Anioły w Krakowie

Wielu ludzi chce pomagać innym. Część z nich kończy na chceniu, inni zostają wolontariuszami, a jeszcze inni powołują do życia stowarzyszenie Budujemy Nadzieję, mając zaledwie po 20 lat.
Czyta się kilka minut

Wielu ludzi chce pomagać innym. Część z nich kończy na „chceniu”, inni zostają wolontariuszami, a jeszcze inni powołują do życia stowarzyszenie „Budujemy Nadzieję”, mając zaledwie po 20 lat.

Największym projektem, realizowanym przez stosunkowo młode stowarzyszenie „Budujemy nadzieję”, jest ten o nazwie „Anioł w Krakowie.” Stanowi on nową wersję znanej, obecnej w tym mieście od 11 lat, akcji „Anioł na jeden dzień”. Jej celem jest poświęcenie wychowankom domów dziecka najcenniejszego daru – swojego czasu. Wybrane dzieci bowiem wraz z wolontariuszami spędzają dzień pełen wrażeń. Każde z nich ma jednego opiekuna, który poświęca mu cały swój czas: bawi się z nim, rozmawia, pilnuje.

Dajesz najwięcej – swój czas

– Kiedy pierwszy raz brałem udział w akcji – wspomina Norbert Pachel, dziś prezes stowarzyszenia „Budujemy Nadzieję” – moim podopiecznym był Michałek. Dobrze go pamiętam. To był bardzo ruchliwy chłopiec. Trzeba było za nim biegać, wyciągać go z różnych dziur, tłumaczyć, trzymać przy ulicy. Czułem wtedy, jaka wielka odpowiedzialność na mnie spoczywa. Norbert opowiada, że tego dnia ostatnią z atrakcji była wizyta w kinie. – Nic nie pamiętam z filmu, bo cały przespałem. To był jedyny moment w ciągu dnia, kiedy Michałek usiadł spokojnie, bo coś go zajęło, a ja mogłem trochę odpocząć – tłumaczy. – Prawdziwe wyzwanie jak na pierwszy raz. Wróciłem do domu poobijany i zmęczony, ale szczęśliwy.

– Dla mnie najważniejsze jest to, co dzięki tej akcji przeżywają dzieciaki – mówi Ania Stawiarz, wolontariuszka. – Nie dość, że są zabierane na wycieczkę, to jeszcze zostają obdarzone tak wielkim poczuciem bezpieczeństwa i miłości, której często nigdy wcześniej nie doświadczyły. Traktują nas jak przyjaciół. – To cudownie być komuś potrzebnym – dodaje Kasia Kotula, również wolontariuszka. – Gdy wyjmuję ze swojego dnia te kilka „głupich” godzin, a na twarzy dziecka pojawia się uśmiech, to ten widok wynagradza mi wszystko. Choćby to, że musiałam wstać wcześnie rano, zamiast się wyspać.

Raz na trzy miesiące stowarzyszenie organizuje transport i obwozi dzieciaki po Krakowie, zapewniając im atrakcje. Dzięki sponsorom – za darmo. Między tymi zrywami wolontariusze regularnie odwiedzają swoich podopiecznych w domach dziecka, pomagają im, towarzyszą. Na dziś akcja obejmuje pięć domów dziecka, w tym 120 dzieci. Wciąż potrzeba nowych wolontariuszy. Każdy z nich zostaje ubezpieczony i przeszkolony.

Dzieci chcą pewności

Norbert wspomina, jak to po jednym dniu pełnym wrażeń podeszła do niego dziewczynka i zapytała: – Norbert, a czy wy się z nas śmiejecie, że my jesteśmy z domu dziecka? – Zanim odpowiedział, zdążyła dodać: – Bo wszyscy się z nas śmieją. To był jeden z takich momentów, kiedy widzi się, że dzieciom tak naprawdę nie chodzi o te atrakcje. One chcą pewności, że ci ludzie, którzy poświęcają im czas, są wobec nich szczerzy i prawdziwi. Że to nie jest przypadkowy kontakt. – Dlatego tak stawiamy na regularność – tłumaczy Norbert Pachel. – Ja z moim podopiecznym mam kontakt już siedem lat. Wiele mi opowiedział o sobie. Dzwonimy, spotykamy się. To ważne dla nas obu.

– Był taki czas, kiedy kilka razy pod rząd nie mogłam wziąć udziału w akcji – opowiada Ania –  bo terminy pokrywały się z moimi zajęciami. I kiedy po pół roku odwiedziłam dom dziecka, niepewna, czy dzieci mnie poznają, mała Dominika rzuciła mi się na szyję i z wielką radością wykrzyczała: – To jest mój aniołek! Jak dawno cię nie było! Ale się cieszę, że przyszłaś! – I jak tu do nich nie wracać? – pyta retorycznie Ania.

Nikt nie chciał pomóc

Szeregi stowarzyszenia to głównie ludzie bardzo młodzi, ale od wielu lat zaangażowani w działania na rzecz dzieci i osób niepełnosprawnych. Organizacja ta jest więc konsekwencją i ukoronowaniem ich poczynań. Jak zrodziła się idea? Norbert Pachel, młody, aktywny człowiek, wspomina czasy, kiedy poznał panią Halinę i jej córkę, które potrzebowały wsparcia. Chodziło głównie o wyremontowanie ich domu będącego w stanie rozsypki. Powiedział o tym znajomym i wielu z nich zadeklarowało chęć pomocy. Zwrócili się więc do licznych organizacji z prośbą o pomoc w przeprowadzeniu takiej akcji. Nikt nie chciał się zgodzić. – Pamiętam, że to spowodowało w nas wtedy wielki bunt. Bo jak to jest, że istnieje tyle organizacji, które są po to, by nieść pomoc ludziom, ale kiedy ta jest rzeczywiście potrzebna, to pojawia się mnóstwo trudności – wspomina rozmówca. – Już wtedy zrodził się pomysł założenia czegoś na własną rękę. Udało im się w końcu zorganizować pomoc dla pani Haliny. Zebrali pieniądze, znaleźli sponsorów i odremontowali dom.

Tak się składa, że w tym momencie do biura stowarzyszenia wchodzi pani Halina, mam więc okazję poznać ją osobiście. – Pani Halina teraz sama nam pomaga – tłumaczy Norbert. Kontynuujemy rozmowę, a kobieta przysłuchuje się z boku. W końcu cichym głosem dodaje: – Naprawdę bardzo, bardzo dużą pomoc otrzymałam od stowarzyszenia. Teraz stara się im odwdzięczyć własnym wsparciem.

Budujemy dom i przywracamy nadzieję

Tamta pierwsza akcja otrzymała nazwę „Budujemy Nadzieję”, tę samą, którą teraz nosi całe stowarzyszenie. – „Budujemy”, bo wiadomo, chodziło o odbudowanie domu – tłumaczy znaczenie słów mój rozmówca. – „Nadzieję” bo mieliśmy poczucie, że wraz z pomocą materialną w tych ludziach na nowo rodzi się nadzieja na lepsze życie. I to było ważniejsze.

Odbudowa domu pani Haliny była początkiem myślenia o założeniu organizacji, która nikomu nie odmówi pomocy. Bezpośrednim jednak impulsem stało się inne wydarzenie. – Pracowałem wtedy w markecie – wspomina Norbert. – Pamiętam, jak pewnego dnia, siedząc na kasie, pomyślałem, co ja tu właściwie robię? Przecież chciałem pomagać ludziom. Ta refleksja zmobilizowała go do działania. Zgłosił się na kurs doszkalający, ukończył go i wraz ze znajomymi z akcji „Anioł na jeden dzień” powołali do życia stowarzyszenie „Budujemy Nadzieję”. Mimo że organizacja jest stosunkowo młoda, to na swoim koncie ma już wiele przedsięwzięć.

Jak superbohater z bajki

Pierwszą, oficjalną już akcją była opieka nad panem Zbyszkiem. Mężczyzna stracił wzrok, mieszkał sam, potrzebował pomocy i towarzystwa. Wolontariusze i członkowie stowarzyszenia wzięli go pod opiekę. Kupili skuter, podzielili obowiązki i każdego dnia ktoś u pana Zbyszka był. Robił  zakupy, pomagał w obowiązkach, słuchał jego opowieści. Tę akcję nazwali „Pokonać Bariery”. Pan Zbyszek już zmarł, ale idea przetrwała. – Dziś nosi ona nazwę „Pokonać Bariery” i obejmuje pięć osób starszych i potrzebujących pomocy, którymi zajmują się wolontariusze – tłumaczy Norbert.

Podczas wakacji stowarzyszenie zorganizowało wyjazd wakacyjny do Austrii. Wzięły w nim udział dzieci z najbiedniejszych rodzin ze Skawiny, Wieliczki i Niepołomic. – Ten projekt, o nazwie „Europa da się poznać”, chcemy kontynuować także w tym roku – opowiada prezes. Oprócz tego rozwijają zupełnie nową akcję „Przyjaciel Rodziny”. Wolontariusze stają się przyjaciółmi rodziny, której niosą pomoc. Wszelką. Czy to zakupy, wsparcie w szukaniu pracy u rodziców, w nauce u dzieci, rozmowa, czas. Aktualnie stowarzyszenie ma pod opieką 15 rodzin, którymi zajmują się wolontariusze.

Jakie plany na przyszłość? – Chcemy utrzymać działalność – tłumaczy Rafał Sowa, w stowarzyszeniu odpowiedzialny za wydział socjalny. – W dalekosiężnych planach mamy nadzieję stworzyć dobrze prosperującą organizację, która odpowiadałaby na potrzeby ludzi tu i teraz.

Norbert wspomina, że jako mały chłopiec marzył o tym, by mieć moc jak bohaterowie bajek i móc ratować świat. – Na swój sposób chyba spełniam to marzenie. – mówi z uśmiechem. –Nie chodzi tu o przechwałki, ale o radość tego, że dzięki uporczywym dążeniom to nie jest tylko mrzonka o pomaganiu, ale fakt. Pomagamy.


Jak zostać wolontariuszem lub wesprzeć działalność stowarzyszenia? Wszelkie informacje na www.budujemynadzieje.pl.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 17/2012