Logo Przewdonik Katolicki

Przemień SWE życie!

Błażej Tobolski
Fot.

Polska młodzież... Tak, to oni. Tylko że ich życie, jakby na przekór nieustannej zmienności dzisiejszego świata, naprawdę się zmieniło odnaleźli jego sens. I nie boją się o tym mówić.

Polska młodzież... Tak, to oni. Tylko że ich życie, jakby na przekór nieustannej zmienności dzisiejszego świata, naprawdę się zmieniło – odnaleźli jego sens. I nie boją się o tym mówić.

 
Tata Krystiana „od zawsze” pracował za granicą. Mamy też wciąż nie było w domu, wiadomo – praca. Tak więc jego i starszego brata wychowywała ulica. Nic dziwnego, że popadli w nałogi. A kiedy kończyły się pieniądze na alkohol i narkotyki, po prostu trzeba było je zdobyć...
 
Wszystko od nowa
– Kiedy do mojego miasta przyjechała „Pustynia Miast”, właśnie wróciłem od taty z Berlina i całe pieniądze, jakie od niego dostałem, zdążyłem już przepić. Byłem pijany, gdy zobaczyłem, jak ci ludzie bawią się na rynku bez alkoholu i bez dragów, radośni i szczęśliwi. Pomyślałem wówczas, że też chcę tak żyć i pojechałem razem z nimi. Przeżyłem niesamowite doświadczenie Boga, modlitwy i nawrócenia – opowiada dwudziestoletni dziś Krystian. – Jednak po powrocie do domu brat, który od dawna odnosił się do mnie wrogo, dotkliwie mnie pobił. Uciekłem więc na kilka dni, a kiedy wróciłem, coś się zmieniło. Mój brat spojrzał na mnie z miłością. Teraz żyjemy w końcu jak brat z bratem, pomagamy mamie, wspieramy się. Po prostu tworzymy rodzinę, a moje życie nabrało sensu. Wierzę, że to cud, jakby szansa na rozpoczęcie wszystkiego od nowa. Dziękuję za nią Bogu i wam, za wasze wsparcie – wyznaje.
 
Glany i irokezy
Blisko pięciuset młodych ludzi zgromadzonych na rynku w wielkopolskim Wolsztynie reaguje na świadectwo Krystiana radosnym okrzykiem: „Chwała Panu!”. Są wśród nich zarówno uczniowie gimnazjów, jak i studenci. Jedni ubrani zupełnie zwyczajnie, młodzieżowo, inni na nogach mają glany, a na głowach irokezy. Każdy z nich ma swoją własną historię, może podobną do tej opowiedzianej przez Krystiana. Ale to, co ich łączy, to nie ponura przeszłość, ale spotkanie, którego doświadczyli. – Spotkaliśmy Jezusa, a On przemienił nasze życie! Nie możemy o tym nie mówić, nie dzielić się naszą radością z innymi – wyjaśniają mi chłopacy stojący na tyłach całej tej rozbawionej grupy, która właśnie, zachęcona przez młodego księdza, zaczyna skandować: „Nawet siedem dni roboty nie zastąpi ci wspólnoty! Nawet cztery wory skrętów nie zastąpią sakramentów!”. To po prostu 59. Zjazd Salezjańskich Wspólnot Ewangelizacyjnych (SWE).
 
Idźcie i głoście!
– Takie zjazdy odbywają się w całej Polsce co kilka miesięcy. Spotykają się na nich ludzie zaangażowani we wspólnoty w swoich parafiach czy w ruch ewangelizacyjny „Pustynia Miast” oraz ci, którzy wędrowali z nami w sierpniu do Częstochowy – wyjaśniają Jolanta Greber i Jerzy Bąk, współorganizatorzy spotkania w Wolsztynie. Sama idea SWE zrodziła się zresztą na Jasnej Górze podczas VI Światowych Dni Młodzieży w 1991 r. – Szliśmy wówczas do Częstochowy z ks. Darkiem Presnalem, jeszcze jako klerycy, w jednej z salezjańskich grup pielgrzymkowych. Bardzo zapadły nam w serca słowa wypowiedziane w tym czasie do nas, młodych, przez Jana Pawła II: „Idźcie i głoście światu Ewangelię!”. To wezwanie zainspirowało nas do zorganizowania pielgrzymki, która nie tylko będzie szła na Jasną Górę, ale która będzie po drodze głosiła Ewangelię – wspomina ks. Leszek Zioła, współzałożyciel SWE. I tak w 1992 r. powstała Salezjańska Pielgrzymka Ewangelizacyjna (SPE).
 
