Logo Przewdonik Katolicki

40 lat oazy z "borkowskiej góry"

Paweł Piwowarczyk
Fot.

Ruch Światło-Życie w parafii Matki Bożej Zwycięskiej w Krakowie-Borku Fałęckim uroczyście obchodzi w tym roku jubileusz 40-lecia. To bogata historia ludzi tworzących Kościół przez uczestnictwo we wspólnocie, która miała i nadal ma wiele do zaoferowania poszukującym Chrystusa. Teatr, zespół muzyczny, dni skupienia, wieczory talentów wszystko po to by być razem blisko Niego.

Ruch Światło-Życie w parafii Matki Bożej Zwycięskiej w Krakowie-Borku Fałęckim uroczyście obchodzi w tym roku jubileusz 40-lecia. To bogata historia ludzi tworzących Kościół przez uczestnictwo we wspólnocie, która miała i nadal ma wiele do zaoferowania poszukującym Chrystusa. Teatr, zespół muzyczny, dni skupienia, wieczory talentów – wszystko po to by być razem blisko Niego.

 

Oddajemy głos tym, którzy tworzyli wspólnotę w różnych okresach aż do dziś.
 
W duchu posoborowym
O swojej pracy z młodzieżą w parafii w Borku Fałęckim opowiada ks. Tadeusz Szarek, który był pierwszym moderatorem wspólnoty oazowej w latach 1968-1970.
 
Posługiwałem w borkowskiej parafii w latach 1966-1970. Wraz z moim przyjacielem ks. Władysławem Gilem odbyliśmy w 1968 r. pierwsze oazowe rekolekcje kapłańskie w Krościenku. Obu połączyło nas zainteresowanie II Soborem Watykańskim. Bardzo nam się spodobała metoda pracy z młodzieżą zwana rewizją życia – widzę konkretny fakt, osądzam go w świetle Ewangelii i nauki Kościoła, podejmuję konkretne działania – którą zaprezentował ks. Franciszek Blachnicki. Ks. Blachnicki przekonał mnie do ruchu oazowego. On nigdy nie narzekał na trudne czasy, nie mówił o trudnej młodzieży. Zastanawiał się, co robić, żeby było lepiej. Dążył do tego, by kształtować dojrzałych chrześcijan, którzy z własnego wyboru będą chcieli pogłębiać swoją wiarę. Po powrocie z rekolekcji w swoich parafiach zaczęliśmy tą metodą prowadzić grupy które mieliśmy pod opieką. Wtedy częściej mówiło się Ruch Światło-Życie, a bardzo rzadko oaza. Nie wszystkim podobał się ten styl duszpasterstwa. Inni księża mieli swoje metody, ale nie znaczy, że gorsze. Ja miałem w Borku Fałęckim trzy grupy oazowe: Oaza Dzieci Bożych, czyli najmłodsi ministranci i schola dziewcząt z klas I-IV; oaza młodzieżowa, czyli starsi ministranci i schola starszych dziewcząt; oaza studencka (byli w niej studenci i młodzież pracująca). Dla starszych ministrantów już w pierwszej połowie 1969 r. urządziłem chyba pierwszy w Krakowie kurs lektorski. Starsza młodzież wyjeżdżała wspólnie z grupą prowadzoną przez ks. Krzysztofa Sojkę z parafii w Kobierzynie na pierwsze organizowane w archidiecezji rekolekcje. Wspaniałym proboszczem był wtedy ks. Władysław Ryba, który pozwolił nam w parafii wprowadzać posoborowego ducha wśród młodzieży. Po moim przeniesieniu w 1970 r. wikary ks. Jan Szkodoń zaczął pełną para prowadzić borkowską oazę.
 
Nadal trwamy w Ruchu
Państwo Małgorzata i Janusz Woda – w borkowskiej oazie od r. 1977/78 do ok. 1984 r.
 
Rok 1978. Namowy kolegów po przeżytych przez nich rekolekcjach wakacyjnych: „Przyjdź”. Tak się zaczęło. Nie wiedzieliśmy jeszcze za dobrze, co to takiego Ruch Światło – Życie. Tu było po prostu inaczej. Inaczej niż w szkole, niż na ulicy, niż w telewizji, a nawet inaczej niż na religii. Taka właśnie „oaza”. Tu każdy dla każdego był miły, miał czas. Tu czas dla nas miał Chrystus i my dla Niego znajdowaliśmy czas. Po ślubie wyprowadziliśmy się do Łańcuta, ale nadal jesteśmy w Ruchu – już 33 lata (31 lat należymy do Krucjaty Wyzwolenia Człowieka – da się!). Posługujemy w Diakonii Życia. Jeździmy w miarę możliwości jako animatorzy na rekolekcje wakacyjne. 
Cieszymy się, że oaza w Borku Fałęckim trwa. To zasługa właśnie Was, młodych. Was i Pani Zwycięskiej, której niestraszne żadne przeciwności losu. Wierzymy i wiemy, że nasi bliscy, którzy nie są w Kręgach Domowego Kościoła, a wyrastali w tej oazie, żyją nadal ideałami Ruchu. Chrystus dalej jest ich Panem i Zbawicielem. To, czym zachwycili się kiedyś, trwa do dziś, chociażby przez to, że ich dzieci są w borkowskiej oazie. Wiemy też, że losy niektórych się poplątały. Mamy nadzieję, że i o nich kiedyś upomni się Chrystus. Że to, co przeżyli w oazie, nie będzie tylko miłą przygodą z lat młodości. Tego też życzymy Wam.
 
Dobro o wielu imionach
ks. Mariusz Słonina – moderator w borkowskiej oazie w latach 2005-2010.
 
„Trwali oni w nauce Apostołów i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach” (Dz 2, 42) – tak mogę śmiało powiedzieć o Wspólnocie, która gromadziła się i nadal gromadzi przy parafii Matki Bożej Zwycięskiej. Rekolekcje, nabożeństwa, Dni skupienia, teatr i posługa miłosierdzia wobec potrzebujących, wspólna zabawa i wspólny odpoczynek. To wszystko składało się na życie jednej Wspólnoty, stojącej mocno pod znakiem krzyża i wpatrzonej w nauczanie Kościoła. Przestrzeń, którą Ci młodzi ludzie tworzą, jest przestrzenią spotkania z Bogiem. To w tej wspólnocie wiele młodych serc doświadczało intensywności wiary i wiele serc uczyło się prosić o łaskę wiary Boga i walczyć z tymi, którzy chcieli im tę łaskę wyrwać. Za łaską wiary szedł ogromny potencjał tworzenia dobra. To dobro miało wiele imion i było zawsze niezwykle twórcze i bogate. Czas i przestrzeń tej Wspólnoty jest miejscem działania Ducha Świętego.
 
Przyjaźnie i przyjaźń na całe życie
Monika Rochowiak – w oazie od 1988 r. do 2001 r.
 
Oaza pomogła mi ukształtować i wzmocnić wiarę przekazywaną mi w domu przez moich rodziców. Myślę, że to, co wyniosłam z Ruchu Światło-Życie rzutuje na całe moje życie. Z jednej strony wiara, modlitwa a z drugiej wspólnota młodych ludzi. Wspólne wyjazdy, zabawy, rozmowy, małe szaleństwa, znoszenie nawzajem swoich słabości, uczenie się drugiego człowieka i przyjaźnie – te na całe życie. W tym ta szczególna z Jezusem Chrystusem, który jest przecież moim Panem. Choć wiem, że nie zawsze jest łatwo, ale kto powiedział, że będzie.
 
Siła w Liturgii
Marcin Skrzypek – w oazie borkowskiej od 1996 r.
 
Całe moje życie związane jest z Ruchem, który stał się moim drugim domem. Co szczególnie zawdzięczam oazie? Dar wspólnoty oraz odkrycie piękna liturgii. Dzięki otwarciu się na wartość wspólnoty zobaczyłem, że nie warto się skupiać tylko na sobie. Prawdziwą wartością jest służba drugiemu człowiekowi. Drugim darem, który zawdzięczam oazie jest zanurzenie się w bogactwie liturgii, przez którą Bóg pragnie każdego z nas uświęcić. Owo częste czerpanie ze „źródła i szczytu”, jakim jest liturgia, daje mi siły do zmierzania się z codziennością. Po tylu latach w oazie jestem przekonany, że jej charyzmat pozostawiony przez ks. Franciszka Blachnickiego, nadal prowadzi do bycia autentycznym chrześcijaninem w dzisiejszym świecie.
 
Poszłam pod prąd
Malwina Witkoś w oazie borkowskiej od 2002 r.
 
Na pierwszym spotkaniu, do którego namówiła mnie koleżanka, urzekła mnie spontaniczność i życzliwość wszystkich uczestników spotkania. Nie sądziłam wtedy, że tak bardzo oaza wpłynie na moje życie. Myślę, że duży wpływ miały spotkania w małej grupie, w czasie których formowało się moje duchowe wnętrze. Animatorzy pokazywali swoim świadectwem życia, że „wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia” (Flp.4,13). Myślę, że oaza w czasie trudnego okresu, jakim jest gimnazjum, kiedy młody człowiek poszukuje własnej tożsamości, wpłynęła na mnie na tyle pozytywnie, że potrafiłam iść pod prąd, nie tak, jak dyktuje środowisko, lecz tak, jak sama tego chciałam, a muszę przyznać, że nie jestem osobą o mocnym charakterze. Poznałam też grono wspaniałych ludzi na różnych wyjazdach z całej Polski, a z niektórymi utrzymuję kontakt do dziś. Obecnie sama jestem animatorką i cieszy mnie to, że mogę jak starsza siostra, pomóc młodszym w kształtowaniu swojego wnętrza, w poznawaniu prawdziwego Życia.
 
 
 
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki