Logo Przewdonik Katolicki

Z miłości do żony, czyli krótka historia Tadż Mahal

Jędrzej Majka
Fot.

Wizerunek tej budowli spotkamy na opakowaniach herbat, przypraw i czekoladek. Wydawcy przewodników po Indiach czy krajach Orientu umieszczają go na okładkach, bo gwarantuje to większą sprzedaż.

Wizerunek tej budowli spotkamy na opakowaniach herbat, przypraw i czekoladek. Wydawcy przewodników po Indiach czy krajach Orientu umieszczają go na okładkach, bo gwarantuje to większą sprzedaż.

 Podobnie postępują restauratorzy i właściciele biur podróży, posługując się tą markową nazwą. Jednym słowem: Tadż Mahal jest wszędzie. Czy nie jest zatem przereklamowany?

 

Kiedy planowałem podróż do Indii, zastanawiałem się, czy warto jechać do Agry. Zazwyczaj unikam utartych szlaków turystycznych, by móc podglądać prawdziwe życie w danym kraju. Oczywiście są miejsca i budowle, które zobaczyć trzeba. To trochę tak, jakby pojechać do Aten i nie chcieć zobaczyć Akropolu. Wyruszając do Indii, zdecydowałem się więc także na Agrę, ze względu na słynny Czerwony Fort i jeszcze słynniejszy Tadż Mahal.

 

Strach przed rozczarowaniem

Pocztówkowy widok tej budowli znałem dobrze. Fotografowany prawie zawsze o wschodach i zachodach słońca, teoretycznie niczym nie mógł mnie zaskoczyć. Wiem, że zderzenie wyobrażeń z rzeczywistością czasem bywa bolesne. Znam to uczucie, bo niejednokrotnie znany zabytek widziany z bliska nie robił już na mnie wrażenia. Choć bywało i na odwrót. Do dziś pamiętam, co czułem, kiedy w Galerii Trietiakowskiej w Moskwie stanąłem przed Trójcą Świętą Andrieja Rublowa. Kolory ikony okazały się zaskakująco żywe! Długą chwilę stałem bez ruchu, oczarowany.

Do Agry przyjechałem późnym popołudniem. Udałem się na ulicę, przy której znajdowało się sporo małych hoteli, w nadziei, że w którymś znajdzie się dla mnie miejsce. Trzeba od razu zaznaczyć, że Indie to kraj dla turystów bardzo tani. Cena pokoju z łazienką to wydatek rzędu pięciu dolarów. Po chwili poszukiwań siedziałem już w swoim pokoju. Obsługa hotelowa poinformowała mnie o „dwóch najważniejszych rzeczach”. Że na dachu znajduje się restauracja, w której można smacznie zjeść. I że wszystkie ubrania mam trzymać w pokoju, a okno i drzwi muszą być zamknięte.

– Dlaczego? – spytałem.

– Jeśli nie chcesz stracić swoich rzeczy.

– Są tu złodzieje? – zadałem kolejne pytanie.

– Tak – odpowiedział z uśmiechem na twarzy stary Hindus.

– Kto kradnie? Turyści okradają turystów?

– O! Spójrz przez okno, widzisz, jak złodzieje bawią się tą koszulą?

Kiedy wyjrzałem za okno, zobaczyłem koszulę i bawiące się nią małpy. Skakały z drzewa na drzewo, z budynku na budynek. Spotykałem je później wielokrotnie. To bawiły się ubraniami, to butami jakiegoś nierozważnego turysty, który, chcąc zmyć kilogramy kurzu, wyprał je i wystawił na balkon.

Ponieważ restauracja była na dachu, skąd musiał rozciągać się dobry widok na okolicę, natychmiast wspiąłem się po kilkunastu schodach na górę. Słońce właśnie zachodziło. Co ciekawe, głowy wszystkich turystów zwrócone były w tym samym kierunku. Spojrzałem tam więc i ja. Tadż Mahal…  Na pierwszym planie dachy pobliskich domów, a w centrum budowla, którą setki razy widziałem na zdjęciach. A jednak. Jej widok powalił mnie na kolana, odczuwałem to samo, co patrząc na ikonę namalowaną przez Rublowa.

