– Formalne spotkanie, z uściskiem dłoni przez patriarchę i papieża przed kamerami telewizyjnymi, jak już mawiał poprzedni patriarcha Aleksy II, nas nie interesuje – mówił jeszcze na początku ubiegłego roku metropolita Hilarion, szef Wydziału Kontaktów Zewnętrznych Patriarchatu Moskiewskiego.
Od tego czasu dużo się jednak zmieniało. Dziś wpływowy prawosławny hierarcha nie wyklucza już możliwości bezpośrednich rozmów papieża Benedykta XVI i Patriarchy Wszechrusi Cyryla. – Każdy dzień przybliża spotkanie papieża z patriarchą – stwierdził niedawno Hilarion.
Przeciw złym wpływom
Nowe idee i prądy cywilizacyjne docierają na Wschód zawsze z pewnym opóźnieniem. W przypadku Warszawy, Pragi i Budapesztu ta „obsuwa” wynosi z reguły kilka miesięcy, a w odniesieniu do Moskwy nawet kilka lat.
Tak jest choćby z falą powszechnej laicyzacji i tendencjami do coraz większego oddzielania sfery religijnej od życia prywatnego. Ta moda właśnie teraz dociera do Rosji. Po pierwszym zachłyśnięciu się wolnością, Rosjanie przestają traktować religię jako atrybut wolności, manifestowany przez masowe chrzty i religijność „na pokaz”. Dziś miarą „prawdziwej wolności” stają się przede wszystkim drogie samochody, złote zegarki na rękach i wypchane portfele z krokodylej skóry. I to w o wiele większym stopniu niż na Zachodzie. Jednocześnie coraz bardziej pustoszeją cerkwie. Bo „nowi Ruscy” wcale nie chcą słyszeć nawoływań swoich popów do powściągnięcia konsumpcyjnego rozpasania.
Sytuację ratuje nieco nieformalny sojusz między Kremlem a Patriarchatem Moskiewskim, dzięki któremu prawosławie nie jest tak jak na Zachodzie wypychane z przestrzeni publicznej. Wręcz przeciwnie – obie strony zdają się nadal wierzyć w bizantyjską ideę cezaropapizmu, a ściślej, w jego rosyjską odmianę, zwaną samodzierżawiem. Taki układ jest korzystny zarówno dla państwa, które widzi w prawosławiu główne spoiwo scalające nowe imperium, jak i dla samego prawosławia, gwarantującego sobie utrzymanie dominującej pozycji na religijnej mapie Rosji.
Ogromne zmiany w sferze obyczajowej stają się jednak faktem i nie można ich bynajmniej lekceważyć nawet w tak „zamordystycznym państwie”, jakim jest współczesna Rosja. I dlatego rosyjskie prawosławie coraz częściej spogląda życzliwie na Kościół katolicki w poszukiwaniu sojusznika na przyszłe, trudne czasy. – W obliczu agresywnego, zsekularyzowanego liberalizmu razem z Kościołem rzymskokatolickim bronimy tradycyjnych wartości chrześcijańskich, takich jak rodzina i wartość życia ludzkiego. Nasze Kościoły jednym frontem występują przeciwko medyczno-biologicznym eksperymentom niezgodnym z postawą szacunku dla godności ludzkiej osoby – powtarza od dawna Patriarcha Wszechrusi Cyryl. I to akurat jest prawda.
Wahabici u bram
Istnieje także druga ostroga pobudzająca do intensyfikacji wysiłków ekumenicznych między wschodnim i zachodnim chrześcijaństwem. Mowa oczywiście o ekspansywnym islamie, który umacnia się coraz bardziej na obszarach uznawanych od wieków za tradycyjnie chrześcijańskie. Proces ten nie dotyczy jednak wyłącznie krajów Zachodu. Dość powiedzieć, że tereny Federacji Rosyjskiej zamieszkuje dziś największa populacja muzułmanów w całej Europie. Według danych miarodajnego amerykańskiego instytutu Pew Research Center, w Rosji żyje dziś 16,4 mln muzułmanów (czyli ok. 11,6 proc. mieszkańców kraju). Ta sama organizacja przewiduje, że w 2030 r. liczba ta wzrośnie do 18,6 mln osób. Najwięcej wyznawców Allacha spotkamy w republikach kaukaskich, w Baszkirii, Tatarstanie i w masywie Uralu. Tam muzułmanie żyją od stuleci. Dominują wśród nich wyznawcy islamu sunnickiego, który uznawany jest zresztą oficjalnie za jedną z czterech (oprócz prawosławia, judaizmu i buddyzmu) tradycyjnych religii Federacji Rosyjskiej.
Najlepszym dowodem na rosnące znaczenie islamu w Rosji jest otwarcie w październiku 2008 r. w stolicy Republiki Czeczeńskiej, Groznym, jednego z największych meczetów w Europie. To ogromny, zajmujący ponad 14 ha terenu obiekt, mogący pomieścić 10 tys. muzułmańskich wiernych. Samo w sobie nie jest to może jeszcze tak niezwykłe, gdyby nie fakt, że otwarcie meczetu odbyło się w obecności… premiera Rosji Władimira Putina, z dumą obnoszącego się na co dzień ze swoją prawosławną wiarą.
W nieoficjalnych wypowiedziach przedstawicieli Kremla i moskiewskiego patriarchatu coraz częściej pojawiają się jednak obawy przed demograficzną siłą islamu i niebezpiecznymi tendencjami radykalizacyjnymi w jego łonie. Tym bardziej że zapalnych miejsc w Rosji nie brakuje. Zwłaszcza w Czeczenii i Inguszetii, gdzie coraz więcej do powiedzenia mają wyznawcy radykalnej odmiany islamu – wahabizmu.
Powinienem nauczyć się rosyjskiego
Poprawa stosunków między siostrzanymi Kościołami odbywa się w trochę nietypowy sposób, bo za pośrednictwem Kremla. Akuszerem owych dobrych relacji jest dziś bowiem sam prezydent Dmitrij Miedwiediew. Nie bez przyczyny w 2009 r. oficjalne relacje między Watykanem a Moskwą zostały podniesione do rangi pełnych stosunków dyplomatycznych. Przedstawiciele Kremla podkreślają zresztą często, że w sprawach polityki zagranicznej chcą „synchronizować zegarki” ze Stolicą Apostolską. I nie są to tylko czcze słowa. Całkiem niedawno Rosja poparła np. protest Watykanu w sprawie pierwotnej decyzjiEuropejskiego Trybunału Praw Człowieka, zakazującej wieszania krzyży we włoskich szkołach.
Dla Kremla dobre stosunki ze Stolicą Apostolską to znakomita okazja do podreperowania swoje nadwątlonego nieco w ostatnich latach wizerunku międzynarodowego. Ale wszystko to dzieje się oczywiście za cichym przyzwoleniem moskiewskich batiuszków. I chyba nieprzypadkowo podczas ostatniej wizyty Miedwiediewa w Watykanie jednym z prezentów wręczonych Benedyktowi XVI był tom encyklopedii prawosławia. – Powinienem nauczyć się rosyjskiego – skomentował podarunek papież.
Szansę na polepszenie wzajemnych stosunków upatruje się także w osobie obecnego patriarchy Wszechrusi. Cyryl, w przeciwieństwie do swojego poprzednika, Aleksego II, uznawany jest za patriarchę otwartego i skłonnego do dialogu. Obaj zwierzchnicy Kościołów znają się zresztą od dawna. Dał temu wyraz Benedykt XVI, dziękując w swojej książce Światłość świata za „przyjaźń i wielką serdeczność, jaką mi okazuje patriarcha Cyryl”.
W oficjalnych relacjach takiego przełomu na razie nie ma. Zbyt wiele jest bowiem kwestii spornych. Ot, choćby „samowolne” ustanowienie diecezji przez Kościół katolicki na terytorium Federacji Rosyjskiej, spory wokół zwrotu katolickich świątyń albo sprawa „rozgromienia” – jak to ujmuje moskiewska Cerkiew – przez grekokatolików trzech diecezji patriarchatu na terenie Ukrainy. Nade wszystko jednak prawosławie cały czas zazdrośnie strzeże swego wpływu na rosyjską duszę. Tym bardziej że uprzywilejowana pozycja Cerkwi została zapisana w 1997 r. w rosyjskiej konstytucji. – Moskwa, Kijów, Mińsk, Kiszyniów, Astana powinny być nie tylko ośrodkami oddzielnych państw, ale stać się ośrodkami wspólnej cywilizacji Rusi – podkreśla na każdym kroku patriarcha Cyryl. Innymi słowy: Święta Ruś ponad wszystko.
Coś się jednak mimo wszystko zmienia. Bo po raz pierwszy od wielu lat z ust przedstawicieli patriarchatu nie pada lista warunków, od których uzależnione miałoby być ewentualne spotkanie papieża z moskiewskim patriarchą. Cerkiew przestaje w końcu mówić : „Tak, ale…”.