No i poszli...
Pierwszego roku wyruszyli na Jasną Górę 30 lipca w niecałe 180 osób ze Szczańca, wioski koło Świebodzina w województwie lubuskim, a trasę opracowali tak, żeby innym pielgrzymkom nie wchodzić w drogę. Wędrówka trwała 15 dni, ale jej efektem było nie tylko dotarcie do celu. Już w kolejnym bowiem roku na trasie przyłączały się do nich całe grupy młodych ludzi z miejscowości, w których poprzednio wypadały im noclegi. – Wtedy doświadczyliśmy owoców naszej ubiegłorocznej ewangelizacji – zauważa ks. Zioła, dodając, że mimo to myśleli wówczas, iż cały projekt potrwa najwyżej kilka lat. Tymczasem odbyła się już 20. SPE, w której wzięło udział kilka setek pielgrzymów. – Pielgrzymka raz do roku to było jednak dla młodzieży zbyt mało. Zaczęliśmy więc organizować cykliczne zjazdy, które stały się okazją do spotkań z ludźmi poznanymi na pielgrzymce i przede wszystkim okazją do pogłębienia wiary. Potem, aby dać tym młodym możliwość formacji w ciągu roku, powstały Salezjańskie Wspólnoty Ewangelizacyjne – wyjaśnia ks. Zioła.
 
Jakże by inaczej?
– Nasze wspólnoty działają nie tylko przy parafiach salezjańskich. Powstają też często w miejscowościach, przez które przechodzimy w drodze na Jasną Górę i gdzie ewangelizujemy, dzieląc się radością naszej wiary. To pociąga młodych – mówią salezjanie, dodając, że zawsze znajdzie się kapłan, który zechce im duszpasterzować. Ks. Zioła zaznacza jednocześnie, że sam program formacyjny dla SWE jest tak przygotowany, żeby oprócz spotkań w grupie znalazł się też czas na „wyjście do ludzi”. – Ewangelizacja to podstawa, bo wspólnoty, które zamkną się jedynie w sobie, szybko „obumrą” – tłumaczy.
Także same zjazdy SWE to nie tylko „happeningi ewangelizacyjne”, ale również czas wspólnej modlitwy i refleksji. – To świetna okazja do duchowego doładowania się i oczywiście do zobaczenia się z przyjaciółmi – przyznaje Miriam, studiująca weterynarię we Wrocławiu. W Wolsztynie spotkała się z Aster, studentką poznańskiej Akademii Muzycznej. Świetnie się znają, bowiem obie pochodzą z Piły, gdzie kończyły salezjańskie gimnazjum i liceum. Tam również cztery lata temu zaangażowały się w SWE. – Kiedy tylko rozpoczęłam studia w nowym mieście, zaraz poszukałam tam sobie wspólnoty salezjańskiej. Jakże by inaczej? – podkreśla Miriam.
 
Dzieją się cuda!
Miriam i Aster zaangażowane są również w ruch ewangelizacyjny „Pustynia Miast” będący częścią SWE. To dla nich, jak podkreślają, kolejna możliwość dzielenia się wiarą z innymi, mówienia im o tym, co nie jest dziś może popularne, ale za to daje prawdziwe szczęście: że warto żyć dla Jezusa. – Co roku, w lipcu, po rekolekcjach ruszamy do kilku miast. W każdym z nich jesteśmy parę dni, odwiedzając domy pomocy społecznej, domy dziecka, szpitale czy więzienia. Popołudniami natomiast ewangelizujemy na rynkach, placach i osiedlach – opowiada Aster.
− Chcieliśmy spróbować przenieść doświadczenia z pielgrzymkowych ewangelizacji do innych miast. Dlatego w 1995 r. po raz pierwszy pojechaliśmy na „Pustynię Miast” z grupą 30 animatorów z naszych wspólnot do Szczecinka, Chojnic i Działdowa – wspomina ks. Zioła. To było niesamowite doświadczenie, po którym dołączali do nas następni młodzi ludzie. Także sami ewangelizatorzy zapraszali na kolejne wyjazdy swoich rówieśników – dodaje. W tym roku młodzież wyruszyła do Barlinka, Goleniowa, Choszczna i Nowogardu. Jak mówią, działy się tam prawdziwe cuda!
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki