Czy Bóg może być samotny? Od tajemnicy Trójcy Świętej zależy nasze życie

Dogmat o Trójcy Świętej kojarzy się z trudną teologiczną teorią, w którą trzeba wierzyć, ale która zdaje się nie mieć większego wpływu na nasze życie. Prawda jest jednak taka, że od tego, kim i jaki jest Bóg, zależy całe nasze życie.
Czyta się kilka minut
Renesansowy fresk Masaccia, Trójca Święta (ok. 1425–1427), w Bazylice Santa Maria Novella we Florencji. Widoczni na zdjęciu zwiedzający pozwalają poczuć monumentalną skalę tego przełomowego dzieła sztuki sakralnej | fot. Flickr
Renesansowy fresk Masaccia, Trójca Święta (ok. 1425–1427), w Bazylice Santa Maria Novella we Florencji. Widoczni na zdjęciu zwiedzający pozwalają poczuć monumentalną skalę tego przełomowego dzieła sztuki sakralnej | fot. Flickr

Nie da się ukryć, że pisanie i mówienie o tajemnicy Trójcy Świętej przypomina wysławianie się małego dziecka: chce coś powiedzieć, ale wciąż brakuje mu słów, żeby to dobrze wyrazić. Niestety trzeba się zgodzić, że nasza wiedza na temat Boga jednego w trzech Osobach jest szczątkowa, a nasze mówienie o tym jest zawsze „niedomówieniem”. Jednak nie możemy się zniechęcać – Bóg powiedział nam o sobie wszystko, co jest nam potrzebne, abyśmy mogli Go poznać i pokochać, a dzięki temu, żebyśmy mogli osiągnąć zbawienie i lepiej zrozumieć samych siebie.

Tajemnica fundamentalna

Na samym początku należy stwierdzić, że nauka o Trójcy „nie jest zewnętrznym dodatkiem do ogólnej wiary w Boga”, ale jest raczej „podsumowaniem i kwintesencją Bożego Objawienia” (G.L. Müller), ponieważ stanowi odsłonięcie wewnętrznej istoty Boga, a więc tego, kim jest Bóg sam w sobie. Niewątpliwie, jest to prawda, która „w głowie się nie mieści” i potrzeba było bezpośredniej ingerencji Boga, żebyśmy mogli zostać oświeceni promieniami tego nieskończonego światła. Światło to nie pochodzi z nas samych – z naszego rozumu ani z naszych naturalnych zdolności poznawczych – lecz jest światłem nadprzyrodzonym i kto przyjmuje aktem wiary tę prawdę, wchodzi w nieskończoność i dotyka Bożej łaski: „poznanie trójjedynego życia Boga nie jest owocem abstrakcyjnej spekulacji w obrębie filozoficznej nauki o Bogu, lecz powstaje z bezpośredniego słuchania historiozbawczego samoobjawienia się Boga” (G.L. Müller). Oznacza to, że źródłem naszej wiary w Trójcę jest sam Bóg, który w Jezusie Chrystusie oraz Duchu Świętym, z miłości do nas, w bezinteresownym darze udziela nam dostępu do tej ukrytej prawdy, do której o własnych siłach nigdy byśmy nie doszli. Mówimy zatem o tajemnicy wszystkich tajemnic, która pomimo tego objawienia zawsze tajemnicą pozostanie.

Kryzys ariański

Mówiąc o Trójcy Świętej nie sposób nie pochylić się z wdzięcznością i uznaniem przed ogromnym wysiłkiem ojców sprzed 1700 lat, którzy w Nicei oraz podczas kolejnych soborów, korzystając z dziedzictwa filozofii greckiej, ustalili pojęcia i formuły, które pozwalają nam się nie zgubić w tych przerastających nas rozważaniach (chociaż doświadczenie plączącego się języka i intelektualnego ograniczenia pozostanie stałą cechą towarzyszącą trynitologicznej refleksji). A skoro wspomnieliśmy o Nicei, to warto przypomnieć, że punktem zapalnym w ukształtowania się dogmatu o Trójcy Świętej był kryzys ariański, a później także wszystkie inne błędy, które podważały jedność lub odrębność w Bogu. Otóż zdaniem Ariusza, kapłana z Aleksandrii, Bóg jest jedyną, samotną i niepodzielną monadą, od której oddziela nas niepokonalna przepaść i bezwzględna różnica. Ponieważ Jego wielkość jest nieskończona, „potrzebuje do swojego działania swoistego «bezpiecznika», który by tak zmniejszył Jego wszechmoc, że stworzenie ją zniesie, przetrzyma” (Ch. Schönborn). Tym „bezpiecznikiem” miał być właśnie Logos – Syn Boży, który według Ariusza pełni rolę pośrednika i który jest stworzeniem najbardziej podobnym do Boga. Skoro jednak jest tylko stworzeniem, to nie jest Bogiem.

Dogmat o Trójcy

Efektem tej kontrowersyjnej nauki Ariusza było wypracowanie precyzyjnych pojęć, które miały pomóc w dogmatycznym zdefiniowaniu relacji między Bogiem Ojcem i Synem. I tak zrodziło się nicejskie wyznanie wiary, które – uzupełnione pięćdziesiąt lat później w Konstantynopolu – weszło na stałe do liturgii i jest do dziś powtarzane przez nas podczas każdej niedzielnej mszy świętej. Przede wszystkim podczas Soboru Nicejskiego w 325 r. ucięto wszelkie heretyckie spekulacje na temat bóstwa Chrystusa. Kiedy mówimy: „współistotny Ojcu” (homousios), to chcemy powiedzieć, że Syna nie można pojmować jako stworzenia Bożego lub jako jakiejś istoty pośredniej, lecz że jest On samym Bogiem, równym w bóstwie i chwale Ojcu. Dalej, skoro Syn nie jest stworzeniem, to nie został „uczyniony” czy wydobyty jakoś z nicości, ale będąc jednorodzonym Synem Ojca, został przez Niego „zrodzony”. W tym momencie nasze myśli mogą zacząć się plątać i buntować: przecież gdy matka rodzi dziecko, to jest to związane z początkiem jego życia i pojawieniem się na świecie. Musimy jednak pamiętać, że chociaż używamy tego samego słowa, to w odniesieniu do Boga mówimy o zrodzeniu boskim i odwiecznym: „to jasne, że Bóg nie rodzi tak, jak ludzie rodzą, ale tak, jak Bóg rodzi. Albowiem Bóg nie naśladuje ludzi; to raczej ludzie ze względu na Boga, który we właściwym znaczeniu i jedynie prawdziwie jest Ojcem swojego Syna, bywają nazywani także ojcami swoich dzieci” (św. Atanazy). Podobnie Duch Święty, który pochodzi od Ojca i Syna przez jedno wspólne „tchnienie” (spiratio), nie jest produktem jakiegoś stwórczego aktu, dzięki któremu nagle – tzn. w jakimś momencie czasu – pojawiłby się obok Ojca i Syna. Wszyscy trzej – Ojciec, Syn i Duch Święty – są jednym, odwiecznym Bogiem, chociaż każdy z nich jest odrębnym, różnym, indywidualnym, konkretnym i całkowicie autonomicznym sposobem istnienia, który nazywamy „Osobą”: „jeśli więc kimś innym (alius) jest Ojciec, kimś innym (alius) jest Syn i kimś innym (alius) jest Duch, to nie są Oni czymś innym (aliud)” (św. Augustyn).

Nieustanne pytanie

Całość dogmatycznej nauki Kościoła o Trójcy można podsumować w następujących liczbach: jedna natura (boska), dwa wewnątrzboskie pochodzenia (zrodzenie Syna i tchnienie Ducha Świętego), trzy Osoby Boskie (Ojciec, Syn i Duch Święty) i cztery relacje (ojcostwo, synostwo, tchnienie czynne i tchnienie bierne). Niby coś już wiemy, a mimo to wciąż mamy wrażenie, jakbyśmy byli dopiero na początku drogi. Nie możemy przecież zapomnieć, że mamy do czynienia z absolutną tajemnicą: „w jaki sposób Bóg może istnieć w trzech (relacyjnych) Osobach i jednocześnie być jednym Bogiem w jedności swojej jednej (absolutnej) istoty” (K. Rahner)? I choć na wiele pytań otrzymamy odpowiedzi dopiero wtedy, gdy ujrzymy Boga „twarzą w twarz”, to próbując pogodzić ze sobą religijny monoteizm – który uznaje istnienie jednego, doskonałego i niepodzielnego Boga – z „pluralistycznym doświadczeniem rzeczywistości Boskiej” (G.L. Müller), odkrywamy bardzo głęboką prawdę, którą Katechizm Kościoła Katolickiego – cytując starożytne wyznanie wiary, ogłoszone przez papieża Damazego – ujął w bardzo zwięzłej formule: „Bóg jest jedyny, ale nie jakby samotny (quasi solitarius)” (KKK 254).

Bóg jest miłością

I tu dochodzimy do być może najważniejszej kwestii związanej z dogmatem o Trójcy Świętej, która ma fundamentalne znaczenie dla całej naszej egzystencji. Skoro „Bóg jest miłością” (1 J 4,8.16), to ta miłość nie może tylko opisywać zewnętrznego odniesienia Boga do człowieka i do stworzonego przez siebie świata, ale musi definiować ona także – a nawet przede wszystkim – całe wewnętrzne (immanentne) życie Boga, a tym samym całą Jego istotę: „Bóg jest miłością w samym wewnętrznym życiu jedynego Bóstwa” (św. Jan Paweł II). Oznacza to, że Ojciec nie jest Ojcem tylko w sensie symbolicznym czy przypadłościowym (jako jakaś nieistotna i dodatkowa cecha), lecz jest Ojcem właśnie dlatego, że definiuje Go odwieczna relacja absolutnej miłości do Syna. Syn jest Synem, ponieważ ma Ojca, ku któremu jest odwiecznie skierowany w całkowitym przyjmowaniu i oddawaniu. Duch Święty natomiast jest „w wieczności wzajemnym obdarowaniem się” (G.L. Müller) – a więc jest samym darem wzajemnej miłości między Ojcem i Synem. Tym, co konstytuuje Osoby Trójcy Świętej, to wzajemne relacje polegające na miłującym i całkowitym obdarowaniu i przyjmowaniu: „wzajemne odniesienia decydują o istnieniu odrębnych Osób, a jedność istoty ma podstawę właśnie w relacyjnym charakterze Osób” (G.L. Müller). Można zatem powiedzieć, że „Kościół doświadcza bardzo mocno tajemnicy Trójcy Świętej jako tajemnicy wiecznej miłości” (Z. Kijas).

Bóg nie jest samotny

Zgodnie z Bożym Objawieniem, całe wewnętrzne życie Trójcy Świętej, jak i Jej zewnętrzne działanie wobec świata, jest oparte na wyjątkowej wewnątrzboskiej wspólnocie miłości: „Bóg nie jest samotnością, lecz doskonałą wspólnotą” (Benedykt XVI). Istotą osobowości w Trójcy Świętej jest „bycie w relacji”. To właśnie te relacje tworzą najbardziej absolutną jedność, a „czysta jedność może występować dopiero w duchu i obejmuje relację miłości” (J. Ratzinger). Innymi słowy, ta nieskończona miłość i odwieczna jedność, która została nam objawiona w słowach i życiu Jezusa Chrystusa, „objawia się jako niewysłowiona komunia Osób” (św. Jan Paweł II).

Człowiek ikoną Trójcy

Niezwykle istotne jest, aby w kontekście tej trynitarnej prawdy postawić pytanie o człowieka i sens chrześcijańskiej egzystencji. Tajemnica Trójcy Świętej jest bowiem swoistą egzegezą naszego życia, która odsłania tajemnicę człowieka i nadaje mu ostateczny kierunek. Po pierwsze, cała „egzystencja chrześcijanina zostaje umieszczona wraz z Chrystusem w kategorii relacji” (J. Ratzinger). Skoro boskie relacje oznaczają wzajemne, całkowite i oparte na miłości odniesienia między Osobami Boskimi, to być chrześcijaninem znaczy być podobnym do Syna w Jego byciu „od” Ojca i „ku” Ojcu – w Jego całkowitym i bezwarunkowym przyjmowaniu i dawaniu, w Jego otwarciu się na „drugiego” (por. J. Ratzinger). Krótko mówiąc, człowiek – stworzony na „obraz i podobieństwo Boże” (Rdz 1,26), będąc ikoną Trójcy – nie może po prostu ignorować tego podstawowego faktu, że ostateczne źródło i fundament naszej egzystencji możemy odnaleźć jedynie w Bogu, który jest wspólnotą miłości trzech Boskich Osób: „antropologiczny opis istoty człowieka musi dotrzeć do jego wymiaru osobowego i do zawartego w nim relacyjnego (…) wymiaru jego urzeczywistniania się” (G.L. Müller). Człowiek urzeczywistnia się – staje się w pełni sobą – jako byt „od” i „ku”, jak byt w relacji, i co więcej, jako byt, który kocha i jest kochany, który przyjmuje miłość i sam staje się darem dla innych. Jesteśmy w pełni sobą nie jako odizolowane i samotne monady, lecz jako osoby, które tworzą autentyczne więzi, a przez to oparte na miłości i prawdzie wspólnoty.

Trynitarne życie chrześcijanina

Nie można również pominąć faktu, iż „całe modlitewne życie Kościoła przebiega w świadomości i w perspektywie trynitarnej: w Duchu, przez Chrystusa do Ojca” (św. Jan Paweł II). Człowiek, który realizuje swoje najwyższe powołanie w miłości i przez miłość, nie może osiągnąć pełni inaczej, jak poprzez włączenie się przez łaskę „w trynitarne życie Boga w taki sposób, że jego samorealizacja staje się rzeczywistym współrealizowaniem komunii Ojca i Syna w Duchu Świętym” (G.L. Müller). Całe chrześcijańskie życie – które zaczęło się przez włączenie przez chrzest do wspólnoty Trójcy Świętej – zmierza właśnie do tego, aby poprzez wiarę, kult liturgiczny, dzieła miłości i ascezę tak upodobnić się do Chrystusa, by wejść w synowską relację do Boga Ojca w jedności Ducha Świętego. Wreszcie, na koniec, należy pamiętać, że „gdy człowiek staje się synem tego Ojca, wtedy już nie jest już sam” (J. Ratzinger). W formule trynitarnej chrztu świętego ukazuje się jakże wyraźnie eklezjalny wymiar naszej egzystencji: włączenie do wspólnoty z Ojcem, Synem i Duchem Świętym jest takim nowym narodzeniem – narodzeniem się z Boga (por. J 3,5–6) – które oznacza włączenie w Mistyczne Ciało Chrystusa, którym jest Kościół.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 22/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Niesamotny Bóg