 

Z wielkiej miłości

Ta jedna z najbardziej rozpoznawalnych budowli na świecie to mauzoleum, które wzniósł mongolski cesarz Szahdżahan dla swej żony Mumtaz Mahal.

W roku 1631, dając życie czternastemu dziecku, umiera żona władcy. Ma 36 lat. Jej mąż Szahdżahan traci nie tylko ukochaną, ale także wspaniałego doradcę politycznego. Jak głosi tradycja, ze smutku całkowicie siwieje. Postanawia także zbudować grobowiec godzien pamięci żony. Ma on nie mieć swojego odpowiednika na świecie.

Budowę rozpoczęto w pierwszą rocznicę śmierci ukochanej cesarza. Prawdopodobnie pracowało przy niej ok. 20 tys. robotników, a pracę ukończono po 22 latach. Nie znajdziemy żadnych nazwisk związanych z tą inwestycją. Nic dziwnego, budowla miała być kojarzona tylko z imieniem zmarłej. Legenda głosi, że cesarz kazał obciąć ręce mistrzom murarskim, którzy przy niej pracowali, aby nigdy nie zdołali wznieść czegoś piękniejszego. Inna opowieść mówi, że mauzoleum budowano za wysokimi murami, a pewien człowiek, który próbował wślizgnąć się za nie i zerknąć, został oślepiony za swoje nierozważne zainteresowanie architekturą.

Tadż Mahal zbudowano z marmuru przywiezionego z kamieniołomów odległych o ponad 300 km. Białe powierzchnie są inkrustowane tysiącami szlachetnych i półszlachetnych kamieni, a do dekoracji kaligraficznych użyto czarnego marmuru.

 

Symbol, który chciano sprzedać

Szahdżahan planował ponoć budowę dla siebie podobnego mauzoleum, z czarnego marmuru, na przeciwległym brzegu Jamuny i obydwa grobowce chciał połączyć mostem. Trudno dziś powiedzieć, czy to prawda. Nieszczęśliwy wdowiec nie zdążył tego uczynić, gdyż został zdetronizowany przez własnego syna. W roku 1658 jego syn Aurangzeb ogłosił się cesarzem i trzymał ojca w areszcie domowym w forcie w Agrze przez 9 lat, aż do jego śmierci. Z fortu, przez okno swojego pokoju, Szahdżahan widział w oddali Tadż Mahal. Później i jego tutaj pochowano.

By wejść do środka, trzeba najpierw przedrzeć się przez rzesze kramarzy, naciągaczy, przewodników etc. Każdy z nich chce nam coś wcisnąć, królują tu przede wszystkim miniatury mauzoleum we wszelkich możliwych wersjach.

Olbrzymia brama, stanowiąca wejście, to symboliczne wrota do raju. Bramę wieńczą kopuły, a jej drzwi, obecnie wykonane z brązu, pierwotnie były z litego srebra i nabite setkami srebrnych gwoździ.

Tadż Mahal wielokrotnie chciano zniszczyć. Srebrne drzwi, a w środku złote barierki i baldachim z pereł nad symbolicznym grobowcem cesarzowej zostały skradzione.

W latach 30. XIX w. generalny gubernator Bengalu Lord William Bentinck uknuł spisek. Chciał rozebrać zaniedbany grobowiec, a marmur sprzedać w Londynie. Nie uczynił tego, gdyż marmur zerwany z Czerwonego Fortu w Delhi nie znalazł kupców. I tak w poł. XIX w. powstałe na znak miłości mauzoleum było zupełnie porzucone i wymagało poważnego remontu. Sytuacja zmieniła się w roku 1900, kiedy to Lord Curzon został wicekrólem Indii. To on nakazał odrestaurowanie Tadż Mahal. I to dzięki tej decyzji możemy dziś zachwycać się tym niepowtarzalnym i niezapomnianym zabytkiem.

Kiedy już się tu dotrze, mało kto opuszcza to miejsce rozczarowany. A kiedy ktoś pyta mnie, czy Tadż Mahal jest przereklamowany, odpowiadam, by sam sprawdził. Zachwyci się na pewno.

 

Blog autora na www.jedrzejmajka.pl

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki