Bóg, który jest miłością i jednością Osób w Trójcy Świętej, stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo. Właśnie dlatego pierwszym złem dla każdego z nas jest samotność, gdyż ona oddala nas od miłości i radości (por. Rdz 2, 18). Po grzechu pierworodnym pierwszym lękiem człowieka jest obawa o to, czy poradzi sobie z własnym życiem, czy podejmie właściwe decyzje, które mają wpływ na jego los doczesny i wieczny.
Samotność jest nie tylko pierwszym złem. Gdy ją sobie uświadamiamy, wtedy przybiera postać lęku. Dla niektórych ludzi staje się wręcz lękiem obsesyjnym.
Zły doradca
Każdy lęk jest trudnym dla nas doświadczeniem. Odbiera pogodę ducha i jasność myślenia. Prowadzi do pomieszania dobra ze złem. Lęk jest złym doradcą. Z lęku przed samotnością wielu ludzi godzi się na takie więzi, które oddalają ich od miłości i prowadzą do jeszcze bardziej bolesnego osamotnienia. Z lęku przed tym, że nie poradzą sobie z życiem, niektórzy decydują się na takie postępowanie, które sprawia, iż rzeczywiście sobie z życiem nie radzą, gdyż czynią to co, łatwiejsze, promowane w mediach czy modne w danym środowisku. Początkowo lęk wtedy maleje, bo człowiek robi to, co jest dla niego łatwe albo za co chwalą go inni ludzie. Dopiero później z rosnącym niepokojem odkrywa, że czynienie tego, co nie wymaga wysiłku lub co pochwala większość ludzi, to zły sposób radzenia sobie z życiem.
Najbardziej groźną formą lęku jest obawa o to, czy jest sens czynić dobro, zachowywać Boże przykazania, słuchać sumienia i kochać nawet wtedy, gdy ludzie wokół mnie postępują inaczej. To właśnie z obawy o to, że nie poradzą sobie z życiem, niektórzy mężczyźni upijają się czy sięgają po narkotyk. Z powodu tego samego lęku inni uciekają do świata wirtualnej rzeczywistości, w której jedyną prawdą jest fikcja. To właśnie z lęku przed tym, że nie poradzą sobie z życiem, niektóre kobiety wiążą się z takimi mężczyznami, którzy sobie z życiem nie radzą. Inne próbują uwolnić się od swoich lęków i poczucia osamotnienia poprzez przesadne skupianie się na nauce, pracy zawodowej czy karierze społecznej.
Ten, Który nie jest jednym z nas
Ludzie wokół nas mogą złagodzić nasze poczucie osamotnienia i nasze lęki o to, czy poradzimy sobie z życiem i z własną słabością. Nie są natomiast w stanie wybawić nas od naszych niepokojów i ograniczeń. Inni – podobnie jak ja – są zaniepokojeni o samych siebie i o własne życie. Nawet najlepsi z nich czasami czują się osamotnieni i bezradni w trosce o własny los oraz o los tych, których najbardziej kochają. Drugi człowiek może mnie dobrze rozumieć. Może ze mną współcierpieć. Może solidaryzować się z moimi trudnościami. Może być blisko mnie w sposób empatyczny i współczujący. Nie jest jednak w stanie uczynić nic więcej.
Każdy z nas potrzebuje nie tylko przyjaciół, ale też Zbawiciela, czyli kogoś, kto nas rozumie i kocha, ale kto nie jest jednym z nas. W obliczu lęków związanych z poczuciem osamotnienia oraz z niepewnością co do naszego losu, nie wystarczy nam ktoś, kto jest wprawdzie silniejszy od nas, ale ma taką samą, jak my naturę. Nie wystarczyłby nawet ktoś tak niezwykły jak Jezus, jeśli byłby tylko człowiekiem. Każdy z nas wie z doświadczenia, że nawet bardzo kochający rodzic, małżonek czy przyjaciel może się do nas zniechęcić i wobec nas zdystansować. Nawet najdojrzalszemu człowiekowi może zabraknąć siły, by trwać przy nas, gdy my nie trwamy przy nim, i by wnosić radość w nasze życie, gdy my we własne życie wnosimy jedynie zło, grzech i niepokój.
Człowiek, który mnie kocha, może mnie rozumieć i ze mną współcierpieć, lecz tylko Bóg może mnie zbawić, czyli przemienić mnie samego i sytuację, w której żyję.
Pojawia się tu zasadnicze pytanie: czy jednak nie kochałby mnie bardziej i nie pomagałby mi bardziej taki Bóg, który by ze mną współcierpiał jako Bóg, czyli w swojej boskiej naturze, niż prawdziwy Bóg, jaki objawia się w Biblii, czyli taki, którego natura nie dopuszcza żadnej zmienności ani żadnego cierpienia? Otóż nie! Współcierpieć ze mną i pocieszać mnie potrafi każdy człowiek dobrej woli. Taka pomoc nie wystarczy mi jednak do tego, bym całkowicie uwolnił się z mojego poczucia osamotnienia i moich lęków oraz bym w każdej sytuacji miał siłę w święty sposób radzić sobie z wyzwaniami codzienności.
Potwierdzeniem powyższej zasady może być relacja rodzice-dzieci, która jest analogią do relacji Bóg-człowiek. Dziecku, które przeraziło się chwilą samotności czy rozszalałą burzą, nie będą pomocni tacy rodzice, którzy zaczną udawać, że są przerażeni tak samo jak ono. Po pierwsze, byłaby to nieuczciwa gra z ich strony. Po drugie, takie odgrywanie przez rodziców dziecięcego strachu nie przyniosłoby ulgi ich dziecku, gdyż ono potrzebuje pomocy od kogoś, kto jest silniejszy od niego i wolny od jego dziecięcego przerażenia.
Wolny od lęku i samotności
Kto wierzy w to, że człowiekowi osamotnionemu i cierpiącemu bardziej pomógłby Bóg, który jako Bóg współcierpiałby z człowiekiem, ten antropomorfizuje dzieło zbawienia. Ktoś taki wyobraża sobie pomoc Boga w ludzkich kategoriach, czyli oczekuje od Boga jedynie tego, czego możemy oczekiwać od ludzi. Tymczasem nawet najlepsi z nas mają swoje ograniczenia, a ich miłość ma granice. Nawet najbardziej niezwykły człowiek nie jest zawsze pełen mocy, radości i cierpliwości. Zbawicielem człowieka może być wyłącznie Bóg. On każdego z nas kocha i rozumie, lecz nie jest jednym z nas. Nie podlega naszym lękom i trudnościom. Bóg-Syn w ludzkiej naturze wycierpiał nieskończenie więcej niż najbardziej skrzywdzeni i udręczeni ludzie tej ziemi, a jednocześnie pozostał sobą, czyli Tym, który jest pełen mocy, radości i pokoju. Samotność i lęk nie mają do Boga przystępu. On jest wspólnotą kochających się i nierozerwalnie ze sobą powiązanych Osób. Jest pełnią miłości, a przez to pełnią radości i pokoju. Nawet w ludzkiej naturze Zbawiciel nie był jeszcze jednym z wielu męczenników, którzy nie mieli mocy, by zapanować nad swymi prześladowcami. On taką moc posiadał. Dobrowolnie, z miłości przyjął w ludzkiej naturze nasze osamotnienie i lęki, pozostając Bogiem, który jest wolny od osamotnienia i lęków.
Syn Boży w swojej ludzkiej naturze z tak wielką i nieodwołalną miłością wciela się we mnie, że mój sposób odnoszenia się do samego siebie traktuje jak mój sposób odnoszenia się do Niego. Dzięki temu zamieszkaniu wewnątrz mnie Zbawiciel chroni mnie od środka nie tylko przed zagrożeniami z zewnątrz, ale także przede mną samym, a zwłaszcza przed moją samotnością i lękami, które pojawiają się wtedy, gdy oddalam się od miłości. On jest drogą do mojego własnego serca.
W człowieku, który przyjmuje Jezusa-Zbawiciela, Bóg zamieszkuje ze swoją miłością, która uwalnia nas od samotności i ze swoją mądrością, która uwalnia nas od grzechów i wszelkich niemądrych sposobów życia, które nas niepokoją. Tylko Bóg może powiedzieć do człowieka: nie bój się (por. Łk 1, 30), bo Jam zwyciężył świat (por. J 16, 33). Tylko prawdziwy Bóg, który stał się prawdziwym człowiekiem, jest w stanie uwolnić nas z poczucia samotności oraz lęku o to, że nie poradzimy sobie z życiem. Z Nim i w Nim to, co prowadzi do miłości i radości, staje się dla nas możliwe, bo przecież „wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia!” (Flp 4, 13).