Ciekawe wspomnienie o bydgoskim ociemniałym wirtuozie

W kamienicy przy Śniadeckich 55Olaf Jankowski, syn Szczepana Jankowskiego, bardzo dba, aby pamięć o jego ojcu wieloletnim, legendarnym organiście kościoła pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa nie zatarła się. Istnieje już skwer imienia taty, a także tablica memorialna.
Czyta się kilka minut

W kamienicy przy Śniadeckich 55 Olaf Jankowski, syn Szczepana Jankowskiego, bardzo dba, aby pamięć o jego ojcu – wieloletnim, legendarnym organiście kościoła pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa – nie zatarła się. Istnieje już skwer imienia taty, a także tablica memorialna. Ponadto syn nieustannie zbiera wspomnienia dotyczące ojca. Tym razem dostarczył nam szkic autorstwa Bohdana Poręby, reżysera filmowego, twórcy m.in. Hubala czy Katastrofy w Gibraltarze.

Okazuje się, że młodość Poręby upłynęła właśnie w Bydgoszczy, w kamienicy przy ul. Śniadeckich 55, zamieszkałej przez wiele ciekawych, twórczych i charyzmatycznych postaci. Jedną z nich był właśnie organista świątyni przy placu Piastowskim. Ale nie uprzedzajmy faktów.

Zakwaterowani w mieszkaniu doktora  

Wojna zakończyła się dla mnie opuszczeniem ukochanego, rodzinnego Wilna.

Po krótkim, paromiesięcznym zamieszkaniu w Toruniu, w którym jeszcze urzędowała sowiecka komendantura, licznie rozlokowane były wojskowe, frontowe, szpitale i „regulirowszczyce” kierowały ruchem na rogach ulic, zjechaliśmy do Bydgoszczy.

Rodzice otrzymali przydział do dużego, sześciopokojowego mieszkania doktora Franciszka Nowickiego. Mieściło się w domu przy ulicy Śniadeckich 55, na drugim piętrze, pod numerem 3. Przydzielenie nam dużego pokoju za ścianą gabinetu przyjęć oraz małego pokoiku, w którym zainstalowano kuchenkę gazową, nie mogło budzić zachwytu w dotychczasowych właścicielach, zwłaszcza że na początku musieliśmy korzystać ze wspólnej toalety, co wymagało przechodzenia przez salon pana doktora. Jego samego niemal nie spotykaliśmy – był stale zajęty. Za to jego gospodyni, mrukliwa jak niemowa, wyraźnie nie mogła nam darować naruszenia spokoju tego solidnego, mieszczańskiego domu…

Te muzyczne ćwiczenia nas męczyły

Okna naszego pokoju, w którym spaliśmy: ojciec, matka i ja i który służył nam też za salon i jadalnię, wychodziły na skwer z barokowym, białym kościołem pod wezwaniem Najświętszego Serca Pana Jezusa. Balkon był dla nas niedostępny, chociaż rozciągał się pod naszym oknem.

Pierwsze miesiące były trudne.

W nasze przebywanie pod Śniadeckich 55 m. 3 szybko wdarła się…  muzyka. Piętro nad nami, pod numerem 5, odbywały się stałe, męczące nas ćwiczenia na pianinie. Musiało to doprowadzić do spotkania i poznania mieszkającej nad nami rodziny – państwa Jankowskich. I od razu przerwała się zasłona osamotnienia i izolacji.

Tak poznałem również Szczepana Jankowskiego.

Grał klasyków i własny repertuar

Budził we mnie zainteresowanie i jednocześnie niepokój. Rzadko się odzywał. Albo grał swoje ćwiczenia, albo siedział nad nutami.

Nie od razu zauważyłem, że nakłuwał białe karty papieru alfabetem Braille’a. Zawsze w czarnym ubraniu lub kamizelce i śnieżnobiałej koszuli.

Wielokrotnie Go obserwowałem, jak wychodził z domu. Sztywno wyprostowany, szybkim krokiem, jakby podkreślającym jego samodzielność i niezależność, przemierzał ulicę Śniadeckich i wchodził do kościoła pod wezwaniem Najświętszego Serca Pana Jezusa, mijając skwer, który nosi dzisiaj jego imię. Jeszcze wtedy nie wiedziałem, ze pracował w tym kościele od 1922 roku.

Był wszechstronnie, muzycznie wykształcony. Kończył Konserwatorium w Poznaniu oraz Akademie Muzyczne w Lipsku i Monachium. Przez wybuch wojny nie zdążył już skorzystać z przyznanego mu w 1939 roku stypendium Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego.

Bywałem w kościele Serca Jezusowego, aby posłuchać jego gry: Bacha, Beethovena, Haendla. Grał też dużej piękności swoje własne, sakralne kompozycje. Stworzył ich ponoć ponad 130! Oprócz tego ponad 60 pieśni dla prowadzonego przez siebie chóru „Harmonia” , którego był dyrektorem i dyrygentem, oraz 4 muzyczne Msze.

Może to dzięki niemu powstał mój pierwszy film? 

Jego gra była niezwykle porywająca, dynamiczna. Organy pod jego dłońmi i stopami były jakby ogarnięte szaleństwem.

Moje wizyty w kościele Serca Jezusowego nie były bardzo regularne i częste. My bowiem – gimnazjaliści z Placu Wolności, umundurowani, ze sztandarem naszej Piątej Bydgoskiej Drużyny Harcerzy i z orkiestrą, chodziliśmy do „naszego”, gimnazjalnego kościoła Klarysek. Tak było aż do rozwiązania harcerstwa w 1949 roku.

Jak wspominałem, nie od razu zauważyłem, że pan Szczepan był niewidomy. Jego ojciec – kowal sprzedał kuźnię (a więc swój warsztat pracy), gdy ośmioletni Szczepan stracił wzrok  w wyniku zachorowania na odrę. O tym się raczej u Państwa Jankowskich nie mówiło.

Ale może to właśnie pan Szczepan i jego obserwacja wpłynęły na to, że pierwszym moim absolwenckim filmem po Wyższej Szkole Filmowej w Łodzi był I dla nas świeci słońce, poetycki reportaż o bydgoskim zakładzie dla niewidomych z ulicy Krasińskiego? Czy nie mam prawa dopatrywać się  metafizyki w fakcie, że to zakład, który skończył Szczepan Jankowski i gdzie odkryto jego talenty muzyczne?

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 17/2012