Jezus, zanurzony swoim życiem w woli Ojca i solidarny z grzesznikami, nad Jordanem rozpoczyna swoją działalność w „Galilei pogan” (Mt 4, 15), świecie mocno skażonym pogaństwem, pełnym ludzi, którzy byli bez światła i jak błąkające się owce, bez pasterza. To właśnie taki grzeszny świat będzie miał pierwszeństwo w Jego posłudze, a pogubieni ludzie, bez światła, bez miłości i bez nadziei będą zawsze mieli do Niego przystęp.
Powołanie pierwszych uczniów w opisie św. Mateusza pokazuje niezwykłą moc wzywającego Jezusowego słowa. Jezus – przychodząca światłość – nie chce działać sam i jak każdy człowiek przeżywa swoje życie z innymi ludźmi. Gwałtowność Jezusowego wezwania i natychmiastowość odpowiedzi uczniów pokazują nam, że duchowość chrześcijan jest duchowością exodusu, czyli nieustanną gotowością do wychodzenia zawsze ku temu, co większe i święte.
Tylko zachwyt Jezusem i miłość do Niego umożliwia takie odpowiedzi. Te zaś rodzą się na modlitwie, która jest głębokim spotkaniem z Bogiem i w której człowiek z Nim rozważa wszystko, co jest najważniejsze w jego życiu. Modlitwa staje się „miejscem”, do którego człowiek przynosi swoje pytania, decyzje, plany, by spojrzeć na nie z innej perspektywy, z dystansem do siebie i w świetle, które jest nam dane od Boga. Chodzi więc o modlitwę, która jest dialogiem człowieka z Bogiem. Właśnie w takim klimacie dojrzewa wiara człowieka, w której rozpoznaje on swój dar, a rozpoznając, przekazuje go innym.
Współczesny chrześcijanin staje często przed człowiekiem nieznającym Jezusa lub zdystansowanym, a nawet uprzedzonym do wszystkiego, co ma związek z Kościołem. Wtedy uświadamia sobie, że dysponuje jedynie tym, co uczynił w nim Bóg i widzi wyraźnie, że jedyną czytelną „księgą Ewangelii” dostępną temu człowiekowi jest on sam, a jego ewangeliczna postawa jest jego jedynym argumentem.
Jak konkretnie może to wyglądać, niech pokaże nam spotkanie okrutnie skrzywdzonego przez najbliższych i zagubionego Tima Guenarda z ojcem Thomasem: „Widuję się z nim każdego dnia przez cały rok. Mam ochotę zmienić się, gdy z nim jestem. (…) Przyjmuje mnie bezwarunkowo. Musi być na obraz Boga, który schodzi coraz niżej, by facet, który upada, wpadł mu prosto w ręce. Dobroć ojca Thomasa wyprzedza moją nędzę”.
Aby więc dojść do człowieka, a jeszcze poprawniej, odbyć do niego pielgrzymkę, trzeba, jak mawia Alessandro Pronzato, wyjść poza siebie, przesuwając centrum uwagi z siebie na drugiego człowieka. Wszystko to jednak ma swój początek w miłości Boga do nas i w głębi naszej odpowiedzi, a dopiero z tego dialogu miłości wyrasta nasza wrażliwość niepozwalająca nam przejść obojętnie obok drugiego człowieka.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.






