego, czy zwiększamy szanse naszych dzieci na mądre kształtowanie swojego życia. Wspólny front rodziców w przekazywaniu systemu wartości jest przy tym kluczowy. I choć stanowi to temat na oddzielny artykuł, współczesne badania psychologiczne i medyczne pokazują jednoznacznie, że nauczanie moralne Kościoła jest po prostu... zdrowe dla człowieka.

 

Sytuacje wyjścia z komfortu codzienności

Innym sposobem na prawdziwe poznanie się jest rada udzielana przez śp. ojca Joachima Badeniego OP. „Weź chłopca w Tatry. Jak w górach zachowa się odpowiedzialnie, to i w życiu. Jeśli tam nie sprawdzi się, nie ma co na niego liczyć”. W krakowskim duszpasterstwie dominikańskim ukuto slogan: „Tylko Badeni dobrze Cię ożeni” i coś w tym jest.
Nie trzeba jechać w Tatry, choć to rzeczywiście niezły sprawdzian wytrzymałości, wytrwałości, odpowiedzialności. Jedźcie na obóz wędrowny. Słyszałam argument, że tylko żyjąc z kimś na co dzień można zobaczyć, jaki jest naprawdę. Widzisz, jak się zachowuje, wstając rano do pracy, gdy coś mu nie wyjdzie, gdy trzeba naprawić pralkę itp., a na wakacjach można udawać przez tydzień czy dwa, że się jest zupełnie inną osobą. Rzeczywistość jest taka, że łatwiej udawać i robić pozytywny PR w komfortowych warunkach życia miejskiego, gdzie z ukochaną osobą widzisz się tylko przez kilka godzin dziennie, a typowy problem jest taki, że komputer się zawiesił. Na obozie wędrownym czy spływie kajakowym widzimy, jak druga osoba zachowuje się w sytuacji wyjścia z komfortu. Niesienie plecaka kilkanaście godzin, gotowanie na ognisku, rozstawianie namiotów w rzęsistym deszczu – to wszystko jest lepszym testem istotnych dla relacji zachowań niż to, czy druga osoba wyciera po sobie podłogę w łazience. Tak samo warto wspólnie zaangażować się w jakiś projekt, wspólną pracę – wtedy widzicie, czy potraficie ze sobą harmonijnie współdziałać (co będzie kluczową umiejętnością na przykład przy zajmowaniu się dziećmi).
 
Pytanie kluczowe
Podstawowe pytanie, na które powinniśmy sobie szczerze odpowiedzieć to: czy dopuszczam, że moglibyśmy się kiedyś rozwieść? Innymi słowy – dokończ zdanie: „Rozwód jest dopuszczalny, jeśli...”. Zanim odpowiemy na to pytanie (a pewnie chodzi ci po głowie: „Rozwód jest dopuszczalny, jeśli pojawi się przemoc, alkoholizm, narkomania”), pomyślmy o tym, że czym innym jest czasowa separacja, mająca na celu ochronę rodziny przed przemocą, a czym innym rozwód. Czasowa separacja (którą w sytuacji przemocy zaleca nawet Kościół katolicki, o czym niewiele osób wie) to szansa dana osobie, która się uwikłała, na przykład w nałóg, na to, by podjąć terapię, uporządkować swoje życie. Szansa na doprowadzenie się do porządku dana po to właśnie, by ratować małżeństwo i rodzinę. Rozwód oznacza trwałe wyrzucenie kogoś z życia.
Warto też przemyśleć sobie taką rozmowę, którą znajomy terapeuta przeprowadził z dążącym do rozwodu mężczyzną:
– Dlaczego chcesz rozwodu?
– Nie kocham jej, jest obrzydliwą, czepiającą się wszystkiego wiedźmą. Nic, co zrobię, nie jest wystarczająco dobre, zawsze ma pretensje.
– Wiedziałeś, z kim się żenisz. Czemu narzekasz?
– Nie, nie – na początku ona była słodka, uczynna, miła, wspaniała kobieta.
– Widzisz, ona się taka stała przy tobie.
Pamiętajmy, że ślub nie jest jakimś magicznym klejem, który scali nasz związek na zawsze, duchowym Super Glue. O małżeństwo trzeba dbać jak o tropikalną, delikatną, cenną roślinę.
 
Ważne tematy rozmowy

W prawdziwym narzeczeństwie musi znaleźć się czas też na uczciwe, szczere rozmawianie o najważniejszych dla małżeństwa sprawach takich, jak:  system wartości, plany co do dzieci, wizja rodzicielstwa, kwestie współżycia małżeńskiego. Badania naukowe pokazują, że najtrwalsze i najszczęśliwsze są małżeństwa podzielające wspólny system wartości oparty na wartościach chrześcijańskich, zachowujące dziewictwo do ślubu, niestosujące antykoncepcji, potrafiące na spokojnie rozmawiać o różnicach zdań (niski poziom konfliktów), czy wspólnie praktykujące religijnie.  Więcej na temat przygotowania do małżeństwa w mojej książce  Małżeństwo, przemyśl to. Miłość na całe życie jest możliwa. Zachęcam do lektury, nie tylko narzeczonych 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki