Cud nad Wisłą w 3D

W końcu się doczekaliśmy. Brakujący, a zarazem decydujący element w układance polskiej kinematografii został uzupełniony. 30 września na ekrany naszych kin wszedł film 1920. Bitwa Warszawska w reżyserii Jerzego Hoffmana.
Czyta się kilka minut

 
Rewolucja w polskim kinie
Pewnie nikogo zbytnio nie dziwi fakt, że ekranizację zwycięskiej bitwy z bolszewikami zrealizował znany z zamiłowania do historii Polski, a jednocześnie jeden z najwybitniejszych twórców polskiego kina. Niejednokrotnie udowadniał, że kino historyczne w naszym kraju stoi właśnie Hoffmanem. Tym razem podjął się dzieła dotąd skrzętnie pomijanego przez innych reżyserów, którzy z determinacją oferowali nam obrazy ukazujące raczej nasze narodowe klęski niż zwycięstwa. Wydarzenia z 15 sierpnia 1920 r. przypominają nam, że i w naszej historii były momenty niekwestionowanego triumfu. Zwycięstwa, które w decydujący sposób wywarły wpływ nie tylko na dzieje naszej ojczyzny, ale i całej Europy. Film Hoffmana już teraz można uznać za jasny punkt na mapie polskiej kinematografii. Z pewnością zapisze się w sposób szczególny w historii naszego kina również ze względu na fakt pionierskiej, jak na polskie warunki, całkowitej realizacji produkcji z użyciem technologii 3D. Niemały wkład w ekranizację cudu nad Wisłą, która pochłonęła niebagatelną sumę 27 mln zł, mieli Krzesimir Dębski, kompozytor poruszającej muzyki, oraz Sławomir Idziak, autor zdjęć, nominowany już do Oscara za pracę nad amerykańskim wojennym obrazem Helikopter w ogniu. Bezapelacyjnie można stwierdzić, że druga część filmu koncentrująca się na decydujących momentach walki jest jego najmocniejszą stroną. Wszystko, co dzieje się na polu bitwy, widz odbiera w trójwymiarze. Co więcej, ma poczucie, że znajduje się w samym centrum wojennego tygla. Realizm imponujących scen batalistycznych jest prawdziwą ucztą dla miłośników kina historycznego. Kolejnym, bezsprzecznym atutem najnowszego dzieła Hoffmana jest dobór obsady. Dodajmy: męskiej obsady. Wcielając się w skądinąd niełatwe, bo historyczne postaci, aktorzy obronili się wiarygodnością odtwarzanych ról. Warto docenić doskonałą kreację Daniela Olbrychskiego jako marszałka Józefa Piłsudskiego. Nie ustępuje mu również Wieniawa-Długoszowski grany przez Bogusława Lindę. Z kręgu czarnych charakterów warto wspomnieć czekistę, komisarza Bykowskiego, w którego postać wcielił się Adam Ferency. To z jego ust padają znamienne dla nas, a zarazem profetyczne, w perspektywie dalszej polsko-rosyjskiej historii, słowa: „wojsko bez oficerów to nie wojsko, naród bez przywódców to nie naród”. Po raz kolejny do swojej produkcji Hoffman zaprosił także znanego polskiej widowni np. z Ogniem i mieczem Aleksandra Domogarowa, odtwarzającego rolę Sotnika Kryszkina. Warto zaznaczyć, że oprócz grupy ponad 80 znanych aktorów zaangażowano do współpracy również tzw. grupy rekonstrukcyjne specjalistów zafascynowanych historią drugiej dekady XX w. Niestety, ze smutkiem trzeba stwierdzić, że na tym kończy się lista atutów filmu.
 
Niepotrzebne. Wyciąć
O ile wspomnianą już drugą część filmu ogląda się z zapartym tchem, to pierwsza, osnuta wokół losów małżeństwa fikcyjnych postaci Oli i Jana, wywołuje trudne do pokonania znużenie. Borys Szyc odgrywający rolę ułana niesłusznie oskarżonego o szerzenie bolszewickiej propagandy broni się na całej linii, nie można jednak tego samego powiedzieć o Nataszy Urbańskiej. Scena, w której występuje w towarzystwie Bogusława Lindy przekazującego tragiczne wieści o losie jej męża, jest bardziej groteskowa niż dramatyczna. Niestety po raz kolejny można się przekonać, że uroda oraz „medialna twarz” to za mało, by sprostać filmowej roli. Podczas serii scen ukazujących naprzemiennie tułaczkę Jana oraz kolejne występy Oli w kabarecie widz przekonuje się, że te drugie mają jedynie służyć nadrobieniu przez Urbańską braków w talencie aktorskim.
Reasumując, można dojść do wniosku, że film nie straciłby wcale, gdyby pozbawiono go wątku miłosnego. Wręcz przeciwnie – z pewnością by na tym zyskał. Przekonują o tym inne wojenne ekranizacje, w których próżno szukać tkliwych wątków. Biorąc w nawias niespełniające oczekiwań sceny, warto przyjrzeć się ekranizacji jednej z najbardziej znaczących bitew w dziejach Europy, której przebieg, zresztą nie pierwszy raz w dziejach historii, przewidział lud kierujący się bardziej czuciem i wiarą niż „szkiełkiem i okiem”, podając sobie z ust do ust wieść o nadchodzącym cudzie nad Wisłą.
 
 
 
 
 
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 42/2011