Logo Przewdonik Katolicki

Kapelan w "sanktuarium cierpienia"

Paweł Piwowarczyk
Fot.

O pracy kapelana szpitala specjalistycznego im. dr. Józefa Babińskiego w Krakowie-Kobierzynie z ks. dr Janem Klimkiem rozmawia Paweł Piwowarczyk

Kard. Wojtyła zwykł o tym miejscu mówić: „sanktuarium cierpienia”. Wielu myśli o nim stereotypowo, nie zdając sobie sprawy z tego, że przy szpitalu znajdującym się w pięknym ogrodzie jest Kościół, gdzie realizuje się jedność, mimo że jego członkowie cierpią psychicznie.

 
„Chory psychicznie” – te słowa wywołują u wielu tylko złe skojarzenia
– Istnieje stereotyp osoby chorej psychicznej – to człowiek z głęboką psychozą, który zupełnie nie rozumie siebie i otoczenia, jest agresywny i niebezpieczny. Ale wystarczy wspomnieć o chorych na schizofrenię – bo iluż schizofreników było wielkimi osobowościami. Największy problem osób chorych psychicznie to wykluczenie społeczne, często nawet ze strony najbliższych. Oni cierpią podwójnie – nie rozumieją swojego cierpienia, choroby i nie są zrozumiani przez zdrowych.
 
Księdza praca jawi się jako wielkie wyzwanie
– W naszym kościele są różne sytuacje. Liczę się z ograniczeniami tego miejsca. Większość osób umie się jednak odnaleźć, modląc się z osobami chorymi. Nasi pacjenci zachowują się bardziej ekspresywnie bądź przeciwnie, na ich twarzach widać „zblednięcie emocji”. Dlatego niektórzy odchodzą z naszej wspólnoty, bo – nie rozumiejąc – boją się chorych. Ale to, że modlimy się i trwamy w tej wspólnocie, to świadectwo jedności Kościoła. W naszym kościele mamy dużo chrztów, ślubów. Ludzie, którzy rozumieją chorych, czują się związani z tym miejscem, a dla chorych obecność w kościele to znak wolności.
 
Czym różni się praca Księdza jako kapelana tego miejsca od pracy innych kapelanów?
– Tutaj bardziej niż w innym szpitalu potrzebny jest kościół jako osobny budynek, jako „locum sacrum”. 90 lat temu ten szpital był jedną z najnowocześniejszych tego typu placówek na świecie – to „miasto-ogród-szpital” ze wspaniałym parkiem. Ktoś pomyślał też o kościele w takim miejscu, ale nie dlatego, że to miało być państwo w państwie, ale dlatego, żeby pacjent leczony psychiatrycznie nie był przykuty do łóżka i zamknięty w oddziale szpitalnym i mógł korzystać z sakramentów w kościele.
 
Czyli nie ma chodzenia po oddziałach?
– Chodzę codziennie, ale główny nacisk kładę na obecność naszych pacjentów w kościele, bo to naturalne miejsce sprawowania sakramentów. Chorzy mają tutaj taką możliwość i mają prawo z niej korzystać. Realizuje w ten sposób nowoczesny postulat posługi kapelana – nie ogranicza się ona do zanoszenia Najświętszego Sakramentu chorym w szpitalnych salach. Jestem na każde wezwanie i mogę o każdej porze przybyć do łóżka, jestem też cały czas obecny na terenie szpitala i w kościele. Najważniejsze są spotkania z pacjentami w przestrzeni świątyni, tu też (w przedsionku kościoła) jest specjalne pomieszczenie na rozmowy z nimi.
 
Co uważa Ksiądz za najważniejsze podczas takich rozmów i swojej pracy?
– To umiejętność reagowania. Niezwykle istotna jest praca naszymi emocjami. To niezwykle angażujące i męczące, trzeba przemyśleć każdy krok – każde słowo i czyn, który uzewnętrznia się w obecności pacjentów, oni mogą bardzo różnie reagować, mają do tego prawo. Ja muszę być wobec nich przewidujący, ale zawsze szczery i autentyczny.  
 
Co jest najtrudniejsze w pracy w placówce o takim charakterze?
– Dużo czasu spędzam z lekarzami, z psychologami – rozmawiam, pytam. Wielu rzeczy uczę się od tzw. kuchni. To dużo daje, ale niestety do takiej posługi potrzeba fachowego przygotowania, którego na pewno mi brakuje. Są jednak sytuacje totalnej bezradności, gdzie nawet przy dobrym przygotowaniu trudno jest pomóc choremu. Proszę sobie wyobrazić rozmowę z osobą, która z pełną determinacją planuje swoje samobójstwo i żaden argument, żadne podejście nie jest w stanie od tego jej odwieść.
 
Jak sobie Ksiądz radzi ze stresem?
– Pracuję jeszcze na Uniwersytecie Jana Pawła II jako wykładowca teologii pastoralnej. Mam kontakt z ludźmi, a to bardzo ważne. Mam też nietypową jak na kapłana pasję – motocykl.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki