Logo Przewdonik Katolicki

To tylko czyjeś zwłoki...

Natalia Budzyńska
Fot.

Połowa z nas umrze w szpitalu. Dlaczego więc nie krzyczeć głośno o godne traktowanie ciała po śmierci? To ciało czyjeś matki, ojca, córki. Już tylko przez to jest uświęcone.

Połowa z nas umrze w szpitalu. Dlaczego więc nie krzyczeć głośno o godne traktowanie ciała po śmierci? To ciało czyjeś matki, ojca, córki. Już tylko przez to jest uświęcone.

 


 

Szpital to nie jest miejsce do umierania. To miejsce przeznaczone do leczenia. A przecież statystyki mówią, że niemal połowa zgonów następuje właśnie w szpitalach. Możemy być pewni, że ktoś z naszych bliskich umrze na skutek ciężkiej choroby właśnie w szpitalu. I że w większości przypadków nie będziemy mogli po chrześcijańsku czuwać i modlić się przy jego ciele.

Niestety, może się zdarzyć również tak, że będziemy narażeni na skrajnie nieprzyjemne sytuacje niegodnego traktowania ciała naszej ukochanej osoby. Rozpoczęta kilka lat temu ogólnopolska akcja „Umierać po ludzku” dotyczyła podejścia personelu medycznego do ludzi śmiertelnie chorych i pozostających w agonii i na pewno wiele zmieniła. Wciąż odnosi się wrażenie, że kiedy pacjent umrze, staje się tylko ciałem, z którym szybko trzeba coś zrobić. Przepisy wprawdzie mówią dokładnie co, ale ich interpretacja może być szeroka.

Co jakiś czas lokalna prasa pisze o skandalu w miejscowym szpitalu. Latem w internecie ukazały się zdjęcia odrażającego pomieszczenia, w którym przechowywane są zwłoki pacjentów zmarłych w kutnowskim szpitalu. W szpitalu w Nysie zmarłych zostawia się na dwie godziny w ogólnodostępnej łazience, a w jednej z krakowskich placówek całkiem niedawno pielęgniarka wyprosiła syna od umierającego ojca, ponieważ było już po godzinach odwiedzin. Nie jest łatwo umierać w szpitalu, i choć wielu lekarzy i wiele pielegniarek to osoby wrażliwe, z szacunkiem pochylające się nad tajemnicą końca życia, to często okazuje się, że ciało po śmierci po prostu przeszkadza.

 

Horror, o którym chce się zapomnieć

„Byłem zszokowany wiadomością o śmierci ojca i jego widokiem. Myślałem o tym, żeby zwrócić uwagę pielęgniarkom, ale w tym momencie to były zbyt silne emocje. Trzeba było myśleć o tylu rzeczach, wspierać mamę. Nie chciałem robić awantury w takiej chwili. Pomyślałem, że przyjdzie na to czas, ale po pogrzebie i wyjeździe z miasta, gdzie mój ojciec leżał w szpitalu, nie miałem już sił” – mówi Tomasz, dorosły mężczyzna, którego ojciec zmarł kilka miesięcy temu w tarnobrzeskim szpitalu. „Myślałam, że takie rzeczy się nie zdarzają. To, jak postąpiono z ciałem mojego dziadka po śmierci, to historia jak z taniego horroru. Widziałyśmy z mamą, że pielęgniarkom było trochę przykro, ale nic nie mogły zrobić. Nigdy bym nie uwierzyła, że takie rzeczy dzieją się w XXI w. w szpitalu w dużym mieście. Mama planowała, że po wszystkim, po pogrzebie, nie zostawi tego. Chciała pisać do gazet, iść do dyrektora szpitala, ale w końcu nie dała rady i nie chciała do tego wracać” – opowiada Ola, której dziadek zmarł niedawno w Szpitalu Wojskowym w Poznaniu. Takich historii jest wiele, ale ludzka psychika chce zapomnieć to co najgorsze i nie wracać do takich przeżyć. Dlatego ja postanowiłam jednak o tym napisać.

 

Do worka. Jak najszybciej

W szpitalach jest mało miejsc, sale są pełne pacjentów, ciasne i wieloosobowe. Nie ma miejsca dla pacjentów, często nie ma nawet miejsca dla lekarzy i dlatego rozmawiają z rodzinami pacjentów na korytarzach. Trudno jest umierać w sali, w której leży kilku chorych, to skomplikowana sytuacja dla rodziny umierającego i dla pozostałych pacjentów.

Kiedy nasz najbliższy umrze w domu, mamy czas, żeby przy nim być, modlić się i kontemplować misterium odejścia z tego świata. Nie musimy się spieszyć. Szpital oczywiście tego komfortu nie gwarantuje. Rozporządzenie Ministra Zdrowia z roku 2006 w sprawie postępowania ze zwłokami osób zmarłych w szpitalu mówi, że zanim zwłoki zostaną przeniesione do szpitalnej chłodni, muszą przez dwie godziny pozostać na oddziale. O pogorszeniu stanu pacjenta rodzinę powinien poinformować lekarz dyżurny.

Przy dziadku Oli cały czas czuwał ktoś z rodziny, więc kiedy lekarz powiedział o agonii, wszyscy zdążyli przyjechać, żeby się z nim pożegnać. „Na sali leżało kilku pacjentów, łóżko dziadka było oddzielone parawanem. Po kolei żegnaliśmy się z nim. W momencie śmierci trzymaliśmy go za ręce. Dziękuję Bogu, że było to możliwe”.

Pielęgniarki mają wytyczne i po śmierci pacjenta postępują według określonych przez szpital procedur. „Wykonujemy toaletę pośmiertną: obmywamy zmarłego, wyjmujemy wszystkie wenflony, sondy, cewniki, przyczepiamy do ręki karteczkę z danymi. W moim szpitalu innych chorych przenosi się na ten czas do drugiej sali. O tym decyduje ordynator. Jeśli pielęgniarka zrobiłaby to bez jego zgody i wiedzy, to od razu idzie na dywanik” – tłumaczy pielęgniarka z Warszawy, która nie chciałaby podawać swojego imienia i miejsca pracy.

Na czas toalety rodzina proszona jest o wyjście na korytarz. „Raczej nie pozwalamy rodzinie posiedzieć przy zmarłym, bo ludzie są w silnych emocjach i różnie reagują, a ciała często są w okropnym stanie. Ciało po reanimacji jest zmasakrowane. Osoba w momencie zatrzymania oddechowego nagle zaczyna wymiotować, przy zatrzymaniu puszczają wszystkie mięśnie, intubacja i reanimacja to czynności drastyczne. Nawet jak umyjemy ciało, to jest ono posiniaczone, żebra połamane. Nie wygląda to dobrze. Dlatego my nie zachęcamy rodziny, żeby oglądała zmarłego w takim stanie. Do czuwania i modlenia się są w szpitalach kaplice. Wiem, że to brzmi może okrutnie, ale rodzina na taki widok często reaguje histerycznie i zakłóca spokój innym chorym, a przecież my jesteśmy od tego, żeby się nimi zajmować”.

Kiedy lekarz powiadowił rano Tomasza i jego matkę o śmierci ojca, po 10 minutach byli już w szpitalu. „Ojciec leżał na sali, jego łóżko było otoczone parawanem. Chciałem się z nim pożegnać, przytulić go. Leżał nagi w czarnym worku rozpiętym do piersi. Do dziś nie mogę się otrząsnąć. Dotknąłem jego ręki, była ciepła i miękka. Mama przytuliła jego głowę. Leżał w foliowym worku, jak śmieć. Nie mogłem się od tego skojarzenia uwolnić: jak w worku na śmieci. Ta sytuacja była dla nas podwójnym wstrząsem. Czy pielęgniarki nie mogły na nas poczekać? Jak można być tak pozbawionym wrażliwości, żeby pokazać ciało najbliższej osoby w taki sposób? Jak coś niepotrzebnego. Zresztą to nasze pożegnanie trwało bardzo krótko. Za plecami cały czas stały pielęgniarki i chrząkały, żeby się pospieszyć, bo potrzebne jest łóżko”.

 

Zamknięty w WC

Ola rozumie, że nie mogła uczestniczyć w toalecie pośmiertnej, stała z resztą rodziny na korytarzu i czekała. Myśleli, że teraz ciało dziadka zostanie przeniesione do jakiegoś osobnego pokoju, gdzie będą mogli czuwać przy nim i się modlić. Rozumiała też, że na pewno nie zostanie zostawiony w tej samej sali, gdyż leżeli tam pacjenci chorzy kardiologicznie. Śmierć kogoś z pokoju szpitalnego to także dla nich silne przeżycie, którego należy im oszczędzić.

„Chyba nigdy nie przeżyłam takiego szoku, gdy okazało się, że ciało dziadka owinięte w czyste prześcieradło pielęgniarki zawożą do… toalety z ubikacjami dla pacjentów. Wstrząsnął mną już sam fakt, że było to WC, a na dodatek wyjątkowo śmierdzące i podłe. Pielęgniarkom najwyraźniej było przykro, że tak się dzieje na ich oddziale. Z zażenowaniem powiedziały, że nie ma tu innego miejsca. Chciałyśmy z mamą być z dziadkiem w tym okropnym pomieszczeniu, ale nie pozwolono nam. Drzwi zaklejono taśmą, a my siedziałyśmy tam, pod tymi drzwiami, przez dwie godziny i odmawiałyśmy Różaniec”.

Rozporządzenie Ministra Zdrowia mówi: „W okresie pomiędzy stwierdzeniem zgonu a przewiezieniem do chłodni zwłoki osoby zmarłej są przechowywane w specjalnie przeznaczonym do tego celu pomieszczeniu, a w razie jego braku – w innym chłodnym miejscu, z zachowaniem godności należnej zmarłemu”. Nie wiem, jak dyrektor tego szpitala interpretuje słowa „z zachowaniem godności należnej zmarłemu”.

Przepisy są pozbawione emocji, taka ich uroda. Mówią tylko o tym, co należy zrobić. To w jaki sposób będą przestrzegane, świadczy o człowieczeństwie osób odpowiedzialnych za ich wykonywanie.

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki