Niewielu jest takich ludzi, którzy w sposób zupełnie świadomy i dobrowolny pragną czynić zło, krzywdzić innych ludzi i samych siebie, łamać normy moralne czy lekceważyć własne sumienie. Mimo to byli, są i będą tacy ludzie i takie środowiska, które promują złe, a w konsekwencji destrukcyjne sposoby postępowania.
Niektóre z tych sposobów okazują się takimi pomysłami na życie, które prowadzą do różnych form śmierci: od wikłania się w śmiertelne uzależnienia, poprzez aborcję i eutanazję do samobójstw włącznie. Podstawową strategią ludzi świadomie stojących po stronie zła jest ukrywanie prawdy właśnie po to, by ich zwolennicy nie zorientowali się, o jak niebezpieczne pomysły na życie tutaj chodzi. Ci, którzy stoją po stronie zła, są zwykle sprytnymi sprzedawcami fikcji i nieludzkich ideologii. Tworzą sprawnie działający przemysł kłamstwa i wykorzystują do tego zdobycze nauk o człowieku oraz posłuszne sobie media.
Przewrotność w słowach
Najbardziej skutecznym sposobem ukrywania prawdy o złych czynach i o ich destrukcyjnych, a czasem wręcz śmiertelnych skutkach jest manipulowanie znaczeniem słów. Ludzie czyniący zło mają pełne usta takich pojęć, które pomagają mieszać dobro ze złem i ukrywać zło. Do ulubionych słów ludzi przewrotnych należą tak mile brzmiące pojęcia, jak tolerancja, akceptacja, demokracja, prawa człowieka, postęp, nowoczesność.
Czasem manipulowanie słowami przybiera absurdalne rozmiary. Dla przykładu, ludzie przewrotni zdrowiem „reprodukcyjnym” (człowiek ma być reprodukowany?) nazywają korzystanie z antykoncepcji i aborcji, czyli z tego wszystkiego, co prowadzi do niepłodności, a zatem do choroby. Inny przykład to nazywanie „miłością” sytuacji, w której ktoś kieruje się orientacją seksualną, czyli popędem. Ludzie przewrotni „zapominają” przy tym dodać, że gwałciciele, pedofile czy zoofile według tej logiki też „kochają”, bo przecież również oni kierują się „orientacją” seksualną.
Zastępowanie języka Ewangelii
Kłamstwo i manipulacje stają się dla społeczeństwa wyjątkowo groźne wtedy, gdy przenikają do Kościoła i gdy zaczynają wypaczać świadomość ludzi, którzy uznają siebie za uczniów Chrystusa. Sygnałem ostrzegawczym w tym względzie jest sytuacja, w której chrześcijanie stopniowo rezygnują z języka Ewangelii, a coraz częściej zaczynają posługiwać się ideologiczną, „poprawną” politycznie nowomową ateistów i liberałów. Chętnie podkreślają wtedy, że chrześcijaństwo to religia miłości i miłosierdzia, że Kościół jest dla grzeszników, że nie wolno nikogo oceniać ani potępiać. „Zapominają” natomiast o tym, że Jezus wzywa wszystkich grzeszników do nawrócenia, a swoim wyznawcom wręcz nakazuje iść i upomnieć każdego z błądzących braci czy sióstr. Chrześcijanie, którzy poddają się ideologicznym manipulacjom, miłość do człowieka zastępują akceptacją, a prawdę o jego postępowaniu zastępują sloganem o tym, że należy być tolerancyjnym.
Przykładem ulegania manipulacjom może być powtarzanie przez wielu chrześcijan feministycznego „dogmatu”, że o życiu poczętego dziecka ma prawo decydować jego matka, ale już nie jego ojciec. Feministki ukrywają oczywistą prawdę, że żadna kobieta sama nie zajdzie w ciążę i że współżyjąc z mężczyzną, daje mu prawo do bycia ojcem – a w konsekwencji także obrońcą – ich dziecka, jeśli się ono pocznie. Ojciec dziecka nie jest przecież automatycznie pozbawiany praw rodzicielskich. Katolicy podporządkowują się tego typu feministycznym manipulacjom wtedy, gdy używają wyrażeń typu: „kobieta poddała się aborcji” czy „kobieta zabiła swoje nienarodzone dziecko”. Posługując się takimi sformułowaniami, „zapominają” o tym, że za los dziecka zawsze odpowiedzialni są obydwoje rodzice. Na szczęście nawet ci chrześcijanie wiedzą, że aborcja to zabicie niewinnego dziecka.
Ucieczka przed prawdziwą diagnozą
W jeszcze większym stopniu niektórzy ludzie wierzący ulegają manipulacjom językowym w odniesieniu do „modnego” obecnie duszpasterstwa osób, które wchodzą w nowe związki po złamaniu własnej przysięgi małżeńskiej i po zdradzeniu małżonka. Mamy wtedy do czynienia z cudzołóstwem, a jednocześnie z wielką krzywdą, wyrządzoną porzuconemu małżonkowi i dzieciom. Tymczasem zwykle nie mówimy wprost o tym, że chodzi tu o związki cudzołożne, a „jedynie” że są to związki niesakramentalne. To tak, jakby w przypadku aborcji mówić o jedynie „zabiegu”, ale już nie o zabójstwie dziecka.
Jedynym uczciwym punktem wyjścia w duszpasterstwie osób żyjących w związkach niesakramentalnych jest postawienie prawdziwej diagnozy, czyli stwierdzenie prawdy o stanie faktycznym. A prawda jest taka, że chodzi tu o katolików, którzy dopuszczają się cudzołóstwa. W takiej sytuacji celem duszpasterstwa nie jest tworzenie im komfortu trwania w takim stanie, lecz udzielanie im pomocy, by się nawrócili i by przestali cudzołożyć.
Posługiwanie się w odniesieniu do tej grupy katolików określeniem „osoby żyjące w związkach niesakramentalnych” stało się modne z tego powodu, że brzmi neutralnie moralnie. W świadomości wielu współczesnych katolików – bombardowanych mitami o istnieniu „wolnych związków” – trwanie w związku niesakramentalnym kojarzy się raczej z byciem kimś postępowym niż z byciem cudzołożnikiem czy grzesznikiem. Jeśli duchowni i świeccy będą jasno i otwarcie mówili o tym, że chodzi tu o związki cudzołożne, to wielu ludzi uchronimy przed decydowaniem się na takie związki.
*
Bł. Jan Paweł II wielokrotnie stwierdzał, że najważniejszym zdaniem w Piśmie Świętym są słowa Jezusa: „Poznacie prawdę, a prawda nas wyzwoli” (J 8, 32). Dojrzały chrześcijanin to ktoś, kto nikogo nie potępia, nikogo do niczego nie przymusza, ale kto ma odwagę głoszenia Bożej prawdy i Bożych przykazań językiem Ewangelii, według zasady: tak-tak, nie-nie! Mało owocne jest duszpasterstwo wtedy, gdy w odniesieniu do zachowań człowieka posługujemy się słowami, których w ogóle nie ma w Ewangelii (tolerancja, akceptacja), a coraz rzadziej używamy tych słów, którymi posługiwał się Jezus: prawda, miłość, upomnienie, nawrócenie.
Uczciwe nazywanie rzeczywistości i bolesnej czasem prawdy o człowieku nie ma na celu tego, by kogoś zadręczać, lecz to, by pomagać mu w nawróceniu i naśladowaniu Chrystusa.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













