Logo Przewdonik Katolicki

Nad brzegami Gangesu

Jędrzej Majka
Fot.

Waranasi to jedno z najstarszych miast Indii. To miasto święte. Przyciąga więc niezliczone rzesze pielgrzymów. Wszyscy dokonują tu rytualnej kąpieli w świętej rzece Ganges. W obliczu nadchodzącego końca przybywają tu także starcy i ludzie chorzy. Całe dnie przesiadują na ghatach, czyli kamiennych schodach prowadzących do rzeki. Czekają na śmierć i oczyszczenie.

 
„Jest starsze niż historia, starsze niż tradycja, starsze nawet niż legenda, wydaje się dwukrotnie starsze niż wszystkie one razem wzięte” – pisał Mark Twain. Nie wiadomo, kiedy dokładnie powstało. Waranasi, nazwane tak z powodu położenia u ujścia rzek Aśi i Waruny, znane jest także jako Benares lub Kaśi – Miasto Świateł. Waranasi to jedno z takich miejsc świata, które są zaludnione nieprzerwanie od 3 tys. lat.
 
Święte miasto
Każdego roku Waranasi odwiedzają miliony pielgrzymów, ponad 60 tys. ludzi dziennie, by w świętych dla hindusów wodach Gangesu dokonać rytualnych ablucji i w ten sposób oczyścić się z grzechów. Choć miasto jest bardzo stare, większość zabytków nie ma więcej niż 200 lat. Przyczyniły się do tego najazdy muzułmańskie, na jakie mieszkańcy byli narażeni od XVI w. Pielgrzymi udają się do XVIII-wiecznej świątyni Wiśwanatha ku czci Śiwy. Turyści, nie mając do niej wstępu, muszą zadowolić się jedynie podziwianiem złotych kopuł. Jedni i drudzy niemal procesyjnie zmierzają ku rzece. Przysiadają na schodach oddzielających świętą rzekę od wąskiego labiryntu uliczek.
– Pierwszy raz w Waranasi? – pyta młody Hindus, by nawiązać rozmowę. Wyjątkowo nie chce mi niczego sprzedać ani nie proponuje usług przewodnickich po mieście. Po prostu zagaduje. Siadamy zatem na schodach, wokół nas tłumy ludzi zmierzających ku wodzie. – To nasza święta rzeka. Jestem tu trzeci raz w życiu, dwa razy byłem jako dziecko z rodzicami, teraz przyjechałem z żoną. Marzeniem każdego religijnego hindusa jest umrzeć w Waranasi i tu zostać spalonym, by prochy porwał nurt Gangesu.
 
Święta rzeka
Nad brzegiem Gangesu cały dzień jest tłoczno. Kobiety, mężczyźni i dzieci zanurzają się rytualnie w wodzie. Jedni, stojąc w niej do pasa, modlą się, inni wcierają w ciało mydło, jeszcze inni myją zęby. W niedalekiej odległości widać przepływające sztuki padłego bydła, resztki jedzenia, butelki i nawleczone na nitki nagietki. Bywa, że ujrzy się niedopalone ludzkie szczątki. Zdarza się to wtedy, gdy rodziny zmarłego nie stać na taką ilość drewna, która pozwoliłaby na spopielenie całego ciała. Nurt rzeki niesie zatem wszystko. Taki jest Ganges. W jego wodach nie brakuje także toksycznych odpadów z okolicznych fabryk, garbarni czy zakładów przetwórstwa metali. W niektóre dni wyraźnie odbijają się na powierzchni wody unoszone z prądem czerwone i brązowawe plamy. Nie dziwi więc nikogo, że Ganges uchodzi za najbrudniejszą i najbardziej zanieczyszczoną rzekę na świecie. Badane przez naukowców próbki zawierały 1,5 mln bakterii coli na 100 ml wody. Tymczasem woda zdatna do mycia, według norm czystości, musi tych bakterii zawierać poniżej 500. Nietrudno się domyślić, że w miejscowościach położonych wzdłuż brzegów rzeki szerzy się wiele chorób, a żyje tam 400 mln ludzi.
Widok pielgrzymów pijących wodę wywołuje przerażenie turystów. – To święta rzeka. Zanurzenie w jej wodach to wielkie błogosławieństwo dla ludzi wierzących. Po prostu wy tego nie rozumiecie – wyjaśnia mój rozmówca ze schodów.
Jak głosi tradycja, dzięki długiej ascezie król Bhagiratha wyjednał u bogów zgodę, aby bogini Ganga zstąpiła na ziemię i oczyściła z grzechów prochy jego przodków. Dla hindusów Ganges jest ucieleśnieniem Gangi, która była tak potężna, że Śiwa, aby uchronić ziemię przed impetem jej upadku, uwięził ją we własnych włosach, skąd spłynęła siedmioma nurtami. – Ganges jest obietnicą zbawienia. To rzeka matka. Nie wolno jej obrazić. Nieraz zdarzyło się, że na skutek naszych grzechów pokazywała swą potęgę. Wzbierały jej niszczycielskie wody – opowiada mój nowy znajomy. Stąd łatwo zrozumieć, dlaczego wszystkie miasta zbudowane na brzegach Gangesu uznawane są za święte. Nie dziwi także fakt, że każdy pobożny hindus do nich pielgrzymuje.
 
Oczyścić ciało i duszę
Turystów przyciąga tu atmosfera świętości i zwykła ludzka ciekawość. Wschód słońca nad Gangesem to niesamowite przeżycie. Dochodziła godzina piąta, kiedy i ja wsiadłem do małej łódki, by o tej porze dnia podziwiać miasto od strony rzeki. Niesamowity widok. Promienie wschodzącego słońca nadawały ghatom i pielgrzymom dokonującym kąpieli wymiar wręcz mistyczny. W końcu dopłynęliśmy w pobliże ghatu pogrzebowego. – Tu nie możesz robić zdjęć – usłyszałem od młodego chłopca, który wiosłował. Dogasające stosy pogrzebowe, krzątający się wokół nich mężczyźni w białych szatach i ważenie drewna na stosy kremacyjne to codzienność w tym miejscu. Dla hindusa martwe ciało jest nieczyste, stąd po jego dotknięciu konieczna jest kąpiel w Gangesie. Paleniem zwłok, podobnie jak i uprzątaniem nieczystości, zajmują się nietykalni, czyli ludzie z najniższych kast społeczeństwa.
Zmarłego na miejsce kremacji przenoszą w orszaku przy dźwiękach bębenków krewni i znajomi. Stos pogrzebowy świadczy o zamożności zmarłego i jego rodziny. Ze względu na brak lasów w Indiach drewno opałowe jest bardzo drogie. Najbiedniejsi palą się na skromniejszych nabrzeżach, na stosach ze słomy i papieru. Schody prowadzące do Gangesu i uliczki Waranasi to miejsce, gdzie widzi się najważniejsze momenty ludzkiego życia, od narodzin aż po śmierć.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki