Logo Przewdonik Katolicki

Coś cenniejszego

Anna Gruszecka
Fot.

To nie tak miało się skończyć. Nie śmierć miała postawić kropkę na końcu opowieści o Agacie Mróz-Olszewskiej, tam miały być trzy kropki po zdaniu i żyli długo i szczęśliwie….

To nie tak miało się skończyć. Nie śmierć miała postawić kropkę na końcu opowieści o Agacie Mróz-Olszewskiej, tam miały być trzy kropki po zdaniu „i żyli długo i szczęśliwie…”.

 

W zamian za to otrzymaliśmy właśnie – cztery lata po śmierci znakomitej siatkarki – film o szczęściu i walce o nie. I wcale nie jestem pewna, czy po obejrzeniu filmu Nad życie dojdziemy do wniosku, że walce przegranej.

 

Zagrać prawdę

Tę historię znamy wszyscy, bo życie Agaty Mróz od pewnego momentu toczyło się w świetle telewizyjnych reflektorów. Zdobywczyni złotego medalu mistrzostw Europy, trofeów w rozgrywkach ligowych, miała wdzięk i rozbrajający uśmiech. Przez całą karierę zmagała się z chorobą. Film Nad życie, właśnie wyświetlany w kinach, pierwotnie miał się pojawić w wersji telewizyjnej. To obraz rzeczywiście znakomicie zagrany. Olga Bołądź i Michał Żebrowski, którzy odtwarzają główne role, nie szarżują, nie przerysowują, na pierwszym planie pokazują swoich bohaterów, a nie siebie. To najmocniejszy punkt filmu, bo muzyka Mateusza Pospieszalskiego zwraca uwagę, ale jest chyba jednak przesłodzona. Sposób pokazania historii Agaty przez scenarzystów i reżyserów ujawnia bezradność współczesności w spotkaniu z chorobą i śmiercią – w tym filmie nawet szpital jest ładny…

W tytule filmu – Nad życie – zawarte jest nie tyle nawet jego przesłanie, ile przesłanie życia tej młodej dziewczyny. Coś jest dla niej cenniejsze niż własne życie. Oglądając film, śledzimy, jak odkrywa ona, co to jest. Zaczyna od sportu i zwycięstw, potem pojawia się fascynacja mężczyzną, miłość i małżeństwo. W tle walka z chorobą, męczące transfuzje krwi, wyniki badań, które w pewnym momencie odbierają jej możliwość grania w siatkówkę. Poszukiwania dawcy szpiku kostnego w końcu przynoszą efekt i życie Agaty ma szansę zmienić się diametralnie. W tym momencie Agata, albo bohaterka filmu, przekonuje się, że jest w ciąży. I wie, że chce tego dziecka. 

 

Walka o życie, ale czyje?

Do tej pory lekarze walczyli o jej zdrowie i życie, więc ma prawo oczekiwać, że podobnie zachowają się wobec życia jej dziecka. Okazuje się jednak, że się myli. Oglądamy scenę sądu nad młodą mężatką, która ośmieliła się zajść w ciążę, kompletnie nieodpowiedzialnie, komplikując życie sobie oraz burząc tryb postępowania terapeutycznego. Komisja lekarska, zatwierdzająca jej przeszczep, traktuje Agatę jak przypadek białaczki, w którym nie ma miejsca na dodatkowe rozpoznanie – ciąży. Nie jestem pewna, czy realizatorzy filmu mają świadomość, co udało im się pokazać widzom – nacisk, jaki wywierany jest (oczywiście w imię jej dobra, przeszczepu i życia) na bohaterkę przez lekarzy, jest przejmujący. Oni nie pytają, czego chce pacjentka. Oni wiedzą, co jest dobre dla tego przypadku, i nie muszą o tym rozmawiać, mogą komunikować swoje zalecenia i terminy. Wiedzą lepiej, są panami rzeczywistości, która ma być zgodna z ich założeniami. Tylko jedna lekarka stanie po stronie bohaterki – ale scenarzyści, jak gdyby nie dowierzając, że można to zrobić z przekonania, dokładają ckliwą, uzasadniającą tę decyzję, historię. Wyraźnie w tym momencie filmu widać, jak bardzo heroiczna była decyzja bohaterki o urodzeniu dziecka, mimo że oddalało to perspektywę koniecznego już przeszczepu. Musiała ona pokonać nie tylko własny, jakże naturalny lęk, że może nie zdążyć wygrać walki o życie. Opór stawiali także ci, którzy składając przysięgę Hipokratesa, ślubowali leczyć człowieka, a nie chorobę.

Nad życie nie jest filmem dokumentalnym, ale zachowanie nazwisk głównych bohaterów i szczegółów z ich historii stawia nas w dwuznacznej sytuacji. Z jednej strony realizatorzy filmu puszczają do nas oko, że widzimy prawdziwych Agatę i Jacka, z drugiej – dla lepszej dramaturgii – „poprawiają” ich dzieje. W jednym z wywiadów, już po obejrzeniu filmu, Jacek Olszewski podkreślał, że on sam zachował się wobec ciąży żony inaczej niż jego filmowy imiennik. I to jest właśnie ten problem – każe nam się wierzyć, że to wyglądało tak właśnie, a z drugiej strony – zmienione zostają istotne fragmenty, bo prawda wydaje się zbyt cukierkowa. A może po prostu realizatorzy nie potrafią pokazać jej głębi…?

Agata Mróz nie była święta – i takie głosy, z ledwo ukrywaną satysfakcją, pojawiły się po premierze filmu Nad życie. Nie wiem, skąd ta pewność niektórych recenzentów, zdaje się, że w części wynika z błędnego pojęcia świętości. Jeśli jednak bohaterka filmu nie była święta ani specjalnie religijna, a mimo to nie miała nawet momentu zawahania, że urodzi dziecko, to wniosek jest prosty. Uznanie, że dziecko pary ludzi jest człowiekiem, nie wynika z wiary. Jest po prostu ludzkim odruchem, czymś naturalnym i oczywistym. Kobieta będąca w ciąży zawsze nosi dziecko, a nie zespół komórek. I to także wiedziała Agata.

Nad własne życie postawić cudze – to ogromna sztuka, niemożliwa bez miłości.  

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki