Logo Przewdonik Katolicki

Ta ostatnia niedziela...

Łukasz Kaźmierczak
Fot.

To będzie mój trzeci lub czwarty tekst w tym roku traktujący o tragicznym losie irackich chrześcijan. Że nudno i monotematycznie? Trudno, w tej sprawie zamierzam nudzić do końca świata.

 

Wiadomości napływające z Iraku układają się od  kilku lat w stałą formułę, wyglądającą zazwyczaj mniej więcej tak: w niedzielę doszło do zamachu na kościół/świątynię/dzielnicę/ulicę zamieszkałą przez chrześcijan, w wyniku czego zginęło X (tu pada konkretna liczba) osób.

Kilkanaście dni temu islamscy terroryści zaatakowali ponownie. Rzecz jasna w niedzielę. Tym razem zginęły aż 52 osoby.

 

Jeśli weszli do kościoła…

Wszystko rozegrało się błyskawicznie. Zamaskowani napastnicy przepasani ładunkami wybuchowymi wdarli się podczas niedzielnej Mszy św. do jednej z największych świątyń  chrześcijańskich w Bagdadzie, należącej do Kościoła katolickiego obrządku syryjskiego. Ubrani w kamizelki samobójców terroryści wzięli ponad stu zakładników i spędzili ich do małego pomieszczenia. Potem zażądali uwolnienia członków al Kaidy, przebywających w irackich i egipskich więzieniach oraz wypuszczenia wszystkich muzułmańskich kobiet, które rzekomo mają być więzione w egipskich klasztorach koptyjskich.
Po kilkugodzinnym bezskutecznym oblężeniu iracka policja zdecydowała się na odbicie zakładników. - Operacja zakończyła się sukcesem – poinformował kilkadziesiąt minut później przedstawiciel bagdadzkich sił bezpieczeństwa gen. Qassim al-Moussawi. Trudno jednak mówić o sukcesie w sytuacji, w której szturm kosztował życie aż 52 osób (nie licząc zabitych terrorystów). Ci, którym dane było przeżyć atak, mówili o niezwykłej bezwzględności i brutalności napastników. „Atak był straszliwy! (…) To jest ogromna tragedia. Nigdy wcześniej nie zdarzyło się, by ktoś w domu Bożym brał zakładników. Wywrze to negatywny wpływ na sytuację w całym Iraku, pokazuje bowiem, że żadne miejsce nie jest bezpieczne. Jeśli weszli do kościoła, mogą wejść wszędzie” – przedstawiał na gorąco relacje uwolnionych zakładników chaldejski biskup Bagdadu Szlemon Warduni.

Solidarność z ofiarami tragedii natychmiast wyraził Ojciec Święty Benedykt XVI. - Modlę się za ofiary tej bezsensownej przemocy, tym okrutniejszej, że ugodziła bezbronnych ludzi zgromadzonych w domu Bożym, który jest domem miłości i pojednania – powiedział papież, apelując po raz kolejny o pokój i położenie kresu wszelkiej przemocy w Iraku.

Rozmiary niedawnej bagdadzkiej tragedii są jednak tak wielkie, że tym razem zareagowała nawet zachodnia opinia publiczna i tamtejsze rządy, nieco już zobojętniałe na niemal codzienne krwawe doniesienia z Bliskiego Wschodu. - Francja jest gotowa udzielić azylu 150 irackim chrześcijanom poszkodowanym w niedzielnym ataku na kościół w Bagdadzie, a także ich rodzinom - poinformował m.in. francuski minister ds. imigracji Eric Besson.

 

Na wymarciu

Skoro więc w Paryżu, Waszyngtonie czy Londynie na powrót mówi się o cierpieniu niewinnych mieszkańców Iraku, warto jeszcze raz przypomnieć, jak wielką gehenną jest dziś iracka rzeczywistość dla tamtejszych chrześcijan.

Od czasu obalenia w 2003 r. reżimu Saddama Husajna wyznawcy Chrystusa stali się obok wojsk okupacyjnych celem numer jeden ataków ze strony islamskich radykałów. Tym częstszych, im silniejsze jest wśród islamistów przekonanie, że Amerykanie zajęli Irak nie tyle po to, by obalić Saddama, ale żeby zaprowadzić tam chrześcijaństwo. Na porządku dziennym są więc zabójstwa na tle religijnym, uprowadzenia, pobicia, gwałty, groźby, zastraszanie, zmuszanie do konwersji i małżeństw oraz ataki na przywódców religijnych, pielgrzymów i na święte miejsca. Podczas niedawnej konferencji w Brukseli poświęconej prześladowaniu chrześcijan na świecie, arcybiskup Kirkuku Louis Sako wyliczał, że od czasu amerykańskiej inwazji na Irak zaatakowano 51 kościołów, porwano i zabito jednego biskupa i trzech księży oraz bez mała tysiąc innych chrześcijan (jeszcze inne dane mówią nawet o ponad 2 tys. ofiar).

Na dodatek nowy, „demokratyczny” iracki rząd nie zrobił właściwie nic, aby ochronić przed przemocą swoich obywateli należących do chrześcijańskiej mniejszości. Wyznawcy Chrystusa są więc tam nadal obywatelami drugiej kategorii, pod względem prawnym, ekonomicznym i politycznym zepchniętymi na margines społeczeństwa. W konsekwencji populacja irackich chrześcijan zmniejszyła się  siedmiokrotnie w stosunku do ich liczby sprzed siedmiu lat. Tak dramatyczny spadek bierze się oczywiście z masowej emigracji ludności, opuszczającej już nie tylko najbardziej zagrożone rejony kraju, ale wręcz cały Bliski Wschód. Efekt? Spośród 1,6 mln irackich uciekinierów rozsianych po całym świecie, aż 40 proc. stanowią właśnie chrześcijanie.

 

Getto Niniwa

Pojawiają się także głosy, że masakra w bagdadzkim kościele przyniesie o wiele większe i poważniejsze konsekwencje, niż to się może dzisiaj wydawać. - Myślę, że wielu chrześcijan, patrząc na to, co się wydarzyło, może zdecydować się na opuszczenie kraju. W tej sytuacji napięcia, braku bezpieczeństwa, terroryzmu i strachu potrzeba naszej modlitwy o pokój – stwierdził wspomniany już wyżej bp Szlemon Warduni.

Panika wśród irackich chrześcijan wydaje się nieunikniona. Od dawna są przecież celem polowań ze strony muzułmańskich radykałów, a wkrótce będzie jeszcze gorzej. Kiedy bowiem w grudniu przyszłego roku ostatni amerykańscy żołnierze opuszczą Irak, cały gniew islamistów na krzyżowców-okupantów skupi się właśnie na irackich chrześcijanach.

Islamscy terroryści już teraz zapowiadają zresztą dalsze zamachy na chrześcijan. „Wszystkie ośrodki, organizacje, instytucje, przywódcy i wierni chrześcijańscy są pełnoprawnymi celami dla mudżahedinów wszędzie tam, gdzie można ich dosięgnąć” – brzmi najświeższy  komunikat ugrupowania Islamskie Państwo Iraku, uważanego za przykrywkę dla irackiej al Kaidy.

W tej sytuacji coraz częściej powraca pomysł wydzielenia z części Iraku specjalnego terytorium, na którym chrześcijanie mogliby czuć się w miarę bezpiecznie. Po niedzielnym krwawym ataku w Bagdadzie przedstawiciele chrześcijańskich Kościołów obrządków syryjskiego, chaldejskiego i ormiańskiego zapowiedzieli, że będą domagać się od irackich władz utworzenia autonomicznie zarządzanego regionu, który mógłby znajdować się na terenie biblijnej prowincji Niniwa. Z kolei syryjskokatolicki arcybiskup Mosulu Georges Casmoussa zaapelował po raz kolejny do ONZ o podjęcie natychmiastowych działań na rzecz zapewnienia w Iraku pokoju i bezpieczeństwa. Liczy się tutaj dosłownie każdy dzień, bo inaczej tamtejsi chrześcijanie po prostu wyginą. Byłoby to tym smutniejsze, że rdzenni mieszkańcy irackiej ziemi to w bezpośredniej linii potomkowie pierwszych chrześcijan. Do dziś zresztą wielu tamtejszych chrześcijan mówi językiem aramejskim, którym posługiwał się sam Jezus Chrystus.

 

 



 

DZIEŃ SOLIDARNOŚCI z Kościołem Prześladowanym

W niedzielę 14 listopada obchodzony będzie II Dzień Solidarności z Kościołem Prześladowanym. Tym razem towarzyszyć mu będzie hasło: „Irak”. „W latach 2003-2010 z powodu wiary w Chrystusa w Iraku liczba chrześcijan z 1,4 mln zmniejszyła się do 200 tys., milion chrześcijan musiało opuścić swoje domy, pół miliona chrześcijan przebywało w obozach dla uchodźców, zamordowano 50 duchownych, zaatakowano 76 kościołów. W ciągu jednego tygodnia (20-27 lutego 2010) 4100 chrześcijan (683 rodziny) zostało wysiedlonych z Mosulu (północny Irak)” – czytamy w komunikacie organizacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie.

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki